Najstarsze szkoły zawodowe popełniły pewien „grzech pierworodny”, który dopuszczała ustawa z 1997 roku, zatrudniając zbyt wielu doktorów na stanowi ska profesorskie. To spłaszczyło siatkę płac. Nie jesteśmy pewni, jak w tej kwestii interpretować zapisy nowej ustawy. Z pewnością od teraz doktorów można będzie zatrudniać na stanowiskach profesorskich tylko po zaopiniowaniu przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów. Niektórzy z nas chcieliby tę ścieżkę zastosować do weryfikacji wcześniejszych nominacji i woleliby tym osobom nadać stanowisko docenta, do którego wraca nowa ustawa. Liczymy, że potwierdzona zostanie zapowiedź, że profesorowie z doktoratami, których kwalifikacje potwierdziła CK, będą zaliczani do minimum kadrowego kierunku studiów. To byłaby gra warta świeczki. Oczywiście, takie zmiany nie byłyby popularne, bo wiele osób utraciłoby nieco prestiżu i zarobku.
Rozmowa z prof. Tomaszem Winnickim, przewodniczącym Konferencji Rektorów Publicznych Wyższych Szkół Zawodowych
Niech nikt się nie spodziewa, że masowa koncentracja na badaniach technologicznych i położenie nacisku na ich finansowanie spowoduje szybki rozwój produkcji dających się korzystnie sprzedawać produktów chemicznych. Ciągle bowiem brak wśród rodzimego biznesu przedsiębiorstw chętnych do zamawiania takich opracowań. Ale czy nasi naukowcy coś oferują? Od czegoś trzeba zacząć. (...) Ciągle, niestety, w delikatnej materii „nauka-technika” spotykamy się z poglądem, że tematy technologiczne to nie to, co poznawcze i teoretyczne. To jest fakt. Tematy technologiczne są często trudniejsze. Jak trudny jest eksperyment w skali 1 kilograma reagentów! Jak potężny ładunek treści tkwi w poprawieniu wydajności jakiegoś procesu tylko o 1 procent. A jak mizernie zostanie to ocenione przez recenzentów!
Prof. Jerzy Kapko zastanawia się nad przyszłością polskich nauk chemicznych
Postulaty podobne do żądań ujawniania dorobku naukowego nie są zazwyczaj rozumiane, odbierane są jednak jako sygnały o ukrywaniu przed ludźmi jakichś ważnych spraw. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to idzie o pieniądze. I w ten oto prosty sposób wszystkim pracownikom nauki przypina się łatkę robiących społeczeństwo „w konia” oszustów. Komisji śledczej do spraw edukacji nikt się jeszcze nie domaga, ale wykluczyć tego nie można. Ujawnienie naukowych dokonań pracowników nauki miałoby zbawienny wpływ na sytuację wszystkich pracujących w nauce i szkolnictwie wyższym. Nie wiadomo nawet, czy nie najlepiej wyszliby na tym ci, którzy te dokonania dziś utajniają. Gdyby bowiem przeprowadzić to w cywilizowany sposób, to można by zagwarantować im swoiste „miękkie lądowanie”, zamiast żenujących niekiedy przypadków ujawniania, że poważany w lokalnym środowisku autorytet ma dorobek mniejszy niż asystent w porządnej uczelni.
O potrzebie udostępnienia dorobku badawczego polskich uczonych pisze dr Waldemar Korczyński
Można wystrzelić oryginalnym pomysłem, a potem trzeba mieć środki, żeby rozwinąć badania w tym kierunku. Pomysły rodzą się w dyskusji. Najlepszych badaczy, to jest najbardziej twórczych dyskutantów, w tym także młodych, którzy coraz częściej przychodzą z własnymi stypendiami i grantami, ściągają czołowe ośrodki - centrum właśnie, wobec czego tam są też większe szanse na pomysły. Dlatego staram się tak postępować, jak to pani przedstawiłem - szukać rzeczy naprawdę ważnych, nad którymi jeszcze nikt nie pracuje. Oryginalność jest dla mnie podstawowym kryterium. A największą satysfakcję sprawia rzucenie oryginalnego pomysłu i potwierdzenie go eksperymentalnie.
Rozmowa z prof. Leszkiem Kaczmarkiem, biologiem molekularnym