Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 12/1999

Recenzje
Poprzedni Następny

Słownik dla mitomanów

We wszystkich zakątkach świata natkniemy się na ślady pradawnych wierzeń i kultów. Druga edycja Słownika mitów świata Arthura Cotterella dowodzi, iż pod koniec XX w. wciąż intrygują nas kreacje tajemniczych bogów i legendarnych bohaterów. Autor wydaje się być erudytą – porusza się ze swobodą po panteonie bóstw wszystkich kontynentów. Ma już na swoim koncie publikacje z tej dziedziny (np. Ilustrowana encyklopedia mitów i legend świata), co niewątpliwie pomogło w redagowaniu Słownika. Kompendium zawiera jednak usterki, które mogą utrudnić efektywne wykorzystanie zawartych w nim informacji.

Kłóci się z powszechnie przyjętym zwyczajem zaliczenie Egiptu do krajów zachodnioazjatyckich. Nie jest też oczywiste umieszczenie zagadnień dotyczących Australii w części Oceania. Niejasne są ponadto kryteria doboru haseł. W rozdziale poświęconym mitom Starej Europy wymienia się obok bóstw pogańskich np. Antychrysta, bogacza, czyściec, Dies irae, koronację, Najświętszą Marię Pannę. Pojęcia szatan dla odmiany należy szukać wśród mitów Azji Zachodniej (gdzie znajdziemy również św. Antoniego i św. Krzysztofa!). Czytelnik zatem właściwie nie wie, czego i gdzie ma szukać. Solidniejszy pod tym względem pozostaje Słownik mitów i tradycji kultury Władysława Kopalińskiego. We wstępie określono jasno zakres, jakiego dotyczy; łatwiej też z niego skorzystać dzięki licznym odsyłaczom.

Słownikowi Cotterella brakuje w niektórych miejscach rzetelności. Autor z nonszalancją traktuje źródła cytatów – często ich po prostu nie podaje (zob. Bres, Cormac mac Airt, Cuchulainn, Najświętsza Maria Panna, Sisimatailaa, tohwiyo i in.). Redaktorzy polskiego wydania nie zadbali zaś o zastosowanie poprawnych skrótów przytaczanych ksiąg biblijnych. Przejawem nieumotywowanego doboru haseł jest chociażby sporządzenie notki o Lewiatanie, przy jednoczesnym pominięciu odrębnych uwag nt. Azazela, Behemota czy Belzebuba. Jeśli już pisze się o Danielu, to dlaczego nie poświęca się tyleż miejsca innym starotestamentalnym prorokom? Nieporozumieniem jest określanie Księgi Daniela mianem apokryfu – wtórnokanoniczne są jedynie trzy rozdziały (3, 13 i 14). Poważnym uproszczeniem jest też nazwanie tego fragmentu Biblii literaturą propagandową (jak się ma do tego np. opowiadanie o Zuzannie?) Autor sam nie ustrzegł się swoistej propagandy określając czyściec mitem średniowiecznym, szatana zaś powszechnie występującym przesądem.

Niebezpieczne w przypadku tego typu publikacji jest deklarowanie jasności i przystępności. Niektórych pojęć się tu nie wyjaśnia – jak samsara (s. 71), vodu (s. 225) – inne zaś tworzą enigmatyczne konstrukcje składniowe (typu: prearyjskie korzenie dżinizmu). Cotterell – przynajmniej w polskiej wersji językowej – nie brzmi najlepiej: Odyseusz stał się (...) dowódcą statku, pod którym służba niosła niebezpieczeństwa (s. 9). Żywić rodziców nie ma dla syna żadnego przymusu, jeśli nie chcą... (s. 13) Polski czytelnik musi się ponadto domyślić, że św. Symeon Stylita to inaczej Szymon Słupnik.

