Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 1/1999

Edukacja - wyzwania i szanse
Poprzedni Następny

Tradycyjne nauczanie nastawia się na osiągnięcie najwyższego średniego
poziomu nauczania. W szkołach biznesu trzeba odejść od tej miary.
Wysokie wymagania muszą być stawiane wszystkim.

Jerzy Kalisiak

Fot. Stefan CiechanWe wszystkich krajach demokratycznych edukację traktuje się jako jedną z najważniejszych sfer polityki społecznej państwa. Istnieje zgodność, że powszechny dostęp do edukacji to podstawowa droga awansu cywilizacyjnego dla każdego obywatela, to tworzenie jednakowych szans dla wszystkich. Wolny dostęp młodzieży do studiów jest także amortyzatorem negatywnych skutków bezrobocia. Wreszcie, wysoki poziom edukacji to podstawowy warunek społeczno-gospodarczego rozwoju kraju.

Edukacja jest bardzo ważna, ale jej wpływ na wyniki finansowe i sukcesy firm oraz całej gospodarki ma charakter pośredni. Dlatego wysokość nakładów na edukację zależy od możliwości budżetowych państwa, nie decyduje o tym kryterium opłacalności nakładów w tej dziedzinie. We wszystkich krajach na edukację ciągle brakuje pieniędzy. Nie jest to tylko nasza polska dolegliwość. Wspólną cechą systemów edukacji jest również mała efektywność wykorzystania środków budżetowych. Systemy zarządzania instytucjami edukacyjnymi nigdy nie uznawały efektywności wykorzystania środków za najważniejsze kryterium swego działania.

NOWE STRUKTURY

Nigdzie, nawet w najbogatszych krajach, nie można się spodziewać znaczących zmian w proporcjach podziału wydatków budżetowych. Przy narastających potrzebach socjalnych trzeba się nawet liczyć z obniżką nakładów na edukację z budżetu państwa. W tej sytuacji jednym z najważniejszych problemów stojących przed edukacją jest poszukiwanie skutecznych systemów zarządzania szkołami. Takich, które pozwalają jak najlepiej wykorzystać środki budżetowe.

Stare, tradycyjne struktury organizacji i zarządzania stają się bezużyteczne we współczesnym biznesie. Trzeba poszukiwać nowych, elastycznych struktur, nowych wzorców i procedur zarządzana, nowych metod wykorzystania zdolności i innowacyjności pracowników.

Wielofunkcyjność staje się cechą szczególnie ważną u pracownika. Oznacza to, że jego wiedza musi mieć charakter integralny: musi on umieć dostrzegać całość problematyki firmy, widzieć problemy w szerokim kontekście, umieć prowadzić analizy, wyciągać wnioski, kierować ludźmi i współpracować z nimi.

Takie cechy powinien posiadać współczesny absolwent szkoły biznesu, bo takie są wymogi rynku pracy. Rynek staje się weryfikatorem jakości kształcenia i edukacja musi się temu podporządkować. Wykształcenie staje się towarem. Aby go sprzedać, trzeba dostosować się do potrzeb rynku pracy, bo to on będzie kształtował cenę tego towaru. Oznacza to, że usługa edukacyjna zaczyna mieć swoją cenę. Można powiedzieć, że w edukacji zaczyna się nowa era - era rynku edukacyjnego. Istnienie takiego rynku oznacza, że instytucje edukacyjne, bez względu na ich formę prawno-organizacyjną, muszą podporządkować się zasadom efektywności, obowiązującym wszystkie podmioty działające w systemie rynkowym.

SZKOŁA MUSI NAUCZYĆ

Dostosowanie programów kształcenia do potrzeb współczesnego biznesu nie jest łatwe, mimo że coraz powszechniejsza jest świadomość tej konieczności. Istnieje prosta zależność logiczna: aby pracownik mógł być w firmie wielofunkcyjny, szkoła musi go tego nauczyć - musi całkiem inaczej kształtować jego postawę, zmienić wymagania, stawiać na dojrzałość, samodzielność, umiejętność przeprowadzania syntezy i wyciągania wniosków. To nowe podejście wymaga zmiany mentalności kadry nauczającej. Wymaga ciągłego wysiłku, douczania się wielu rzeczy, łączenia akademickości z praktyką biznesu.

Proces zmian jest zawsze trudny, a droga od koncepcji do ich realizacji bardzo długa. Tu szczególnie uwidaczniają się słabości systemów zarządzania szkołami, słabości organizacyjne, niechęć podporządkowania się nowemu reżimowi organizacyjnemu.

Stworzenie efektownych systemów zarządzania uczelniami będzie jedną z najtrudniejszych spraw, z którymi jednak bezwzględnie trzeba będzie się uporać, gdyż inaczej nastąpi kumulacja przynajmniej dwóch negatywnych zjawisk: niezdolności kształcenia stosownie do potrzeb współczesnego biznesu i niezdolności obniżenia kosztów operacyjnych szkoły. W nowych warunkach, kiedy rynek kontroluje jakość wiedzy absolwentów, uczelnie muszą stosować swoje własne systemy kontroli jakości kształcenia. W systemach tych trzeba uwzględnić złożoność pojęcia "jakość". Z jednej strony jest to ocena wiedzy studenta, z drugiej - umiejętność przekazywania wiedzy przez pracowników szkoły.

