Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 5/1999

Światowe tendencje w nauce*
Poprzedni Następny

Nie ma jednego, idealnego modelu funkcjonowania sfery nauki
w strukturze państwa i nic nas w związku z tym nie zwalnia
od myślenia i poszukiwania modelu najwłaściwszego w dzisiejszej Polsce.

Michał Kleiber


Fot. Stefan Ciechan

Wszyscy chyba zaglądający do gazet mieszkańcy Polski mieli okazję natknąć się na dramatyczne apele uczonych w sprawie finansowego upadku badań naukowych w naszym kraju. Im częściej czytamy takie apele (przyznam, że sam byłem w przeszłości autorem bądź współautorem kilku z nich), tym bardziej zapewne wątpimy w rychłą poprawę sytuacji - przecież dosłownie wszystkie partie polityczne mają w swoich programach piękne deklaracje o rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego, żadna zaś z nich, po dojściu do władzy, nie zrobiła choćby symbolicznego ruchu zwiastującego rzeczywistą próbę odmiany przyszłego wizerunku kraju. Jakże to więc jest: chcemy jako społeczeństwo tworzyć Polskę nowoczesną, Polskę ludzi mądrych, Polskę szybko odrabiającą zawstydzającą lukę cywilizacyjną powstałą w latach ograniczonej suwerenności, Polskę mającą swój udział w kreowaniu kierunków rozwoju świata czy też, przeciwnie, zadowolić ma nas status dostarczyciela taniej siły roboczej dla intelektualnych potentatów tego świata?

Mam podstawy wierzyć, że wiele z wyrażonych poniżej myśli jest wspólnych dla znacznej części środowiska polskich naukowców. Nie mam jednakże żadnych złudzeń - proces badawczy jest tak zróżnicowany, zaś partykularne interesy różnych grup uprawiających w Polsce badania tak różne, że szukanie rozwiązań w pełni zadowalających wszystkich jest czynnością beznadziejną. Publiczna artykulacja tych interesów zbliżyć nas może jednak do celu, którym jest maksymalizacja kulturotwórczego i gospodarczego efektu prowadzenia badań naukowych. Niech zachętą do takiej uczciwej dyskusji będzie niniejszy artykuł.

JAKA I PO CO?

Wszystkie wystąpienia uczonych w środkach masowego przekazu, jak i, w istocie, wstęp do tego artykułu, przyjmują za niedyskutowalną podstawę fakt kolosalnego znaczenia badań naukowych dla rozwoju nowoczesnego kraju. Sprawa ta nie jest jednak w dzisiejszym świecie aż tak oczywista, aby nie wymagała wyjaśnienia. Postawmy więc fundamentalne pytanie: Jaka jest współczesna nauka na świecie, i po co się ją uprawia?

Zacznijmy od stwierdzenia, że funkcjonowanie sfery nauki w strukturze nowoczesnego państwa jest procesem niezwykle skomplikowanym. Decyzje dotyczące sfery nauki są trudne ze względu na takie czynniki, jak: niemożność dokładnego prognozowania efektów badań, ich rozciągnięcie w czasie, sięgające niekiedy dziesięcioleci, hermetyczność współczesnej nauki i związana z tym trudność jej społecznej oceny czy wreszcie nierozwiązywalne kłopoty z wyważeniem proporcji przy finansowaniu badań o znaczeniu perspektywicznie cywilizacyjnym oraz bezpośrednio aplikacyjnym. Problemy te mają wszyscy - różne są narodowe modele wspomagania badań naukowych, różne są systemy rozdziału środków na badania, różne są (i zmieniające się w czasie w ramach poszczególnych krajów) preferencje dziedzinowe i koncentracja środków na dziedzinach priorytetowych. Trzeba się z tym pogodzić: nie ma jednego, idealnego modelu funkcjonowania sfery nauki w strukturze państwa i nic nas w związku z tym nie zwalnia od myślenia i poszukiwania modelu najwłaściwszego w dzisiejszej Polsce - z jej olbrzymim potencjałem ludzkim, aspiracjami i tradycją twórczej działalności naukowej, ale także z innymi, widocznymi u wielu polityków, aktualnymi jej potrzebami społecznymi i negatywnymi uprzedzeniami do trudno mierzalnych osiągnięć intelektualnych. Ważną wskazówką niech jednak będzie dla nas fakt, iż powyższe kłopoty nikogo w cywilizowanym świecie nie zniechęcają - przeciwnie, żyjemy w czasach dramatycznego rozkwitu znaczenia badań naukowych i ich wpływu na poziom życia społeczeństw.

