Strażnik dokonań

Szanowny Panie Redaktorze,

Zawsze z wielką uwagą czytam na łamach „Forum Akademickiego” teksty dr. Marka Wrońskiego o nieuczciwości naukowej, która staje się, niestety, udziałem części polskiego środowiska naukowego. Jestem pełen podziwu dla Jego zaangażowania w tropieniu nieuczciwości naszych „luminarzy nauki”. Ostatnio (w numerze 9 z września 2005) przeczytałem tekst o udostępnianiu (lub raczej jego braku) niepublikowanych prac doktorskich. Szczególne zainteresowanie artykułem wynika z faktu, iż jestem dyrektorem biblioteki dawnej Akademii Medycznej w Bydgoszczy, obecnie Biblioteki Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Podobny (do opisanego przypadku z Biblioteki Jagiellońskiej) zakaz wypożyczania i kopiowania niepublikowanych prac doktorskich wydałem kilka miesięcy temu między innymi właśnie pod wpływem lektury artykułów dr. Wrońskiego, z uzasadnionej – wydaje mi się – obawy, iż wyniki badań w nich zawartych, a przede wszystkim zestaw literatury itp., mogą posłużyć nieuczciwym „uczonym” jako materiał do ich własnych przyszłych dysertacji. Marka Wrońskiego interpretacja przepisów o prawie autorskim wydaje się być słuszna, ale należy zdać sobie sprawę, że wspomnianych pięć egzemplarzy – wprawdzie powielonych – to jeszcze nie ustawowe upublicznienie. Wiadomo bowiem, że z owych pięciu egzemplarzy tylko jeden jest udostępniany przez bibliotekę. Pozostałe – wykonane zresztą przez autora jedynie po to, aby recenzenci i promotor mogli jednocześnie napisać swoje opinie – zwykle znajdują miejsce w archiwach dziekanatów lub pozostają we władaniu owych osób. Czwarty egzemplarz zachowuje autor. Stąd myślę, że trudno tutaj mówić o rozpowszechnieniu.

Dyrektor biblioteki staje zatem przed dylematem, czy pozwolić na wypożyczenie tej jedynej pracy, czy też nie. Ja na to się nie odważyłem.

Teraz kwestia odbitek kserograficznych. W żaden sposób biblioteki nie mają prawa w całości powielać dokumentów, ani tych upublicznionych, ani tych niepublikowanych. Jedyny wyjątek to uzupełnienie kolekcji. Kwestia udostępnienia zewnętrznego kserokopii całej pracy wydaje się zatem zupełnie niemożliwą. Zawsze bowiem pozostaje ryzyko, że nieuczciwy „uczony” wykorzysta fragmenty pracy, jej wyniki, zestawienie literatury itp., i może się to okazać absolutnie niesprawdzalne. Jedyne osoby, które mogłyby tę nieuczciwość wykryć, to: autor (który wszakże nie zawsze interesuje się dalszymi losami swojej pracy po zakończeniu przewodu doktorskiego, bo na przykład nie pracuje dalej naukowo, co przecież w wypadku wielu osób ma często miejsce), recenzenci (tu również różne mogą być ich losy, jak chociażby fakt, iż niektórzy odeszli z tego świata, wyjechali za granicę itd.) i wreszcie promotor (podobna sytuacja, jak w wypadku recenzentów). Zresztą wszyscy to dobrze rozumieją. Taka obawa zatem jest tym bardziej uzasadniona, szczególnie w obliczu tych wszystkich niepokojących zjawisk związanych z pracami magisterskimi, handlem nimi itp.

Innymi słowy, chciałbym powiedzieć, że często zdarza się tak, iż niepublikowana rozprawa doktorska znika z obiegu intelektualnego (również ze względu na dezaktualizacje, co dotyczy starszych prac z dziedzin eksperymentalnych). Jej udostępnienie zatem wydaje się zasadne tylko na miejscu, w bibliotece, tak jak to czyni się z wieloma materiałami opublikowanymi, posiadanymi przez bibliotekę tylko w jednym egzemplarzu.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie kwestionuję potrzeby dostępu do wiedzy, również tej nierozpowszechnionej, ale myślę, że biblioteki powinny spełniać rolę strażnika tych intelektualnych dokonań, które z różnych względów nie są powszechnie znane, a zwłaszcza tych, co do których autorzy nie wyrazili zgody na udostępnianie poza biblioteką. Proszę pamiętać, że zawsze z takiej pracy można skorzystać na miejscu, w czytelni.

Serdecznie pozdrawiam Redakcję i czekam na następne teksty dr. Wrońskiego.

Dr Krzysztof Nierzwicki
zastępca dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej ds. Biblioteki Medycznej
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Collegium Medicum im. L. Rydygiera w Bydgoszczy,
redaktor naczelny „Wiadomości Akademickich”,
pisma Collegium Medicum im. L. Rydygiera w Bydgoszczy

Odpowiedź M. Wrońskiego - tutaj

.