Nie wiadomo do kogo Cotterell adresuje swój Słownik. Dla słabo zorientowanych może się on okazać mało czytelny (trzeba wiedzieć, że Kriszna to jedno z wcieleń boga Wisznu i szukać nie pod „K”, lecz pod „W”), dla tych zaś, którzy chcą uzupełnić swoją wiedzę, zanadto powierzchowny.

Nie jestem przekonany, iż sięganie po obcych autorów słowników jest najlepszym rozwiązaniem, a wśród kilkunastu propozycji słowników encyklopedycznych „Książnicy” jest, jak na razie, jedno polskie nazwisko. Traktowanie Maryi na równi z Ateną jest – szczególnie w Polsce – irytujące. Czy jesteśmy mitomanami?

(skg)

Arthur Cotterell, Słownik mitów świata, tłum. Waldemar Ceran i in., Wydawnictwo KSIĄŻNICA, Katowice 1999, seria: Słowniki Encyklopedyczne „Książnicy”.

Europa inżynierów

Nowa seria popularnonaukowa Ossolineum, zatytułowana Zrozumieć Europę, pokazać ma nasz kontynent w wielu perspektywach. Każda ze składających się na nią książek, a będzie ich około dwadzieścia, ujmuje inny aspekt historii Europy: polityczny, gospodarczy, kulturowy, geograficzny. Poruszone problemy historyczne mają być ważne dla współczesności i przyszłości. Cieszy przy tym, że jest to seria książek autorów polskich, cieszy nie dlatego, że piszą lepiej niż inni, ale w zalewie popularnonaukowych przekładów miło dostrzec propozycje polskich uczonych. Poza tym, nie wiem jak inni, ja odczuwam swoistą przyjemność czytania polskich książek popularnonaukowych. Czuje się, że stoi za nimi inna tradycja niż w przypadku produkcji amerykańskiej. Europejska właśnie.

Narzekałem wielokrotnie na tych łamach, że w różnych ujęciach syntetycznych historii Polski pomija się dzieje nauki i techniki. I oto mamy cały tom, streszczający historię, europejskiej wprawdzie, nie tylko Polskiej, myśli technicznej. Jest to po trosze historia poszczególnych wynalazków – poczynając od łuku, pierwszej w dziejach maszyny i zarazem pierwszego przykładu celowego magazynowania energii – oraz udziału Europy w cywilizacyjnym rozwoju świata, po trosze zaś esej o sprzężeniu między techniką a życiem społecznym, napisany subiektywnie, nie bez udziału sądów kontrowersyjnych.

Bez wiedzy o technice nie można zrozumieć w pełni ani dziejów ludzkości, ani jakiejś konkretnej epoki – powiada autor. To prawda. Bez znajomości historii techniki trudno natomiast zrozumieć współczesność. Książka przynosi masę interesującego materiału faktograficznego. Ciekawe przykłady zawracania biegu rozwoju techniki podaje autor w rozdziale końcowym, dotyczącym losów techniki w krajach komunistycznych.

Niezbyt wielki wydaje się w świetle tej książki udział polskich wynalazców i inżynierów w rozwoju techniki w Europie. Autor wymienia wprawdzie kilkanaście nazwisk, pośród nich te najważniejsze, jak: Łukasiewicz, Mościcki, Groszkowski, Szczepanik, jednak ogólny wydźwięk jest taki, że bez Polaków europejska myśl techniczna mogłaby się była obejść. Nie da się natomiast mówić, o czym wielokrotnie przekonuje esej Bolesława Orłowskiego, o technice europejskiej bez kontekstu północnoafrykańskiego i azjatyckiego w pierwszych wiekach rozwoju techniki, amerykańskiego zaś w ciągu ostatnich dwóch stuleci. Myśl techniczna powstała i rozwinęła się poza Europą, w Egipcie, Azji Mniejszej, Chinach, ostatnie natomiast stulecie upływa po hasłem pogoni za uciekającą Ameryką.

