Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 7-8/1999

Dziecko szczęścia
Poprzedni Następny

Kiedy zobaczyłem ten dom, ugięły się pode mną kolana. Nagle ujrzałem w wyobraźni Soplicowo i Serbinów.

Piotr Kieraciński

Tuż przed Pępicami zatrzymałem się przy obelisku upamiętniającym męczeństwo żołnierzy – jeńców wojennych, którzy zginęli pracując niewolniczo na największym wojskowym lotnisku w Europie. Pomnik był stosunkowo świeżej daty i pomyślałem, że w jego powstaniu musiał uczestniczyć prof. Stanisław Nicieja. Zanim jeszcze spotkałem się z rektorem Uniwersytetu Opolskiego w jego dworku, dowiedziałem się, że także stojący na cmentarzu postument poświęcony ludziom przesiedlonych z Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej powstał z jego inicjatywy.

INTYMNOŚĆ ROLNIKA

Zaparkowałem przed kościołem i podszedłem do ozdobnej kutej bramy. Z tego miejsca widać jak na dłoni położony na niewielkim wzgórzu, w starannie utrzymanym ogrodzie, dworek kryty czerwoną dachówką. Z prawej strony ciągnie się kościelny mur, pod którym, w cieniu dzikiego wina i płaczących wierzb, stoją fragmenty płyt nagrobnych. Z lewej po ścianach budynku gospodarczego wspinają się pędy winorośli.

Ponieważ brama była zamknięta, podszedłem do domu z drugiej strony. Dzwonka co prawda nie było, ale drzwi były otwarte. Wszedłem na werandę. W albumie, który leżał otwarty na stole, oglądałem fotografie ludzi, którzy gościli w tym domu i zastanawiałem się, gdzie szukać gospodarzy. Po chwili usłyszałem kroki na schodach.

Moim marzeniem było mieć miejsce intymne, gdzie mógłbym w samotności pisać – mówi prof. Nicieja. Decyzję z tym marzeniem związaną pomogły mu podjąć wydarzenia 1981 r. Obawiał się, że ktoś może mu zakazać prac na temat Cmentarza Łyczakowskiego. Nie wierzył, że da radę utrzymać się z nauki. Postanowił wrócić na wieś. Jak sam mówi: – Do domu, który miałby duży ogród i bibliotekę. Skończyli wraz z żoną zasadniczą szkołę rolniczą i przejęli po rodzicach pana Stanisława gospodarstwo w Strzegomiu. Tak zaczęła się przygoda z rolnictwem. W ciągu dziesięciu lat rektor wyremontował stare zabudowania, kupił komplet maszyn rolniczych: ciągnik, glebogryzarkę i kombajn buraczany. Osiągnął sukces jako rolnik. Nauczył się menedżerstwa, które przydaje mu się, co podkreśla, w zarządzaniu uniwersytetem. – Poniosłem jednak klęskę – podsumowuje. – Nie osiągnąłem nastroju intymności.

WIZJA I PROZA ŻYCIA

W początkach lat 90. zaczęli z żoną wertować ogłoszenia w prasie i jeździć po okolicy szukając domu, który miałby niepowtarzalną atmosferę, stałby w odpowiednim miejscu i był w zasięgu możliwości finansowych. – 9 kwietnia 1993 r. jechaliśmy do Strzegomia na Wielkanoc. Byliśmy w okolicach Brzegu, gdy przeglądając gazetę zauważyłem ofertę sprzedaży domu w Pępicach. Skręciliśmy. Podjechaliśmy do posesji od strony obecnego głównego wjazdu. Kiedy zobaczyłem ten dom, ugięły się pode mną kolana. Nagle ujrzałem w wyobraźni Soplicowo i Serbinów. Coś, co jest tak charakterystyczne dla kultury polskiej, a tak niespotykane tu na Śląsku: dworek podparty kolumnami, położony na niewysokim wzgórzu, które łagodnie opadało ku łąkom i porośniętemu starymi drzewami cmentarzowi. Co prawda zaniedbany, ze śladami zawilgocenia na ścianach, z powybijanymi oknami i odrapanymi drzwiami. To mi jednak nie przeszkadzało. Miałem już wizję, jak to będzie wyglądać w przyszłości – wspomina prof. Nicieja.

