Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 9/1998

Jak daleko do wielkiego świata
Poprzedni Następny

Pożytki społeczne płynące z wykorzystania Internetu zależą w dużej mierze
od poziomu komunikacji międzyludzkiej w społeczeństwie. Im wyższy poziom,
tym więcej znaczeń a mniej pustych słów.

Paweł Misiak

Fot. Stefan CiechanWakacyjna włóczęga po kraju kojarzy się jeszcze niektórym, zwłaszcza dojrzalszym wiekowo, z autostopem. Od paru lat można jednak zaobserwować zanik tej instytucji. Dla większości młodych ludzi piosenka Jedziemy autostopem, śpiewana bodaj przez Karin Stanek, brzmi raczej abstrakcyjnie. Jedni widzą przyczynę w szybkim rozwoju cywilizacyjnym i obniżeniu poziomu bezpieczeństwa w społeczeństwie, drudzy wskazują inne powody. Być może najbardziej istotny wpływ na spadek popularności autostopu jako sposobu przemieszczania się ma – paradoksalnie – gwałtowny wzrost liczby samochodów per capita. Niegdysiejsi kandydaci na autostopowiczów mają teraz własne auta i nie muszą się zdawać na łaskę i niełaskę innych kierowców. Dotyczy to sporej liczby studentów i młodszych pracowników uczelni.

Wakacje to szczególny czas dla właścicieli samochodów. Znaczna część prywatnych aut w naszym kraju to pojazdy – delikatnie mówiąc – nie pierwszej młodości. Stwarzają one więcej problemów niż nowe. Wiek ma swoje prawa. Najczęściej posiadaczami aut „dojrzałych” są ludzie nie nazbyt zamożni, których nie stać na kupno nowego. Rzut oka na uczelniane parkingi w czasie roku akademickiego pozwala dopatrzyć się związków z sytuacją w środowisku akademickim...

Okazuje się, że różne historie i przygody związane z posiadaniem samochodu mogą stanowić przyczynek do szerszych refleksji na tematy cywilizacyjne. Opisane poniżej sytuacje są prawdziwe, choć opowiedziane zostały z pominięciem nieistotnych szczegółów, jak nazwiska czy nazwy.

ZRÓB TO SAM

Naszym bohaterem jest doktor P., naukowiec ścisły, adiunkt. Zakupił właśnie używany, parunastoletni samochód znanej niemieckiej marki. Wybrał taki, bo do poczciwego malucha mieści się z trudem, na nowego poloneza, nawet w promocji i na raty, nie stać go, a argumenty rozmaitych doradców o niemieckiej solidności i tradycji produkcji samochodów uznał za przekonywające. Ponadto trafiała mu się dobra okazja, by kupić pojazd względnie tanio i z pewnego źródła, więc z niej skorzystał.

Doktor P. nie boi się wziąć do ręki śrubokręta, klucza czy kombinerek, niestraszna mu więc praca w charakterze mechanika samochodowego na własne potrzeby. O wymiarze ekonomicznym takiego podejścia nie trzeba się rozpisywać w kraju, gdzie godzina pracy fachowca w warsztacie warta jest kilku godzin pracy nauczyciela akademickiego. Auto jednak to urządzenie dość złożone i w pewnym sensie delikatne. Dlatego czasem trzeba skorzystać z usług serwisu, a jeśli robi się coś samemu, warto przed odkręceniem tej czy innej śruby zapoznać się ze stosowną literaturą przedmiotu, zamiast kosztownie uczyć się na błędach.

