Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 12/1999

Widok z dachu
Poprzedni Następny

Studenci mają prawo do pięknego uniwersytetu, 
do odpowiedniej dla tej instytucji, szacownej atmosfery, 
do kontynuowania starej akademickiej tradycji.

Piotr Kieraciński

Fot. Piotr Kieraciński


To może być kiedyś nasz kościół 
akademicki – mówi rektor UO.

Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Opolu utworzono w 1954 r. Wtedy też powstały budynki uczelni, w tym obecny gmach rektoratu Uniwersytetu Opolskiego. Architektura nie wyróżniająca się wśród masy blokowisk z tamtego okresu. Między budynkami uczelni stało mnóstwo baraków, składowisk gratów. Place i skwerki zaniedbane, zarośnięte na poły zdziczałymi krzakami. Pod same drzwi głównego wejścia do rektoratu można było podjechać samochodem po wyasfaltowanym placyku. – Czy tak powinien wyglądać uniwersytet? – zapytał sam siebie prof. Stanisław Nicieja, gdy został rektorem. Na pierwsze posiedzenie zaprosił senatorów Uniwersytetu Opolskiego do zrujnowanego budynku poszpitalnego, znajdującego się w najwyższym punkcie miasta.

PRZERWANY EGZAMIN

Najstarszym obiektem stojącym w tym miejscu jest tzw. kaplica św. Wojciecha. Być może przebywał on w Opolu podczas swoich podróży do Polski. 400 lat temu dominikanie dostali ziemię na wzgórzu, dziś znajduje się ono w samym centrum miasta. Postawili tam ogromny budynek klasztorny oraz kościół. Klasztor został zsekularyzowany przez Prusaków, zakonników wypędzono. Przez jakiś czas budowla stała pusta. Potem, z inicjatywy miejscowego proboszcza ewangelickiego Alojzego Gertha, urządzono w poklasztornych budynkach szpital. Na początku lat 90. w Opolu oddano do użytku nowy szpital wojewódzki. Stare gmaszysko znów zostało opuszczone i popadało w coraz większą ruinę.

Po 1989 r. szkoły wyższe w całym kraju dostawały budynki popartyjne. Podobnie było w Opolu. Zwłaszcza WSP, która pretendowała już do miana uniwersytetu, miała być beneficjantem tej akcji. Wojewoda pozostawił do dyspozycji UO także zrujnowany budynek poklasztorny: odpadające tynki, zniszczone schody, stare, okazałe refektarze, podzielone na maleńkie salki, ściany z dykty i obskurne drzwi. Na dachu papa i rozwalająca się instalacja odgromowa. A dookoła widok, jakiego w Opolu skądinąd nie uświadczysz. Jednak Senat postanowił przejąć ten obiekt na potrzeby uczelni.

Z rektorem Nicieją wdrapujemy się na dach budynku. Nogi plączą się między drutami piorunochronu. Niemal na wysokości naszych oczu barokowa wieża sąsiadującego z dawnym klasztorem kościoła. – To może być kiedyś nasz kościół akademicki – mówi rektor UO. Gdy w przyszłości, jak marzy prof. Nicieja, odrestaurowany poklasztorny budynek stanie się centrum uczelni i siedzibą rektora, kościół stojący ściana w ścianę z rektoratem mógłby pełnić funkcję kościoła akademickiego.

Fot. Piotr Kieraciński


Na wewnętrznym dziedzińcu 
stanęła piękna figura 
św. Jana Nepomucena z 1702 r. 

Skąd ta nagła chęć remontowania porzuconego przez służbę zdrowia obiektu? Wiele wyjaśnia krążąca wśród studentów UO anegdota. Podczas egzaminu u prof. Niciei nie wystarczy znać przedmiotu wykładu. Trzeba jeszcze błysnąć wiedzą w zakresie historii sztuki. – Nicieja pyta o architekturę Opola – powtarzają sobie studenci i szukają w przewodnikach, które z opolskich budowli mają cechy najważniejszych stylów architektonicznych. Opowiadają sobie historię, jak profesor zapytał jednego studenta o budynek secesyjny, a gdy ten – mieszkaniec Opola – nie potrafił wskazać w swoim rodzinnym mieście ani jednego obiektu z epoki, przerwał egzamin. Kazał studentowi iść na spacer, znaleźć secesyjną budowlę i dopiero wtedy wrócić do sali egzaminacyjnej. Prof. Nicieja pamięta to wydarzenie. – To prawda. Nie wyobrażam sobie, żeby student opolskiej uczelni nie znał najważniejszych budynków z różnych epok, znajdujących się w tym mieście. A secesję szczególnie lubię – mówi.