Teraźniejszość okazała się bardziej prozaiczna. Budynek z przylegającą posesją okazał się na szczęście niezbyt drogi. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży rodzinnego domu w Strzegomiu wystarczyły na jego zakup i pierwsze prace remontowe. Trzeba było zakasać rękawy i samemu wziąć się do roboty. Zaczęli od przygotowania jednego pokoju do mieszkania. Potem było sprzątanie. Z pokoi i strychów wyrzucili kilka przyczep śmieci. Odwodnili i osuszyli dom, wymienili instalację elektryczną, zrobili łazienkę, której dotychczas nie było. Dachówka w kilku miejscach została przełożona i poklejona wapnem, wszystkie okna i drzwi starannie odrestaurowane. Najpierw zeskrobali i opalili starą farbę. Potem od nowa pomalowali. Nawet futryny zostawili autentyczne. Drzwi wejściowe zamykane były na skobel. Prof. Nicieja wyciął mały fragment futryny w miejscu, do którego przybity był skobel i wstawił drewnianą łatkę. Na pierwszy rzut oka w ogóle tego nie widać. Na starociach we Wrocławiu za grosze kupowali stare, piękne klamki, dlatego teraz każde drzwi są trochę inne. Także podłogi pozostawili autentyczne. Wymienili tylko zawilgocone i przegniłe fragmenty pod oknami. W saloniku na parterze, który poprzednim właścicielom służył za spichlerz, musieli położyć nową podłogę, gdyż stara była zjedzona przez korniki i przegniła. Zbudowali kominki. W miejscu, gdzie na poddaszu był gołębnik, powstała pracownia z dużym panoramicznym oknem. – O każdej porze widać w nim coś pięknego: łąkę, pola, las, cmentarz, które zmieniają się wraz z porami roku i pogodą. Czasami słoneczne, innym razem osnute mgłą czy pokryte śniegiem. To taki żywy obraz – opowiada prof. Nicieja. – Przed tym oknem będę miał biurko, przy którym będę pisał.

TRADYCJE PASTORÓWKI

Kupując dom w Pępicach prof. Nicieja nie zdawał sobie sprawy, że jest to zabytek. Około dwa miesiące po sfinalizowaniu transakcji zajrzał do niego dr Jan Majewski, kolega z uczelni, i ze słowami: „Może znajdziesz tu coś o swoim domu”, wręczył mu starą, niemiecką książkę Historia wsi Pępice. – Przeglądając rozdział poświęcony pastorówce zorientowałem się, że dom, który kupiłem, nie był zwykłym chłopskim domem. Okazało się, że obecny dworek został wzniesiony na fundamentach starej pastorówki z 1505 r. Podczas wielkiej prusko-austriackiej bitwy o Śląsk, która rozegrała się pod sąsiednimi Małujowicami w 1741 r. została ona spalona. Wtedy pastor Adolf Frebel zbudował obecny, znacznie większy od poprzedniego, budynek.

Gospodarz prowadzi mnie do piwnicy, która jest najstarszą częścią domu: półmrok, łukowe sklepienia, chłód. – Tutaj stała wielka beczka z winem – wskazuje. - Wynieśliśmy stąd resztki zbutwiałych deszczułek. Jestem właściwie abstynentem, ale może kiedyś, jak zaczną owocować moje winorośle, spróbuję ją odtworzyć i robić wino – żartuje.

Historię wsi Pępice napisał ostatni pępicki pastor, Richard Scholtz. Był z wykształcenia historykiem. – Aż czterech tutejszych pastorów miało wykształcenie historyczne – mówi prof. Nicieja. – Może dlatego zachowało się tak wiele informacji na temat tego budynku i jego mieszkańców. Scholtz został usunięty z Pępic po dojściu Hitlera do władzy – był chadekiem i zagorzałym przeciwnikiem nazistów. W pępickim dworku przebywał wybitny niemiecki uczony, wówczas profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, Teodor Mommsen, jedyny historyk, który otrzymał Nagrodę Nobla. Bywali tu malarze, poeci. W czasach niemieckich dzięki inicjatywie pastorów istniał w Pępicach nieformalny lokalny ośrodek kultury. – Chciałbym tę przerwaną tradycję kontynuować – mówi gospodarz. - Na poddaszu mam pokoje gościnne. Będą tu mogli przyjeżdżać artyści, uczeni. Mogłyby się tu przecież odbywać dyskusje o sztuce, literaturze, może nawet koncerty. W Pępicach byli już m.in. Adam Hanuszkiewicz, Tadeusz Różewicz, Ryszard Kapuściński, prof. Janusz Tazbir.

Z myślą o stworzeniu specjalnej atmosfery prof. Nicieja gromadzi w swoim wiejskim domu stare przedmioty. W ogrodzie pełno starych pomp. Jedna z nich służy za ogrodową fontannę. W domu są stare piękne piece, stare radia, secesyjne meble, lampy naftowe, kołowrotki, żyrandole. – Jeżdżę po okolicznych złomowiskach i zbieram stare przedmioty – mówi gospodarz. Secesyjne kute ogrodzenie, który okala hektarowy ogród, też jest zrobiony z fragmentów kupionych na złomowiskach. To zasługa Józefa Kowalczyka, sąsiada państwa Niciejów, który potrafi spawać i w wolnych chwilach zajmuje się odnawianiem i naprawą starych fragmentów ogrodzeń.