Gdy bierzemy do ręki książkę tego typu, spodziewamy się bogactwa ilustracji i innych elementów uatrakcyjniających słowo pisane, dopełniających je i rozszerzających jego oddziaływanie. Tymczasem wydano surowy tekst, który trzeba by było dopiero opracować, ujmując jedne rzeczy w ramki, inne w tabele, ilustrując rysunkami, wykresami, mapami i fotografiami. To oczywiście kosztuje, ale taka jest rola wydawnictw. Wydrukować goły tekst może sobie dziś każdy, kto ma choć przez pół godziny dostęp do komputera.

(fig)

Bolesław Orłowski, Technika, Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wydawnictwo, Wrocław-Warszawa-Kraków 1999, seria: Zrozumieć Europę.

Ciekawość świata

Chęć zrozumienia otaczającego nas świata to chyba jedno z najstarszych pragnień człowieka. Od wieków staramy się poznać i zrozumieć prawa, jakie nim rządzą. Kiedyś tę rolę pełniły mity, wierzenia i religie. Kapłani i filozofowie porządkowali nasz obraz rzeczywistości. Jakiś czas temu sprawę wzięli w swoje ręce naukowcy. To, co wiemy od tamtej pory, pozwoliło nam spojrzeć na wiele spraw zupełnie na nowo. Ale to tylko część układanki – reszty dopiero poszukujemy i staramy się dopasować do już ułożonych kawałków.

Co powoduje tymi, którzy poszukują odpowiedzi dziś? Czy jest to nadal, jak przed wiekami, nieodparta ciekawość, czy raczej zawód podobny do innych? I czy istnieją jakieś wspólne cechy tworzące typ współczesnego uczonego czy raczej prawdziwe jest twierdzenie, że praca naukowa to zajęcie dla niepowtarzalnych indywidualności. Książka Lewisa Wolperta i Alison Richards jest zapisem radiowych wywiadów przeprowadzonych dla BBC. Postacie, z którymi rozmawia Wolpert to wybitni angielscy i amerykańscy naukowcy, są wśród nich nobliści i laureaci innych znaczących wyróżnień. To elita.

Jacy więc są? Przede wszystkim pochłonięci nauką. Przykładowy cytat: To nie praca od dziewiątej do piątej. Kiedy uprawiasz naukę, musisz uprawiać ją 24 godziny na dobę. Kiedy jesteś w domu, powinieneś myśleć o nauce; kiedy spisz, powinieneś śnić o nauce. Musisz się całkowicie w niej zanurzyć. I inny: Żeby odnieść sukces w nauce, musisz naprawdę cały czas o tych sprawach myśleć, a nawet mieć nadzieję, że kiedy śpisz, twoja podświadomość nadal pracuje nad niektórymi problemami. To zajęcie pochłaniające naprawdę w pełnym wymiarze godzin. Uczonych popycha chęć odkrywania tajemnic i docierania głębiej: To raczej ciekawość. Jestem przekonany, że niektórzy naukowcy są swego rodzaju podglądaczami, doznają fantastycznego uczucia podniecenia, żądzy niemal, kiedy się odsłania sekret natury. Inny badacz wypowiada opinię, że w dzisiejszych czasach nauka to robienie kariery. Jeszcze kiedy byłem młody, przed drugą wojną światową, nauka to było przede wszystkim powołanie. Często nie potrzebują hobby ani wakacji. Długi letni odpoczynek, miłe letnie wakacje – to nie jest najlepsza droga do dobrych pomysłów. Dobre pomysły powstają dzięki ćwiczeniu umysłu – mówi jeden z uczonych. Zostaje im bardzo niewiele czasu na życie osobiste. Ludzie muszą się z tobą umawiać; nawet ty musisz się umawiać ze sobą. Kiedy na przykład ktoś, kogo kochasz mówi: „Chciałbym się z tobą zobaczyć”, natychmiast pojawia się milczące czy raczej głośne pytanie: „W jakiej sprawie? Ile nam to zajmie czasu?”

