Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 2/1999

Recenzje
Poprzedni Następny

Tańcowały genek z memkiem

Czym właściwie jest memetyka? Oczywiście - nauką o memach. A cóż to są memy? Według definicji znanego ewolucjonisty i genetyka R. Dawkinsa, memy są odrębnymi porcjami informacji, których fizycznym obliczem są odpowiadające im struktury w mózgach. Memy są replikatorami, a więc mają skłonności do samopowielania się. Informacje niesione przez memy mają znaczenia kulturowe, toteż powielają się one (zarażają?) dzięki przekazowi kulturowemu. Zarażenie memetyczne, czyli zakodowanie memu w pamięci nosiciela, może mieć charakter bierny, gdy nosiciel nie odczuwa potrzeby rozpowszechaniania memu, lub też czynny, gdy nosiciel dąży do zarażenia innych, w skrajnych przypadkach zamieniając się w memobota, bądź memoida - osobnika, którego życie podporządkowane jest rozpowszechnianiu memów, a nawet opętanego (och, oczywiście, uwarunkowanego) przez mem do tego stopnia, że jego własne życie przestaje mieć dla niego znaczenie (memobot - wyznawca Hare Kriszna, memoid - kamikaze). Definicję memu uściślił J. Bonner, określając go jako jednostkę bądź jednostki informacji, przekazywane między osobnikami za pomocą specyficznych zachowań.

Cóż z tego wszystkiego wynika? Tym, którzy jeszcze się nie domyślili odpowiadam, że cały czas mowa jest o ludziach, społeczeństwach i przyczynach ludzkich zachowań. Niechęć do konkretnego polityka bądź idei, to tylko alergia memetyczna, a - dajmy na to - ewangelizacja, to nic innego, jak strategia memetycznego zarażania. Jeżeli jesteś konserwatystą, to tylko dlatego, że wytworzyłeś w sobie swoistą memetyczną szczepionkę, nakazującą automatyczne opieranie się wszystkim nowym memom, a jeżeli rewolucjonistą, to dlatego, że bez reszty przyswoiłeś sobie nowy, atrakcyjny zespół memów, odrzucając wszystkie inne zespoły, aż stałeś się w końcu memobotem albo nawet memoidem. Czy człowiek to brzmi dumnie? W końcu to tylko pewna suma memów opakowana w białko. Zresztą opakowanie powstało w analogiczny sposób - poprzez replikację genów.

Więcej na temat memetyki można znaleźć w książce (notabene nagrodzonej w konkursie na najlepszą książkę popularnonaukową Wydawnictwa Prószyński i S-ka w 1998 r.). Memetyka miałaby stanowić próbę odbudowania dawno zerwanego pomostu pomiędzy naukami przyrodniczymi i humanistycznymi. W istocie jest kolejną ekspansją ewolucjonizmu na terenie nauk humanistycznych, o wiele bardziej subtelną niż niesławnej pamięci socjaldarwinizm, o wiele bardziej elegancką i - przyznaję - wyjaśniającą w sposób atrakcyjny wiele aspektów współczesnej, medialnej rzeczywistości kulturalnej. Nie chciałbym w tej chwili oceniać znaczenia i przyszłości memetyki. Na razie budzi ona nie tylko zrozumiały sprzeciw przedstawicieli humanities, ale także generuje silną krytykę w środowisku przyrodników. Związane jest to przede wszystkim z podstawowym dla memetyków dziełem Dawkinsa Samolubny gen (1976), udowadniającym, że to geny (a nie osobniki lub gatunki) są jednostkami doboru naturalnego. Powstanie teorii memów to tylko logiczna kontynuacja replikujących się genów. Stąd obalenie twierdzeń Dawkinsa dotyczących "samolubnych genów" musi w naturalny sposób spowodować śmierć memetyki.

