|
W naszym organizmie jest wiele „uśpionych” wirusów,
które nie czynią zła, jeśli się ich nie sprowokuje.
Artur Wolski
Zawsze intrygowało mnie pytanie, czy urzędnik świadom jest konsekwencji swojego podpisu, złożonego na dokumencie wagi państwowej. Doświadczenie i praktyka każą odpowiedzieć, że często nie jest. Kilka kropli atramentu lub tuszu, trochę gryzmołów i sprawa załatwiona. Rzecz staje się ciałem i po upływie niezbędnego czasu przewidzianego prawem nabiera mocy obowiązującej. Zaczyna się kolejny akt – wykonawczy. I tu dopiero pojawiają się schody. Nie zawsze decyzja jest trafna, często szkody, jakie przynosi, są trudne do oszacowania. Na zupełny skandal zakrawa natomiast sytuacja, gdy powodem takiej decyzji są nie wskazówki merytoryczne, lecz personalne rozgrywki.
BIAŁE PLAMY NA MAPIE
Zaiste szkoda, że wiele ważnych dokumentów w Polsce powstaje właśnie w takich warunkach. Mam wrażenie, że dobrym przykładem jest tu decyzja Franciszki Cegielskiej, minister zdrowia i opieki społecznej, z 14 września 1999 roku. Na mocy tego zarządzenia zniknęła z mapy polskiej nauki placówka, która zdołała sobie zapracować na miano wiodącej w kraju i za granicą. Chodzi o Centrum Diagnostyki i Terapii AIDS w Warszawie.
Problemu AIDS nie da się wyrzucić poza polski nawias. Badania epidemiologiczne wykazują, że w naszym kraju żyje ok. 5 tys. ludzi zakażonych wirusem HIV. Co się z nimi stanie? Czy mają szansę na dalsze leczenie? Czy nadal będą prowadzone badania, na które wydano już masę pieniędzy? Co z zagranicznymi programami naukowymi, realizowanymi wspólnie z warszawskim Centrum? Najmniejszym problemem są chyba wyrzuceni na bruk ludzie nauki, bo przecież te mądre głowy i tak sobie poradzą.
Na te i szereg innych pytań odpowie czas. Decyzję urzędników osądzą ci, którzy nie doczekają pomocy. Ja przedstawię niewielki fragment badań prowadzony w Centrum Diagnostyki i Terapii AIDS w Warszawie. Nie mogę podjąć się dokładnego zrelacjonowania wszystkich programów, gdyż nie pozwala na to ani ich liczba, ani stopień trudności materii, w jakiej poruszają się specjaliści. Nawet lekarzom z dużym trudem przychodzi zrozumienie tajemnic wirusa HIV.
INTELIGENTNY WIRUS
Po latach badań wiemy na pewno, że do zakażenia dochodzi w czasie kontaktu z zakażonymi wirusem HIV płynami ustrojowymi przy naruszeniu ciągłości tkanki. Drobna ranka i zakażony płyn to gotowa infekcja. Taka sytuacja zdarza się najczęściej podczas kontaktu seksualnego. Ale nie jest to regułą. Ryzyko zakażenia zwiększa się u niektórych grup zawodowych: pielęgniarek, lekarzy stomatologów i in. Warto przypomnieć, że do płynów ustrojowych zaliczamy: ślinę, wydzielinę pochwową, spermę, krew. W najmniejszym stopniu zakażana jest ślina, bowiem zawiera ona w sobie naturalne substancje, które „ograniczają” zjadliwość wirusa.
Dlaczego tak trudna jest walka z wirusem? Wnikając do organizmu przynosi on ze sobą dwa enzymy, które są mu niezbędne do rozmnażania. Poznanie tego faktu pozwoliło farmakologom na opracowanie specyfików, które zaaplikowane zakażonej osobie wyłączają oba aktywne enzymy, skutkiem czego następuje zahamowanie namnażania się wirusa. W takiej sytuacji AIDS się nie rozwija. Tak powinno być teoretycznie. Pamiętajmy jednak, że wirus jest organizmem „inteligentnym” i natychmiast się mutuje. Enzymy odpowiedzialne za rozmnażanie ulegają natychmiastowej przebudowie. Jest to naturalna obrona wirusa przed śmiercią. Zmieniony wirus dalej bezkarnie namnaża się, po czym dochodzi do selekcjonowania się nowych wirusów z grupy HIV, charakteryzujących się brakiem wrażliwości na podawane leki. To wiemy dzięki badaniom. Umiemy także rozpoznać czy HIV selekcjonuje się. Wtedy, mając odpowiednią diagnozę, tak zmieniamy leki, by jak najdłużej były skuteczne. Przedłuża to okres terapii.
Należy jednak wyraźnie stwierdzić, że istniejące leki nie eliminują choroby. Cały czas trwają poszukiwania nowych leków, które miałyby szersze zastosowanie niż tylko niszczenie enzymów odpowiedzialnych za rekonstrukcję wirusa. Ważnym kierunkiem jest także opracowanie takich środków lub leków, które by wspomogły nadwerężony w czasie choroby układ immunologiczny. Marzeniem wielu badaczy jest, aby po takiej terapii sam układ rozpoczął walkę z wirusem i wspomógł prowadzoną równolegle kurację lekową.