Niestety, zakupionemu przez adiunkta P. pojazdowi nie towarzyszyły stosowne instrukcje czy podręczniki. Odwiedził więc kilka bibliotek i księgarni. Widział tam sporo książek z serii „Sam naprawiam swój samochód” albo „Budowa i naprawa samochodu”, lecz dotyczącej swojego – nie znalazł. Będąc, jak przystało na nauczyciela akademickiego, człowiekiem na wskroś nowoczesnym, udał się na poszukiwania do Cyberprzestrzeni. Podał kilku przeszukiwarkom słowa kluczowe odnoszące się do modelu swego auta i dostał całkiem sporo odnośników. Wśród znalezionych witryn internetowych była także oferta krajowej, internetowej księgarni wysyłkowej, która interesującą dr. P. książkę miała. Poszukiwania były więc nadzwyczaj owocne. Oczywiście, dr P. niezwłocznie ową książkę za pomocą poczty elektronicznej zamówił i następnego dnia miał ją w rękach. Na marginesie warto wspomnieć zdziwienie P., kiedy okazało się, że w świecie fizycznym owa księgarnia znajduje się w tym samym mieście.

Historia powyższa ukazała naszemu adiunktowi, że również u nas w kraju, tu i teraz, można z powodzeniem zrobić „zakupy przez Internet”. Nawet uiszczenie należności odbyło się „wirtualnie”, za pomocą karty kredytowej. Zupełnie jak w Ameryce. Zbliżamy się do wielkiego świata. Usługi tego rodzaju są znacznie powszechniejsze za oceanem, a większość z nas może sobie o nich jedynie poczytać w gazetach, chyba że ma się tyle szczęścia, ile miał dr P.

Z NARZĘDZIAMI I KSIĄŻKĄ W RĘKU...

...zabrał się nasz bohater do pracy przy swoim nowym, choć niemłodym samochodzie. Niektóre elementy oraz czynności obsługowe i naprawcze opisane były w książce tak precyzyjnie, że dr P. bez obaw mógł się nimi zająć we właściwy sposób. Aliści wkrótce okazało się, że książka nie jest doskonała, choć napisana przez niemieckiego dyplomowanego inżyniera. Niektórym aspektom funkcjonowania auta, wymagającym w nowym nabytku poprawienia, poświęcono zaledwie kilka zdawkowych zdań, o innych nie wspomniano wcale. Pojawił się więc kolejny problem.

P. znowu odwołał się do niezgłębionych zasobów Sieci. Przeszukiwarki znalazły wiele odnośników, z których część okazała się niezmiernie przydatna. Tym razem prawie wszystkie ciekawe informacje pochodziły od amerykańskich użytkowników i miłośników pojazdów tej samej marki, co auto dr. P. W Internecie, podobnie zresztą jak w kinie, dobrze widać, że za oceanem samochód stanowi ważny element kultury, a czasem jest traktowany niemal jak przedmiot kultu. W Cyberprzestrzeni łatwo spotkać rozbudowane witryny poświęcone niemal każdemu modelowi. Nawiasem mówiąc, kultowy automobilizm, X muza i wirtualny kosmos łączą się na stronach WWW, gdzie wymienione są filmy, w których „występują” samochody określonej marki.

Buszując po stronach internetowych dr P. natknął się między innymi na niezwykle interesujące i pożyteczne zestawy pytań i odpowiedzi dotyczących problemów, jakie napotykali amerykańscy właściciele takich samych aut. Co najważniejsze, były tam i szczegółowe opisy diagnozowania niesprawności oraz tego, jak sobie z nimi dać radę samemu, o ile to możliwe. Strony te były doskonałym uzupełnieniem książki. Zajmowały się przypadłościami potraktowanymi w niej marginesowo, a jak się okazuje – dość typowymi.

Internetowe teksty opracowane były wedle najlepszych reguł pisania instrukcji. Poszczególne kroki postępowania zrelacjonowano z najwyższą dokładnością, uwzględniając na przykład rodzaj wkrętów czy kolory wtyczek. Poszła więc w ruch drukarka, a książka „utyła” o kilkanaście dodatkowych stronic. Nota bene nasz system kształcenia w zasadzie nie uczy tego rodzaju sprawności, jak pisanie takich tekstów, jak raporty, sprawozdania, instrukcje. Tymczasem za oceanem jest to jeden z elementów wykształcenia na poziomie college’u.