Po czyjej stronie zostanie słuszność, trudno przewidzieć. Memetycy rosną w siłę - nieprzypadkowo największym ich forum dyskusyjnym są internetowe łącza. Czymże jest sam Internet, jeżeli nie wymarzonym nosicielem całych zespołów memów? A nawet, gdy ktoś, śladem S. Lema, wyrzuci komputer do piwnicy - memy i tak go dopadną, gdyż to one kreują człowieka. Geny i memy - ot i całe człowieczeństwo...

(kpuch)

Mariusz Biedrzycki, Genetyka kultury, Wydawnictwo PRÓSZYŃSKI I S-KA, Warszawa 1998, seria: Na Ścieżkach Nauki.

Niedowład myśli

Na pytanie postawione w tytule tej książki jej autorzy - politolodzy, socjolodzy, filozofowie, historycy myśli politycznej - odpowiadają negatywnie. W Polsce mówi się bardzo wiele o integracji z Unią Europejską, ale przeważnie w kategoriach technicznych. Słyszymy więc wciąż o "konieczności dostosowania", o "wymogach", którym mamy sprostać, o terminie, o kosztach. Największe nadzieje euroentuzjastów budzi kasa europejska, mit nie mającej dna kasy, z której będzie można sfinansować każdy pomysł. Nie wiadomo natomiast, jaką rolę miałaby odegrać Polska w przyszłej Unii, przyszłej, bo nie będziemy wstępować do Unii dzisiejszej, lecz do federacji, która za kilka lat będzie wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Mówi się o tym, że granicą naszych ustępstw w negocjacjach jest polski interes narodowy. Nie zdefiniowano jednak tego pojęcia. Dla jednych jest nim protekcja krajowego rynku żywnościowego, inni woleliby jednak kupować tańszą żywność. Z sondaży wynika, że większość Polaków jest za przystąpieniem do Unii. Sondaży nie można absolutyzować, ale dają one ogólne pojęcie o społecznych tendencjach. Większość partii formułuje prounijne hasła. W jakim stopniu mielibyśmy się integrować, w jakich formach - o tym jakby ciszej. Wielu polityków mówi o integracji jako celu polskiej polityki zagranicznej, tymczasem może być ona najwyżej środkiem. Do czego - nie jest to takie jasne. Polska polityka cierpi na brak indywidualności, stąd kraj nasz nie potrafi się, jak dotąd, zdobyć na określenie swego stanowiska w kwestiach europejskich. Wolimy wyczekiwać na to, co w naszej sprawie zrobią inni. Polityka jest jednak zbiorem technik. Budować ją można na ideach. Brak nam więc przede wszystkim myśli politycznej i to jest powód niezaistnienia polskiej doktryny integracyjnej.

Książka przynosi szereg interesujących myśli. Profesorowie Szacki i Legutko piszą o języku debaty integracyjnej. Andrzej Koprowski SJ omawia chrześcijańskie korzenie jedności Europy. Kilku innych autorów zajmuje się wyobrażeniami, jakie mają Polacy o Europie i zachodni Europejczycy o Polakach. To ważne badania, pokazujące rzecz z drugiej strony. Wydaje nam się bowiem, że wiemy co sądzą o Europie Polacy, natomiast zamiast sądów o Polakach znamy tylko stereotypy. Andrzej Krzeczunowicz pisze na przykład, że wielu Belgów czeka na Polskę jako członka Unii nie tylko dlatego, że będzie ona rynkiem zbytu dla ich towarów. "Przywrócicie może tej UE jakieś wartości, które myśmy już w wielkim stopniu zatracili" - powiadają.

