Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 12/1999

Nauka a społeczeństwo
Poprzedni Następny

Badania naukowe weszły w fazę, w której wymarzona przez wielu 
uczonych autonomia procesu badawczego i niezależność 
od kontekstu społecznego staje się całkowitą utopią.

Michał Kleiber

Rys. Elżbieta Ciechocińska

Zakumulowane przez lata odkrycia naukowe, wyjaśniające je teorie oraz oparte na nich technologiczne know-how tworzą dzisiaj nieprzebraną skarbnicę wiedzy i informacji, stanowiąc jednocześnie podstawy potęgi gospodarczej i dominacji politycznej. Nigdy w historii ludzkość nie dysponowała takimi zasobami środków umożliwiających zmiany otaczającego nas świata. Nigdy jednak także sprawa wykorzystywania tego potencjału nie niosła ze sobą tylu niewiadomych i takiej niepewności. Nigdy jeszcze nagromadzona wiedza nie domagała się tak głębokiej wspólnej mądrości społecznej, niezbędnej do jej użycia. Czy sprostamy stawianym nam przez rozwój cywilizacji zadaniom? Czy ludzkość wykaże, że posiadła mądrość potrzebną do korzystnego dla rozwoju gatunku ludzkiego postępu?

SPOŁECZNY DUCH REFLEKSJI

To dramatyczne wyzwanie stojące przed nami było motywem przewodnim Światowej Konferencji Nauki, która odbyła się niedawno w Budapeszcie i przyciągnęła ponad dwa tysiące przedstawicieli rządów i społeczności uczonych ze wszystkich prawie krajów świata. Konferencja zorganizowana zastała przez UNESCO (ONZ-owska Organizacja ds. Edukacji, Nauki i Kultury) i ICSU (Międzynarodowa Rada ds. Nauki), zaś jej wysoki status oraz uczestnictwo wielu przedstawicieli rządów i opiniotwórczych organizacji naukowych wynikały po prostu z faktu, iż współczesne wyzwania naukowe nie dotyczą bynajmniej wyłącznie samych uczonych, lecz całej ludzkości.

W krajach o największych zasobach wiedzy jej tworzenie i wykorzystywanie poddawane jest szerokiej kontroli społecznej za pomocą mechanizmów demokracji. Nawet w tych krajach kontrola ta nie jest jednak zadowalająca. Hermetyczność współczesnych badań, niechęć wielu uczonych do popularyzacji swych osiągnięć, niezadowalający poziom wykształcenia społeczeństwa, to tylko niektóre z przyczyn utrudniających efektywny, społeczny nadzór nad prowadzonymi badaniami. Stworzenie warunków do tego, aby społeczeństwo mogło świadomie i rozumnie zapoznawać się z wynikami najnowszych osiągnięć naukowych, jest zaś rzeczą niezwykłej wagi. Nie wystarcza opracowywanie i wdrażanie wyników badań przez wąskie grona specjalistów. Pozostawianie poszczególnych obszarów wiedzy znajomości tylko takich grup niszczy bowiem w społeczeństwie ducha głębokiej refleksji nad światem, prowadzi do zubożenia duchowego ludzi i pozwala na wykorzystywanie osiągnięć naukowych do realizacji partykularnych celów, będących często w zasadniczej sprzeczności z interesem całej ludzkości. Przytoczę parę choćby przykładów zagadnień absolutnie nierozwiązywalnych bez pomocy nowoczesnej nauki, a równocześnie wręcz domagających się rozstrzygnięć w szerokim społecznym kontekście.

BIOTECHNOLOGIA I MEDYCYNA

Produkcja genetycznie zmodyfikowanej żywności. Biotechnologia, leżąca u podstaw takiej produkcji, będzie wkrótce zasadniczym elementem zwiększania efektywności produkcji rolnej. W krajach takich jak USA czy Kanada już dzisiaj znaczna część upraw niektórych roślin (soja, kukurydza, bawełna) jest genetycznie zmodyfikowana, co zapewnia ich zwiększoną odporność na szkodniki i choroby. Następna faza osiągnięć w zakresie biotechnologii, czekająca nas niebawem, to zwiększanie odżywczej zawartości produktów rolnych i tzw. pharming, czyli produkcja roślin zawierających pożądane związki o własnościach leczniczych. Już dzisiaj opinia publiczna głośno artykułuje swoje zaniepokojenie tym kierunkiem rozwoju nauk biologicznych – czy ta „zabawa w Boga” przy produkcji transgenicznych roślin (i, niebawem, zwierząt) jest dostatecznie bezpieczna dla przyszłości gatunku ludzkiego?

