|
Publikacje naukowe są w dzisiejszym świecie podstawowym wytworem
Paweł Misiak
Już starożytni Grecy...Sir Karl Rajmund Popper twierdzi, że historia publikacji naukowych w dzisiejszym rozumieniu liczy sobie dwa i pół tysiąca lat. W roku 466 przed n.e. ukazało się bowiem w Atenach dzieło Anaksagorasa z Klazomenaj O naturze. W teorii Anaksagorasa - napisał Diogenes Laertios w swoich Żywotach i poglądach sławnych filozofów - sprawczą przyczyną ruchu jest rozum, który nadał porządek wszelkim rzeczom w naturze. Jego własny rozum kazał mu natomiast swoje przemyślenia rozpowszechniać, czyli zapisane opublikować. Prekursorska rola Anaksagorasa "w temacie" publikacji polega nie na samym napisaniu dzieła naukowego, lecz na tym, że - jak sądzi Popper - był pierwszym, który zrobił to z zamiarem opublikowania. Sama idea wydawania pism w wielu egzemplarzach zrodziła się w Atenach ok. 550 r. przed Chrystusem. Wtedy to, dzięki inicjatywie tyrana Pizystrata, zostały zebrane, spisane i po raz pierwszy opublikowane w formie książkowej dzieła Homera. Popper podkreśla fakt, iż edycja sfinansowana została z pieniędzy państwowych. Owo pizystratowe "wydawnictwo państwowe" nie przeżyło swego twórcy. Pozostawiło jednak nieocenione kulturalne następstwa w historii ludzkości. W Atenach powstał pierwszy europejski rynek książki - pisze Popper. - W Atenach każdy czytał Homera. Wielu czytało też Anaksagorasa. Dzieło i wyrażone w nim poglądy autora na budowę Wszechświata budziły kontrowersje. Doprowadziły one do skazania filozofa na grzywnę i banicję (Diogenes Laertios twierdzi, że początkowo orzeczono karę śmierci, zamienioną później na wygnanie). Jednak sama książka czytywana była przez wiele stuleci. Popularność zawdzięczała, jak się zdaje, nie tyle zawartości merytorycznej (nie miała entuzjastycznych recenzji), co raczej dostępności. W Obronie Sokratesa Platon podaje, że książkę Anaksagorasa można było kupić na rynku za zdumiewająco niską cenę. Istnieją świadectwa, że jeszcze w roku 529 naszej ery znajdowała się ona w Atenach. W tym roku jednak dekret cesarza Justyniana spowodował zamknięcie pogańskich szkół filozoficznych, a przy tym praca Anaksagorasa przepadła bez wieści. Żywoty prac naukowychDzieło Anaksagorasa było w obiegu "naukowym" niemal tysiąc lat od chwili powstania, mimo braku wznowień (lub tylko nielicznych). Widoczne w historii przyspieszenie rozwoju nauki powoduje skrócenie życia publikacji. Książka De revolutionibus... Kopernika była czytywana - przynajmniej oficjalnie - od chwili druku w roku 1543 do roku 1616, kiedy to na przeciąg 215 lat trafiła do kościelnego indeksu ksiąg zakazanych. Idee w niej wyrażone żyły jednak własnym życiem i płodziły nowe, na przykład w umyśle Galileusza. Fundamentalna praca Newtona Philosophiae naturalis... wywarła przemożny wpływ na rozwój fizyki na okres ponad dwustu lat. Współczesne prace naukowe żyją znacznie krócej. W naukach ścisłych i przyrodniczych wiele monografii dezaktualizuje się już po kilkunastu latach. Artykuły publikowane w periodykach naukowych w większości liczą swój żywot na pojedyncze lata, a nawet miesiące. Niektóre z nich są jak jętki jednodniówki - przeczytane przez kilka osób giną w mrokach niepamięci, pokryte pyłem bibliotecznych magazynów. Zdarzają się i takie, co martwe przychodzą na świat, gdyż już w momencie wydrukowania są nieaktualne. Nie jest to wynik jakiegoś nieszczęśliwego przypadku czy też zamierzonych działań, lecz kumulacji dwóch efektów: pospiesznego publikowania wyników drobnych, cząstkowych i długiego cyklu wydawniczego niektórych czasopism. Pęd do publikowania jak najwięcej powoduje, że zapobiegliwi "robotnicy nauki" rozpowszechniają wyniki swojego codziennego trudu w postaci całych serii prac, z których każda zawiera niewielki fragment całości. Ponieważ każda publikacja musi zawierać ogólny wstęp i podstawowe założenia dotyczące tematu, łączna objętość cyklu jest znacznie większa niż gdyby rzecz opisać w jednym, pełniejszym treściowo artykule. Nierzadkie są też przypadki "klonowania" publikacji w ten sposób, że te same wyniki stają się osnową komunikatów konferencyjnych, listów do redakcji i artykułów. Z punktu widzenia autora jest to proces podwójnie korzystny, gdyż pozwala zwiększyć zarówno liczbę prac własnych, jak i prawdopodobieństwo, że opisane w nich wyniki zostaną zauważone w środowisku. Stały wzrost tempa życia naukowego objawia się m.in. gwałtownym przyrostem liczby czasopism i książek oraz drukowanych w nich tekstów. W tym względzie podaż przekroczyła już możliwości konsumpcji. W wielu specjalnościach śledzenie na bieżąco całej literatury przedmiotu stało się dla większości naukowców niemożliwe z braku czasu i dostępu do czasopism - łączna objętość tekstów przekracza możliwości czytania pojedynczego