Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 2/1998

Kult
Poprzedni Następny

Jan Koteja

Motto: Sprzątnij skarpetki, bo cię Kult ochrzani.

Dziś powiedzieliby: kaleka, ułomny, niepełnosprawny lub specjalnej troski, a Kult zwyczajnie był garbaty. Nikt się też specjalnie o Niego nie troszczył; raczej na odwrót – to Kult troszczył się o to, żeby w pokoju był idealny porządek i ład. I rzeczywiście, podłoga zawsze błyszczała, łóżka były zaścielone, nie żadne tam barłogi, w powietrzu nie było papierosowego, a tym bardziej alkoholowego smrodu. A wiedzcie, że zaludniali go prawnicy, najgorsza hołota, jaka kiedykolwiek mieszkała w Żaczku przy 3 Maja. Nie to, żeby nie można było rżnąć w brydża albo wychylić kielicha i do 22-ej, a za specjalną dyspensą godzinę dłużej, gdy była szczególna okazja. Jeżeli jeszcze dodam, że również wyrazy były limitowane co do jakości, to już będziecie wiedzieć, że w pokoju tym panował Kult Jednostki.

Ha! I tu właśnie problem, bo zrozumieć to mogą tylko ci, którzy młodość swoją przeżyli w latach pięćdziesiątych, jak np., za przeproszeniem, Urban lub (bez przeproszenia) Bratkowski. Tymczasem podobno indeksy rozdają studentom rodzonym w przeddzień roku osiemdziesiątego (nie do wiary!). Dla nich ta opowieść o Kulcie. A było tak, że po śmierci Stalina w roku 1953 (w Polsce Stalin na dobre umarł dopiero trzy lata później) wyszło na jaw, że w Połowie Świata przez prawie czterdzieści lat panował kult jednostki, podczas gdy wszyscy myśleli, że rządzi lud pracujący miast i wsi, czyli masy. I przez ten kult jednostki stały się wszystkie nieszczęścia ludzi – miliony pomordowanych oraz brak zapałek w kioskach Ruchu. Okazało się też, jak wysoce słuszna jest dialektyka, podstawowa teza komunistycznej ideologii. Bo zwróćcie uwagę, że w Połowie Świata panował kult jednostki Stalina, ale w Polsce dodatkowo kult jednostki Bieruta, w województwie kult jednostki Pierwszego Sekretarza, tak samo w powiecie, gminie i fabryce. Nie inaczej było w GEES-ie i u rzeźnika, w PEKAES-ie kult Kierowcy (zabierze, nie zabierze), ale w przyczepce również kult Konduktora, w biurze meldunkowym kult pani Urzędniczki itd., itd. Jeżeli teraz dodacie wszystkie te kulty jednostki, otrzymacie kult masy. I jeszcze proszę zwrócić uwagę na istotę zagadnienia: to nie dzierżymorda był winien (on ma wyłącznie zasługi), ale ci, którzy stawiają go na piedestale i biją przed nim czołem, tzn. uprawiają kult jednostki, czyli masy.

Więc w tym 56. roku w wielkiej tajemnicy czytano tajny raport Chruszczowa o kulcie jednostki i jego krwawych owocach. W mniejszej już tajemnicy czytała nam go Pani na podstawach marksizmu i leninizmu i wszyscy płakali, a potem się zeźlili i nastał październik i studenckie „Po prostu”, które wkrótce zmarło śmiercią noworodka. W Polsce rozkwitł kult Gomułki, a w pokoju 322 ład i porządek pod władaniem Kulta. Nikt nie znał Jego nazwiska ani imienia. Przezwaliśmy go dla uczczenia Października i upamiętnienia domniemanej śmierci kultu jednostki, zarazem na dowód tego, że może być kult zły i kult dobry, tak jak może być dobry i zły łotr.

