Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 7-8/1998

Kosmologia i humanistyka
Poprzedni Następny

Wiedza kosmologiczna prawie zawsze przenika do humanistów
za pośrednictwem literatury popularnonaukowej. Literaturę tę produkują
nie tylko popularyzatorzy nauk, lecz także czynni uczeni,
którzy do jakiegoś stopnia celowo zniekształcają swój przedmiot,
aby wyrazić treść kosmologii w kategoriach - jak się im zdaje - humanistycznych.

Mirosław Zabierowski

Mgławica AndromedyAby zrozumieć zagadnienie samorozwoju człowieka, należy się zwrócić ku ustaleniom treści tego pojęcia we współczesnych naukach. Podkreślić należy, że takie postawienie sprawy wprowadza nowe, metodologicznie ważne odniesienie. W ostatnim dziesięcioleciu filozofowie częściej rozpatrują pojęcie rozwoju w odniesieniu do nauk szczegółowych. Nie są to jednak próby zakończone. Zjawiają się prace dotyczące pojęcia rozwoju, zwłaszcza w kontekście kosmologii. Podstawową kategorią pozwalającą rozpracować zagadnienie rozwoju byłaby, zdaniem filozofów, kategoria ruchu. Ruch jest związany ze zmianą położeń. Ruch uporządkowany jest węższą klasą zmiany - "węższą", ponieważ zmiana nie uporządkowana też jest zmianą. W Polsce i na Zachodzie ukazało się na ten temat wiele prac, w ostatnich latach nie można jednak zaobserwować wzrostu ich poziomu.

BIG BANG I ROZWÓJ

W artykułach, które aspirują do syntetycznego oglądu świata, przyjmuje się coraz częściej, że osiągnięcia kosmologii Wielkiego Wybuchu są znamienne dla rozpoznania treści pojęcia "rozwój". Stanowisko to, starające się uwzględnić osiągnięcia kosmologicznej teorii Big Bangu, jest powszechnie przyjęte w literaturze filozoficznej. Teoria wielkiego wybuchu byłaby teorią zmian uniwersalnych, dotyczyłaby całościowej sumy zmian we Wszechświecie, więc przyciąga ona uwagę filozofów poszukujących wyjaśnienia rozwoju. Byłaby to też teoria zmiany uporządkowanej - zatem odpowiada ona intuicyjnym wyobrażeniom zmiany w sensie węższym, uważanym za właściwy.

Jak się wydaje, cele, jakie stawiają sobie filozofowie, to: rekonstrukcja rozwoju, stworzenie nowej teorii rozwoju, a także pokazanie, jak biegnie myśl filozofów. Prace drukowane w pismach filozoficznych są przykładem takiego ogólnego stanowiska, które jest także prezentowane w literaturze scjentystycznej, w całej kulturze - ogólnie mówiąc - klasy "Scientific American". Modelem zmiany uporządkowanej w filozofii jest coraz częściej literalnie przyjmowana "ucieczka" kosmologiczna galaktyk. Rozwój Wszechświata opisywany zmianą globalną jest dobrze przyjmowany w humanistyce w nadziei odnalezienia uniwersalnej bazy dla zrozumienia zmiany, rozwoju. W literaturze naukowej, filozoficznej, dyskutowana jest ekspansja kosmologiczna, ekspansja uniwersalna - zmiana, która nosi w sobie znak globalności.

WSZECHŚWIAT I NOŻYCE

Kratery na powierzchni MerkuregoPrawie nigdy krytycznie ani dogłębnie nie analizowano standardowego kanonu ewolucji Wszechświata. Polega on na badaniach zmian np. gwiazd i galaktyk w zmieniającym się Wszechświecie, z uwzględnieniem początkowego wybuchu. Kosmologowie nie są zainteresowani takimi badaniami, zadowalają się trwałością uprawianego paradygmatu. Przekonanie o trafności modelu tej ewolucji (czyli teorii wielkiego wybuchu) trafiło już szeroko do literatury beletrystycznej, popularnonaukowej, literatury science fiction, nawet do szkół. Zapewne i z tego powodu przy omawianiu zmiany kierunkowej - utożsamianej z rozwojem - filozofowie odwołują się zwykle do nieskończonego procesu ekspansji Wszechświata (ostatnio coraz częściej w związku z tym na łamy pism filozoficznych trafia pojęcie materii ukrytej, przed którym pisma filozoficzne zwykle się wzbraniały).

