Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 9/1998

Język nieporozumienia
Poprzedni

Leszek Szaruga

Fot. Stefan CiechanW wakacyjnym „Forum” przeczytałem z przyjemnością artykuł Mirosława Zabierowskiego „Kosmologia i humanistyka”; z przyjemnością tym większą, iż potwierdza on moje dawniejsze przypuszczenia o tym, że „tłumacząc” swe rozpoznania i ustalenia na język humanistyki, przedstawiciele nauk przyrodniczych posługują się na ogół metaforami lub słownymi analogiami, które jedynie w pewnym przybliżeniu (a może raczej należałoby powiedzieć – w pewnym oddaleniu) pozwalają ludziom nie posiadającym specjalistycznego przygotowania rozumieć omawiane problemy. Jak pisze autor, „humaniści dają się uwieść pewnej magii słów – jest to nowe zjawisko kulturowe”. Cóż, jest zarazem i nowe, i stare: magia słów urzekała zawsze i nie jest przypadkiem, że poezja bywała dla wielu bardzo podejrzanym sposobem wypowiedzi. Nowe wszakże jest to, iż właśnie owa „magia słów” ma dziś nie tylko „uwodzić humanistów”, lecz przede wszystkim skłaniać odpowiednie gremia do łożenia wcale niemałych kwot na podtrzymywanie badań; w tym przypadku język „tłumaczący” problemy nauk przyrodniczych na formuły mające być przekonujące dla niespecjalistów upodabnia się niepokojąco do języka reklamy.

Jest wszakże w tym wszystkim coś jeszcze istotniejszego. Takie określenia, jak „wielki wybuch”, „czarna dziura”, „dziwność początkowa”, „teoria chaosu” czy „struny wszechświata” pobudzają wyobraźnię nie tyle obrazem opisywanego zjawiska, ile właśnie „malowniczością” językową. W dodatku takie impulsy wydają się humanistom całkowicie oczywiste i nie wymagające krytycznej refleksji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że – niezależnie od niezamierzonej na ogół „nierzetelności” popularyzatorskich książek badaczy przyrodników, o której pisze Zabierowski – posługiwanie się przez naukowców owym na poły poetyckim językiem wydaje się humanistom czymś naturalnym. A mniemanie to ugruntowane jest w fakcie, iż przyrodoznawstwo w tradycji europejskiej (a zapewne nie tylko europejskiej) właśnie w poezji najpierw się wyrażało, czego przykładem rekonstruowana właśnie „Fizyka” Empedoklesa. Wszelkie teorie kosmologiczne starożytności czy średniowiecza też przede wszystkim w języku poezji były formułowane, a zatem ów poetycki sposób wypowiedzi zdaje się być kosmologii niejako przyrodzony.

Jest rzeczą oczywistą, że język współczesnej kosmologii czy fizyki to przede wszystkim język formuł matematycznych, owych przerażających humanistów „równań” i „wzorów” (inna sprawa, że coraz częściej równie przerażające dla czytającej publiczności stają się też zapisy nutowe) i że posługiwanie się tym językiem wymaga odpowiedniego ćwiczenia wyobraźni oraz treningu. Sama struktura tych wypowiedzi wykształca odpowiadającą jej strukturę rozumienia – raczej nie mającą, jak język poetycki, „przełożenia” na emocje, choć, oczywiście, sam proces poznawczy od owych emocji zupełnie wolny nie jest. Rzecz w tym, że humaniści, o których mowa w artykule Zabierowskiego, na ogół nie mają przygotowania pozwalającego im w owej przygodzie poznawczej uczestniczyć. Nie został bowiem stworzony „ogólny język nauki”, raczej przeciwnie – poszczególne dziedziny wykształciły własne, na ogół nawzajem nieprzetłumaczalne, czasem jedynie wobec siebie komplementarne języki.

I tu należałoby chyba upatrywać powodów, dla których fizycy „wykluczają możliwość, że humanistyka może uściślać fizykę”. Więcej nawet: większość z nich takie domniemanie – iż humanistyka fizykę może uściślić – uznałoby jeśli nie wprost za humorystyczne, to co najmniej za nieporozumienie. Profesor Zabierowski swej uwagi o ewentualnym uściśleniu rozpoznań fizyki przez humanistykę nie rozwija, a szkoda. Szkoda m.in. dlatego, iż podejmowane przez fizyków próby „humanizacji” ich dyscypliny – krytykowane przezeń jako posługiwanie się magią słów – mimo wszystko wydają się interesujące. Przykładem takich poszukiwań są na przykład stwierdzenia Carla Friedricha von Weiz?ckera dotyczące pojmowania rzeczywistości w świetle ustaleń teorii kwantów. I tak niemiecki fizyk stwierdza: „Jeśli teoria kwantów jest prawdziwa, to rzeczywistość nigdy nie jest faktyczna w ścisłym sensie”. W innym zaś miejscu: „Jeśli dzisiejsza fizyka jest słuszna, to samo pojęcie przedmiotu, na którym fizyka ta jest oparta, jest tylko przybliżeniem”.

Każdemu humaniście czytającemu te stwierdzenia muszą się one wydać fascynujące. Z drugiej jednak strony muszą budzić liczne wątpliwości. Co mianowicie oznacza przywoływane przez autora pojęcie „słuszności”? Więcej: czym jest „teoria”? To ostatnie pytanie wydaje się o tyle istotne, że sam Weiz?cker ma wobec tego pojęcia pewne wątpliwości, a w każdym razie zachowuje wobec niego pewien dystans: „Teoria jest, tak to odczuwam, szczególnym dziełem sztuki kultury zachodniej, odróżniającym ją od wszelkich innych kultur. Hindusi i Japończycy powiedzieli mi: »Siłą i granicą waszej kultury jest panowanie logiki arystotelesowskiej«”. Ale to jeszcze nie koniec komplikacji, gdyż niebawem odnajdujemy w tym samym szkicu zdania następujące: „To, że wszystko jest sztuką, jest mądrym odkryciem teorii. Czym jednak właściwie jest sztuka, tego, jak się wydaje, teoria nigdy nie potrafiła naprawdę powiedzieć”.

Jak widać, wybitny uczony najwyraźniej, chcąc wyciągnąć konsekwencje zarówno ze swych doświadczeń badawczych, jak z prób zdystansowania się wobec tradycji myślenia europejskiego, czyni coś, co można by określić jako „komplikowanie rzeczy prostej”. Problem w tym jednak, że rzeczy nigdy proste nie są, zaś czasami samo istnienie oznaczającego je pojęcia jest rzeczą wątpliwą. Pytaniem zasadniczym jest w tym kontekście pytanie o to, czym jest owo „pojęcie przedmiotu”. Dopiero po próbie ustalenia owego pojęciowego stanu faktycznego możemy zasadnie pytać o sposób istnienia teorii jako dzieła sztuki, czyli czegoś, co właściwie nie wiadomo czym jest. W tej sytuacji trudno powiedzieć, w jaki sposób pojęcia kosmologii mogłyby być przedstawione w języku humanistyki tak, by nic nie tracąc ze swej ścisłości jednocześnie nie zostały pozbawione sensu.

Uwagi.