TAJNA BROŃ
Co jeszcze hamuje skuteczność terapii przeciwko wirusowi? Nauka odpowiedziała i na to pytanie. Część wirusów przechodzi w tzw. stan uśpienia w węzłach chłonnych (będących fragmentem układu odpornościowego) lub np. w komórkach nerwowych. Tam czekają na „lepsze czasy”. To jest dla zakażonego organizmu ogromne niebezpieczeństwo. Wykonuje się bowiem głównie badania krwi obwodowej na obecność wirusa. Może się zdarzyć, że takim testem nie wykryjemy wroga, co przecież nie oznacza, że choroba się nie rozwija. Leki stosowane wcześniej przestają działać, wirus przechodzi do formy utajonej, a test krwi mówi, że uporaliśmy się z nim. Tragedia może wydarzyć się dopiero za jakiś czas, ale nikt nie wie kiedy.
Potrafimy już wykonywać badania na obecność uśpionego wirusa w węzłach chłonnych. Robi się je jednak po latach terapii, aby sprawdzić jej skuteczność. Jest to również zupełnie nowy kierunek badań nad HIV. Prace znakomitego uczonego szwedzkiego Andersa Valhne’a zmierzają do opracowania nowej generacji leków, których działanie znacznie różniłoby się od dotychczas stosowanych. Uczony proponuje zastosowanie w lekach mechanizmów farmakologicznych, które blokowałyby enzymy umożliwiające namnażanie się wirusa.
Ogromną nadzieją w walce z wirusem jest szczepionka. Dzięki współpracy Centrum Diagnostyki i Terapii AIDS w Warszawie z wieloma uznanymi autorytetami w tej dziedzinie na świecie, miałem możliwość przeprowadzenia wywiadu z wielkim badaczem, prof. Hilarym Koprowskim z USA, przez świat nauki nazywanym „Księciem wiedzy”. Pewnie dlatego, że dzięki niemu otrzymaliśmy już 20 lat temu wspaniały prezent w postaci szczepionki przeciwko polio. Głos doradczy uczonego jest wszędzie ceniony i brany pod uwagę w czasie prac nad nowymi szczepionkami. Tak jest w przypadku HIV. Głównym założeniem prof. Koprowskiego w konstruowaniu szczepionek jest stworzenie bazy z żywych, ale osłabionych wirusów. Taki prezent dla organizmu w sposób naturalny zmusza układ immunologiczny do samoobrony przed intruzem. Mechanizm prosty, ale skuteczny.
RYZYKOWNE TESTY
Dlaczego więc tak długo walczymy o szczepionkę przeciwko HIV? Odpowiedzi jest kilka. – Jak ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że wirus, który dość dobrze poznaliśmy, jest w formie osłabionej? Znamy jego genom, możemy więc nim manipulować i otrzymywać prawdopodobnie formę osłabioną. Ale tylko prawdopodobnie – mówi prof. Koprowski. – Jak sprawdzimy, czy to, co otrzymaliśmy, będzie bezpieczną bazą szczepionki?
Kolejną barierą jest fakt, że szczepionkę trzeba przetestować. W normalnych, standardowych warunkach nowy preparat podaje się ludziom zdrowym, aby zaobserwować reakcję organizmu. Jak podać ludziom wirus HIV, znając skutki, jakie wywołuje? Próby są przecież najczęściej wykonywane na ochotnikach już zakażonych, którzy niewiele mają do stracenia. Nie jest to więc miarodajny test nowej szczepionki. Można wykonywać doświadczenia na małpach, ale to zbyt słaby dowód naukowy na skuteczność nowego preparatu. Zresztą na takie doświadczenia nie zgodzi się żadna komisja kontrolna, bowiem ich normy bezpieczeństwa są restrykcyjne i bezwzględnie przestrzegane. – Warto przypomnieć – mówi prof. Koprowski – że trzy ważne szczepionki w historii medycyny: przeciwko ospie, wściekliźnie i polio, nie byłyby dziś możliwe do wykonania i przetestowania. Nie zgodziłaby się na to żadna komisja, bowiem zostały one opracowane i przetestowane w warunkach wysokiego ryzyka.
ŚWIATŁO W MROKU
Niemniej ten właśnie kierunek jest uważany przez naukowców za ogromnie ciekawy, twierdzi dr Andrzej Piasek z Centrum Diagnostyki i Terapii AIDS w Warszawie. Pamiętajmy, że w naszym organizmie jest wiele „uśpionych” wirusów, które nie czynią zła, jeśli się ich nie sprowokuje. Tak jest m.in. z Herpes 1, który towarzyszy człowiekowi od 5 roku życia. Tylko jedna trzecia nosicieli tego wirusa ma objawy opryszczki. Podobna sytuacja jest z Helicobacter pylori, który nie u wszystkich wywołuje chorobę wrzodową. Naszym zadaniem i wyzwaniem jest takie genetyczne zmodyfikowanie wirusa, aby jego ilość w organizmie nie pozwalała na rozwinięcie się choroby AIDS. A więc życie z wirusem, a nie śmierć, światło zamiast ciemności.
Artur Wolski, dziennikarz Programu I Polskiego Radia, autor cyklu Mapa Nauki Polskiej, sponsorowanego przez KBN.
|