Co ciekawe, wśród przepytywanych osób są biolodzy, chemicy, fizycy, matematycy, nie ma natomiast, poza antropologiem, przedstawicieli nauk humanistycznych czy społecznych. Być może jest to odbicie przekonania, że w dyscyplinach matematyczno-przyrodniczych naukowiec poszerza horyzont wiedzy i odkrywa prawa rządzące wszechświatem. Z humanistami jest trochę inaczej. Największe kroki na tej drodze robią jednostki wybitne i to na ich osobowości, sposób myślenia, pasje możemy spojrzeć dzięki tej książce.

(jc)

Lewis Wolpert, Alison Richards, Pasja poznawania, tłum. Anna Tanalska-Dulęba, Wydawnictwo CiS, Warszawa 1999, seria: Nauka u Progu Trzeciego Tysiąclecia.

Makiawelizm stosowany

Ludzie bywają tak prostoduszni i tak dalece poddają się wrażeniom chwili, że ten, kto chce ich w pole wywieść, zawsze w pole kogoś wywiedzie – napisał w 1532 roku Niccolo Machiavelli w swoim głośnym Księciu. Słowa te nie tylko nie straciły nic na aktualności, ale w dobie szybkiego rozwoju mediów audiowizualnych wręcz poszerzyły swą konotację. Co nie jest pokazane w telewizji, nie istnieje – pisze Tomasz Goban-Klas we Wprowadzeniu do książki dwojga pracowników Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Socjotechnika jest, według autorów, celowym oddziaływaniem „podmiotu sterującego” na „przedmiot sterowania”, nakierowanym na osiągnięcie u tego ostatniego pożądanego stanu. Na gruncie polityki dotyczy to przede wszystkim kampanii wyborczych, mających na celu zdobycie bądź utrzymanie władzy. Polityka jest dziś towarem, który, aby się sprzedać, potrzebuje równie skutecznego marketingu, jak wybielacz do tkanin czy margaryna. Efektywne oddziaływanie na odbiorców komunikatu politycznego wymaga kształtowania odpowiednich postaw politycznych. Okazuje się, że postawy te zdeterminowane są najczęściej przez czynniki pozaracjonalne, przede wszystkim emocje. Ich umiejętne skanalizowanie jest istotną częścią sukcesu na „rynku” polityki.

Rola mediów w procesie komunikowania politycznego trudna jest dziś do przecenienia. Głównie telewizja, jako przekaźnik o najbardziej masowym charakterze, kreuje portret współczesnego polityka, który obecnie nie przekonuje wyborców programem czy osobowością, ale raczej aparycją, elokwencją i umiejętnością zaprezentowania się jako „swój chłop”. Taka sytuacja stwarza pokusę manipulacji i otwiera dla niej możliwości. Manipulacja emocjami czy wyobrażeniami wyborców nie jest zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla społeczeństw rządzonych w sposób totalitarny czy autorytarny. Obywatele krajów demokratycznych i funkcjonujących według liberalnych reguł wolnego rynku są, paradoksalnie, narażeni nawet na większe niebezpieczeństwo. Wytwarza się w nich bowiem przekonanie, że kierują się wyłącznie własnym wyborem.

W Zakończeniu czytamy, iż w materii socjotechnicznych aspektów komunikowania politycznego (...) istnieje relatywizm poglądów i ocen. Szkoda, że autorzy książki za wszelką cenę starają się zachować wierność temu stwierdzeniu, bo efektem takiego stanowiska jest relatywizm ich własnych ocen i poglądów w omawianym przedmiocie. Co prawda, zawsze mogą oni powiedzieć, że tego właśnie wymaga naukowy obiektywizm, zwłaszcza w przypadku pracy o charakterze nieomal pionierskim na polskim gruncie. Ale rezygnując z wyrazistości własnych sądów – co z niejaką dumą podkreślają w Zakończeniu, poczytując to sobie za cnotę – udowadniają, że mechanizmy komunikowania politycznego, redukujące obecność i wagę ideałów w sferze polityki, nie pozostają bez wpływu także i na badaczy tej dziedziny życia społecznego.