Badania genetyczne w medycynie. Jeszcze większe problemy etyczne niesie w sobie kierunek badań dotyczący ludzkiego genomu. Wśród wielu nierozstrzygalnych na gruncie czysto badawczym problemów wymieńmy tu choćby te, które wyrastają z coraz głębszego rozumienia genetycznego podłoża różnych chorób. Niewątpliwe korzyści medyczne przeciwstawić tu trzeba problemom etycznym, związanym np. z badaniami nowo przyjmowanych pracowników (dyskryminacja osób mających genetyczne predyspozycje do pewnych chorób?), potencjalnym zachowaniom towarzystw ubezpieczeniowych (różnicowanie stawek ubezpieczeniowych w zależności od układu genów?) czy wreszcie problemom z informowaniem pacjentów o ich wszystkich możliwych predyspozycjach chorobowych (i tak przecież, ze względu na wpływ innych, zewnętrznych czynników, nie przesadzających niczego do końca)?

EKOLOGIA I PRYWATYZACJA

Badania zagrożeń ekologicznych. Uczeni dysponują dzisiaj znacznymi możliwościami przewidywania negatywnych skutków różnych form działalności technicznej na środowisko i zdrowie człowieka. W jakim stopniu domagać się można uwzględniania takich informacji od rządów krajów, w których dana działalność może stanowić istotny element wzrostu gospodarczego (np. masowe wycinanie lasów tropikalnych w Brazylii)? Ścisłe przestrzeganie zaleceń uczonych (np. tzw. Protokołu z Kyoto z roku 1997, o ograniczeniach emisji gazów wywołujących tzw. efekt cieplarniany) spowodowałoby zapewne dzisiaj daleko idące pogorszenie sytuacji ekonomicznej wielu krajów. Ze sprawą tą łączy się oczywiście cała problematyka zrównoważonego wzrostu gospodarczego świata i energetyki, w tym wykorzystania odnawialnych źródeł energii – fakty naukowe przeplatają się tu nierozłącznie ze strategicznymi decyzjami politycznymi mającymi fundamentalne znaczenie dla przyszłości całych społeczeństw.

Postępująca prywatyzacja procesu prowadzenia badań naukowych. Tak jak i w innych dziedzinach życia, prywatyzacja badań naukowych, a w konsekwencji prywatna własność ich wyników, prowadzi do zwiększonej efektywności badań i szybkich, najczęściej korzystnych społecznie wdrożeń. Ale w procesie tym zawarte są w także trudne do przewidzenia zagrożenia – firmy prywatne nie przywiązują często wagi do długoterminowych skutków swej działalności, a patentowanie wyników badań, dotyczące dzisiaj nawet niektórych badań podstawowych, stawia w zasadniczo niekorzystnej sytuacji kraje biedne, nie mające środków na ich prowadzenie. Ze względu na ekonomiczne znaczenie odkryć naukowych, przyczynia się to oczywiście do zwiększania i tak już olbrzymich różnic między światem bogatych i biednych.

BEZWZGLĘDNY OBOWIĄZEK POMOCY

Te i setki innych problemów nie pozostawiają złudzeń: badania naukowe weszły w fazę, w której wymarzona przez wielu uczonych autonomia procesu badawczego i niezależność od kontekstu społecznego staje się całkowitą utopią. Coraz głębsze, integralne rozumienie świata i praw nim rządzących sygnalizuje nam dzisiaj jednoznacznie, że im bardziej koncentrujemy się na wybranych, indywidualnych działaniach gwarantujących szybkie osiąganie wąsko rozumianych celów, tym bardziej narażamy się na ryzyko zniszczenia ważnych elementów i całych układów wspierających trwanie gatunku ludzkiego. Bliski jest moment, w którym powiemy sobie zdecydowanie: wprowadzać w życie można tylko takie osiągnięcia nauki, które służą, a przynajmniej nie szkodzą, dobru całej ludzkości. Nie będzie tu, miejmy nadzieję, miejsca na partykularyzmy – tylko badania stosowane i wdrożenia mające dalekowzroczną perspektywę znajdować bowiem powinny niezbędne poparcie mądrych społeczeństw.

Co do dwu rzeczy trudno jest mieć dzisiaj wątpliwości – przyszłość świata pełna jest niepewności, zaś wprowadzane przez człowieka zmiany są coraz szybsze, coraz rozleglejsze i jakby coraz mniej kontrolowalne. Jak ludzkość dostosuje się do tej dynamiki zmian? Jak reagować będą na nią rządy i całe społeczeństwa? Nauka ma bezwzględny obowiązek pomocy w tym zakresie. Jak bowiem bez niej rozwiązywać narastające problemy: energetyczne, medyczne, edukacyjne, ekologiczne i wiele innych? Bez nauki zrobić się tego nie da, to wiemy na pewno. Ale jak to zrobić wykorzystując naukę? Oto jest pytanie. Problemów trapiących samą naukę jest w jej ogólnoludzkim kontekście wiele.