NIE MA LEPSZEJ INWESTYCJI

Dlaczego więc inni zdają się widzieć to, co dla naszych polityków ma znikome znaczenie? Przecież osiągnięcia naukowe są, bez wątpienia, częścią globalnego dorobku kulturalnego. Słynni uczeni cieszą się szacunkiem i sławą równymi wielkim twórcom w innych dziedzinach kultury - pisarzom, reżyserom, malarzom. Przecież państwa mogące poszczycić się prowadzeniem badań naukowych na wysokim poziomie zyskują uznanie i szacunek innych krajów; wiadomo, jak skomplikowany i kosztowny jest proces dochodzenia do znaczących osiągnięć naukowych, jak silnie zależy on od ogólnego poziomu edukacyjnego społeczeństwa, jak dojrzałe cywilizacyjnie musi być społeczeństwo, aby stworzyć warunki do pracy badawczej na najwyższym poziomie światowym. Nauka kosztuje, ale nauka przynosi także zyski. Uważa się, że nie ma lepszej inwestycji niż finansowanie badań naukowych. Korzyści te widać dziś lepiej niż kiedykolwiek w przeszłości. W zasadzie wszystkie gospodarcze potęgi świata zawdzięczają swoją pozycję wysokiemu poziomowi prowadzonych badań i ściśle z tym związanemu poziomowi wykształcenia społeczeństwa. Badań niekiedy podstawowych, niekiedy stosowanych, zawsze jednak dostosowanych do lokalnych warunków i zgodnych z pewną konsekwentną polityką naukowo-techniczną. Znane powszechnie analizy trwałych podstaw sukcesów ekonomicznych zarówno uznanych potęg (USA, Japonii, Francji, Niemiec), jak i krajów najszybciej się obecnie rozwijających (Finlandii, Irlandii), a także tzw. tygrysów gospodarczych (Korei Płd., Tajwanu, Singapuru), potwierdzają tę tezę jednoznacznie.

Rozpocznijmy więc dyskusję od stwierdzenia, że prowadzenie własnych, racjonalnie zaplanowanych badań naukowych jest dzisiaj ważnym elementem kulturowego i gospodarczego rozwoju kraju. Dodajmy skromnie, że elementem z pewnością nie jedynym. Tylko harmonijne wykorzystywanie synergicznego efektu otrzymywania nowych rezultatów badawczych, poziomu edukacji społeczeństwa, istniejącej wiedzy i techniki, mechanizmów wchłaniania innowacji przez przemysł, polityki finansowej państwa, predyspozycji osobowościowych dominujących w społeczeństwie i wielu innych czynników, stwarza warunki do rzeczywistego, szybkiego postępu. Ale, jak powiedzieliśmy, badania naukowe są elementem ważnym w tym procesie. Jaką więc drogę należy wybrać, aby nadrobić nasze narastające zapóźnienia w tym zakresie? Poświęcimy temu nasze dalsze rozważania.

