|
Był jednym z najwybitniejszych mecenasów II połowy XIX wieku,
opiekunem polskiego piśmiennictwa z dziedziny nauk ścisłych.
Z jego dorobku korzysta dziś Polska Akademia Nauk.
Grzegorz Filip
 |
| Baszta pałacu w Kórniku |
Jan Działyński herbu Ogończyk był ostatnim potomkiem rodu hrabiowskiego, senatorskiego rodu zasłużonego dla kraju i dla Wielkopolski. Urodził się w zamku kórnickim w 1829 roku jako drugie dziecko Celestyny z Zamoyskich i Tytusa Działyńskiego. Ksawery Działyński - dziadek Jana, brał udział w pracach nad Konstytucją 3 Maja, uczestniczył, choć nie z bronią w ręku, w powstaniu kościuszkowskim, za co siedział potem w więzieniu.
Ojciec, Tytus (1796-1861), kilkakrotnie był posłem, uczestniczył w próbach założenia uniwersytetu w Poznaniu, był jednym z inicjatorów Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i jego prezesem w latach 1858-61. Wspierał stypendystów, podobnie jak potem syn. Brał udział w powstaniu listopadowym. Przebudował zamek w Kórniku, był twórcą Biblioteki Kórnickiej, wydawcą dzieł historycznych. Jego nastawienie na dyscypliny humanistyczne, w przeciwieństwie do syna, który popierał przede wszystkim matematykę i nauki przyrodnicze, sprawiło, że działalność i zasługi Tytusa lepiej są dziś znane i wyżej cenione niż prace jego potomka, który pozostaje w cieniu ojca. Takie są konsekwencje leżącego w naszej tradycji mechanizmu usuwania nauki poza sferę kultury.
Dziedzictwo
 |
XVII-wieczny kancjonał ze
zbiorów Biblioteki Kórnickiej |
W wielkopolskich dobrach rodzinnych Jan i jego pięć sióstr dorastali w atmosferze napięcia. Rodzice różnili się usposobieniem. Ojciec wybuchowy i dominujący, matka spokojna, łagodna. Ona - gorliwa katoliczka, on - sceptyk, czasem antyklerykał. Ojciec zbyt wiele oczekiwał od jedynego syna. Ten miał tymczasem raczej słabe wyniki w nauce i kiepskie zdrowie. Matka lepiej rozumiała Jana, co nie pozostawało bez wpływu na życie rodzinne. Wszystkie te różnice prowadziły do częstych kłótni w domu.
Jan odbył studia przyrodnicze w Paryżu. Interesowała go m.in. matematyka, mechanika, systematyka roślin oraz geografia drzew i krzewów. Odbywał podróże po Europie, poznając życie naukowe, oświatę i przemysł we Francji, organizację oświaty na wsi pruskiej, a przede wszystkim zapoznając się w Paryżu z postępami dyscyplin przyrodniczych i matematyki.
Jan nie odziedziczył, jak się czasem pisze, olbrzymiej fortuny. Tytus Działyński większość majątku przeznaczył na posagi dla pięciu córek. Dobra kórnickie liczyły wprawdzie nadal jedenaście majątków, ale nie były to gospodarstwa wysokodochodowe, głównie z powodu katastrofalnej działalności dzierżawców. W czasie sześcioletniego pobytu Jana na emigracji po powstaniu styczniowym matka płaciła mu roczną pensję w wysokości 2,5 tys. talarów. Ostatni z Działyńskich odziedziczył natomiast jedno z najbogatszych wówczas w Polsce muzeów mebli, broni, numizmatów, obrazów i okazów archeologicznych, zbieranych od lat dwudziestych przez ojca, zasobną bibliotekę, zawierającą 25 tys. książek w 40 tys. woluminów i ok. tysiąc rękopisów, rozpoczęte serie wydawnicze, w tym przede wszystkim Acta Tomiciana - dokumenty źródłowe do dziejów Polski XVI wieku oraz dobrze utrzymany park kórnicki. Dziedzictwo to Jan potem z powodzeniem rozwijał.
