|
Dziś nic nikomu nie chce się robić. Hubert Iwanicki Zgodnie z ustawą z 12 września 1990 roku o szkolnictwie wyższym, studenci wyższych uczelni, poza uprawnieniami z ustawy Prawo o stowarzyszeniach, mają prawo do zrzeszania się w uczelnianych organizacjach studenckich - na zasadach przewidzianych w wymienionej ustawie. Samorząd studencki jest głównym reprezentantem studentów wśród organizacji zrzeszających społeczność akademicką i działających na terenie uczelni. Młodzi ludzie wkraczający w progi wyższej uczelni spotykają się z zupełnie nową strukturą organizacyjną. Świeżo upieczeni studenci przez pierwszy semestr studiów przechodzą "szkołę życia" akademickiego, muszą m.in. wyzbyć się nawyków ze szkoły średniej. Poza tym, stykają się z bezlitosną machiną biurokracji, która posługuje się systemem nakazowo-rozdzielczym, zmuszającym do samodzielnego poszukiwania wszelkich informacji we własnym interesie. Nie znalazłeś, nie doczytałeś, nie jesteś przygotowany lub nie byłeś na zajęciach, które nie z twojej winy zostały przełożone - frustrujesz się. Do tej pory byłeś prowadzony za rączkę i wszystko miałeś podane na tacy. Z tego stanu lęku mogą nowego studenta wyprowadzić starsi koledzy lub koleżanki z organizacji studenckich działających na terenie uczelni. BRAK ZAINTERESOWANIAPrzedstawicielem wszystkich studentów w danej uczelni jest samorząd studencki (w myśl ustawy o szkolnictwie wyższym). Każdy student jest zatem członkiem samorządu studenckiego. Nie każdego jednak studenta to zaszeregowanie interesuje i satysfakcjonuje. Nie każdy rodzi się przecież społecznikiem. Z własnych obserwacji wnioskujemy, iż niewielki procent studentów deklaruje przynależność do samorządu studenckiego. Można zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje? Otóż, młodzież dziś nie widzi wymiernych efektów finansowych w działalności społecznej. Zamiast niej studenci podejmują pracę zarobkową. Ostatnimi czasy, począwszy od 1989 roku, wysokość stypendiów w stosunku do aktualnej sytuacji rynkowej gwałtownie zmalała. Za wypłacane obecnie stypendia studenci nie mają praktycznie szans na utrzymanie się (dotyczy to egzystencji oraz opłat za akademiki lub stancje). W związku z tym większość osób przyznaje wprost, iż działalność w samorządzie studenckim nie leży w kręgu ich zainteresowań. Jednocześnie wypowiadane są dosyć krytyczne zdania na temat pracy samorządu studenckiego. Skąd się biorą takie opinie? Skoro student nie ma czasu i serca do pracy w samorządzie to dlaczego krytykuje tych, którzy tą pracą się zajmują? Po pierwsze, zawsze krytycznie ocenia się osoby piastujące funkcje reprezentacyjne, niezależnie od organizacji. W pewnym sensie jest to zrozumiałe, ponieważ od osób reprezentujących daną społeczność wymaga się więcej niż od przeciętnego osobnika. Mimo wszystko, osoby udzielające się społecznie są zawsze narażone na presję ze strony otoczenia, które nie wiadomo dlaczego i czego zaczyna im zazdrościć. Nie myli się jednak ten, kto nic nie robi. Oczywistym jest więc fakt, iż każdemu działaczowi społecznemu udają się przedsięwzięcia mniej lub bardziej oczekiwane i efektowne w skutkach. Nie można jednak człowieka przekreślić za to, że jedna rzecz mu nie wyszła, zapominając o pozytywnych efektach jego działalności. CZYJA ZASŁUGA?Dzisiaj działalność samorządów studenckich jest promowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i władze uczelni. Samorządy studenckie w większości dysponują własnymi klubami, bogatym zapleczem technicznym oraz pewnymi środkami finansowymi. Pomimo tak sprzyjających warunków, nie widać tłumu studentów garnących się do pracy społecznej. Dzisiejsze pokolenie braci samorządowo-studenckiej nie dostrzega faktu, iż środki, jakimi dysponuje i możliwości działania, jakie posiada, zawdzięcza poprzednim ekipom działaczy. Wzrost pozycji samorządów studenckich nastąpił po 1989 roku. Był to okres, w którym zaczęto dostrzegać ważność idei samorządowej. Początki były bardzo trudne. Ówcześni działacze samorządowi posiadali znikome zaplecze finansowe i techniczne. Pomimo wielu napotykanych trudności, doprowadzili jednak do utrwalenia pozycji samorządu studenckiego w strukturze uczelni. To pokolenie ludzi, w pełni oddanych idei pracy dla dobra studentów, niestety, już wyczerpało swoje możliwości. Obecnie bardzo niewielką grupę tych osób można odnaleźć w uczelni jako młodych pracowników naukowych. ZYSKI I STRATYZastanówmy się teraz, czy na działalności społecznej w samorządzie studenckim można więcej zyskać, czy stracić? Pojawiają się, niestety, również i minusy. Największym z nich jest brak czasu - na wywiązywanie się w pełni z obowiązków studenta, na życie osobiste, a także zawiść i zazdrość ze strony otoczenia, stres z powodu bycia osobą publiczną, której każdy patrzy na ręce. Czasami występuje się w trudnych sprawach, będących niekiedy w sprzeczności ze stanowiskiem kadry naukowej (można być osobą utożsamioną z poglądami lub sytuacją, którą się tylko reprezentuje lub przekazuje). W uczelni, w której funkcjonowałem jako działacz samorządowy, zaobserwowałem pewne zobojętnienie na inicjatywy podejmowane przez samorządy studenckie. Dziś nic nikomu nie chce się robić. Młodzież jest apatyczna, brak jej inicjatywy i chęci realizacji własnych pomysłów. Studenci chcą jak najmniejszym kosztem i wysiłkiem otrzymać dyplom ukończenia studiów, nie ofiarując w zamian nic od siebie. Klimat uczelni tworzą głównie studenci. A studentów reprezentuje samorząd studencki. Dlatego wynika stąd prosty wniosek: jaki samorząd, taki klimat wśród studentów w uczelni. Mgr Hubert Iwanicki jest nauczycielem akademickim WSPS w Warszawie i byłym działaczem samorządu studenckiego WSPS. |
|
|