Cenione na rynku prace często przedstawiają znamienny standardowy rysunek (rozwierających się nożyc). Odwołanie się do tego planimetrycznego wyobrażenia rozwoju ma, w zamierzeniach wielu badaczy, postawić kropkę nad "i" w badaniach nad rozwojem. Rozwierające się nożyce ilustrują przekonanie, że ekspansja ("nożycowe" rozszerzanie się Wszechświata) jest modelem rozwoju.

Wspominam o tym w kontekście badania utartych poglądów na temat rozwoju. Atoli staram się wyjaśnić to, co w literaturze filozoficznej zjawia się w odniesieniu do rozwoju. Taki model rozwoju można odnaleźć m.in. w zamierzeniach psychologów. Rozwierające się nożyce mają obrazować nasze współczesne wyobrażenia dotyczące tej ekspansji, a szerzej - rozwoju. Filozofowie uważają, że jest to szczególnie poprawny sposób unaocznienia treści rozwoju, który byłby modelowany na kanwie jednej z nauk ścisłych - współczesnej kosmologii, przyjętej przez fizyków.

Na odpowiednim rysunku, który jest nazbyt zrozumiały, aby go tu reprodukować, dwie rozwierające się linie albo się załamują, albo są stale rozwarte. W pierwszym przypadku rozwój jest realizowany tylko do pewnego momentu i po nim następuje kontrakcja (wielki antywybuch - "Big Crunch") materii i przestrzeni do początkowego punktu (singularności), w drugim zaś ekspansja jest nieograniczona, bez antywybuchu.

MAGIA SŁÓW

Trudno w tej chwili ocenić, czy i w jakim stopniu ten obraz szczególnie oddziaływa na wyobraźnię filozofów, zwłaszcza scjentystycznie zorientowanych, i na wyobraźnię popularyzatorów nauki. Dość powiedzieć, że często przywiązują oni dużą wagę do terminów, do słów. W nowych wyrażeniach, lansowanych w artykułach popularnonaukowych upatrują oni sposobności zrozumienia głębi nauki, w tym kosmologii. Ma to swoje konsekwencje w literaturze przedmiotu, opisującej ewolucję Wszechświata i w ogóle problemy ewolucji oraz zmian w przyrodzie. W licznych przedstawieniach ewolucji Wszechświata, prezentowanych przez filozofów, pojęcie tzw. Big Bangu jest traktowane jako coś, co można łatwo zrozumieć, dlatego też w ostatnich czasach wprowadzono do literatury przedmiotu pojęcie "Big Crunch", właśnie na użytek tych, którzy wiedzę kosmologiczną czerpią z omówień, z wyrażeń językowych. Oznaczałoby to, że wszystkie strony ewolucji Wszechświata (ewolucji syntetycznej) są jasne.

Osiągnięcia kosmologii są często przedstawiane tak, jakby się zjawiły zupełnie niedawno, wymyśla się nowe słowa, które, zdaniem ich "wynalazców", coś wyjaśniają, przy czym zupełnie się nie mówi o tym, dlaczego te wyrazy się wprowadza. Humaniści dają się uwieść pewnej magii słów - jest to nowe zjawisko kulturowe. Raczej nacisk kulturowy spowodował, że słownik kosmologii współczesnej wypełniono nowymi, obrazowymi terminami, takimi jak np. Big Crunch. Współczesnym filozofom wydaje się, że jednym słówkiem, można wyjaśnić rozwój. Poszukuje się efektownych wyrażeń raczej niż argumentów na temat ich genezy i znaczeń.

