Książki o muzyce. Na ten temat można by oczywiście sążnisty esej napisać, ale skoro miejsca jest, ile jest, diagnoza będzie krótka: jest źle, ale jest i dobrze. Jak zwykle - zależy, z której strony spojrzeć i czego szukać. Poniższa prezentacja będzie z konieczności subiektywna i wynikająca z osobistych upodobań autora.
Mamy zatem wielkich naukowców, którym w ostatnich latach udało się wydać znakomite książki. Wymienię tu przede wszystkim naszego najwybitniejszego żyjącego muzykologa, prawdziwego humanistę i literata, profesora Mieczysława Tomaszewskiego i oczywiście jego obsypaną wszelkimi nagrodami, monumentalną, a zarazem pięknie i przystępnie napisaną książkę Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans (Wyd. Podsiedlik-Raniowski i Spółka, 1998). Godne polecenia są również wnikliwe studia na temat rozumienia dzieła muzycznego - Interpretacja integralna dzieła muzycznego. Rekonensans (Akademia Muzyczna w Krakowie, 2000), do których wstępny esej, W stronę interpretacji integralnej, jest jednym z tych tekstów, które, jak rzadko w humanistyce, po prostu wzruszają.
Bohdan Pociej, filozof muzyki i poeta w prozie, przez jednych uwielbiany za natchniony ton, przez innych z tego samego powodu traktowany jako lekki dziwak, opublikował ostatnio Wagnera (Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 2004), ale polecam przede wszystkim jego starszą, acz kultową już interpretację Mahlera (PWM, 1993). O ile Tomaszewski stara się wniknąć w klimat epoki i znaczenie dzieła, o tyle Pociej wnika we własny odbiór tego dzieła, co jednak nie umniejsza wartości jego tekstów, bo i odbiorca niezwykły.
Wreszcie wspomnieć należy wielką dwutomową monografię Witolda Lutosławskiego napisaną przez harmonijne małżeństwo kompozytora Krzysztofa Meyera i muzykolożki Danuty Gwizdalanki (Lutosławski. Droga do dojrzałości, PWM 2003; Lutosławski. Droga do mistrzostwa, PWM, 2004). Choć książka to nietania, warta swej ceny. Autorzy łączą analizy muzykologiczne z wyczerpującą biografią, a i osobistymi wspomnieniami (jednak pod względem analizy niedoścignionym wzorem jest książka Charlesa Bodmana Rae, Muzyka Lutosławskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN, 1996, której odkrywczość do dziś przekonuje najbardziej opornych). Przy okazji polecam rewelacyjną książkę Krzysztofa Meyera o Szostakowiczu (Dymitr Szostakowicz i jego czasy, PWN, 1999), która była publikowana już w latach 80. (ocenzurowana!), jednak ostatnio ukazała się w pięknym wydaniu. Jest tu trochę braków, ale wciąż pozostaje ona świetnym źródłem wiedzy także o systemie totalitarnym i jego wpływie na twórczość muzyczną. Szkoda, że nie publikują prof. prof. Michał Bristiger i Mirosław Perz, ale to urodzeni animatorzy i gawędziarze, działają w innej niż słowo przestrzeni.
Unosząc się dalej na fali komplementów, przejdę od pozycji dostępnych dla wszystkich do prac bardziej ezoterycznych i przeznaczonych raczej dla węższego kręgu odbiorców, co nie musi koniecznie oznaczać „zasuszonych muzykologicznych pupków”, jak to ich kiedyś nazwał krytyk Andrzej Chłopecki. W ostatnim czasie najaktywniejsza na polu estetyki muzyki jest Musica Iagellonica, która w ciągu kilku lat wydała parę pozycji już dziś kanonicznych, i która gwarantuje wysoki poziom edytorski i językowy oraz łatwą dostępność w dystrybucji.
