Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 2/1998

Nowy spór o metodę?
Poprzedni Następny

Leszek Szaruga

Jak wiadomo, w nauce nic nie jest do końca przesądzone. Metody i teorie są budowane na naszej wiedzy, a ta nigdy nie będzie skończona, bo nawet gdybyśmy poznali wszystkie fakty i byli jak ów Demon Laplace'a, to i wtedy nie bylibyśmy pewni tego, co wiemy, gdyż cały czas przeznaczony na „wiedzenie” musielibyśmy równocześnie wiedzieć wszystko o sobie, a istnieje obawa, że „wiedzieć” jednocześnie, w tym samym momencie, naszej zewnętrzności i wewnętrzności nie możemy, w dodatku zaś, przynajmniej na podstawie dotychczasowej naszej wiedzy, wiemy, że dowiadując się czegoś o świecie i o sobie zmieniamy też ów świat i siebie – siebie przez wiedzę o świecie, świat przez wiedzę o sobie. Niezłe zdanie na początek roku...

A wszystko to dlatego, że przeczytałem wypowiedź prof. Łukasza A. Turskiego w magazynie „Gazety Wyborczej”, w której, prognozując najbliższą przyszłość – a że to fizyk, tym bardziej, jak sądzę, godzien jest uwagi – powiada on: „Myślę, że nauka będzie musiała się zmierzyć z paranauką. Nie mam tu na myśli tylko szamanów z telewizji, którzy przekazują przez odbiornik jakąś cudowną energię, lecz konfrontację z oszukaństwem poznawczym, nauka kontra postmodernizm. W Polsce jakoś mało się na ten temat mówi i rosną pokolenia w przekonaniu, że istnieje arytmetyka albo równia pochyła „inaczej”. Nie jest tak, że wszystko jest możliwe i usprawiedliwione. Takie myślenie robi ludziom wodę z mózgu. Jeśli tego starcia nie wygra racjonalizm, będzie dramat”. I uzupełnia tę wypowiedź arcyważne zdanie, zwłaszcza w ustach przedstawiciela nauki przyrodniczo-ścisłej: „Myślę, że nastąpi niewyobrażalne przyspieszenie technologiczne, ale największy rozwój będzie dotyczył nauk o człowieku”.

To bardzo ważne. Powiedziałbym nawet, że TO BARDZO WAŻNE. Dowiadujemy się mianowicie, a w słowa prof. Turskiego głęboko wierzę, że NASTĄPI NIEWYOBRAŻALNE PRZYSPIESZENIE ROZWOJU NAUK O CZŁOWIEKU. Cały więc ogień na humanistykę (może ktoś jeszcze pamięta rzewny kryminał zatytułowany „Cały ogień na laleczkę”?)! „Tymczasem” – znów cytuję profesora – „żyjemy w wolnym kraju; nie ma musu, żeby młodzi zdolni zostawali w Polsce albo szli na nasze uczelnie. A uczelnie nie zmienią się, póki nie będzie wystarczających funduszy, a funduszy na naukę nie będzie, póki dwie trzecie profesorów nie poszuka sobie innego zajęcia (...). Boję się o naukę, nie mamy ani minuty do stracenia. Średni poziom szkół jest fatalny, organizacja gorsza od złej”. Być może to przesada z posyłaniem 66 proc. profesury na zieloną trawkę – szczególnie w humanistyce, gdzie dopiero po czterdziestce nagromadzona w poprzednim okresie wiedza zaczyna procentować – niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że spora grupa przedstawicieli naszej profesury nie jest w stanie sprostać dynamice przemian zachodzących dziś w nauce, że ukształtowana została w zupełnie innych standardach (dotyczących też stylu robienia „kariery naukowej” i obcowania ze studentami). Lecz uwolnienie uniwersytetów od tej grupy ludzi nie jest ani warunkiem koniecznym, ani nawet wystarczającym dla zdobycia potrzebnych nauce funduszy. Konieczna jest zmiana w myśleniu polityków i ludzi odpowiedzialnych za rozwój gospodarki – nie przypadkiem w tej samej rozmowie prof. Turski ostrzega, że jeśli nie nastąpią radykalne zmiany, w decydujących gałęziach przemysłu w Polsce dominować zaczną obcokrajowcy.

Na razie jednak poczucie dystansu, który nas od świata oddziela, usiłuje się zmniejszyć przy pomocy gestów. Gesty i symbole to rzecz skądinąd ważna, toteż nie należy się nabijać np. z wyróżnienia Jacquesa Derridy tytułem „doctor honoris causa” Uniwersytetu Śląskiego (nawiasem mówiąc jest to chyba najbardziej aktywna w tej materii uczelnia w kraju), tym bardziej, że i naszego filozofa, Leszka Kołakowskiego, także podobny zaszczyt spotkał w Gdańsku. Zbliżenie z Derridą jest w ciągu ostatnich kilku lat jednym z istotnych przejawów wysiłku polskiej humanistyki, toteż dla wielu owych zbliżaczy zdanie powtarzane w kilku wywiadach, jakie z myślicielem przeprowadziła polska prasa, musiało stać się szokiem. Powiada bowiem Derrida, że nie jest postmodernistą. Ale jednocześnie dodaje (przynajmniej na łamach „Polityki”): „Powtarzam, sam nie uważam się za postmodernistę, ale jestem skłonny przyznać, że termin postmodernizm odwołuje się do czegoś bardzo poważnego, do rzeczywiście dziejącego się i dalekiego od zakończenia procesu zmnian, zachodzących zarazem w filozofii, literaturze, sztuce, nauce i technologii. Trudno więc twierdzić, że chodzi tu wyłącznie o retorykę. Ci, którzy upierają się przy tym, że chodzi tu o pustą retorykę, często sami wiele nie czytali i to raczej oni pozwalają uwieść się retoryce”.

Pomijając samą nazwę – w końcu „postmodernizm” to tylko słowo – trudno zaprzeczyć prawdziwości obserwacji dotyczących przemian zachodzących w naszej kulturze i nauce – ich siłę i przyspieszenie w ciągu ostatniego stulecia odczuwa się nieustannie, zaś po „rewolucji technologicznej” szczególnie mocno. Rzecz w tym, że sytuacja ta dawno została już opisana. Jest taka bajka Lukiana z Samosat (gdzieś II wiek) – będąca zapewne wersją opowieści jeszcze starszej – w której sytuacja kultury i nauki współczesnej znajduje swe doskonałe odbicie. Zatytułowana jest „Uczeń czarnoksiężnika” (jedną z jej wersji znają także czytelnicy „Baśni z 1001 nocy”). Chodzi o to, że wciąż nie potrafimy dojść, kiedy to wypowiedzieliśmy magiczną formułę i jak ona brzmi. Niektórzy uważają, że były nią słowa Kartezjusza: „Myślę, więc jestem”. Inni wolą raczej maksymę Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Cóż – obie formuły należą do naszego dziedzictwa. Jedna intuicja wszakże wydaje się trafna: ta, która mówi, że przyspieszenie rozwoju nauki o człowieku wymaga głębokiego cofnięcia się w przeszłość, ale nie tylko w przeszłość europejską. W tej kwestii polecałbym prof. Turskiemu ważny szkic jego – w szerokim pojmowaniu tej dyscypliny – kolegi po fachu, Friedricha von Weizs?ckera, „Czas, fizyka, metafizyka”, gdzie problem racjonalizmu (który zwyciężyć winien, tu zgoda) wcale tak prosty, jak równia pochyła, nie jest.

Uwagi.