LAPIDARIUM

Podczas prowadzenia wykopów w ogrodzie co chwila wyłaniały się z ziemi fragmenty starych nagrobków. – Po dwudziestu latach pracy na Łyczakowie mam specjalną atencję do sztuki sepulkralnej – mówi prof. Nicieja. Zaczął te wykopane szczątki gromadzić, ustawiać pod kościelnym murem. Następne nagrobki odnaleziono w fundamencie spalonej stodoły. Zaczęli czyścić stare płyty z betonu, ziemi, pleśni. Pomagała w tym córka, która odczyszczone napisy pieczołowicie podmalowywała. – Odczytując napisy stopniowo ulegałem fascynacji, podobnie, jak na Łyczakowie – mówi rektor. Z tych nagrobków wyłaniał się obraz życia miejscowej społeczności, gdzie przenikały się wpływy niemieckie i polskie. Franz Sajonc, Heinrich Michalsky, Paulina Schwartz geboren Wieczorek, Walentin Goretcky – to nazwiska z fragmentów płyt znalezionych w ogrodzie Niciejów. W fundamencie stodoły trafili na nagrobki przedwcześnie zmarłych dzieci ostatniego pastora. Tak pod murem pępickiego kościoła zaczęło powstawać lapidarium.

Prof. Nicieja z chaszczy, obecnie wiejskich pastwisk i boisk, gdzie w czasach niemieckich były cmentarze ewangelickie, zaczął ściągać poniszczone, sprofanowane fragmenty płyt nagrobnych. I nagle grupa wrocławskich historyków sztuki podniosła protest, że nagrobki zostały wyrwane z kontekstu historycznego. – A przecież one już wcześniej z tego kontekstu zostały wyrwane – mówi prof. Nicieja. - Ja je tylko zbieram, ratuję przed ostatecznym zniszczeniem. Nie można dzieł sztuki pozostawiać na łasce losu. Pomniki, dzieła sztuki powinny być z ludźmi. Powinny być tam, gdzie przemieszcza się szlak ludzkich wędrówek.

W ogrodzie stoi słup graniczny księstwa biskupiego Nysko-Grodkowskiego z datą 1609, wyciągnięty z jeziora Nyskiego przez wędkarzy. – Chcę go w przyszłości przenieść na skwer w pobliże uniwersytetu – mówi gospodarz. Batalia o lapidarium została wygrana przez prof. Nicieję. Generalny konserwator zabytków podzielił jego argumentację. – Będę rozbudowywał lapidarium, bo mam na to miejsce, a nagrobki niosą ogromną wiedzę o przeszłości tych stron, o przenikaniu się kultur polskiej i niemieckiej. Wiele z nich ma też szczególną urodę. Warto, żeby zostały tu na miejscu, np. jako depozyt muzeum w Brzegu. Z bramy kościelnej spogląda na mnie twarz Chrystusa wykuta w piaskowcu. – Żeby pan wiedział, jak wyglądała ta rzeźba, gdy wyciągnęliśmy ją z ziemi. Prawie nie widać było rysów twarzy, była zielona od mchów i pleśni – mówi gospodarz.

POWIEŚĆ-RZEKA

Chodzimy po ogrodzie. Za płotem szumi zielony jeszcze łan pszenicy. – Widzi pan, jaka ładna – mówi prof. Nicieja. – Nie wiem czy uda mi się ją sprzedać. W zeszłym roku znakomite, wysokoglutenowe ziarno leżało kilka tygodni na przyczepach, a elewatory były pełne importowanego zboża. Nie pomogły nawet moje prywatne znajomości z dyrektorami. Pięknie kwitną fioletowe rododendrony. Szumią stare akacje. W centrum ogrodu króluje wielka grusza.

Dom nie nadaje się jeszcze do mieszkania przez cały rok. Jedyne ogrzewanie stanowi kominek w pracowni na poddaszu. – Teraz, gdy pełnię funkcje rektora, spędzam tu niewiele czasu – mówi gospodarz. – Przyjeżdżam tu, żeby wygasić stres, popracować fizycznie. Kiedy skończę urzędowanie, osiądę tu na stałe i zajmę się pisaniem. W młodości pisał wiersze i teksty piosenek dla licealnego zespołu big beatowego. Z poezją zerwał, gdy przeczytał Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod klepsydrą: – Uznałem, że w poezji nic więcej nie da się zrobić. Plany na przyszłość? – Marzę o napisaniu powieści-rzeki, w której chciałbym pokazać dzieje mieszkańców tego domu na przestrzeni pięćdziesięciu lat – mówi prof. Nicieja. – Gromadzę notatki, zapisuję sentencje, dialogi. Często myślę o sobie, że jestem dzieckiem szczęścia. Wiele razy mi się udawało. Trzeba mieć szczęśliwą rękę: do tematu pracy, do domu, do ludzi, do kobiety, z którą się wiąże.

Pani Hasia, żona prof. Niciei, cały czas towarzyszy nam podczas pobytu w Pępicach. To głównie jej dziełem jest piękny ogród, który tworzy kojący nastrój tego miejsca.

Prof. dr hab. Stanisław S. Nicieja, historyk nowożytny, jest rektorem Uniwersytetu Opolskiego, autorem znaczących publikacji na temat Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie.

 

Uwagi.