Myślę tu przede wszystkim o genialnej Historii estetyki muzycznej (MI, 1997) autorstwa Enrica Fubiniego, przetłumaczonej przez Zbigniewa Skowrona; w spojrzeniu autora imponuje erudycja, kompleksowość, piękny język, mnogość świetnie dobranych przykładów i cytatów. Majstersztyk. Warta dostrzeżenia jest praca Strawiński. Myśl i muzyka (MI, 2002) Alicji Jarzębskiej, gdzie zdaje ona relację z długiego miłowania i zgłębiania jego muzyki, prezentując własną jej analizę. Rzetelne i wnikliwe, choć miejscami zbyt szczegółowe i nudne jest studium Znaczenie muzyki. Znaczenie w muzyce (MI, 2003) filozofa Krzysztofa Guczalskiego, w którym interpretuje on teorię Susanne K. Langer. Pod tegoż redakcją wydano ostatnio wielce różnorodne i miejscami (Tomaszewski, Krzysztof Szwajgier) wręcz porywające materiały z estetycznej sesji naukowej Filozofia muzyki. Studia (MI, 2004). Próbę całościowego ujęcia muzyki Pendereckiego podjęła Regina Chłopicka w Między sacrum i profanum (AM w Krakowie, 2000); książkę tę można polecić zarówno początkującym, jak i zaawansowanym miłośnikom kompozytora. Wreszcie wkład warszawski: Estetyka Witolda Lutosławskiego (MI, 2001) pod redakcją Zbigniewa Skowrona to czasami ciekawe, czasami wtórne analizy twórczości kompozytora.
Dwa ostatnie lata okazały się łaskawe dla muzykologii, która została dopuszczona na salony prestiżowej brązowej serii Fundacji na rzecz Nauki Polskiej - w dwóch, wręcz przeciwstawnych, wcieleniach. Warszawski profesor Maciej Gołąb ostrożnie zadaje podstawowe pytania w Sporze o istotę dzieła muzycznego (FNP, 2003) i czasem odkrywczo na nie odpowiada - próbuje objąć całość muzykologicznego stosunku do muzyki i przedstawić jego klasyfikację, choć w języku nieznośnie i zupełnie niepotrzebnie hermetycznym. O wiele mniej ostrożna - i zarazem mniej odkrywcza, by nie powiedzieć: banalna - jest wspomniana już krakowianka Alicja Jarzębska w Sporze o piękno muzyki. Wprowadzeniu do kultury muzycznej XX wieku (FNP, 2004). Ładnie napisana książka, którą czyta się bardzo przyjemnie, i która wydaje się być do pewnego momentu świetną i syntetyczną wizją historii XX wieku, jest jednak zaangażowaną ideologicznie kampanią o jedyną słuszną koncepcję piękna. Pozostaje faktycznie piękna i intrygująca okładka, która w swoim radykalizmie nijak ma się wszakże do zawartości...
Wreszcie publikacje o najwęższym gronie adresatów: naukowe i im podobne. Tu również przoduje Musica Iagellonica. Warto z publikacji tych wymienić monografię Józefa Kofflera, zapomnianego polskiego dodekafonisty i neostylisty (Maciej Gołąb, 1995), zbiór esejów Alicji Jarzębskiej Z dziejów myśli o muzyce, zatrzymujących się wszakże na latach 50. (MI, 2002), czy imponującą analitycznym warsztatem panoramę muzyki polskiej pod kątem technik serialnych (Iwona Lindstedt, Dodekafonia i serializm w twórczości kompozytorów polskich XX wieku, Polihymnia, 2001). Dziwną strategię autorską prezentuje Krystyna Tarnawska-Kaczorowska, która kompozytorów poprawia, a innych badaczy beszta (Zygmunt Krauze: Między intelektem, fantazją, powinnością, i zabawą, Wyd. Naukowe PWN, 2001; Tadeusz Baird. Glosy do biografii, MI, 1997). Z kolei krakowska Akademia Muzyczna wydała ostatnio świetną, choć przeoczoną, pracę Leszka Polonego Hermeneutyka i muzyka (AM, 2003), która stawia parę ważnych tez oraz aktualny i wielostronny, choć koncentrujący się niestety tylko na Europie Środkowej, zbiór referatów: Duchowość Europy Środkowej i Wschodniej w muzyce końca XX wieku pod red. stałego tamtejszego triumwiratu Krzysztofa Droby, Teresy Maleckiej i Krzysztofa Szwajgiera (AM w Krakowie, 2004). Z dawniejszych dokonań warto docenić nowatorskie i wykraczające poza konwencję prace Jadwigi Paji-Stach o Formie otwartej w twórczości muzycznej XX wieku (AM, 1992) i dość trudną w czytaniu autorską interpretację Systemu w muzyce Witolda Lutosławskiego (PWM, 1976).