Poprzednicy
Prywatny mecenat nauki rozwinął się w Polsce w XVI wieku, początkowo na dworze królewskim Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, potem wśród magnaterii i biskupów. Pośród magnatów wymieńmy nazwiska takich mecenasów, jak Jan Łaski czy Jan Zamoyski. Między biskupami mecenatem zajmowali się wówczas: Jan Dantyszek, Jan Konarski, Jan Lubrański i Piotr Tomicki. Wkrótce mecenasów nie zabrakło także i wśród bogatych rodów mieszczańskich: Bonnerów, Decjuszy, Turzonów czy Wettów. W wieku XVII piękną kartę w historii mecenatu nauki zapisał Jan III Sobieski. Wiek XVIII to mecenat króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i licznych rodów magnackich: Zamoyskich, Potockich, Radziwiłłów, Lubomirskich, Czartoryskich. Lista mecenasów w okresie rozbiorowym rozrasta się, a mecenat przybiera nowe formy. Stają też przed nim nowe zadania. Władze zaborcze utrudniały i ograniczały działalność naukową, która w wyniku rozbiorów uległa rozbiciu. Mecenat prywatny zyskał więc na znaczeniu, zarówno w kraju, jak i na emigracji. Zastępował nie istniejące lub wynarodowione szkoły, uczelnie, biblioteki i wydawnictwa.
Korzyść dla kraju
Mecenat naukowy hrabiego Jana przybierał różne formy. Najważniejsze z nich to kolekcjonerstwo, utrzymywanie i powiększanie biblioteki, finansowanie prac wydawniczych, sponsorowanie działalności towarzystw naukowych i wreszcie: bezpośrednia pomoc finansowa uczonym, artystom i studiującej młodzieży. W korespondencji Działyńskiego dochowały się listy w sprawach stypendialnych od 143 osób. W roku 1871 Jan pisał w jednym z listów, że chce obarczyć kraj ludźmi ze znajomością języków, nauk przyrodniczych i ścisłych. Dlatego drukował podręczniki akademickie, dlatego też w latach 60. zaczął wspomagać materialnie uczonych. Zwracać wypada uwagę na korzyść, jaką krajowi przyniesie proszący, i popierać raczej ważniejsze prace, jak każdego zamierzającego dopiero pracować - instruował swych współpracowników.
Po powstaniu, na emigracji, uczeni polscy żyli raczej biednie. Działyński, chcąc zrealizować swój program rozwoju nauk ścisłych, poszukiwał autorów podręczników matematycznych i przyrodniczych. A konto honorariów za przyszłe książki wypłacał wysokie, jak na ówczesne stosunki, pensje lub jednorazowe zapomogi. Sto franków miesięcznej pensji dostawał np. Władysław Folkierski, co umożliwiło mu napisanie książki o rachunku różniczkowym i całkowym. Przez dziesięć lat pensję w wysokości 200 a potem 300 franków otrzymywał Henryk Niewęgłowski, nauczyciel Działyńskiego, który stracił pracę po zamknięciu w roku 1871 Szkoły Wyższej Polskiej w Paryżu. Napisał w tym czasie siedem książek, wydanych staraniem swego sponsora, różnie natomiast przyjętych przez krytykę. Inny matematyk, Adolf Sęgajło przez siedem lat otrzymywał sto a następnie 200 franków miesięcznie, przy czym hrabia finansował mu również podróże i urlopy. Opublikował dzięki tej pomocy m.in. dwa tomy Wykładu zupełnego algebry. Z pomocy Działyńskiego korzystali także: matematyk Władysław Gosiewski (autor książek z rachunku prawdopodobieństwa), inżynier Kazimierz Brandt i inni uczeni.
Odbiorcami podręczników akademickich byli studenci polscy w Rosji, Niemczech, Francji i Austrii. Chłonnym rynkiem stała się w latach 70. Galicja, gdzie nastąpił wówczas rozwój szkolnictwa wyższego i jego polonizacja. Zabrakło polskich książek - dysponowano tylko niemieckimi, które były w dodatku drogie. Misję wydawania podręczników kontynuował potem matematyk Marian Baraniecki, rozpoczynając w roku 1884 własną serię wydawniczą.
