|
Kartki z dziejów nauki w Polsce (4) Piotr H?bner Przez stulecia nauka była domeną kleryków –
uczonych mężów i dżentelmenów. Jak przypominała niedawno Urszula Perkowska,
komisja Wydziału Praw UJ w 1900 roku w pełni powagi, stwierdziła: Kobiety ze względu na szczególne właściwości
ich temperamentu i ich uzdolnienia umysłowego nie posiadają odpowiedniej
kwalifikacji, aby z pożytkiem dla dobra publicznego spełniać ważne obowiązki
sędziego, prokuratora, adwokata lub urzędnika administracji. O badaniach
nie powinny nawet myśleć – mogły być jedynie wyjątki od tej zasady (1909 –
Maria Skłodowska Curie była członkiem PAU, 1920 – Helena Gajewska jako pierwsza
uzyskała habilitację w UJ). W publikacjach naukoznawczych kobieta pojawiała
się jedynie w roli cichej towarzyski życia uczonego. Jan Tur ostrzegał (1917) że, o ile są rozmiłowane w tym, co się
nazywa życiem towarzyskim – niewielką ze swych mężów będą miały pod tym
względem pociechę. I wyjaśniał, usuwając jakiekolwiek wątpliwości: Nauka jest szczytną kochanką, która
szczodrze wynagradza miłość bezinteresowną (...), wypełnia świat temu, co poza
nią świata nie widzi, ale żąda wyłączności. Lata dwudzieste przyniosły wyjaśnienie tej
postawy – dawne tradycje wiążące uczonych ze stanem duchowym znajdowały
uzasadnienie psychologiczne. W popularnych ówcześnie autobiografiach – celowała
w tych publikacjach „Nauka Polska”, roczniki Kasy imienia Józefa Mianowskiego –
uczeni przedstawiali również sferę życia emocjonalnego. Jak pisał jeden z nich,
anonimowo, zdarzało mi się być kochanym;
sam nie kochałem nigdy, choć miewałem chwili, a nawet dłuższe okresy złudzeń.
By nie tracić z oczu istoty powołania wyjaśniał: O ile wrażenia estetyczne bezpośrednio i pośrednio pomagały oraz
pomagają mi w naukowej pracy, potęgując zdolność i głębokość myślenia, o tyle
erotyczne zawsze przeszkadzały i przeszkadzają w niej. Inny uczony, też
anonimowo, wyjawiał: Gwałtownych burz
uczuciowych nie znałem. Moje życie uczuciowe było dość silnie przesiąknięte
pierwiastkami imaginacyjnymi (...). Niezwykle surowo potępiałem niewieścią
kokieterię i objawy jej raziły mnie i oddalały. Brakowało adeptom nauki
predyspozycji towarzyskich i inwencji w kontaktach. Jak pisał do rodziny
przyszły prezes PAU, Kazimierz Morawski, chcieli
mnie wyswatać z panną B. (...) I myślę rzeczywiście, że tylko tak napomkniętego
coś mi się złapać uda, bo w nagankach, tj. w karnawale, zawsze smutną mam
figurę. Uczony był z natury monadą samotną – obcował z naturą, wiecznością
czy choćby z nauką. Żył w świecie książek, miał własny świat, mocno zamknięty,
chroniący istoty wrażliwe. Kazimierz Nitsch w czasach dorastania był
„towarzysko wyjątkowo nieśmiały (...) wątły i bardzo nerwowy”. Leon Chwistek
zanotował: Istotą życia naszego jest
samotność i stosunek bezpośredni do rzeczy wiecznych. Pojawienie się w uniwersytetach pierwszych
studentek, następnie asystentek, nieco zmieniło sytuację. Władysław Szafer mógł
już odnotować we wspomnieniach postrzeganą w pracowni Józefa
Nusbauma-Hilarowicza „koncentrację mądrych i pięknych studentek”. Pojawiły się
uczelniane romanse, czasami lokalne skandale... A po latach (1983) Krystyna Iwaszczyszyn mogła
skierować ankietę do 1725 pań docent i pań profesor z pytaniami, dotyczącymi
uwarunkowań ich karier w nauce polskiej. Spośród nich tylko 6 proc. zaczynało
wędrować po szczeblach jeszcze przed wojną. Po szczeblach kariery. Prof. dr hab. Piotr H?bner, prawnik i historyk, pracuje w Instytucie Socjologii UMK w Toruniu.ubnerHu |
|
|