|
Prezydent podpisał ustawę o reformie edukacji. Dzisiejsi szóstoklasiści otrzymają w czerwcu świadectwa ukończenia szkoły podstawowej. Od
września rusza nowy typ szkół - trzyletnie obowiązkowe gimnazja, które kończyć się będą sprawdzianem kwalifikującym absolwentów bądź do
trzyletnich liceów, bądź do dwuletnich zreformowanych szkół zawodowych. Ale to dopiero za trzy lata, na razie szkoły średnie funkcjonują na
dotychczasowych zasadach. Absolwenci nowych zawodówek będą mieli możliwość uzupełnienia nauki w dwuletnim liceum. Za sześć lat do
szkół wyższych trafią pierwsi uczniowie objęci reformą. Przez ten czas uczelnie muszą przygotować się do kształcenia młodzieży według
nowych standardów. Nowe programy szkolne mają kłaść nacisk nie na wiedzę encyklopedyczną, lecz na tzw. umiejętności. Studia więc, choć
zapewne ich zadaniem będzie m.in. wyrównywanie luk encyklopedycznych, muszą również rozwijać wyżej wymienione umiejętności.
Tymczasem jeden z nauczycielskich związków zawodowych, ustami swego przewodniczącego, zapowiada już skorzystanie z wszelkich
przysługujących mu praw i możliwości działania, by czynnie wystąpić przeciwko reformie edukacji. Jesteśmy świeżo po rolniczych blokadach
dróg, które miały wymusić piątą, nieprzewidzianą wcześniej w budżecie państwa, reformę sfery produkcji rolnej. Trwają wciąż strajki
anestezjologów, popierane tu i ówdzie przez lekarzy innych specjalności. To m.in. efekt wdrażanej od początku roku reformy państwowej
służby zdrowia. Wielkie przekształcenie administracji państwowej również, jak pamiętamy, wyprowadziło ludzi na ulice. Marsze protestacyjne
urządzali i ci, którym odebrano województwo, i pominięci przy rozdziale powiatów, i ci, którzy nie chcieli być w tej samej jednostce
administracyjnej z tym lub owym miastem czy gminą. Trwa gorączka związana z przekształceniem państwowego systemu ubezpieczeń
emerytalnych, a przed nami dopiero ostra kampania reklamowa przed wejściem tzw. drugiego filara tego systemu (podobno największa w
dziejach naszego kraju). Czy w tej sytuacji nauczyciele też zastrajkują?
Pamiętam protest środowisk nauczycielskich sprzed kilku lat, gdy zagrożone były egzaminy maturalne. Padały wówczas zewsząd zarzuty o
niemoralnym postępowaniu, zupełnie bezużyteczne podczas dużo bardziej dotkliwych dla narodu protestów górników czy kolejarzy. Marny
status społeczny nauczycieli nie pozwolił im wówczas wywalczyć tego, co chcieli. Wchodząca od września reforma zmieni wewnętrzną
hierarchię tego zawodu, także pod względem finansowym. Czy zróżnicowane - i przede wszystkim wyższe - płace nauczycieli pozwolą im
osiągnąć pozycję, jaką mieli przedstawiciele ich fachu przed wojną? Zarówno minister Handke, jak premier Buzek twierdzą, że reforma edukacji
jest najważniejszą z całej "wielkiej czwórki". Życzymy powodzenia. Od niego przecież zależy po części przyszłość szkolnictwa wyższego.
Marek Remiszewski |