SZANSA DLA OPOLA

– Proszę się rozejrzeć dookoła – rektor Nicieja zatacza ręką krąg. – Widać stąd całe Opole. Tuż obok znajduje się jeden z najstarszych opolskich kościołów, a na prawo od niego piękny budynek gimnazjum, do którego uczęszczał Jan Kasprowicz. Tam widzimy ratusz w stylu florenckim – w linii prostej to tylko 500 metrów – obok renesansowa wieża kościoła franciszkanów. Ta budowla z czerwonej cegły to wieża piastowska – był tam kiedyś zamek piastowski. Dalej mamy dach amfiteatru, neogotycką katedrę opolską. Jest wieczór i z tej właśnie strony dobiega dźwięk dzwonów. – Tam widać kościół w Szczepanowicach, dalej kościół w Winowie. Plany są ogromne. – Dokładnie w tym miejscu, na dachu – snuje swoją opowieść prof. Nicieja – zbudujemy aulę na 400 miejsc. Będzie ona przeszklona i tę panoramę, którą teraz podziwiamy, będzie można oglądać podczas wszystkich dużych uroczystości uniwersyteckich. Ścianki, którymi poprzedzielano wielkie refektarze i sale klasztoru, zostały już wyburzone. Piękne audytoria uniwersyteckie mają nosić imiona miast śląskich. Będzie sala brzeska, nyska i opolska, a w każdej panorama odpowiedniego miasta, wzorowana na słynnych XVIII-wiecznych panoramach Wernera.

Koszt odnowienia tak dużego obiektu oceniany jest na 30 mln nowych zł (300 mld starych zł). Na razie uczelnia dysponuje kwotą 8 mln zł, za którą wykonano jedno ze skrzydeł. Zapewne już w przyszłym roku wprowadzą się tam filologie germańska, angielska i romańska. Rozpisano już przetarg na remont i adaptacje kolejnych skrzydeł budynku. Ma tam znaleźć siedzibę m.in. rektorat UO. – To będzie budynek na miarę Pałacu Kazimierzowskiego – marzy rektor Nicieja. Młode uczelnie zazwyczaj budowane są na obrzeżach miast. Tak np. jest w przypadku Olsztyna oraz bydgoskiej ATR. Tylko stare uniwersytety mają siedziby w centrum miast. – Ten gmach jest szansą dla Uniwersytetu Opolskiego – uważa rektor. Uniwersytet jest natomiast szansą dla Opola. Miasto nigdy nie miało wielkiego, kluczowego znaczenia gospodarczego. W swej historii pełniło raczej rolę centrum administracyjnego. Teraz, gdy zamykane są opolskie cementownie, edukacja to jedyna szansa tego miasta. Jak potężną jednostką gospodarczą jest uczelnia świadczy fakt, iż zatrudnia ona 1,5 tys. pracowników, których miesięczne wynagrodzenia pochłaniają 50 mld st. zł. Te pieniądze wydawane są głównie na miejscu, w Opolu. Napędzają koniunkturę gospodarczą regionu.

KONTEKST KULTUROWY

Gdy wychodzimy z podominikańskiego budynku, rektor pokazuje mi wnęki po zamurowanych oknach. – To idealne miejsce na płaskorzeźby – mówi. – Pomniki muszą być z ludźmi. Dzieła sztuki powinny być tam, gdzie przemieścił się szlak ludzkich wędrówek. Nie mogą niszczeć w chaszczach tylko dlatego, że ktoś uważa, iż nie należy zmieniać kontekstu kulturowego. Przykładów niszczenia bezcennych obiektów na Śląsku jest mnóstwo. Nikt nie interesuje się rzeźbami ze zdrojowego parku w podopolskim Pokoju, dawnym Karlsruhe – w czasach niemieckich było tam znakomicie prosperujące uzdrowisko z pięknym parkiem. Dziś teren dawnego parku podlega zarządowi lasów państwowych, a rzeźby przedstawiające bóstwa antyczne niszczeją. Podobnie w Kosicach niedaleko Grotkowa rozsypuje się wspaniały pałac i ogrodowe rzeźby. Czy tak powinno wyglądać nieingerowanie w kontekst kulturowy?