Bezpośrednio do tytułu tomiku nawiązuje pięć ostatnich artykułów. Istotne są tu myśli Zdzisława Najdera, który definiuje pojęcie doktryny integracyjnej i zastanawia się, jakie elementy powinna ona zawierać. Podaje też warunki, których spełnienie umożliwi wypracowanie takiej doktryny. Andrzej Podolski twierdzi, że Polska ma szansę na odgrywanie poważnej roli w systemie decyzyjnym UE, jako największe państwo środkowoeuropejskie. Apeluje, by traktować naszą integrację przede wszystkim w kategoriach interesu politycznego, dopiero na drugim miejscu - gospodarczego. Krzysztof Szczerski pisze o UE jako tworze, który będzie musiał się przeobrazić. Rolę Polski widzi jako aktywnego uczestnika tych przemian, który powinien przedstwić własną wizję kontynentu. Jacek Kloczkowski winą za brak doktryny integracyjnej obarcza liberałów, których twórczy wkład w rozważania geopolityczne jest nieproporcjonalnie mały w stosunku do ich medialnej aktywności. Autor konstatuje brak politologicznego zaplecza analitycznego, nieistnienie porządnego ośrodka studiów europejskich, słabość uniwersyteckiego nauczania w dziedzinie polskiej myśli politycznej. Brak światłych autorytetów odbija się na formacji ideowej i kwalifikacjach kolejnych roczników studentów kończących nauki polityczne - konstatuje autor.

(fig)

Klaus Bachman, Antoni Z. Kamiński i in., Czy Polska ma doktrynę integracyjną?, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 1998, seria: Politikon.

Dar perswazji

Jak to się stało, że przedmiot, który był ongiś ukoronowaniem humanistycznego wykształcenia, zanikł prawie całkowicie? Cała tradycja retoryki, opisana i skodyfikowana przez starożytnych Greków i Rzymian, stanowiąca filar słynnego trivium w średniowiecznych szkołach, poszła w rozsypkę i zapomnienie. Różne jej elementy, stanowiące niegdyś spójny i jednolity system wiedzy i umiejętności, zostały rozdzielone i przyswojone przez rozmaite dziedziny nauki: logikę, psychologię, socjologię, filozofię, prawo oraz specjalności filologiczne.

Antyczna retoryka miała ambicje uczynienia z mówcy człowieka wszechstronnego. Późniejsze epoki - w miarę rosnącej specjalizacji przedmiotów humanistycznych - zredukowały ją do krasomówstwa religijnego, politycznego i sądowego, aż wreszcie ograniczyły ją wyłącznie do sztuki wysławianiu się (elokucji). A stąd niedaleko już do barokowego. Niewielu jest dziś w stanie zrozumieć, że klasyczna teoria wysławiania się wymagała przede wszystkim poprawności, jasności wymowy i jej stosowności do sytuacji. Sama ozdobność wymowy stawiana była dopiero na czwartym miejscu. Poza tym, jak pisze autor, nauka o wysłowieniu jest tylko trzecią z rzędu częścią retoryki, a pierwsze i najważniejsze miejsce zajmuje nauka o "wynajdywaniu" materiałów mowy i celowym oraz funkcjonalnym jej rozplanowaniu. Albowiem antyczna teoria retoryki opierała się na następujących zasadach: inwencji, kompozycji, elokucji, mnemonice (pamięci retorycznej) i sztuce wygłaszania. I ta właśnie zasada stanowi podstawę organizacji materiału w książce prof. Korolki. Układ treści jest systematyczny, porządkuje informacje z zakresu retoryki opisowej oraz teorii i historii wymowy. Przy tym nie ma charakteru podręcznikowego, lecz właśnie encyklopedyczny, oparty o system katalogu dziesiętnego, który pozwala na przedstawienie każdego zagadnienia w szerszym kontekście całej teorii retoryki.

Książka została po raz pierwszy wydana w 1990 roku. Jej obecne, drugie wydanie, poszerzone zostało o rozdział Retoryka praktyczna, przeznaczony głównie dla biorących udział w kursach przekonywania, negocjacji czy wręcz reklamy. Rozdział ten zawiera zestawy do ćwiczeń na konkretnych tekstach. Przewodnik zaopatrzony jest w Dodatek źródłowy, w którym pomieszczono wybór z pism klasyków retoryki, jak: Platon, Arystoteles, Cyceron czy Kwintylian.