Hermetyczność dzisiejszej nauki i, niestety, arogancja jej niektórych prominentnych przedstawicieli powodują, że odbiór nauki przez społeczeństwo pełny jest podejrzeń i nieufności. Nie ulega wątpliwości – nie chodzi dzisiaj tylko o ustalenie prawidłowej polityki naukowej, ale o wbudowanie nauki w politykę w jej najszerszym rozumieniu. Aby to osiągnąć, rządy powinny wypracować procedury umożliwiające uwzględnianie wiarygodnych wyników badań naukowych przy podejmowaniu wszystkich ważnych decyzji. Należy z góry przewidzieć i ustalić obszary działalności władz, w ramach których nie powinno podejmować się żadnych istotnych decyzji bez szerokiego naukowego wsparcia. Rządy powinny w sposób dynamiczny reagować na powstające, naukowo uzasadnione opinie. Te zaś powinny być przedstawiane publicznie w sposób czytelny i powszechnie dostępny. Rządy powinny krytycznie ocenić swą działalność w zakresie tworzenia otwartego, przejrzystego systemu wykorzystywania ekspertyz naukowych – wiarygodna wiedza musi znajdować szybkie odzwierciedlenie w praktyce politycznej.

NOWE POROZUMIENIE

Przez większą część historii świata ludzka ciekawość dotycząca zjawisk zachodzących wokół nas nie wykraczała z zasady poza wąskie, otaczające nas ramy czasowe i przestrzenne. Nawet XIX-wieczna ekspansja kolonialna nie przyniosła istotnego wzrostu poczucia odpowiedzialności ludzi za tę część świata, która nie dotyczyła ich bezpośrednio. Te perspektywy zmieniły dopiero odkrycia naukowe i technologiczne ostatnich czasów – to one uświadomiły nam bowiem wspólnotę problematyki całego globu i znaczenie naszych relacji z naturą.

Zagwarantowanie swobodnego dostępu do wiedzy w wymiarze narodowym i międzynarodowym, problematyka etyczna badań naukowych, wykorzystanie osiągnięć naukowych do walki z degradacją środowiska, godzenie systemu nauki cywilizacji zachodniej z innymi, opartymi na tradycji systemami funkcjonującymi w świecie – to tylko kilka tematów dominujących na konferencji w Budapeszcie. To, że tylu przedstawicieli rządów i środowisk naukowych uznało tematykę konferencji za ważną, napawa nadzieją. Oby tylko nie skończyło się na dobrych intencjach. Skala problemu jest wprawdzie przytłaczająca, ale jego istota nie jest przecież bynajmniej niczym nowym!

Na czym ma więc polegać nowe porozumienie uczonych ze społeczeństwem? Dla dobra nas wszystkich wymagać musimy od uczonych, aby jasno i publicznie przedstawiali cele swoich badań i nie stronili od analiz dotyczących społecznych konsekwencji ewentualnych zastosowań swych osiągnięć. Aby nie unikali podejmowania najtrudniejszych choćby problemów etycznych. Aby przekonywali nas, że tylko prowadzenie ustawicznej i gruntowanej edukacji na wszystkich poziomach uzasadnia w szerokim, społecznym kontekście postulaty uczonych domagających się publicznych środków na badania. Tylko wtedy bowiem jest szansa na prawidłowy odbiór i przekonujące wykorzystanie powstających wyników badań.

Ale i społeczeństwo ma swoje nowe obowiązki. Musimy bowiem pamiętać, że bez stworzenia uczonym szerokich możliwości prowadzenia badań nie znajdziemy rozwiązań żadnego z gnębiących współczesny świat problemów – nie wyeliminujemy głodu, nie zapewnimy godnej opieki medycznej, nie zmniejszymy przepaści między światami bogatych i biednych, nie uratujemy ginącej natury. Mamy dzisiaj do podjęcia jako wspólnota ludzka kluczowe decyzje przesądzające o kształcie naszego globu w XXI wieku. Nie wolno nam tego przegapić.

Prof. dr hab. inż. Michał Kleiber, specjalista metod komputerowych mechaniki, jest dyrektorem Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Był członkiem polskiej delegacji na Światową Konferencję Nauki w Budapeszcie.

Uwagi.