|
Jan Koteja
Motto: Stworzył ich na podobieństwo swoje.
Jak wiecie, mam wielu wnuków. W ubiegłą niedzielę aż trzech było chrzczonych. Jeden otrzymał
imię Tomasz oraz kolorową i grubaśną książeczkę pod tytułem "Biblia dla maluchów". Maluch
wprawdzie nie jestem, ale przecież dziadek i poczułem się w obowiązku dokształcania
biblijnego, tym bardziej że, jak głosi okładka, biblia została wydana pod patronatem Prymasa
Polski; na wypadek, myślę, gdyby ktoś podejrzewał w tym jakieś matactwa masońskie. Jak
przystało na Biblię, zaczyna się od stworzenia świata, słońca, księżyca, kwiatków, rybek i
ptaszków (dinozaurów Pan Bóg nie stworzył w tej Biblii). Adam i jego potomkowie zostali
stworzeni na obraz i podobieństwo Rumcajsa, Maryja na podobieństwo Pszczółki Mai a świat na
podobieństwo Disneya. Nie jest to sprzeczne z teologią katolicką, o czym zapewnia "imprimatur"
z dnia 13 maja 1997.
Zaraz po stworzeniu świata jest Potop, zatytułowany "Gdzie jest woda?". Na dziesięciu stronach
Noe martwi się, że nie ma wody a Pan Bóg go zapewnia, że woda na pewno będzie i będzie mógł
sobie wraz z czeredą popływać. I w końcu woda jest, i wszyscy się bardzo cieszą - Noe,
zwierzęta i maluchy poznające natchnione teksty. A z tego płynie nauka, że Pan Bóg dotrzymuje
obietnic. W trzecim rozdziale Abraham i Sara martwią się, że nie mają potomka: "Mamy krowy,
mamy owce, a nie mamy dziecka". A telewizor, samochód itd.? Jak mogli bez tego żyć??? Drabina
Jakubowa jest jawnym oszustwem - nawet maluch pozna, że są to schody ruchome, na które
wystarczy wejść, aby wjechać do nieba.
Na str. 10 Miriam mówi: "Zły władca chce skrzywdzić mojego braciszka. Co powinniśmy uczynić?"
Biblia radzi, aby niemowlę włożyć do koszyka i zanieść nad rzekę, gdzie je zapewne znajdzie
księżniczka. Michasia te rady nie przekonują. Jeżeli zły władca chciałby skrzywdzić Tomka, to
trzeba go ugryźć w palec albo w siedzenie, tak żeby zapamiętał na całe życie. Mama jest jednak
po stronie Biblii i Michaś za gryzienie dostaje klapsa. A za komuny by nie dostał, bo magnatom
tak czy siak należało się lanie a niemowlaki odnosiło się do państwowego żłobka a nie nad
rzekę. W czasie wędrówki Mojżesza przez pustynię Biblia popada w konflikt z higieną - Pan Bóg
zrzuca herbatniki na ziemię - więc Kasia pyta: "Mamo, czemu Pan Bóg nie położył tych
ciasteczek na talerzu?" Natomiast Jasiek ma wątpliwości, czy można jeść słodycze przed
obiadem. Mama odpowiada, że Panu Bogu te ciastka niechcący upadły na ziemię, a w ogóle, to lud
Boży jest już po obiedzie i może jeść słodycze.
Księgę Nowego Testamentu otwiera taki obrazek: wystraszona dziewucha, schowana pod wielgaśną
pierzyną, że tylko wybałuszone oczy jej widać. Nie wiadomo, czy wrzeszczy, czy piszczy, bo
akurat ta książka jest bezdźwiękowa (według instrukcji, dźwięki ma wydawać lektor). Kot też
jest wystraszony, wlazł pod pierzynę i tylko ogon mu widać; a przed łóżkiem stoi myszka i
merda ogonkiem. Ani chybi, dziewczyna histerycznie boi się myszy. Nie zgadliście? To jest
Ewangeliczna Scena Zwiastowania! Tylko powiększyć i rozwiesić w kościelnych nawach. Sacrum
zdefiniować się zapewne nie da, przed Sacrum zwyczajnie zdejmuje się kapelusz. Chamstwa i
tępoty zdefiniować też się nie da, ale one są.