Jest rzeczą niewątpliwą - pisze autor - że w czasach współczesnych istnieje wielkie zapotrzebowanie na sztukę sprawnego i celowego przemawiania, na sztukę trafnego i zwięzłego wyrażania myśli, przedstawiania argumentów w polemikach i dyskusjach, przekonywania do swego pomysłu lub opinii. Iluż widzimy inżynierów czy wynalazców nie umiejących nikogo przekonać do swych projektów, czy społeczników nie potrafiących zachęcić innych do działania. Wychowankowie szkół średnich wchodząc w życie dojrzałe nie potrafią jasno sformułować listu, wygłosić prostego improwizowanego przemówienia, nie mówiąc już o prowadzeniu rzeczowej polemiki. I cóż można tu dodać...? Od razu widać, że ta książka przeznaczona jest dla wszystkich.

(mer)

Mirosław Korolko, Sztuka retoryki. Przewodnik encyklopedyczny, wyd. II rozszerzone, Wydawnictwo WIEDZA POWSZECHNA, Warszawa 1998.

Być kobietą w renesansie

Okres renesansu wielu badaczy nazywa erą emancypacji. Są jednak i tacy, którzy nie bez ironii i prowokacji pytają, czy w ogóle istniała ona dla kobiet. Na czele zwolenników takiego stanowiska stoi m.in. Amerykanka Joan Kelly. Jej zdaniem, u progu ery nowożytnej panie, którym nie wystarczała do szczęścia kariera potulnej żony, miały do wyboru li tylko bycie prorokinią, kacerką, sekciarką czy czarownicą. Te, które podjęły trud udowodnienia swych walorów intelektualnych, natychmiast okrzykiwano niekobiecymi dziwadłami. Kościół katolicki dopuszczał jeszcze wybór życia klasztornego, protestanci nic ponad patriarchat.

Podobne, acz mniej radykalne stanowisko zajmuje inna badaczka zmian zachodzących w sytuacji kobiet u progu ery nowożytnej, Merry E. Wiesner. Na podstawie swych wnikliwych studiów na temat statusu niemieckich kobiet pracujących w okresie reformacji stwierdziła, iż jedynie początkowo miała ona wzmacniający wpływ na ich pozycję. Z upływem czasu stała się jednak przyczyną dalszego rozdźwięku pomiędzy aktywnością obojga płci.

A jak wyglądała w owym czasie sytuacja Polek? Czy one także były postrzegane wyłącznie jako istoty mniej cywilizowane, bo bliższe siłom natury? Maria Bogucka wskazuje na specyfikę położenia naszych rodaczek, którym przyszło żyć w epoce odrodzenia. I choć brzmi to dość zaskakująco, ówczesne zacofanie naszej gospodarki oddało im nieocenione przysługi. Krótki przebieg reformacji nie pozostał bez wpływu na tzw. proces dyscyplinowania społeczeństwa.

Egzystencja ówczesnych kobiet zdeterminowana była przede wszystkim przez płeć i przynależność do określonej grupy społecznej. Panie postrzegano wyłącznie w rolach panien, mężatek-matek i wdów, a każda z nich wiązała się z odrębnymi, głęboko zakorzenionymi w obyczajowości prawami i obowiązkami. Największą swobodą działania cieszyły się wówczas wdowy, które nie dość, że dowolnie rozporządzały swym majątkiem, to jeszcze mogły wybrać sobie towarzysza życia. Ich aktywność była widoczna zarówno w handlu, produkcji, usługach, jak i w sądach, przed którymi ochoczo stawały, o ile tylko wystawiano na szwank ich dobre imię.

Wśród zagadnień podejmowanych w książce nie zabrakło roli kobiet w kulturze, polityce, gospodarce. Jest też szalenie interesujący rozdział traktujący o kobiecej naturze i jej miejscu zarówno w społecznej, jak i w familijnej hierarchii.