KULTURA I PRAGMATYZM

I znowu dzięki Internetowi mógł adiunkt P. zdobyć ciekawe informacje, jak również zaoszczędzić sporo pieniędzy. Przy okazji naszła go też refleksja ogólniejszej natury, dotycząca szeroko pojętej kultury w podejściu do Sieci jako medium komunikacyjnego. Zauważył mianowicie, że wszystkie te informacje techniczne o samochodach, niesprawnościach i sposobach ich naprawiania, a także liczne dobre rady, są pisane i publikowane na WWW przez amatorów w ramach „pracy społecznej”. Działanie takie, nad wyraz pożyteczne, wynika chyba z zakorzenionego gdzieś w ogólnej kulturze autorów przekonania, iż warto podzielić się swoimi doświadczeniami z innymi. Być może przekonanie to nie wypływa z czystego altruizmu (co bardzo by się nam podobało), lecz z zasady wymiany: dziś ja pomogę tobie, jutro ty mnie, jednak pożytki społeczne takiego podejścia są nieocenione. Na polskich stronach internetowych niezbyt często spotyka się takie pożyteczne treści.

Przy przeglądaniu Sieci w poszukiwaniu informacji i wskazówek dr P. natknął się też na adres listy dyskusyjnej miłośników samochodów takich, jak jego nowy nabytek. Zapisał się na nią i zaczął dostawać codzienną, sporą porcję elektronicznych listów. Jedni opisywali swoje „przygody” z pojazdem, drudzy prosili o konkretne porady, inni tych porad udzielali, a jeszcze inni po prostu pisali, dlaczego te auta się im podobają lub przeciwnie. Lista jest moderowana, więc nie pojawia się na niej bełkot, lanie wody i wypowiedzi całkiem nie na temat. Odmiennie niż w grupie dyskusyjnej pl.misc.samochody, gdzie dyskusja jest bardzo ożywiona, wymiana zdań bywa ostra, ale pytania o konkrety często pozostają bez odpowiedzi. Ot, kolejne forum zupełnie niezobowiązujących pogaduszek. Dr P. zaglądał tam kiedyś często, ale zniechęcił się miałkością treści. W zasadzie jedyny pożytek, jaki miał z czytania owej grupy, to poznanie pojęcia „dresiarz” – wielce pejoratywnego określenia pewnego typu właścicieli samochodów i nie tylko.

Znowu nasunęła się adiunktowi P. refleksja ogólnej natury. Pomyślał, że pożytki społeczne płynące z wykorzystania Internetu zależą w dużej mierze od poziomu komunikacji międzyludzkiej w społeczeństwie. Im wyższy poziom, tym więcej znaczeń a mniej pustych słów. Podobnie jest z wykorzystaniem innych mediów komunikacyjnych, na przykład telefonu. Chyba każdy, kto korzysta czasem z automatów telefonicznych przeżył kiedyś sytuację, kiedy tracił cenny czas stojąc w kolejce do aparatu, zajętego parędziesiąt minut przez rozkosznie paplającą o bzdurach panienkę.

Globalna Sieć jest środkiem komunikacji bardzo tanim, dla niektórych wręcz darmowym. Jednak przepustowość światowych łączy jest ograniczona a wzrost ruchu na nich – bardzo szybki. Przez te same kanały łączności przepływa coraz więcej mega-, giga- i terabajtów danych. W naszym kraju infrastruktura internetowa jest wciąż za słabo rozwinięta. W szczycie trudno się połączyć z serwerami, coraz dłużej trzeba czekać na list czy ściągnięcie strony WWW. Choć niewielki, ma w tym swój udział bełkot informacyjny na WWW oraz listach i grupach dyskusyjnych. Przyczynia się on też do „zabagnienia” Internetu. Trudno wyłowić ważne czy ciekawe treści w mętnym a bezkresnym oceanie słów.

pm@atm.com.pl

Uwagi.