Podstawowym i pierwszym logicznie pytaniem uczonych jest kwestia: co to jest nauka? Zadawał je na przełomie XIX i XX wieku podczas wykładów Adam Mahrburg, a „słuchaczki i słuchacze” opublikowali odpowiedź uczonego w kilku wydaniach. Według filozofa, pytanie powyższe, nie tracąc nic ze swego interesu teoretycznego, narzuca się pod wielu względami jako paląca kwestia praktyczna. Tu wspomniał o zdradzonym zaufaniu, jakie ogół posiadał w nauce, wynikającym m.in. z rozdźwięku z moralnością, religią i poezją.
Nauka według Mahrburga to ogół wiadomości o pewnym przedmiocie, ułożonych w całość teoretyczną, to ogół pojęć, powiązanych ze sobą logicznie i zgodnie z doświadczeniem. Jako metodyczny wytwór nauka jest jednak nie tylko faktem dokonanym, lecz zarazem dążeniem, a więc celem i ideałem. Jest systemem prawd lub prawdopodobieństw o pewnym zakresie doświadczenia. Nauka powiadamia, objaśnia i przewiduje. W tym trzecim jest praktyczna, ale rozwijając się z wiedzy pospolitej, tłumi sobie pierwiastek celowości praktycznej oraz roszczenia do roli nakazującej. Pomija też „ocenę uczuciową”. Przy opisie nauka wybiera, nic jednak nie opuszczając. Jest myślowym odtworzeniem świata zgodnie z zasadą najmniejszego wysiłku, bowiem zamiast ogromu poszczególnych doświadczeń, podaje możliwie najmniejszą ilość pojęć systematycznie powiązanych.
Jednolite ujęcie nauki uzupełnił Mahrburg analizą „podziału i układu nauk”, przeprowadzoną w drugim wydaniu części I Poradnika dla samouków (1901). W kolejnej edycji Poradnika... (t.1, 1915) pisał o nauce Jan Łukasiewicz, tekst ten wydano także w kilku odrębnych mutacjach. Powstawał tym samym kanon definicyjny, powszechnie uznawany przez uczonych i amatorów. Łukasiewicz szczególnie podnosił znaczenie twórczości w nauce. Ta nie polega tylko na intelektualnym odtwarzaniu świata. Znany logik dowodził, iż nie wszystkie zdania prawdziwe są prawdami naukowymi. Istnieją prawdy dla nauki za błahe, bo istnieją fakty za błahe. Zadaniem nauki jest tworzenie praw, czyli zdań ogólnych, wyrażających związki konieczne lub stałe, ale nie można wykreślić z nauki zdań jednostkowych. Prawdy naukowe mogą być postrzegane jako zdania praktycznie cenne, reguły skutecznego działania, jednak nisko o nauce myślą ci, co radzi by z niej zrobić służebnicę życia codziennego. Zdania prawdziwe nabierają wartości naukowej dopiero wtedy, gdy pozostają w jakimś związku z potrzebami intelektualnymi. Dążąc do zaspokojenia intelektualnych potrzeb nauka nie może poprzestać na odtwarzaniu faktów, lecz musi wytwarzać teorie, z których każda zawiera pierwiastki twórcze. Te ujawnia rozumowanie - uczony tym różni się od poety, że zawsze i wszędzie rozumuje. Przy tworzeniu teorii funkcjonuje nie tylko myślenie logiczne, ale i „czynniki alogiczne”, w tym stany intelektualno-uczuciowe, jak zdziwienie, ciekawość, lęk, niedowierzanie, a nawet „aprioryczne konstrukcje umysłu”.
Przy tym wszystkim żadna myśl twórcza, nawet najgenialniejsza, nie ma wartości naukowej, dopóki nie zostaje ujęta w słowa, pisane nie tylko prosto i jasno, z nienaganną ścisłością logiczną, ale zajmująco i pięknie.
Od Tadeusza Kotarbińskiego pochodziło rozróżnienie - wprowadzone do obiegu w 1929 roku - nauki jako „kompleksu czynności badawczych i pomocniczych”, a także ustalenie podstaw ogólnej metodologii nauk oraz analiza cech odrębnych głównych działów nauki. Z kolei Maria i Stanisław Ossowscy rozróżnili epistemologiczny (nauka jako droga do poznawania świata) oraz antropologiczny punkt widzenia (nauka jako sfera kultury), sformowali też podstawy Nauki o nauce (artykuł w „Nauce Polskiej” XX, 1935). Kanon definicyjny, fundamentalne rozróżnienia, autonomię - wszystko to usiłowali bezskutecznie obalić dogmatycy marksistowscy z wydatną pomocą biurokratycznej władzy, głosząc tezy o „otwarciu” nauki potrzeby „życia”, propagując rozmyte kategorie „rewolucji naukowo-technicznej” czy też złowrogą wersję „nowej nauki”. Czas pokazał, ile były warte owe naleciałości.