Oczywiście, kult jednostki ani kult jako taki nie są pomysłem rewolucji radzieckiej. Nie są też wynalazkiem Żydów z okresu Mojżesza, którzy w czasie jego krótkiej wyprawy na Synaj natychmiast odlali sobie złotego cielca, aby mu się kłaniać. Tu prywatnie wyznaję, że jest (był) to dla mnie jeden z najtrudniejszych do pojęcia epizodów Starego Testamentu – tzn., łatwiej mi było uwierzyć w Morze Czerwone niż w tego cielca. Buntowałem się też przeciw odkryciom archeologicznym i ich interpretacji. Cokolwiek gdzieś odkopano, zaraz był to przedmiot kultu albo służył do uprawiania kultu, zwłaszcza gdy to coś do niczego nie było podobne (tu nawet nie wspomnę o kulcie fallicznym, bo Pan Redaktor i tak to skreśli). Czy ci nasi przodkowie już całkiem nic innego, oprócz kultu, nie uprawiali???

Wątpliwości te dręczyły mnie, póki sobie nie wyobraziłem wykopalisk archeologicznych za tysiąc lat. Np. taki wykopany samochód albo telewizor – do czego one mogły służyć? Archeolog z zamkniętymi oczyma powie – do uprawiania kultu. I będzie miał rację! Tu biję się w piersi. Co ciekawsze, rzeczy te zarówno są naczyniami kultowymi, jak i przedmiotem kultu! Ale tu słyszę o muzyce kultowej, zespołach kultowych itp. – pomyślałem, że chodzi o zespoły i muzykę liturgiczną. Dopiero kiedy na plakacie (codziennie przechodzę koło kina) przeczytałem, że dziś jest projekcja największego filmu kultowego naszych czasów, zwątpiłem w swoją wiedzę i zmysły.

Kuba na nowo nam przypomniała, że wciąż żywy jest ten tradycyjny kult jednostki, który u nas umarł w 1956 roku – przyczyna całej biedy i wszystkich nieszczęść, a nie sankcje i embarga. Ale ten kult też niedługo upadnie, jak właśnie upadł w kraju nie opodal Kuby i to przez kobietę, zupełnie jak w raju. Cóż, kiedy ten kubański kult bardzo pobożny...

Przywołałem archeologię, to mi przypomniało, że od dawna nie pisałem o Jagiellonce (dla niewtajemniczonych – biblioteka główna UJ), a ona rośnie, że aż hej. Już czwarte piętro rozbudowy jest w stanie surowym. Oprócz tego, renowacji poddano starą część biblioteki. Zdjęli okładzinę granitową, zabezpieczyli mury i teraz układają ją na nowo. Piła diamentowa tnie kamień jak masło, warczą widiowe świdry, panowie w białych kombinezonach – na piersi etykieta z kolorowym zdjęciem, na plecach S.A. – omiatają te granity pędzelkami do rzęs i przykrywają folią, żeby ich deszcz nie zrosił. Rośnie sterta obrzynków... Jednej rzeczy tu nie ma – drewnianych kołków, które znane były już w epoce kamienia łupanego, a na pewno w czasach kamienia gładzonego – na których stawiało się tworzywo. To wiedzą archeolodzy, natomiast panowie kamieniarze w białych kitlach szurgają płytami po gołym betonie, w rezultacie wszystkie krawędzie są wyszczerbione. Płakać się chce, a codziennie tędy przechodzę. A w ogóle, to cała ta robota była niepotrzebna, bo płyty były idealnie dopasowane i bez jednej szczerby – wystarczyło je ponumerować, ustawić na kołkach i zamocować z powrotem. No tak, ale tu nie chodzi o robotę, tylko o kult – białych kitli, diamentowej piły itp., a wyszczerbione płyty pozostaną świadectwem, że u schyłku XX wieku ostatecznie wymarł kult kołka.

Siedzę przed monitorem, stukam w klawiaturę, piszę marcowy felieton... Czy na pewno? Wierzcie archeologom, wszystko co po nas zostanie, to będą dowody uprawiania kultu.

Uwagi.