NIEUCHRONNA SELEKCJA BADAŃ

Nauka światowa znajduje się obecnie w ważnym momencie swego rozwoju - dalszy jej rozwój według dotychczasowych, "naturalnych" zasad, wydaje się bowiem niemożliwy. Ze względu na swe znaczenie tematyka ta mogłaby być przedmiotem oddzielnego artykułu. Tutaj przedstawimy jedynie (w znacznym uproszczeniu) główne jej aspekty, istotne dla naszego dalszego rozumowania. W przeszłości kluczowym elementem rozwoju nauki były badania prowadzone przez pojedynczych (lub pracujących w małych, opartych na koleżeńskich układach grupach) badaczy, rozwijających tematykę kształtowaną przez własne zainteresowania i zatrudnionych w wielkich uniwersytetach lub laboratoriach badawczych. Milcząco zakładano, że w warunkach tak rozumianej wolności twórczej zdolny badacz osiągnie rezultaty i tak z zasady przydatne społecznie. Fakt, iż nie wiadomo było dokładnie, czego one będą dotyczyły, nikogo specjalnie nie martwił. System takiego, powiedzmy, tradycyjnego prowadzenia działalności badawczej można - w szerszym, społecznym wymiarze - określić słowem "liniowy": badania podstawowe ? badania stosowane ? prace rozwojowe ? wdrożenia; przy czym, oczywiście, nie wszystkie osiągnięcia w zakresie badań podstawowych wywoływały cały ciąg następstw aż do wdrożeń włącznie. Doświadczenia z ostatnich dziesięcioleci zakłóciły jednak ten, dla wielu z nas naturalny, obraz prowadzenia badań. Spośród tych doświadczeń wymieńmy: dramatyczny przyrost zakresu prowadzonych badań i ich kosztów oraz stały i szybki postęp w zakresie praktycznego wykorzystania rezultatów badawczych w praktyce. W efekcie tego priorytet w procesie społecznego tworzenia i wykorzystywania wiedzy przesunął się ze strony uczonych na stronę szeroko rozumianego rynku. Towarzyszyła temu krytyka postępującego odrywania się zainteresowania uczonych od potrzeb społecznych, marnotrawstwa publicznych środków przez wielkie, zbiurokratyzowane instytucje badawcze czy braku zobiektywizowanych metod oceny osiągnięć naukowych. Dodać do tego należy fakt, iż mniej więcej od początku lat 80. dynamizm rozwoju nauki (mierzony wzrostem nakładów na badania, liczby naukowców czy liczby publikacji) znacznie się zmniejszył. Nietrudno to zrozumieć: z czysto demograficznych powodów niemożliwe wreszcie stało się podwajanie osiągnięć nauki co 10-15 lat, co miało w przybliżeniu miejsce w ciągu ostatnich trzech stuleci. Gdyby badania naukowe miały utrzymać takie tempo rozwoju także w przyszłości, to już wkrótce wszyscy mieszkańcy globu zajęci byliby pisaniem prac naukowych, co jest zaiste koszmarną wizją przyszłości świata. Pamiętajmy jednak, że każde badania, lepiej czy gorzej odpowiadając na postawione przez badacza pytania, otwierają znacznie więcej problemów do przyszłych badań, problemów częstokroć intrygujących, ważnych, wręcz domagających się kontynuacji prac. Widać więc wyraźnie, że selekcja tematyki badawczej staje się nieuchronna. Tylko niektóre kierunki badań będą mogły być kontynuowane, rozwój zaś innych, uznanych za mniej kluczowe, będzie musiał zostać zahamowany. Nauka staje się coraz bardziej selektywna, nieunikniony jest proces rywalizacji uczonych o środki na badania. A to pociąga za sobą nieuchronnie konieczność oceny propozycji badawczych przez... właśnie, przez kogo? Wrócimy do tego kluczowego elementu polityki naukowej nieco później.

FINANSOWANIE WSPÓLNOT PROBLEMOWYCH

Wykorzystanie przez państwo nowoczesnych metod kreowania polityki naukowej jest ważne dla osiągnięcia wysokiej efektywności badań, mierzonej m.in. poziomem poparcia społecznego dla nich i, tym samym, zwiększonego państwowego finansowania nauki.

Proces tworzenia współczesnej wiedzy naukowej staje się coraz bardziej niejednorodny. Rozumiemy przez to zdolność do agregacji różnorodnych elementów wiedzy tworzonej w różnych zespołach, nie tylko akademickich, w sensie geograficznym często bardzo od siebie oddalonych (z reguły położonych w różnych krajach). Więź organizacyjną zapewniają podpisywane coraz częściej przez wszystkich uczestników precyzyjne kontrakty (zadanie niekiedy bardzo skomplikowane, wymagające głębokiej wiedzy prawnej) oraz sieci komputerowe. W procesach takich wielkie znaczenie mają specjaliści o wiedzy wykraczającej poza jedną, tradycyjną dyscyplinę naukową, zdolni do integrującego spojrzenia na duże obszary badawcze. Mówimy wtedy o tworzeniu się badawczych wspólnot problemowych (w odróżnieniu od wspólnot dyscyplinowych, typowych dla tradycyjnego, "uniwersyteckiego" modelu uprawiania badań naukowych). Aby uzyskać znaczące wsparcie ze środków budżetowych, uczestnicy projektu badawczego muszą często wykazywać szerokie zainteresowanie dla społecznych aspektów proponowanych badań. Będzie to oznaczać częstokroć konieczność uwzględnienia w badaniach (i ich ocenie) elementów i interesów grup tradycyjnie znajdujących się poza światem nauki (na przykład ekologów lub przeciwników prowadzenia eksperymentów na zwierzętach), a także zaakceptowania wpływu na zakres prowadzonych badań ze strony ich potencjalnych odbiorców: firm i korporacji oraz społeczeństwa, reprezentowanego przez decydentów dysponujących ograniczonymi publicznymi środkami finansowymi. Przy takim rozumieniu nauki w oczywisty sposób rośnie rola sprawnego zarządzania procesem badawczym. Kierownicy grup badawczych, rektorzy uczelni i dyrektorzy laboratoriów stają się prawdziwymi menedżerami nauki. Jeszcze niedawno określenie "organizator pracy badawczej" odbierane było przez wielu polskich uczonych jako wyraźnie pejoratywne, dzisiaj rola badaczy o takim profilu zainteresowań jest często kluczem do sukcesu naukowego całych instytutów badawczych.