Renesansowi autorzy antyfeministycznych tez powoływali się na biblijny sposób stworzenia kobiety, a także na bliski ówczesnym prawnikom pogląd o jej absolutnej niezdolności do pełnienia nawet najdrobniejszych czynności prawnych. Jakby tego było mało, przypisywano jej mniejsza zdolność do uprawiania aktywnych cnót, niekontrolowane poddawanie się emocjom, niestałość i... nieokiełznaną wyobraźnię.

Polecając gorąco lekturę tej książki wypada ufać, że poglądy te należą już do zamierzchłej przeszłości.

(ami)

Maria Bogucka, Białogłowa w dawnej Polsce. Kobieta w społeczeństwie polskim XVI-XVIII wieku na tle porównawczym, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 1998.

Tereny zakazane

W obecnej edycji Słownik geograficzno-krajoznawczy Polski zawiera 7,5 tys. haseł, w tym ok. 1000 nowych, dotyczących m.in. parków narodowych i krajobrazowych, utworzonych w ostatnich latach. Umieszczono w nim informację o 1100 rezerwatach przyrody, wybierając starannie tylko te, które udostępnione są do zwiedzania. Informacji o pozostałych - "specjalistycznych", jak to określa wydawca - nie podano w ogóle. O tym, że istnieją "prohibity" poinformowano tylko we wstępie, przyznając tym samym, że w opisie niektórych regionów pominięto istotne z krajoznawczego punktu widzenia informacje.

Jest w tym jednak pewna idea. Otóż kiedyś, gdy chciało się odwiedzić zarezerwowany dla komunistycznych bonzów Arłamów, trzeba było wejść tak, by nikt tego nie widział, a w razie złapania przez wojsko, tłumaczyć się, że się zgubiło drogę. Było to kiepskie tłumaczenie, ale o tyle prawdopodobne, że dane o okolicy były utajnione i na mapach nie zaznaczano, że teren jest zakazany. I chyba o to chodziło naszym krajoznawcom: jeśli już turysta wlezie do takiego ścisłego rezerwatu, to zawsze będzie mógł zwalić winę na Słownik - przeznaczony także dla turystów pieszych, o czym mowa we wstępie - w którym o takim ścisłym rezerwacie ani słowa. Potraktowano nas jak głupków, którym lepiej pewnych rzeczy nie mówić, bo jak się dowiedzą, to popsują.

Postanowiłem znaleźć w Słowniku parę danych o regionach mi najbliższych: Roztoczu, z racji miejsca zamieszkania, oraz południowo-wschodniej części Polski. I już na początku - klops. Są to bowiem krainy autorom słownika słabo znane. Niewarta przedstawienia okazała się miejscowość Otrocz, z najdalej na Roztoczu na zachód wysuniętą cerkwią, ani też Siedliska z cerkwią i wielką osobliwością przyrodniczą - skamieniałymi drzewami. Nie istnieje w słowniku Wola Wielka z zabytkową cerkwią, ani Kniazie - nie tylko w postaci osobnego hasła, ale także wzmianki w nocie o Lubyczy Królewskiej, miejscowości ważnej z komunikacyjnego punktu widzenia (dojazd na Roztocze Południowe), ale mało interesującej krajoznawczo. Jeśli już nie robi się haseł poświęconych interesującym miejscom, to może warto, właśnie przy okazji przedstawiania większych miejscowości, wspomnieć o pobliskich atrakcjach. Czepiłem się tych cerkwi. Nie przypadkiem. Autorzy słownika są bowiem niekonsekwentni w prezentacji obiektów tego rodzaju. I tak, dla przykładu - to z południowo-wschodniej Polski - niektóre cerkwie przedstawiane są jako kościoły, które niegdyś były cerkwiami, inne jako cerkwie, które są obecnie kościołami. Sądzę, że należy te sprawy ujednolicić, kierując się kryterium krajoznawczym. W tym względzie dla turysty i krajoznawcy ważna jest architektura i wartość kulturowa obiektu. Tak więc obiekty budowane jako cerkwie należy przedstawiać jako cerkwie, choćby pełniły obecnie rolę kościołów (co, oczywiście, warto zaznaczyć). Żeby nie być posądzonym o gołosłowność wspomnę, że ta uwaga odnosi się m.in. do cerkwi w Leluchowie i Miliku. Sąsiednie cerkwie, w Złockiem i Szczawniku, opisane są już bowiem jako pełniące funkcje kościołów.