Wobec zbliżającego się okresu wzmożonej aktywności politycznej (w przyszłym roku wybory prezydenckie, za dwa lata – parlamentarne, za trzy – do samorządów lokalnych) książka ta winna być jednak lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy zamierzają skorzystać ze swego czynnego prawa wyborczego.

(mer)

Piotr Pawełczyk, Dorota Piontek, Socjotechnika w komunikowaniu politycznym, Wydawnictwo Naukowe Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, Poznań 1999.

W tym sęk

Drewno jakie jest, każdy widzi. Sękate, miękkie, pachnące żywicą. Tworzy nastrój ciepła w domu. Jest swojskie. A jednak specjalistyczna terminologia nauki o drewnie nie chce być taka zwyczajna. Nie zawsze można ją zrozumieć bez słownika wyrazów obcych, a przynajmniej bez Leksykonu nauki o drewnie.

Ambicją autorki było stworzenie publikacji, która dawałaby pełny obraz współczesnego stanu wiedzy w obszarze nauki o drewnie. Podaje więc zarówno terminy używane powszechnie, takie, które spotykamy tylko w języku leśników, te, którymi posługują się naukowcy, a wśród nich takie, których używania w stosunku do drewna trudno by się było spodziewać. Obok ekonomicznej „ceny drewna” (suma pieniędzy, za którą można kupić jednostkę pomiarową pozyskanego i wyrobionego drewna), jest muzyczna „kalafonia”, drwalski „rzaz”, ciesielski „wczep” i stolarski „obłóg”. Jest też sporo terminów powoli wychodzących z użycia w związku ze zmianą technologii stosowanych w obróbce i przerobie drewna. Coraz rzadziej spotykamy mielerze i niewiele osób pamięta, co oznacza to słowo. Teraz w Bieszczadach węgiel drzewny wypala się w metalowych urządzeniach zwanych retortami, tego terminu nie ma jednak w leksykonie. Niektóre powszechnie stosowane słowa w języku drzewiarzy (wg. leksykonu – technologów drewna) nabierają nowych znaczeń. „Wąsy” to nie zarost na twarzy mężczyzny, ale wada przetarcia drewna, natomiast „worek” to typ zarodni. Leksykon podaje nazwy drzew polskich oraz handlowe określenia egzotycznych gatunków drzew. Znajdziemy tam także nazwy owadów i grzybów wspomagających wzrost drzew lub je niszczących. Słowem, leksykon określeń drzewiarskich pełen jest zupełnie niespodziewanych, interesujących rzeczy.

Bardzo wiele jest w leksykonie terminów obcojęzycznych. Możemy tam zatem znaleźć np. dekrement, adsorpcję i anabiozę, krystaloidy i mikrofibryle, ksylofagi i perydermę. Są też słowa brzmiące zupełnie swojsko, których znaczenia trudno się domyślić, np. zakorek czy leżanina. „Zagajnik” – ten brzozowy, oczywiście, dobrze znamy z – maślaków. Zapach drewna – właściwość, którą można rozpoznać węchem. Sosna ma zapach żywiczny, a dąb – garbnikowy. Niestety, jest to własność ulotna – z upływem czasu zapach drewna często zanika, informuje leksykon.

Najbardziej nośnym znaczeniowo terminem nauki o drewnie jest samo „drewno”. W leksykonie znajdujemy aż 59 haseł, w których występuje to słowo. Kolejnym pod względem liczby znaczeń jest zapewne „sęk”. Autorka książki wymienia 27 haseł opisujących różne rodzaje sęków, a w kilku z tych haseł wymienione są jeszcze inne rodzaje sęków, którym nie poświęcono osobnych haseł. Jest więc np. sęk deresz, zwany też sarniakiem, jest sęk smołowy, pasierb, obrączkowy, czyli otoczkowy, który, gdy znajduje się w tarcicy, nosi nazwę wypadającego, oraz sęki: tabaczny, skrzydlaty czy rogowy. Oczywiście, sęk może być zdrowy lub zepsuty. A zdaje się, że to takie oczywiste, gdy mówimy „w tym sęk”.