Hrabia fundował też stypendia dla polskich studentów studiujących matematykę i nauki przyrodnicze, ale także medycynę, agronomię, filologię lub architekturę m.in. we Wrocławiu, Berlinie, Paryżu czy Wiedniu, stypendia dla seminarzystów i uczniów gimnazjum. Mecenas nie zajmował się tym osobiście. Stypendia przydzielane były przez towarzystwa, na które płacił składki: w kraju - Towarzystwo Naukowej Pomocy w Poznaniu, które otrzymywało tysiąc talarów rocznie, a na emigracji - Stowarzyszenie Pomocy Naukowej w Paryżu, finansowane rocznie sumą 1200 franków.
Pomoc naukowa
Paryskie Stowarzyszenie powstało z inicjatywy historyka Agatona Gillera w roku 1868 w celu wspomożenia uczącej się młodzieży polskiej. Działyński przystąpił doń w roku następnym. Wśród założycieli znajdujemy nazwiska profesora literatur słowiańskich w College de France Aleksandra Chodźki, historyka, inżyniera i publicysty Ludwika Nabielaka, poety Seweryna Goszczyńskiego, polityka Karola Ruprechta i innych działaczy emigracyjnych. Działyński, oprócz prowadzonej przez Stowarzyszenie akcji stypendialnej i odczytów popularnych, proponował wprowadzenie wykładów naukowych. Placówka miała się stać rodzajem polskiej wszechnicy emigracyjnej, wydawać także czasopismo i książki. Grupa matematyków, skupiona przez Działyńskiego wokół Stowarzyszenia, założyła wkrótce Towarzystwo Nauk Ścisłych, które działało w latach 1870-1882. Jan został jego prezesem. Sam też niemal w całości finansował prace Towarzystwa. Wynajęto pomieszczenia Biblioteki Polskiej na wyspie św. Ludwika. Plany miał hrabia niezwykle szerokie. Chciał m.in. tworzyć w Paryżu polskie laboratoria naukowe. Zabieramy się do utworzenia uniwersytetu polskiego w Paryżu - pisał w jednym z listów do kraju.
Towarzystwo Nauk Ścisłych odegrało istotną rolę na emigracji. Odwiedzali je wszyscy przybywający do Paryża uczeni polscy. W "Pamiętniku TNŚ", piśmie naukowym, którego dwanaście tomów zdążyło się ukazać, publikowali badacze emigracyjni i krajowi. "Pamiętnik" zdominowali matematycy i technicy, których prace stanowią istotny wkład do rozwoju nauki polskiej. Mniej liczące się prace publikowano z dziedziny biologii, chemii i fizyki. Pismo otwierało możliwości publikacji emigrantom pozbawionym dostępu do innych czasopism, było poligonem dla debiutantów, przyniosło niewątpliwą satysfakcję Działyńskiemu, który był jego pomysłodawcą i sponsorem.
Towarzystwo Nauk Ścisłych wydawało też kosztem pana na Kórniku książki matematyczne i techniczne, m.in. dwie wybitne pozycje: Teoria wyznaczników Mariana Aleksandra Baranieckiego i Wykład nauki o równaniach różniczkowych Władysława Zajączkowskiego, książkę wykorzystywaną jako podręcznik jeszcze w okresie międzywojennym.
