Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 11/1998

TEOLOGIA
Poprzedni Następny

Jan Koteja

Motto: Stworzył ich na podobieństwo swoje.

Rys. Małgorzata Gnyś-WysockaJak wiecie, mam wielu wnuków. W ubiegłą niedzielę aż trzech było chrzczonych. Jeden otrzymał imię Tomasz oraz kolorową i grubaśną książeczkę pod tytułem "Biblia dla maluchów". Maluch wprawdzie nie jestem, ale przecież dziadek i poczułem się w obowiązku dokształcania biblijnego, tym bardziej że, jak głosi okładka, biblia została wydana pod patronatem Prymasa Polski; na wypadek, myślę, gdyby ktoś podejrzewał w tym jakieś matactwa masońskie. Jak przystało na Biblię, zaczyna się od stworzenia świata, słońca, księżyca, kwiatków, rybek i ptaszków (dinozaurów Pan Bóg nie stworzył w tej Biblii). Adam i jego potomkowie zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Rumcajsa, Maryja na podobieństwo Pszczółki Mai a świat na podobieństwo Disneya. Nie jest to sprzeczne z teologią katolicką, o czym zapewnia "imprimatur" z dnia 13 maja 1997.

Zaraz po stworzeniu świata jest Potop, zatytułowany "Gdzie jest woda?". Na dziesięciu stronach Noe martwi się, że nie ma wody a Pan Bóg go zapewnia, że woda na pewno będzie i będzie mógł sobie wraz z czeredą popływać. I w końcu woda jest, i wszyscy się bardzo cieszą - Noe, zwierzęta i maluchy poznające natchnione teksty. A z tego płynie nauka, że Pan Bóg dotrzymuje obietnic. W trzecim rozdziale Abraham i Sara martwią się, że nie mają potomka: "Mamy krowy, mamy owce, a nie mamy dziecka". A telewizor, samochód itd.? Jak mogli bez tego żyć??? Drabina Jakubowa jest jawnym oszustwem - nawet maluch pozna, że są to schody ruchome, na które wystarczy wejść, aby wjechać do nieba.

Na str. 10 Miriam mówi: "Zły władca chce skrzywdzić mojego braciszka. Co powinniśmy uczynić?" Biblia radzi, aby niemowlę włożyć do koszyka i zanieść nad rzekę, gdzie je zapewne znajdzie księżniczka. Michasia te rady nie przekonują. Jeżeli zły władca chciałby skrzywdzić Tomka, to trzeba go ugryźć w palec albo w siedzenie, tak żeby zapamiętał na całe życie. Mama jest jednak po stronie Biblii i Michaś za gryzienie dostaje klapsa. A za komuny by nie dostał, bo magnatom tak czy siak należało się lanie a niemowlaki odnosiło się do państwowego żłobka a nie nad rzekę. W czasie wędrówki Mojżesza przez pustynię Biblia popada w konflikt z higieną - Pan Bóg zrzuca herbatniki na ziemię - więc Kasia pyta: "Mamo, czemu Pan Bóg nie położył tych ciasteczek na talerzu?" Natomiast Jasiek ma wątpliwości, czy można jeść słodycze przed obiadem. Mama odpowiada, że Panu Bogu te ciastka niechcący upadły na ziemię, a w ogóle, to lud Boży jest już po obiedzie i może jeść słodycze.

Księgę Nowego Testamentu otwiera taki obrazek: wystraszona dziewucha, schowana pod wielgaśną pierzyną, że tylko wybałuszone oczy jej widać. Nie wiadomo, czy wrzeszczy, czy piszczy, bo akurat ta książka jest bezdźwiękowa (według instrukcji, dźwięki ma wydawać lektor). Kot też jest wystraszony, wlazł pod pierzynę i tylko ogon mu widać; a przed łóżkiem stoi myszka i merda ogonkiem. Ani chybi, dziewczyna histerycznie boi się myszy. Nie zgadliście? To jest Ewangeliczna Scena Zwiastowania! Tylko powiększyć i rozwiesić w kościelnych nawach. Sacrum zdefiniować się zapewne nie da, przed Sacrum zwyczajnie zdejmuje się kapelusz. Chamstwa i tępoty zdefiniować też się nie da, ale one są.