człowieka, a biblioteki prenumerują coraz mniej czasopism. Wzrasta więc rola artykułów przeglądowych, których autorzy próbują ogarnąć całość tematyki i przedstawić w postaci zwartego kompendium wiedzy. Pełnią tym samym rolę recenzentów, ukazując wątki, ich zdaniem, ważniejsze, a pomijając mniej istotne. Ich praca jest więc podobna do pracy dziennikarza, który - jak uczą podręczniki - powinien z chaosu rozmaitych informacji wyławiać najważniejsze i rozpowszechniać je w formie przystępnej dla przeciętnego czytelnika. Powinna być wykonywana odpowiedzialnie i dokładnie. Wiele nowych idei czy odkryć ma szansę przeżyć w nauce tylko dzięki temu, że zostały opisane w pracy przeglądowej przez autora cieszącego się dużym autorytetem. Nowe media publikacyjneSporo zmian w dziedzinie publikowania prac nastąpiło wraz z nowymi możliwościami technicznymi niesionymi przez komputery. Skrócił się znacznie i przyspieszył cykl wydawniczy. Czasopisma i książki ukazują się obecnie znacznie szybciej niż jeszcze dziesięć lat temu. Maleje więc liczba prac "martwo urodzonych" z powodu zanadto długiego porodu. Dzięki technikom składu komputerowego poprawki można wprowadzać do tekstów niemal do ostatniej chwili, gdy rusza maszyna drukarska. Pojawiły się też nowe media cyfrowe, z których jednym z najważniejszych jest Internet. Poza innymi udogodnieniami, jakie przyniósł środowisku naukowemu, stał się też nowym obszarem rozpowszechniania prac. W globalnej sieci istnieją elektroniczne czasopisma i archiwa, gromadzące i publikujące artykuły naukowe. Jedne z nich są tylko elektroniczną repliką wydawnictw tradycyjnych, "papierowych", inne zaś wiodą żywot niezależny, wykorzystując przy tym nowe możliwości, jakie niesie zapis cyfrowy. Jednak rosnąca łatwość publikowania, osobliwie w Internecie, gdzie każdy może rozpowszechnić dowolne treści, stawia na porządku dziennym problem oceny wartości prac. Rośnie zatem ranga recenzji, jakim poddawane są prace nadsyłane do lepszych czasopism, także internetowych. Ocena tekstu przed wydrukowaniem pozwala - w założeniu - uniknąć niepotrzebnego zajmowania miejsca na papierze (lub na serwerze) przez pseudonaukowe bzdury, chroni mniej wyrobionego czytelnika przed "zejściem na złą drogę". Dla świadomego autora jest jednym z pierwszych sygnałów o wartości jego pracy. Czasopisma dobrze recenzowane cieszą się zwykle w środowisku znacznie lepszą renomą niż publikujące każdy nadesłany manuskrypt, a ukazujące się w nich publikacje są wyżej cenione. Dobra marka czasopisma powoduje jeszcze ten efekt, iż w warunkach ograniczonego budżetu biblioteki prenumerują raczej najwyżej cenione periodyki. Ale i one mogą być zagrożone, gdy biblioteka cierpi na brak wolnych półek. Formą pośrednią między wydaniem drukowanym i internetowym jest zapis na płytach CD lub DVD. Ma on wiele zalet obydwu pozostałych. Z jednej strony umożliwia korzystanie w prezentacji treści z możliwości hipermedialnych, jak w Internecie, z drugiej zaś jest dość trwały, dzięki czemu na równi z wydaniami drukowanymi może pełnić funkcję archiwalną i dokumentacyjną. Przy tym koszt powielania treści na płytach cyfrowych jest niewielki, często mniejszy niż koszty tradycyjnego druku. I jeszcze inna zaleta płyt cyfrowych - zajmują znacznie mniej miejsca niż papier, zapisany tymi samymi treściami. Można przewidzieć, że elektroniczne formy publikacji będą zyskiwały na znaczeniu kosztem drukowanych. Niosą nowe możliwości, które muszą być wzięte pod uwagę zarówno przez autorów, jak i bibliotekarzy. Pierwsi powinni pisać ze świadomością, że czytanie tekstu w zapisie cyfrowym zwykle nie przebiega linearnie, lecz raczej hipertekstowo. Drudzy zaś muszą sobie uświadomić, że biblioteki będą w coraz mniejszym stopniu pełnić rolę wypożyczalni, a w coraz większym stawać się "hurtowniami" informacji naukowej. Być może już niebawem rolę "zawodowych przeglądaczy literatury" na usługach naukowców odgrywać będą inteligentne programy przeszukujące, jak się to już częściowo dzieje w odniesieniu do zasobów Internetu. Nie wszyscy jednak wierzą w dominację mediów cyfrowych w dziedzinie rozpowszechniania wiedzy. Cytowany wyżej Karl Popper pisze m.in.: Nasza cywilizacja jest rzeczywiście cywilizacją książkową: jej tradycjonalizm i jej oryginalność, jej powaga i poczucie intelektualnej odpowiedzialności, jej niesłychana siła wyobraźni i jej kreatywność, jej pojmowanie wolności i gotowość do jej utrzymania - wszystko to opiera się na naszej miłości do książek. Krótkotrwałe mody, media i komputery nigdy nie zniszczą, a nawet nie rozluźnią tego intymnego związku z książką!. Chyba, że będzie to technologiczna hybryda - książka elektroniczna (patrz: "FA" 10/98, s. 50), w której każdy będzie mógł "wydrukować, co mu się żywnie spodoba". pm@atm.com.pl. |
|
|