Pięćset tysięcy
Działalność wydawnicza była dla Jana Działyńskiego oczkiem w głowie. Do produkcji i dystrybucji książek przywiązywał dużą wagę. Sam kształcił przy tym drukarzy i księgarzy, dostrzegając brak specjalistów w tych zawodach. W latach 1866-80 wydał prawie pięćdziesiąt publikacji, w tym 30 tomów dzieł z zakresu nauk ścisłych. Troszczył się o ich rozpowszechnianie, przesyłając dary instytucjom naukowym i osobom prywatnym. Jego książki otrzymywała bezpłatnie Akademia Umiejętności w Krakowie, Uniwersytet Jagielloński, towarzystwa naukowe, biblioteki, gimnazja, stowarzyszenia studentów polskich w uczelniach zagranicznych. Wśród uczonych na liście gratisów odnajdujemy m.in. Augusta Bielowskiego, Michała Bobrzyńskiego, Karola Estreichera, Karola Libelta, Wojciecha Kętrzyńskiego, Józefa I. Kraszewskiego, Antoniego Małeckiego, Stanisława Smolkę, Józefa Szujskiego. Skąd tylu historyków? Jan, kontynuując tradycję rodzinną, publikował też źródła. Oprócz wspomnianych już Tomicianów sfinansował edycję wielu przedruków faksymilowych. Najważniejszym z nich był chyba Psałterz puławski, jedyny dostępny dla językoznawców przedruk aż do roku 1915. Ukazał się także Statut wiślicki, Ortyle magdeburskie i Marchołt. Działyńskiemu zawdzięczamy też pierwsze pełne polskie wydanie Dzieł Cycerona w ośmiu tomach, w przekładzie Erazma Rykaczewskiego, a także pierwsze poprawne językowo i filologicznie wydanie trzech wielkich tragików greckich oraz komedii Plauta.
Plany kórnickiego mecenasa były znacznie szersze. Zamierzał sfinansować wydanie nowego przekładu Biblii i jednocześnie faksymilować przekłady szesnastowieczne. Chciał doprowadzić do przełożenia i edycji Talmudu, Koranu i ksiąg staroindyjskich. Nie doszło to jednak do skutku.
Sprzedaż wydawanych ksiąg dawała niewielkie wpływy, w nikłym procencie zwracające koszty edycji, transportu z Paryża do kraju i rozpowszechniania. Obliczono, że działalność wydawnicza wielkopolskiego mecenasa pochłonęła prawdopodobnie 500 tys. franków. Za taką sumę można było wówczas kupić w Polsce kilkusethektarowy, dobrze prosperujący majątek z całym wyposażeniem i żywym inwentarzem.
Biblioteka domowa
Jan wzbogacał domową kolekcję przez zakupy pojedynczych egzeplarzy książek lub całych zespołów. Odziedziczony po ojcu zbiór rękopisów powiększył o połowę, prawie o połowę wzrosła też za jego życia liczba druków. Stworzył kórnicką galerię grafiki. Pod koniec życia nie kupował już jednak tak wiele. Zainteresowany był głównie edytorstwem, a i czasy dla zbieraczy już minęły. Najlepszym okresem były lata 30., po kasacie zakonów. Tytus Działyński i inni bibliofile wynosili wówczas z bibliotek klasztornych lub kupowali za bezcen najciekawsze rękopisy i starodruki. Janowi udało się zaś nabyć, za ogromną cenę 20 tys. franków, zespół rękopisów matematyczno-fizycznych Józefa Hoene-Wrońskiego. Zakupione wówczas wronsciana, wraz z późniejszymi nabytkami znajdującymi się w dzisiejszej Bibliotece Kórnickiej PAN, stanowią podstawowe archiwum do badań dorobku jednego z najwybitniejszych matematyków i filozofów XIX wieku.
Księgozbiorem kórnickim zajmował się historyk i etnograf Wojciech Kętrzyński, późniejszy długoletni, zasłużony dyrektor Ossolineum. Po nim bibliotekarzem był w Kórniku Zygmunt Celichowski. To on dokonywał zakupów, katalogował zbiory, odpowiadał na liczne kwerendy, prowadził archiwum biblioteki. Działyński ustalił budżet przeznaczony na zakupy oraz pensje bibliotekarzy. Rocznie 200 talarów przeznaczał na nowe książki i tyleż na stare. Oczywiście poważniejsze zakupy dokonywane były z osobnych środków. Obliczono, że mecenas zainwestował ogółem w zakup książek ok. 25 tys. talarów.
Biblioteka miała charakter prywatny, nigdy jednak nie odmówiono uczonym możliwości skorzystania z jej zbiorów. Bywali tu: Szujski, Pilat, Smolka i inni. Ze względu na trudny dojazd czytelnia kórnicka nie była szczególnie oblegana. Książki wypożyczano do wszystkich trzech zaborów. August Bielowski dostawał na biurko we Lwowie Kronikę Kadłubka, historycy krakowscy otrzymywali cenne druki, rękopisy i czasopisma.