(pik)

Lidia Helińska-Raczkowska, Leksykon nauki o drewnie, Wydawnictwo Akademii Rolniczej im. Augusta Cieszkowskiego, Poznań 1999.

Książki nadesłane

Wanda Krystyna Roman, Centralne Archiwum Wojskowe 1918-1998. Tradycje, historia, współczesność służby archiwalnej Wojska Polskiego, Wyd. ADAM MARSZAŁEK, Toruń 1999.
Arthur Cotterell, Słownik mitów świata, tłum. W. Ceran i in., Wyd. KSIĄŻNICA, Katowice 1999, seria: Słowniki Encyklopedyczne „Książnicy”.
Janusz Goćkowski, Uniwersytet i tradycja w nauce, Wydawnictwo i Drukarnia SECESJA, Kraków 1999.
Jan M. Piskorski (red.), Pomorze Zachodnie poprzez wieki. Zamek Książąt Pomorskich, Szczecin 1999.
Jan M. Piskorski, Bogdan Wachowiak, Edward Włodarczyk, Szczecin. Zarys historii, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Poznań 1998.
Zbigniew Drozdowicz, Hochschulen: Traditions – oder Zeitgem?ss. Dilemmata des polnischen Hochschulwesens in den neunziger Jahren, Wyd. TERRA, Poznań 1999.
Zbigniew Drozdowicz, Peter Gerlich, Krzysztof Glass, Mitteleurop?ische Universit?ten um die Jahrtausendwende, Wyd. Fundacji HUMANIORA, Wien–Poznań 1999.
Małgorzata Łoboz, Tadeusz Żabski, Pozytywizm, Wyd. DOLNOŚLĄSKIE, Wrocław 1999, seria: Leksykon Literatury Polskiej dla Uczniów i Nauczycieli.
Rainer Funk, Erich Fromm, tłum. R. Różanowski, Wyd. DOLNOŚLĄSKIE, Wrocław 1999.
Johann Wolfgang Goethe, Dobre jednak jest życie, wybór przekładów i posłowie Marek Zybura, Wyd. DOLNOŚLĄSKIE, Wrocław 1999, seria: Biblioteka Klasyki.
Lucilla Burn, Mity greckie, tłum. R.A. Sucharski, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1999, seria: Mity Świata.
Jean Brun, Arystoteles i Liceum, tłum. H. Igalson-Tygielska, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1999, seria: W Czym Rzecz?
Jean Brun, Sokrates, tłum. H. Igalson-Tygielska, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1999, seria: W Czym Rzecz?
Christopher Stringer, Robin McKie, Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka współczesnego, tłum. A.J. Tomaszewski, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1999, seria: Na Ścieżkach Nauki.
Larry Gonick, Mark Wheelis, Genetyka w obrazkach, tłum. M. Szwed, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1999.
Jaka przyszłość Europy?, Komitet Prognoz „Polska w XXI wieku” przy Prezydium PAN, Wyd. ELIPSA, Warszawa 1999.
Franco Selleri, Wielkie spory w fizyce kwantowej, tłum. B. Lange, Wyd. UNIWERSYTETU GDAŃSKIEGO, Gdańsk 1999.
Paul Zanker, August i potęga obrazów, tłum. L. Olszewski, Wyd. Naukowe UAM, Poznań 1999.
David Stafford, Churchill i tajne słuzby, tłum. B. Sławomirska, Wyd. LITERACKIE, Kraków 2000.
John R. Searle, Umysł, język, społeczeństwo. Filozofia i rzeczywistość, tłum. D. Cieśla, Wyd. CiS, Wyd. W.A.B., Warszawa 1999, seria: Masterminds. 
 

Uwagi.