Tak rozumianej zmianie kontekstu uprawiania nauki towarzyszyć musi nieufność uczonych. Jakże bowiem nie być podejrzliwym wobec procesu kwestionowania nadrzędności autonomicznych wartości poznawczych nauki?! Czy uzupełnienie ich (bo przecież, miejmy nadzieję, nie zastąpienie) wartościami pragmatyczności i opłacalności nie prowadzi do degradacji nauki w samej jej istocie? Nie ma obecnie przekonującej odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Można jedynie mieć nadzieję, że lepsze krótkoterminowe "dopasowanie" profilu prowadzonych badań do oczekiwań społecznych zaowocuje szybkim wzrostem przychylności dla badań w ogóle. A rozbudzone potrzeby i wiara w przydatność badań naukowych spowodują zwiększone finansowanie badań ze środków publicznych, szybko rekompensując "straty" poniesione przez badaczy w wyniku ograniczenia ich pełnej swobody badawczej.

Zakończmy ten fragment dyskusji dodatkową uwagą, że mądra polityka naukowa państwa powinna także uwzględniać wielorakie działania na rzecz maksymalizowania pozabudżetowych środków kierowanych na badania. Ich stosunek do środków budżetowych jest w Polsce obecnie zatrważająco mały.

OCENA NIE BUDZI ENTUZJAZMU

Badania naukowe muszą być "rozliczalne". Chcemy przez to powiedzieć, że każdy uczony prowadzący badania ma obowiązek przedstawienia instytucji finansującej wyników swoich prac, zgodnych z zamierzonym celem i wykonanych efektywnie. W praktyce oznacza to poddanie się procesowi ewaluacji (oceny) przedstawionych wyników, procedury trudnej i, niestety, niejednoznacznej, ale, wydaje się, absolutnie niezbędnej. Tak rozumiana rozliczalność badań naukowych, z pewnością przekonująca dla menedżerów nauki, z tych samych co wyżej powodów niekoniecznie budzi entuzjazm samych uczonych. Przedkłada ona bowiem instrumentalne cele nauki nad jej cele poznawcze i, w konsekwencji, może ograniczać oryginalność prowadzonych badań.

BRAK PUBLICZNEGO POPARCIA

Prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw. Teza ta nie wymaga chyba szerszego rozwinięcia, zgodzi się z nią każdy, kto próbował bez powodzenia zrozumieć istotę wielu ważnych osiągnięć współczesnej nauki. Zauważmy, że proces odrywania się nauki od percepcyjnych możliwości olbrzymiej większości społeczeństwa (także tej z wyższym wykształceniem) zachodzi, niejako paradoksalnie, przy stale zmniejszającym się okresie dzielącym nowe teorie od praktycznego wykorzystania. Ludzie nie utożsamiają jednak, niestety, pojawiających się udogodnień z osiągnięciami naukowymi (jakież badania naukowe były potrzebne do tego, żeby dzisiaj móc powszechnie używać np. Internetu czy choćby telefonów komórkowych), stają się tylko coraz bardziej bezbronni wobec komplikacji otaczającego ich świata. Ważną konsekwencją powyższej tezy jest, oczywiście, pogłębiający się brak szerokiego publicznego poparcia dla badań naukowych jako takich. Ma w tym swój udział także fakt, iż nauka współczesna ma tendencję do rozwijania się w sposób "przyrostowy" - stare teorie, już dostatecznie hermetyczne i trudne do popularyzacji, służą jako fundament do budowy teorii wprawdzie jeszcze doskonalszych, ale już całkowicie dla laika niezrozumiałych. Coraz mniejsza jest liczba spektakularnych (tj. zrozumiałych) "hitów" badawczych, oddziałujących na wyobraźnię laików. Mamy np. stały, mozolny postęp w walce z rakiem, ale brak jest spektakularnego przełomu, mogącego rozbudzić szerokie pozytywne emocje wokół istniejących możliwości terapeutycznych. Wspaniałe zaś możliwości trójwymiarowego obrazowania organów człowieka za pomocą tomografii komputerowej oczywiście cieszą pacjenta, ale z trudem przekładają się na zmianę jego stosunku do badań naukowych w ogóle.