Aby sprostać tym wyzwaniom, uczelnie muszą mieć swobodę doboru pracowników dydaktyczych, według rzeczywistych posiadanych przez nich kwalifikacji oraz swoich potrzeb. W Polsce jedną z ważniejszych barier dla dynamicznego i prawidłowego rozwoju uczelni jest skostniały system habilitacji i "państwowych mianowań" na profesora. Ten system tworzy sztuczne wymogi, preferuje formalne tytuły, blokuje tworzenie rzeczywistego rynku pracy dla ludzi nauki. Tytuł profesorski powinien być związany jedynie z pracą w uczelni i być nadawany wyłącznie przez uczelnię. Uważam, że warto skorzystać z doświadczeń amerykańskich, gdzie bez systemu habilitacji uczeni rokrocznie biorą prawie wszystkie nagrody Nobla.

Jeżeli chcemy przyspieszyć rozwój szkolnictwa wyższego i podnieść jego jakość, trzeba wprowadzić nowoczesny, przejrzysty system awansu naukowego, gdzie jedynym stopniem naukowym jest doktorat, ale przy bardzo wysokich wymogach stawianych doktorantom. I tu należałoby skoncentrować wysiłek, aby stworzyć system gwarantujący wysoką jakość doktoratów.

PRZEKAŹNIK I PRZEWODNIK

Nowe wymagania biznesu oraz konieczność ciągłych zmian wymuszą na uczelniach godzenie w programach kształcenia akademickości i praktyki, co oznacza, że absolwent musi umieć rozwiązywać problemy stojące przed firmą czy nawet całą branżą. Musi więc posiąść gruntowną wiedzę teoretyczną, poznać metodologię prowadzenia badań naukowych, poznać problemy funkcjonowania firmy, musi umieć przeprowadzić analizę, wyciągnąć wnioski i zaproponować rozwiązanie konkretnych problemów.

Nie jest to jednak zadanie tylko dla studenta. Także nauczający muszą widzieć całość programu nauczania, rozumieć go, znać podstawowe problemy funkcjonowania firmy, bez względu na to, jaka jest ich podstawowa specjalizacja. Jeżeli nauczający pozostanie tylko w kręgu swojej wąskiej specjalności, przestaje być partnerem dla studenta na wyższych poziomach studiów. Natomiast jeżeli będzie widział szeroki kontekst swojej specjalności, będzie miał szansę - poprzez nauczanie, kontakty ze studentami, prowadzenie pracy dyplomowych - uczestniczyć w rzeczywistym życiu biznesu. I to może być fascynujące, może stwarzać motywację dla poszukiwania nowych, lepszych form kształcenia.

W nowych warunkach specjalista musi zrezygnować z roli przekaźnika informacji, a skoncentrować się na funkcji przewodnika, interpretatora, doradcy studenta. Musi zdawać sobie w pełni sprawę z tego, że w niektórych obszarach jego wiedza i doświadczenie nie są wystarczające. W tej sytuacji ważna staje się praca w zespole, współdziałanie wielu specjalistów. Wtedy dopiero możemy zapewnić spójność i integracyjność programów - pomóc studentowi połączyć różne elementy wiedzy w całość, nauczyć go widzenia problemów w szerokim kontekście, widzieć firmę jako całość, jako funkcjonujący organizm.

SPOŁECZEŃSTWO EDUKACYJNE

Tradycyjne nauczanie cechuje się tym, że szkoły nastawiają się na osiągnięcie najwyższego średniego poziomu nauczania. Oznacza to, że starają się dostosować swoje wymogi do średniego poziomu intelektualnego uczniów czy studentów. W szkołach biznesu trzeba odejść od tej miary. Wysokie wymagania muszą być stawiane wszystkim. To szkoła określa wymogi, a nie przeciętny poziom studenta i średni poziom umiejętności kadry nauczającej.

Szacuje się, że w XXI wieku blisko 70 proc. stanowisk pracy będzie wymagało wyższego wykształcenia. Wymuszą to nowe technologie i konkurencyjne warunki funkcjonowania firm i instytucji. Jednocześnie każdy pracownik w ciągu swojego życia zawodowego będzie musiał kilkakrotnie zmienić lub przynajmniej uzupełnić swoje kwalifikacje.

Wiek XXI będzie wiekiem społeczeństwa ciągle uczącego się, społeczeństwa edukacyjnego. I to stanowi nowe wyzwanie dla szkół i uniwersytetów. Trzeba ludzi nauczyć uczyć się samodzielnie, a jednocześnie stworzyć warunki, aby w szkołach, uczelniach, uniwersytetach studenci mogli zdobywać nową wiedzę.

Będzie to prawdopodobnie wymagać zmiany modelu uczelni. Rosnąca wartość czasu i nowe technologie informatyczne sprawią, że po wiedzę encyklopedyczną i informacje każdy będzie sięgał sam, gdyż będzie miał do nich nieograniczony dostęp. Nie trzeba przebywać fizycznie w murach uczelni, żeby skorzystać z wiedzy "książkowej".

Podstawowym zadaniem szkoły wyższej stanie się stworzenie jak najbogatszych form i warunków zdobywania wiedzy. Rozwój intelektualny studenta będzie dokonywał się nie w uczelni, ale "z uczelnią" jako intelektualnym przewodnikiem i doradcą. Prawdopodobnie nowy model nauczania będzie określał jednakowe dla wszystkich (w ramach danych programów i specjalności) wymagania w zakresie sprawdzania wiedzy, natomiast pozostawi do indywidualnego wyboru formy kształcenia się, według predyspozycji intelektualnych i możliwości czasowych studenta.

Prof. dr hab. Jerzy Kalisiak, ekonomista, jest rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania - The Polish Open University w Warszawie oraz wiceprzewodniczącym Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych.

Uwagi.