NOVUM, KTÓREGO NIE MA

Powstaje kultura magicznego sposobu wyjaśniania: metkowanie, pieczętowanie słowem jest najważniejsze i pełni funkcję wyjaśnienia. Metkowanie zagadnienia rozwoju jest dość zawodne. Trzeba wszakże wziąć pod uwagę, że teorie, które są podawane jako wyczyn współczesnej myśli naukowej, rozwijały się dziesiątki lat. Ze stanowiska ewolucjonistycznego nie są one wcale odkryciem w chronologicznym sensie, lansowanym w kulturze zachodniej. Od lat dwudziestych zwykle mówiono też np. o kontrakcji Wszechświata, nie jest to pomysł nowy. I obywano się bez rzekomo nowatorskiego wyrażenia "Big Crunch", które, oprócz treści obrazowych - tak bliskich cywilizacji rysunku i reklamy - niczego nowego i głębokiego nie zawiera. Przykładów takich opracowań, stawiających na obrazowość i ciągłe novum, którego nie ma, można wskazać wiele we współczesnej literaturze omawiającej modele kosmologiczne, filozoficzne, humanistyczne. Modele kosmologiczne stały się częścią wiedzy humanistycznej tych filozofów, psychologów, pedagogów, antropologów i innych, którzy przetwarzają osiągnięcia kosmologów w swoich własnych siatkach pojęć.

Prawie zawsze wiedza kosmologiczna przenika do humanistów za pośrednictwem literatury popularnonaukowej. Prawie nigdy nie można wskazać humanisty, który opanował arkana wiedzy ścisłej i uczestniczy w rozwijaniu kosmologii, astrofizyki, astronomii pozagalaktycznej. Trzeba jednak dodać, że literaturę tę produkują nie tylko popularyzatorzy nauk, lecz także czynni uczeni, którzy do jakiegoś stopnia celowo zniekształcają swój przedmiot, aby wyrazić treść kosmologii w kategoriach - jak się im zdaje - humanistycznych. Niestety, nie informują oni czytelników o swej niedbałości. Popularyzacja kosmologii odbywa się na zasadzie wolnych skojarzeń wiedzy fachowej z wyrazami ze słownika potocznego i pod naciskiem trendów cywilizacyjnych.

POLE DOKAZYWANIA

Poszczególni przedstawiciele nauk ścisłych i całe ich twórcze zespoły są praktycznie skazane na siebie i nieporadnie rozpoznają, czym się humaniści zajmują. Prawie nie ma wartościowej humanistyki uprawianej przez kosmologów - kosmologowie nie rozumieją zadań humanistyki, sądzą, że jest to raczej pole dokazywania. Humaniści ze swej strony prawie nigdy nie stworzyli wartościowej teorii kosmologicznej, nie przypuszczają też, że tzw. humanistyczne wypowiedzi kosmologów są w dużej mierze bezwartościowe, łudzą się, że kosmologicznym enuncjacjom można przypisać walor prawdy. Są ograniczeni inaczej niż kosmologowie.

Kosmologowie we własnym schemacie interpretacyjnym przedstawiają pojęcie rozwoju, implantują rozwój parametryzowalny do całej sfery kulturowej, pośrednio do humanistyki. Pozbywają się wszystkich treści, które nie pasują do nauki sparametryzowanej. Filozofowie zaś poważnie traktują ich wypowiedzi, gdyż nie przypuszczają, że w wygłaszanych przez fizyków poglądach jest więcej schematyczności niż prawdy. Dotyczy to zwłaszcza kategorii rozwoju.

Fizycy - wierni swym wyobrażeniom humanistyki jako terenu do hasania - sądzą, że można się "po swojemu" wyrażać tam, gdzie potrzebny jest specjalny warsztat metodologiczny. W żadnym wypadku nie dowierzają oni, że precyzyjne aparatury pojęciowe i metodologiczne są obecne w humanistyce. Nie sądzą, że na terenie humanistyki można takie aparatury poznawcze formułować, precyzyjności humanistyki nie dostrzegają i w swych popularnonaukowo-filozoficznych pracach środków pojęciowych nie budują. Wypowiadane przez nich, rzekomo niezbywalne od strony naukowej, prawdy paradygmatyczne są błędnie przedstawiane jako wolne od gorsetu siatek pojęciowych. Wypowiadając się rzekomo w planie humanistyki, swymi analizami w rzeczywistości nie trafiają w ten plan.