Rektor ma nadzieję, że uda mu się znaleźć miejsce na terenie uniwersytetu przynajmniej dla niektórych niszczejących rzeźb. – Dodadzą tej młodej uczelni splendoru – mówi. – W pobliżu pięknego pomnika można postawić ławkę. Z pewnością wkrótce stanie się miejscem spotkań młodzieży. Ludzie garną się do miejsc pięknych, a uniwersytet powinien dawać szansę obcowania z pięknem i tego obcowania uczyć. Na razie udało się uporządkować okolicę obecnego rektoratu. Przed budynkiem stanęła rzeźba zupełnie współczesna. Natomiast na wewnętrznym dziedzińcu – piękna figura św. Jana Nepomucena z 1702 r. Uratowana po powodzi sprzed 2 lat. Stała na poboczu drogi do połowy zakopana w mule naniesionym przez wodę. Konserwacja posągu kosztowała 30 tys. zł. Znaleźli się sponsorzy, którzy wyłożyli te pieniądze. Ich dzieło upamiętnia metalowa tabliczka, umieszczona w dolnej części cokołu.

– Każdy ma w sobie taką ładną cechę próżności, która każe mu zostawiać ślady swojej twórczej działalności – mówi prof. Nicieja. To stwarza szansę, że znajdą się także sponsorzy, którzy zechcą zapłacić za renowację innych niszczejących pomników, aby uwiecznić swoje imię dla potomności. Jednym z najcenniejszych jest słup graniczny księstwa biskupiego Nysko-Grotkowskiego z 1609 r. z płaskorzeźbą pastorału. Wyciągnięty z jeziora, ma w przyszłości zdobić jeden ze skwerów przy zamku w Kamieniu Śląskim. – Trzy takie słupy są w muzeum w Nysie. Nie każdy student tam trafi. Niech więc na miejscu zobaczy, jak niegdyś oznaczano granice. To ma przecież nie tylko wymiar estetyczny, ale także edukacyjny – mówi prof. Nicieja.

ŚWIĄTYNIA NAUKI

– Uniwersytet potrzebuje starych murów, klimatu sięgającego średniowiecza – uważa rektor. – Potrzebuje pięknych korytarzy, wnęk z rzeźbami, ładnych sklepień. Sala senatu nie może wyglądać jak świetlica, a gabinet rektora – jak biuro. To prawda, rektor może urzędować na zydlu, przy meblach zrobionych ze sklejki, jednak zupełnie inna jest atmosfera, gdy ktoś odbiera doktorat honoris causa w pięknej sali, gdzie na ścianach wiszą stare obrazy, stoją rzeźby, jest piękny żyrandol. Studenci mają prawo do pięknego uniwersytetu, do odpowiedniej dla tej instytucji, szacownej atmosfery, do kontynuowania starej akademickiej tradycji. – Musimy im to zapewnić – mówi prof. Nicieja. – Ten nowy budynek da uczelni patynę, poczucie, że uniwersytet jest świątynią nauki.

Kiedy prof. Stanisław Kolbuszewski, autor znakomitych książek o modernizmie i Wyspiańskim, był rektorem opolskiej WSP w latach 1956-59, wprowadził zwyczaj kupowania do pomieszczeń dziekańskich i do rektoratu starych, stylowych mebli. Uważał, że wnętrza, w których urzędują dziekani i rektorzy, w których odbywają się uroczystości akademickie, muszą mieć ducha historii. – Zostało nam z tego okresu trochę starych mebli. Gdy już będziemy mieli na nie miejsce, odrestaurujemy je i wstawimy do przygotowanych wnętrz – mówi obecny rektor UO. Prof. Kolbuszewski jako pierwszy wprowadził gronostaje i ceremoniał akademicki do opolskiej WSP. Gdy komunistyczna prasa pisała: Nie chcemy burżuazyjnych przebierańców w szkole kadrowej, odpowiadał, że dla niego ważna jest europejska tradycja akademicka, a nie opinie i dyrektywy towarzyszy z komitetu wojewódzkiego. Wprowadził wiele obyczajów akademickich także do życia studenckiego.

Uniwersytet w Opolu posiada także inne stare budowle. Oprócz opisanego budynku podominikańskiego, remontowana jest – zniszczona podczas powodzi – willa opolskiego fabrykanta, właściciela cementowni. Będzie ona dostosowana technicznie do wymogów współczesnej nauki, ale architektura, w tym piękny dach z wieżyczką, zostanie zachowana. Odnawiany jest też zamek Hochbergów, a wcześniej Czeczotów, w pobliskiej Dąbrowie Niemodlińskiej. Do tej pory służył tylko studentom zaocznym, teraz ma być lepiej wykorzystany. Uniwersytet musi być nowoczesny, ale ta nowoczesność musi pamiętać o szacownej, średniowiecza sięgającej, tradycji uniwersytetów europejskich. 

– To jest moment, w którym określamy kształt tej uczelni na przyszłe sto lat – mówi prof. Nicieja. – Musi to być dobra forma, zachęcająca do studiowania i badań, gwarantująca odpowiednią atmosferę i otoczenie estetyczne.

Uwagi.