Przyznacie, że historia trzech Mędrców ze Wschodu jest dość tajemnicza. Znacznie więcej
szczegółów jest w "Biblii dla maluchów". Na kilkunastu stronach Mędrcy idą "daleko, daleko,
bardzo daleko, idą pod górę i z góry, idą tędy i owędy". Po drodze wielbłądy się opierają, bo
nie chcą iść i Mędrcy muszą je ciągnąć albo pchać; niekiedy wręcz uciekają na pustynię i
trzeba je łapać (to wszystko jest ładnie namalowane). Ale w końcu zaszli, zupełnie jak my do
Europy. "Przestań, bo mnie mdli" - warczy lojalnie Żona, ilekroć zaczynam mówić o Unii. A o
czym mają rozmawiać Eskimosi, jeżeli nie o śniegu? O czym wątrobowcy, jeżeli nie o woreczku
żółciowym? Oczywiście, dla uprzejmości i urozmaicenia mogą konwersować o polowaniu na słonie i
smażeniu jajecznicy na boczku. Więc ja o swojej wątrobie.
Biblię opatrzył słowem wstępnym ksiądz Józef Kardynał Glemp, przekazując błogosławieństwo
maluchom, które "znajdują w nim bezcenny duchowy pokarm" oraz "rodzicom, nauczycielom,
katechetom i wychowawcom (...), którzy uczestniczą w tej niezwykłej przygodzie". Dziadków
błogosławieństwo nie obejmuje, chyba że w zakresie owej przygody. Nie jest jasne, dokąd sięga
górna granica wiekowa maluchów, bo albo dwuletnie maluchy chodzą do szkoły, albo wiek maluchów
kończy się z chwilą otrzymania świadectwa maturalnego. Wydanie Polskie opracował ks. Waldemar
Chrostowski. Jest to zatem dzieło zagraniczne. I faktycznie, tytuł oryginału brzmi "The First
Step Bible". Tłumaczy, korektorów itd. pomijam, obrazki pewnie przekopiował komputer, więc go
nie podano. Bardzo obszerne jest "copyright", w którym wymienia się mnóstwo rzeczy, których z
"Biblią" robić nie wolno.
Prawo jednak nie zabrania darcia. Tomek, prawowity właściciel książki, jest jeszcze za mały,
nawet aby ją trzymać, więc książka jest w użytkowaniu reszty, która wprawdzie czytać nie
potrafi, ale potrafi intensywnie kartkować. "Agusiu, nie niszcz Biblii!" - drze się Mama. Na
to śmiechem wybucha Filip (on jeden ukończył pięć lat i chodzi do zerówki): "Przecież to nie
jest Biblia, tylko bajka"! Taka jak "Dzwonnik z Notre Dame", "Koziołek Matołek" i dziesiątki
innych, których strzępy pętają się po mieszkaniu. Los "Biblii" zdaje się więc być przesądzony,
i kiedy niewierny Tomasz zacznie korzystać z książek - już jej nie będzie.
Ale co z naszym wejściem do Europy, jeśli nie osiągniemy poziomu intelektualnego maluchów?
(Oczywiście, chodzi o maluchy wyimaginowane w euro-pedagogicznej wyobraźni, a nie o te, które
się bronią gryząc, które dobrze odróżniają babki z mąki i babki z piasku, które szanują
zasłużone lanie.)
Co do wejścia do Europy, wcale nie jestem takim pesymistą, jakby się wydawało. Z "Biblią dla
maluchów" współpracują przecież supermarkety, uniwersytety, a nawet Sejm.
PS. Obrońcom zwierząt szczególnie polecam scenę spożywania szarańczy przez św. Jana
Chrzciciela. "Biblia" zapewnia, że wszystko, co Pan Bóg stworzył, jest dobre.
|