HUMANISTYKA UŚCIŚLA FIZYKĘ

W szczególności wykluczają oni możliwość, że humanistyka może uściślać fizykę. Wypowiadają się więc - relacjonując humanistom wyniki swoich badań - nieostrożnie, w kosmologii często wbrew faktycznemu stanowi rzeczy. I nie jest to jakaś anomalia, ponieważ w gruncie rzeczy nie można bez kosztów przechodzić od warsztatu roboczego fizyki, kosmologii i astronomii i poszukiwać porozumienia z tymi, którzy go nie znają.

Zniekształcanie wiedzy przebiega więc na dwu poziomach: podczas przekazu realizowanego przez naukowców i popularyzatorów nauki z rozległego areopagu "Scientific American", czyli od planu kosmologicznego do planu humanistycznego, oraz wtedy, gdy humaniści zaczynają posługiwać się książkami o kosmologii, rozwijać je, analizować tak, jakby spotkali się w tych książkach z wiedzą o kosmosie.

Synkretyczna, katalogistyczna cywilizacja metkowania narzuca fizykom błędne rozumienie ich własnych osiągnięć. Z kolei fizycy po raz drugi wypaczają istotę badań naukowych, zwłaszcza badań nad rozwojem. Humaniści zaś czynią to po raz trzeci - biorąc dosłownie treści przez fizyków wypaczone. Przykładem nierzetelnego i nieprawdziwego przedstawienia planu badań kosmologicznych może być Krótka historia czasu Hawkinga.

Humaniści zapominają o tym, że nie opierają się na osiągnięciach rzeczywistej nauki. Prawda wygląda bowiem tak, że te same terminy występują w książkach popularnonaukowych, a po ich zaakceptowaniu przez humanistów - w pracach humanistycznych. I na tym się zbieżność kończy.
Słowo jako metka nie jest wystarczającym kluczem do świata, nie gwarantuje poznania ani zrozumienia. Fizycy przywiązują dużą wagę do słowa i mniemają, że świat jest odzwierciedlony tym, co wypisują w swych książkach wyjaśniających arkana kosmologii - bynajmniej nie zawsze z myślą o kucharkach. Nie są nominalistami, stawiają jednak znak równości między słowem przez nich użytym a teoriami fizycznymi. Zapominają, że samo słowo, słowo samo z siebie nie jest adekwatne.

ODRĘBNE KRĘGI KULTUROWE

Wiele jest przyczyn tego, że humaniści dosłownie biorą to, co przedstawiciele nauk ścisłych do nich kierują. Jedną z przyczyn jest odmienny styl pracy i odmienność metodologiczna wiedzy humanistów i scjentystów. Są to także dwa odrębne kręgi kulturowe. Scjentyści - zwłaszcza z kręgu kultury potestanckiej - dużo więcej niż humaniści podróżują, wygłaszają i wykazują wiele przebiegłości w walce o granty. Starając się o fundusze, żyją pod naciskiem, w walce. Chętnie więc będą mówić, że coś nadzwyczajnego odkryli, że ich praca dowodzi nowego, a przecież oni nigdy sami w swych programach badawczych nie odwołują się do tych określeń, które narzucają humanistom.

Scjentysta pisze, że coś jest nowe w umownym sensie, zbliżonym do określeń z języka potocznego. Humanista mniema, że przedstawiciel nauk ścisłych odróżnia stare od nowego, że jest precyzyjny w swych sformułowaniach. Tymczasem scjentysta uważa, że poza "science" precyzji nie ma. Teksty dotyczące rozwoju Wszechświata są zdecydowanie nieprecyzyjne. We wszystkich tekstach nieroboczych, nie dotyczących warsztatu fizycznego, unika się większej precyzji. Fizycy w szczególności słabo są zorientowani w zagadnieniach kumulowania wiedzy i korespondowania teorii fizycznych.