Wazy gołuchowskie
Kolekcjonerskie pasje dziedzica na Kórniku skierowane były nie tylko ku książce, pamiątkom narodowym, malarstwu, numizmatom. Zbierał współczesną broń palną, przede wszystkim zaś w okresie emigracyjnym zgromadził w ciągu trzech lat w Hotelu Lambert, gdzie mieszkał, poważną kolekcję greckich waz antycznych z VI-IV w. p.n.e. Zbiory te, wraz z częścią zakupioną przez żonę Izabelę i jej brata Władysława Czartoryskiego, zostały po śmierci Jana skatalogowane przez znawcę przedmiotu Jeana de Witte i przewiezione do Gołuchowa. Założone tu muzeum nie ustępowało, jeśli chodzi o kolekcję waz attyckich, zbiorom Luwru, British Museum i Metropolitan Museum. Polska Akademia Umiejętności, publikując w roku 1931 katalog waz antycznych w Polsce, uznała kolekcję gołuchowską - złożoną z 255 egzemplarzy, w tym ponad 190 waz - za najwartościowszą. Mimo że do świetności kolekcji przyczyniła się także Izabela i jej brat, najcenniejsze nabytki zakupił właśnie Jan Działyński, wydając na nie, jak obliczono, około 100 tys. franków. De Witte wysoko ocenił zarówno znawstwo, jak i gust polskiego konesera. Hrabia do tego stopnia zapalił się do starożytności, że będąc w słynnej z wykopalisk miejscowości Noli pod Neapolem zdecydował się na samodzielne poszukiwania. W tajemnicy przed Izabelą przeznaczył na wykopaliska 30 tys. franków. Niczego ciekawego jednak nie znaleziono i prace zostały po miesiącu przerwane.
Naukowy park
W czasie pobytu we Francji hrabia interesował się problemami systematyki, aklimatyzacji i introdukcji roślin. Studiował literaturę przedmiotu, zwiedzał wzorowe gospodarstwa rolne i leśne, parki i lasy. Miał nawet na te tematy własne koncepcje. Po powrocie z emigracji w roku 1869 kupował w Anglii i Francji sadzonki drzew i krzewów, które aklimatyzował w Kórniku i Gołuchowie. Park kórnicki tworzył w celach naukowych. Miał on być w przyszłości - i tak się rzeczywiście stało - miejscem badań. Uprawiał rośliny z obu Ameryk, Azji i południowej Europy. Ogrodnika edukował we Francji. Ustalono, że przed śmiercią ostatniego z Działyńskich arboretum kórnickie liczyło 1500 gatunków drzew i krzewów, w tym 300 gatunków drzew iglastych. W drugiej połowie XIX wieku był to najbogatszy park na ziemiach polskich. Dziś mieści się tu Instytut Dendrologii PAN i Zakład Doświadczalny "Szkółki kórnickie". Praca, jakiej dokonał Działyński przeszło sto lat temu, owocuje w warsztatach dzisiejszych dendrologów. Drzewa nie rosną wszak z dnia na dzień.
Najzacniejsza rozrywka
Nauka i poszukiwanie prawdy, ta najzacniejsza rozrywka człowieka, jest jego najszlachetniejszym zadaniem, warunkiem owładnienia przyrody, źródłem wyższości, uzdolnieniem do samorządu i drogą do postępu (...). Wyrabianie i doskonalenie nauk jest warunkiem duchowego życia (...), zadatkiem świetniejszej przyszłości, opartej na odrodzeniu ducha i nauk - pisał Działyński zakładając Towarzystwo Nauk Ścisłych. Nauka była dlań nieusuwalnym elementem kultury, znajomość nauki - warunkiem życia duchowego. Za królową nauk uważał matematykę. Matematyka i kultura? Matematyka i życie duchowe? Tak wielu dzisiejszym humanistom nie zmieści się to w głowie. Niestety. |