KORZYŚCI Z ODKRYCIA

Lepsza teoria nie zawsze wygrywa w zastosowaniach. Czynnikiem niezmiernie komplikującym decyzję wsparcia danego kierunku badań jest fakt, iż nawet osiągnięcie naprawdę nowatorskich rezultatów o znacznym potencjale aplikacyjnym nie gwarantuje bynajmniej komercyjnego sukcesu. Powiada się niekiedy z przekąsem, że "prowadzenie badań naukowych upodabnia się do linii produkcyjnej: jeśli chcesz mieć nowe wyniki, znajdź pieniądze, zatrudnij odpowiednich ludzi i spokojnie czekaj na rezultaty ich pracy". Jest to, oczywiście, gruba przesada, nie sposób jednak nie zauważyć źdźbła prawdy leżącego u podstaw takich wypowiedzi. Nawet najciekawsze odkrycie naukowe nie przyniesie wymiernych korzyści materialnych, jeśli nie będzie mu towarzyszyła odpowiednia infrastruktura, umożliwiająca szybkie przeprowadzenie prac wdrożeniowych, i przemysł, umiejący dostosować opracowany produkt do swojej oferty sprzedaży. Z punktu widzenia strategii gospodarczej nie wystarczy więc finansować po prostu oryginalne i obiecujące projekty badawcze. Pomimo hermetyczności współczesnego języka naukowego trzeba próbować dostrzec w rozważanej propozycji badawczej szansę na wykorzystanie ewentualnych rezultatów w ramach istniejącej infrastruktury gospodarczej kraju.

KONTAKTY ZAGRANICZNE

Nie znająca granic politycznych natura badań naukowych powoduje, że uzyskanie wysokiej efektywności pracy badawczej nie jest możliwe bez szerokich kontaktów i współpracy zagranicznej.

Sprawa współpracy międzynarodowej ma szczególnie dramatyczne znaczenie dla krajów podobnych do Polski. Ograniczone możliwości budżetowego wspierania badań, w większości przestarzały, niezdolny do wchłaniania głębokich innowacji duży przemysł i nowe, często bardzo nowoczesne, ale sterowane spoza Polski małe firmy, niepełny dostęp do specjalistycznej literatury, dyktowany ograniczoną wielkością sektora badawczego fragmentaryczny charakter zaawansowanych badań - to tylko niektóre z powodów czyniących ze współpracy międzynarodowej być albo nie być krajowej nauki.

Warto też w tym miejscu wspomnieć o politycznym znaczeniu międzynarodowych kontaktów naukowych i ich ważnej w tym kontekście, pozytywnej charakterystyce, określanej terminem soft-competitiveness (co najlepiej chyba można przetłumaczyć jako przyjacielskie współzawodnictwo). Nie warto zaś szerzej wspominać o obawach artykułowanych niekiedy na temat ewentualnych strat, możliwych do poniesienia w wyniku takiej współpracy, a polegających na rzekomym przekazywaniu naszych cennych tajemnic badawczych konkurentom. O nasz interes trzeba dbać wszędzie i zawsze, ale nie ma to bezpośredniego związku z podejmowaniem szerokiej kooperacji badawczej. Sekrety technologiczne traci się zaś w dzisiejszym świecie nie w trakcie oficjalnej współpracy uczonych, prowadzących z zasady badania na poziomie pre-competitive (przedkonkurencyjnym).

Prof. dr hab. inż. Michał Kleiber, specjalista metod komputerowych mechaniki, jest dyrektorem Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, przewodniczącym Rady Dyrektorów Placówek Naukowych PAN, członkiem Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych.
* Druga część tego artykułu ukaże się w następnym numerze.

Uwagi.