Humaniści korzystają nagminnie z książek popularyzujących. Tymczasem astrofizycy postępują zupełnie inaczej. W swych pracach rozwijających wiedzę nie korzystają z książek popularnonaukowych, z prac humanistycznych. Kosmologowie unikają wiedzy kosmologicznej z drugiej ręki, skomercjalizowanych opracowań kosmologicznych. Humaniści też muszą unikać opracowań z drugiej ręki, muszą korzystać z literatury prawdziwie filozoficznej, podobnie jak fizycy korzystają z literatury prawdziwie fizycznej. Książki z zakresu kosmologii, z których fizycy korzystają, naprawdę nie są żadnymi bestsellerami, nie odniosły żadnego sukcesu marketingowego. Humaniści z upodobaniem cytują książki kasowe mniemając, że zawierają one prawdę. Do humanistyki przedostają się uproszczone koncepcje, dotyczące rozwoju Wszechświata. W ten sposób następuje w humanistyce ujednolicenie i spłycenie analiz, zwłaszcza pojęcia rozwoju.

GRA SŁOWNYCH IGRASZEK

Astrofizycy nie wykorzystują "wiedzy" w wydaniu prezentowanym przez i dla humanistów, podczas gdy humaniści tak właśnie czynią. Pogłębia się w ten sposób rozziew pomiędzy faktyczną wiedzą humanistyczną, która przecież jest, a wyobrażeniem o tej wiedzy - zarówno wśród fizyków, jak i w skomercjalizowanej opinii. Na tym traci nie fizyka, lecz humanistyka: filozofia, filozofia przyrody, antropologia, humanizacja fizyki.

Wielu humanistów uznaje za bardzo ważne - dla własnych badań i tworzonych przez siebie syntez - osiągnięcia nauk szczegółowych. Postawa ta jest często bardzo nierealistyczna - nierealistycznie humaniści odnoszą się do książek kasowych. Są oni skazani na rozwijającą się od wielu lat - w ostatnim dziesięcioleciu szczególnie intensyfikowaną - igraszkę słowną, którą przygotowali przedstawiciele nauk szczegółowych. Ta gra, ten scenariusz igraszek słownych jest konsekwencją nie tyle złej woli fizyków, co kulturowego ciśnienia sprzedaży wszystkiego. Fizycy piszący o fizyce są bardziej pod wpływem cywilizacji merkantylizmu niż troski o prawdę. Prawda w tej cywilizacji jest mniej ważna niż to, co Jan Paweł II nazwał w 1997 we Wrocławiu "opinią".

Merkantylistyczna opcja nie musi być uświadomiona i zwykle nie jest. Jest jednak swoistą pułapką zgotowaną tym, którzy pytają o wyniki badań ścisłych, nie zaś o systemy nauk ścisłych, sytuacje problemowe. Merkantylizm preferuje konkrety, uproszczenia, sytuacje maksymalnie wyjałowione. Takie nastawienie nie sprzyja rozwojowi myśli, dlatego popularyzujące książki kosmologów są w gruncie rzeczy jałowe. Fizycy przedstawiają swoje prawdy w sposób ogołocony z wartości, ewaluacji, oceny. Wzorem takiej prezentacji jest sąd, zdanie. Stwierdzenie nawiązuje bezpośrednio do tzw. naoczności.

MIRAŻ CYWILIZACJI PRĄŻKOWANIA

Humanista tymczasem musi badać pakiety zdań, tez, argumentację, a nie polegać na werbalnych przekazach fizyków. Tzw. fakty, traktowane jako fakty monolityczne, i pojedyncze twierdzenia są nadużywane zarówno przez fizyków w przedstawieniach istoty świata, jak i (zwrotnie) przez humanistów w odczytywaniu przedstawień fizyków.

Poszczególne twierdzenia astronomii pozagalaktycznej, np. o rozbieganiu się galaktyk lub o rozwoju świata, są nieseparowalne. Nie zdają sobie z tego sprawy filozofowie, fizycy zaś nic nie robią, aby to im uświadomić. Humaniści nie wiedzą, że pojedynczych twierdzeń nie można "wyjąć". Fizycy tak nastroili recepcję wiedzy, że humaniści zatracili miarę prawdy i z bezbrzeżnej kultury atomistyczno-marketingowej wszyscy fizycy korzystają, nie wiedząc o tym. Fizycy nie tylko propagują kulturę antyhumanistycznego konkretu, lecz sami ulegli mirażowi cywilizacji prążkowania, cętkowania, jakby powiedziano w szkole antropologicznej Aliny i Andrzeja Wiercińskich.