(pik)

Słownik geograficzno-krajoznawczy Polski, red. Iwona Swenson, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1998.

Anatomia i fizjologia komputera

Świat wokół nas coraz gęściej zapełniają różne komputery. Nie są już, jak niegdyś, trzymane w rezerwatach - ośrodkach obliczeniowych - lecz zamieszkały między nami, w laboratoriach, biurach, domach. Korzystamy z ich usług i opiekujemy się nimi. Lecz ilu z nas wie, jak są zbudowane i w jaki sposób przebiegają ich "procesy wewnętrzne"?

Wydana przez WNT książka przedstawia zarys wspomnianej problematyki. Autor twierdzi, iż od czytelnika nie są wymagane żadne wiadomości wstępne poza ogólną znajomością programowania w językach wysokiego poziomu. Jest to zatem podręcznik dla studentów informatyki.

Pierwszych siedem rozdziałów poświęcono wstępowi do "komputerologii". Wprowadzono podstawowe pojęcia dotyczące zarówno teoretycznych podstaw budowy i działania układów logicznych, jak i konkretnych ich realizacji. Poznajemy elementy zestawu komputerowego, rodzaje i działanie cyfrowych układów logicznych, sposoby "tłumaczenia" zrozumiałych dla człowieka znaków i operacji na ciągi zer i jedynek, a także mechanizmy rządzące przepływem i przetwarzaniem danych.

Trzy ostatnie rozdziały poświęcono przeglądowi pojęć związanych z bardziej zaawansowanymi zagadnieniami. Mowa tu o systemach operacyjnych zarządzających pracą komputerów, procesorach RISC, stosowanych do niedawna głównie w profesjonalnych, drogich maszynach, a także o różnych architekturach realizujących przetwarzanie równoległe. Podane wiadomości pozwalają lepiej zrozumieć często skrótowe charakterystyki różnych rodzajów superkomputerów, którymi zwykle ekscytują się naukowcy intensywnie korzystający z metod obliczeniowych.

Przeprowadzony w podręczniku wykład nie jest równy. Niektóre fragmenty, na szczęście mniej istotne dla meritum, są opisane dość powierzchownie. Dotyczy to na przykład partii tekstu poświęconych fizycznym podstawom zapisu informacji na nośnikach magnetycznych i optycznych. W zasadzie należałoby je potraktować jako spis pojęć, których trzeba szukać w podręcznikach fizyki, by zrozumieć opisywane zagadnienia.

Dodatkowym, acz nie zamierzonym efektem aktywizującym uwagę czytelnika są usterki tłumaczenia i korekty. Na przykład we fragmencie poświęconym działaniu czytnika płyt CD pojawia się nazwa "krytyczne odbicie", która - jak wynika z treści - oznacza zjawisko określane po polsku jako całkowite wewnętrzne odbicie. W pytaniu 6.1 zachowano, użyte w oryginale, pensy i funty. Wierność przekładu - owszem, ale bez przesady!

Z czysto językowego punktu widzenia niezbyt fortunne wydaje się stosowanie różnicy w odmianie - tłumacze piszą "bitu", ale "bajta". Pojawia się także, brzmiące kuriozalnie, pojęcie "zapis przez", jako tłumaczenie słowa "writethrought", podczas gdy z kontekstu wynika, że pasowałoby tu określenie "zapis natychmiastowy". Wreszcie, konfundujący czytelnika błąd widać w Dodatku 1, gdzie trzy "górne" bity w tabeli kodów ASCII mają to samo oznaczenie. Być może nie bez wpływu na korektę był fakt, iż tłumacze wykonali również skład i łamanie tekstu.