Przyznacie, że historia trzech Mędrców ze Wschodu jest dość tajemnicza. Znacznie więcej szczegółów jest w "Biblii dla maluchów". Na kilkunastu stronach Mędrcy idą "daleko, daleko, bardzo daleko, idą pod górę i z góry, idą tędy i owędy". Po drodze wielbłądy się opierają, bo nie chcą iść i Mędrcy muszą je ciągnąć albo pchać; niekiedy wręcz uciekają na pustynię i trzeba je łapać (to wszystko jest ładnie namalowane). Ale w końcu zaszli, zupełnie jak my do Europy. "Przestań, bo mnie mdli" - warczy lojalnie Żona, ilekroć zaczynam mówić o Unii. A o czym mają rozmawiać Eskimosi, jeżeli nie o śniegu? O czym wątrobowcy, jeżeli nie o woreczku żółciowym? Oczywiście, dla uprzejmości i urozmaicenia mogą konwersować o polowaniu na słonie i smażeniu jajecznicy na boczku. Więc ja o swojej wątrobie.

Biblię opatrzył słowem wstępnym ksiądz Józef Kardynał Glemp, przekazując błogosławieństwo maluchom, które "znajdują w nim bezcenny duchowy pokarm" oraz "rodzicom, nauczycielom, katechetom i wychowawcom (...), którzy uczestniczą w tej niezwykłej przygodzie". Dziadków błogosławieństwo nie obejmuje, chyba że w zakresie owej przygody. Nie jest jasne, dokąd sięga górna granica wiekowa maluchów, bo albo dwuletnie maluchy chodzą do szkoły, albo wiek maluchów kończy się z chwilą otrzymania świadectwa maturalnego. Wydanie Polskie opracował ks. Waldemar Chrostowski. Jest to zatem dzieło zagraniczne. I faktycznie, tytuł oryginału brzmi "The First Step Bible". Tłumaczy, korektorów itd. pomijam, obrazki pewnie przekopiował komputer, więc go nie podano. Bardzo obszerne jest "copyright", w którym wymienia się mnóstwo rzeczy, których z "Biblią" robić nie wolno.

Prawo jednak nie zabrania darcia. Tomek, prawowity właściciel książki, jest jeszcze za mały, nawet aby ją trzymać, więc książka jest w użytkowaniu reszty, która wprawdzie czytać nie potrafi, ale potrafi intensywnie kartkować. "Agusiu, nie niszcz Biblii!" - drze się Mama. Na to śmiechem wybucha Filip (on jeden ukończył pięć lat i chodzi do zerówki): "Przecież to nie jest Biblia, tylko bajka"! Taka jak "Dzwonnik z Notre Dame", "Koziołek Matołek" i dziesiątki innych, których strzępy pętają się po mieszkaniu. Los "Biblii" zdaje się więc być przesądzony, i kiedy niewierny Tomasz zacznie korzystać z książek - już jej nie będzie.

Ale co z naszym wejściem do Europy, jeśli nie osiągniemy poziomu intelektualnego maluchów? (Oczywiście, chodzi o maluchy wyimaginowane w euro-pedagogicznej wyobraźni, a nie o te, które się bronią gryząc, które dobrze odróżniają babki z mąki i babki z piasku, które szanują zasłużone lanie.)

Co do wejścia do Europy, wcale nie jestem takim pesymistą, jakby się wydawało. Z "Biblią dla maluchów" współpracują przecież supermarkety, uniwersytety, a nawet Sejm.

PS. Obrońcom zwierząt szczególnie polecam scenę spożywania szarańczy przez św. Jana Chrzciciela. "Biblia" zapewnia, że wszystko, co Pan Bóg stworzył, jest dobre.

Uwagi.