Wyobrażenia na temat rozwoju Wszechświata są związane z tą lokalistyczną kulturą, która podszeptuje nieumiarkowanie w asymilowaniu izolowanych twierdzeń, która prążkowane i nadmierne lokalizowane ma za alfę i omegę naukowości. Jest to swoiste rozumienie nauki, prawdy, twierdzeń. Tak zanika kultura regulatywności, prawdy regulatywnej, rozumianej w sposób metacybernetyczny. Humaniści zapominają, że prawda musi być odnoszona do systemów, obrazów świata, paradygmatów, naukowych kultur. Taką pułapką są właściwie wszystkie informacje przekazywane w ostatnich latach humanistom na temat wprowadzenia do kosmologii dodatkowej masy - bynajmniej nie wyrażanej, powiedzmy, kilkoma procentami masy we Wszechświecie zaakceptowanej dotychczas. Są to ogromne masy, które zaprzeczają naszym wyobrażeniom na temat mas we Wszechświecie. Cała dziedzina dotycząca ważenia świata galaktyk została wypaczona w grafomańskich relacjach, przygotowanych przez fizyków na poziomie humanistycznego, jak mniemają, przekazu o fizyce i kosmologii.

W znanych scenariuszach astrofizycznych rozwoju Wszechświata uważano, że masy galaktyk mogły być błędnie oszacowane w zakresie kilku procent. Obecne potrzeby w dziedzinie rozwoju ciał kosmicznych - wynikające z badań astronomicznych - sięgają... dziesiątek tysięcy procent masy uznanej. Filozofowie cytują często Hawkinga. Autorytet ten w dziedzinie rozwoju zmienił poglądy astronomów na temat losów Wszechświata: uznał, że oto bardziej prawdopodobna jest kontrakcja zamiast wiecznej ekspansji. Powiedzieliby tak i faktycznie tak powiadają, nie zdając sobie sprawy z tego, że zdanie to jest pozbawione sensu.

Problematyka masy ukrytej dostała się w ostatnich latach do literatury popularnonaukowej za sprawą mediów i określonej kultury "filozofowania", w której kosztem rzetelności naukowej trzeba wykazać postęp. Progresizm jest najważniejszą cechą stylu przedstawiania osiągnięć nauk ścisłych. W ten sposób pojęcie prawdy regulatywnej traci sens, prawda jest rozumiana lokalistycznie, jako kolejne prawdziwe twierdzenia (np. o masie dodatkowej i rozwoju świata) odkrywane przez przedstawicieli nauk ścisłych. Takie pojęcie prawdy naukowej pozwala oderwać nowe twierdzenie, komunikat od samej nauki, która to twierdzenie wydała na świat. Fizycy, humanistycznie nie przygotowani na wyzwania, które stawia im prawda o fizyce, zniekształcają pojęcie prawdy naukowej ku merkantylnej, progresywnej krawędzi tzw. nowego, czyli wyodrębnialnego - w nienasyconej pogoni za nowym i izolowalnym. Jest to zgodne z atomistycznymi, dezintegracyjnymi i synkretycznie tolerancyjnymi trendami kulturowymi. Humaniści zaś nie przypuszczają, że prądy kulturowe wyciskają aż tak wielkie piętno na przekazach przedstawicieli nauk ścisłych. Raczej mniemają, że precyzyjność nauk chroni relację fizyków przed kulturowym, pozamerytorycznym piętnowaniem. Relacje fizyków intensyfikują procesy rozpadu kultury humanistycznej i samej humanistyki.

Prof. dr hab. Mirosław Zabierowski, filozof i przyrodnik, pracuje w Instytucie Nauk Ekonomiczno-Społecznych Politechniki Wrocławskiej.

Uwagi.