Mimo wspomniane wyżej i nieliczne inne niedostatki, książka przynosi sporo wiadomości podanych w dość zrozumiałej formie. Może więc być polecona i studentom jako podręcznik, i wszystkim zainteresowanym "wewnętrznym życiem" komputerów.

(pm)

B.S. Chalk, Organizacja i architektura komputerów, tłum. Piotr Bolek i Adam Dawidziuk, Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, Warszawa 1998.

Książki nadesłane

Karol Myśliwiec, Eros nad Nilem, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1998.
Dennis L. Mammana, Donald W. McCarthy, Jr., Inne słońca, inne światy? W poszukiwaniu planet wokół innych gwiazd, tłum. M. Krośniak, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1998.
Stephen Jay Gould, Pytania o millennium. Ściśle umowne zasady odliczania. Przewodnik racjonalisty, tłum. D. Kozińska, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1998.
Jean Delumeau (red.), Uczony i wiara. Wyznania ludzi nauki, tum. J. Grosfeld, Oficyna Wyd. VOLUMEN, Warszawa 1998.
Jan Kasprowicz, Ogrody liryki, opr. I. Sikora, Wyd. ASTRUM, Wrocław 1999, seria: Klasyka Poezji Polskiej.
Orygenes, Komentarz do Ewangelii według Mateusza, tłum. K. Augustyniak, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1998, seria: Źródła Myśli Teologicznej.
Tomasz Jelonek, Wprowadzenie do Listów świętego Pawła, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1998, seria: Myśl Teologiczna.
Stanisław Głaz SJ, Doświadczenie religijne, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1998, seria: Myśl Teologiczna.
Mark O’Keefe OSB, Etyka a duchowość, tłum. K. i M. Romankowie, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1998, seria: Myśl Teologiczna.
Henri Boulad, Któregoś dnia Jezus... Dwanaście współczesnych przypowieści, tłum. A. i A. Klubowie, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1998.
Tomasz Schramm, Historia powszechna. Wiek XX, Wyd. Poznańskie, Poznań 1999, seria: Zrozumieć Dzieje.
Klaus Bachmann i inn., Czy Polska ma doktrynę integracyjną?, Wyd. Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 1998.
Amerykańscy prezydenci. 41 historycznych portretów od Jerzego Waszyngtona do Billa Clintona, red. J. Heideking, Wyd. ASTRUM, Wrocław 1999.
Krzysztof Rutkowski, Xiężniczka. Miejsce Xawery Deybel w rodzinie Mickiewiczów, Wyd. UMCS, Lublin 1998.
Umberto Eco, Pięć pism moralnych, tłum. I. Kania, Wyd. ZNAK, Kraków 1999.
Andrzej Wyczański, Polska w Europie XVI stulecia, Wyd. Poznańskie, Poznań 1999, seria: Czas i Myśl.
Zdzisław Gajda, Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wyd. Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum, Kraków 1998.
Stanisław Kółkowski, Opole, Wyd. TEKST, Bydgoszcz 1998.
Śląskie zamki i pałace. Opolszczyzna, Wyd. ADAN, Opole 1998.
Stanisław Sławomir Nicieja, Łyczaków, dzielnica za Styksem, Wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków 1998.
Duchowe dziedzictwo Europy, red. S. Rabiej, Wyd. Wydział Teologiczny Uniwersytetu Opolskiego, Opole 1998, seria: Sympozja, t. 25.
Bogdan Szlachta, Konserwatyzm. Z dziejów tradycji myślenia o polityce, Wyd. DANTE-ARARAT, Kraków-Warszawa 1998.
"Kwartalnik Konserwatywny", jesień/zima 1998, Wyd. DANTE-ARARAT.
Emerging Capital Markets. Wschodzące rynki kapirałowe, red. S. R. Domański, Wyd. ELIPSA, Warszawa 1999.
"Zeszyty Naukowe", zeszyt 11: Dostosowanie polskiego prawa do wymogów Unii Europejskiej, Kolegium Nauk Społecznych i Administracji Politechniki Warszawskiej, Warszawa 1998.
 

Uwagi.