|
Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze - chciałoby się powiedzieć czytając niektóre materiały pomieszczone w czasopismach akademickich. Wszyscy wiedząPismo Uniwersytetu Opolskiego "Indeks" (nr 5, grudzień ‘98/styczeń ‘99) publikuje artykuł Andrzeja Krachera o ECTS - europejskim systemie punktów kredytowych. Autor ma kilka zastrzeżeń powstałych na kanwie doświadczeń wdrażania tego systemu w UO. System ECTS zakłada milcząco - pisze autor - że student wyjeżdżający na semestr lub dwa na uczelnię zagraniczną włada tamtejszym językiem wykładowym w stopniu umożliwiającym naukę. Inaczej jest to po prostu bezcelowe. Tymczasem wszyscy wiedzą, w jakim stopniu nasi studenci władają językami obcymi. Wszyscy wiedzą, ja nie wiem. Wydaje mi się, że dzisiejsi studenci nieźle znają języki, lepiej niż kilka czy kilkanaście lat temu. Szkoły średnie uczą języków z zachodnich podręczników w świetnym opracowaniu metodycznym. Inna rzecz, że niektóre z nich sączą poprawną politycznie ideologię (wielokulturowość, mniejszościonizm itp.), ale języka można się z nich nauczyć lepiej niż z dawnych podręczników peerelowskich, też zideologizowanych a przy tym marnych. Andrzej Kracher nie ufa jednak umiejętnościom studentów. Postuluje "podniesienie bariery stopnia znajomości języków jeszcze przed przyjęciem na uczelnię". Zastanawia się też nad stanem znajomości języków u tutorów. Wymienia także inne problemy związane z ECTS, np. materialne. Kto i w jaki sposób pokryje koszty pobytu studenta w zagranicznej uczelni? Czy może uczelnia przyjmująca? A może sam student? - pyta autor. Nikt tego nie wie. Jeśli poruszone wyżej zagadnienia nie zostaną rozwiązane, będziemy mieli do czynienia z atrapą systemu. Bo co komu z tego, że mamy syllabusy, tutorów, programy itp., skoro dla przeciętnego studenta będzie to nadal abrakadabra... Ankiety do kosza"Gazeta AMG Gdańsk" (nr 1/99) drukuje artykuł Kornela Gibińskiego i Zbigniewa Hermana, czyli przewodniczącego i sekretarza Komitetu Etyki w Nauce PAN. Tekst nosi tytuł Nieuczciwość i nierzetelność w nauce w oczach naszych uczonych i opowiada o losach ankiety przeprowadzonej w dziesięciu komitetach działających przy Prezydium PAN. Do ich członków wysłano blisko 500 ankiet, które miały sprawdzić zainteresowanie uczonych tematem etyki w nauce. Efekty były mizerne. Zwrócono 49 wypełnionych ankiet. 90 proc. pytanych naukowców wyrzuciło ankiety do kosza. Te 90 proc. lekceważących plus 1/5 tych, którzy odpowiedzieli, że nie widzą problemu (...) decyduje o tym, że (mimo chlubnych przykładów) nauka polska jest w całości nisko oceniana właśnie z powodu niskiej rzetelności i nieadekwatności do tego, o co cały świat dzisiaj woła pod hasłem science integrity - piszą autorzy. Na podstawie ankiety, opracowanej przez prof. J. Goćkowskiego, wyróżniono trzy postawy wobec problemów zagrożeń etycznych w nauce. Pierwsza bagatelizuje problem. Drudzy dostrzegają problem, fatalizują go i usprawiedliwiają niewolą kraju pod zaborami i półwieczem socjalizmu. Trzecia postawa wiąże się z głębszym spojrzeniem na problem. Osoby ją reprezentujące widzą zło w samych ludziach (badaczach), ich nieuczciwości, bezideowości, nieodpowiedzialności, utylitaryzmie. Janusz Goćkowski, jak piszą autorzy, wyróżnia trzy drogi terapii: represje prawne, w tym represje administracyjne wewnątrz placówki naukowej i ostracyzm środowiska, wychowanie od dziecka w poczuciu rygorów moralnych i odpowiedzialności (do tego sprowadza się wiele kwestii etycznych we współczesnym świecie) i droga trzecia: wspieranie rzetelnej nauki poprzez ułatwienia bytowe dla jej prawdziwych adeptów. O ile dwa pierwsze rozwiązania rysują się dość jasno, co nie znaczy, że łatwe są do wprowadzenia (niełatwo ukarać winnego, a ostracyzmem bywają dotknięci nie przestępcy, lecz ci, którzy ujawniają nadużycie; niełatwo też w dzisiejszych czasach wychować uczciwego człowieka, co nie znaczy, że jest to niemożliwe i że nie należy próbować), o tyle rozwiązanie trzecie wydaje się karkołomne już na etapie teoretycznym. Totolotek ich nie bujaAkademia Wychowania Fizycznego w Poznaniu, najstarsza w kraju uczelnia wychowania fizycznego, kształcąca prawie 4 tys. studentów na kierunkach: wychowanie fizyczne, fizjoterapia oraz turystyka i rekreacja, wydaje swój "Biuletyn Informacyjny". Z drukowanego w numerze 2/98 przemówienia inauguracyjnego rektora można się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy, pokazujących odmienność tego typu uczelni. Okazuje się np., że AWF otrzymuje dotację z wpływów Totalizatora Sportowego, przeznaczoną na inwestycje uczelniane. Finansuje ona 90 proc. wydatków inwestycyjnych. Rektor z niepokojem odnotowuje zmniejszenie tej liczby do 70 proc. Podobnie finansowane są też inne AWF-y. Niejedna uczelnia niesportowa chciałaby mieć swojego TOTOLOTKA! Biuletyn zawiera też kalendarium JM Rektora, złożone ze spotkań, posiedzeń, uroczystości, otwarć, sesji, obchodów, inauguracji i dożynek, a także sprawozdania z pracy wydziałów, wyniki sportowe studentów, notatki o odbytych konferencjach i wspomnienie o Tadeuszu Ślusarskim i Władysławie Komarze, którzy w sierpniu 1998 zginęli w wypadku samochodowym. Byli absolwentami poznańskiej AWF, Komar studiował w latach 1970-74 i ukończył szkołę na podstawie pracy magisterskiej Moja droga do kariery sportowej, a Ślusarski - po studiach w okresie 1974-78 - obronił pracę Ćwiczenia specjalne w nauczaniu techniki skoku o tyczce. Nasi starsi braciaPublikując wykład inauguracyjny prof. Jerzego R. Starzyka o roli owadów w ekosystemach leśnych "Biuletyn Informacyjny" Akademii Rolniczej w Krakowie (nr 3/98) włącza się w dzieło popularyzacji wiedzy. Autor ciekawie pisze o gromadzie owadów, jednej z 60 gromad zwierzęcych. Dowiadujemy się, że owady starsze są kilkaset razy od człowieka. Ich historia liczy ok. 350 mln lat, podczas gdy homo sapiens ok. 1-2 mln. Nieprawdopodobne jest zróżnicowanie gatunkowe owadów. Na świecie opisano ponad milion gatunków, co stanowi 3/4 wszystkich poznanych dotąd gatunków zwierzęcych. Ziemia jest więc planetą owadów! (fig) |
|
|