Nie znaczy to, że inne wydawnictwa akademickie próżnują, ale mają o wiele gorszą dystrybucję i niższe nakłady. Warto wszakże wspomnieć genialną monografię Monteverdiego Ewy Obniskiej (Claudio Monteverdi, Życie i twórczość, Wydawnictwo Archidiecezji Gdańskiej „Stella Maris”, Gdańsk, 1993) oraz niestety nużącą i zasuszoną muzykologicznie, acz merytorycznie ciekawą Naukę o afektach Szymona Paczkowskiego (Polihymnia, 1998). Dla koneserów pozostawiam tak zwane księgi pamiątkowe na jubileusze profesorów, do których zazwyczaj każdy wrzuca, co ma w szufladzie, a potem próbuje się to opakować zgrabnymi tytułami i ogólnikami. Jednakże nie można przeoczyć wielkiej takiej księgi dedykowanej Mieczysławowi Tomaszewskiemu na 80. urodziny (Muzyka w kontekście kultury, AM Kraków, 2001) oraz Mirosławowi Perzowi na 70. (Complexus effectum..., Wyd. RABID, 2003).
A zatem, chciałoby się zapytać, cóż w tym takiego złego? Otóż zacofanie, kompleks podwórka, przyczynkarstwo i hermetyczność. Choćby wizja historii Jarzębskiej: gdy dociera do lat 80., staje się co najmniej śmieszna i zupełnie pomija większość ważnych w Europie nurtów i zjawisk. Gołąb przezornie wycofuje się w latach 70., Tomaszewski nie wychodzi właściwie poza wiek XIX (oprócz szkiców o Pendereckim, ale estetycznie rzecz ujmując, na jedno wychodzi), Pociej podobnie. Niestety, żaden z naszych wielkich krytyków współczesności - myślę tu przede wszystkim o Andrzeju Chłopeckim, Krzysztofie Drobie i Elżbiecie Szczepańskiej-Lange - nie wydał książki, choćby zbioru esejów, co jest zrozumiałe, gdy ktoś zna warunki bytowania polskich krytyków. Jednakże chyba i nie starali się nadzwyczaj, poprzestając na felietonach, gawędach i biesiadach...
Monografie polskich kompozytorów skupiają się wokół Pendereckiego i Lutosławskiego. Nie ma rodzimego spojrzenia na Góreckiego, brakuje syntetycznego Serockiego, nie ma Szalonka, Sikorskiego, nie wspominając o dzisiejszych 50-letnich rodzimych kompozytorach (Szymański!, Knapik, Krzanowski, Lasoń, Knittel, Augustyn), pomijając cienkie zeszyty-antologie z rozmaitych nudziarskich sesji naukowych. Nie ma żadnej polskiej wizji powszechnej historii muzyki XX wieku, która wykraczałaby poza Polskę i Europę Środkową. Nie ma żadnych tłumaczeń manifestów i tekstów zagranicznych kompozytorów, jak Lachenmanna, Bouleza czy Stockhausena, ani ich biografii czy nawet zagranicznych monografii polskich kompozytorów, choćby uznanej na świecie za najważniejszą książki o Lutosławskim autorstwa Martiny Hommy (szczęśliwie ukazał się Górecki Adriana Thomasa w PWM, 1993).
Gdybyśmy informacji szukali tylko w polskich źródłach, nic byśmy nie wiedzieli o muzyce spektralnej, postmodernistycznej (książka Romany Kolarzowej Postmodernizm w muzyce (1993) jest żenująco powierzchowna i przestarzała), przestrzeni dźwiękowej, sonoryzmie. Jedyna książka o elektronice autorstwa kompozytora Włodzimierza Kotońskiego (Muzyka elektroniczna, PWM, 2002) jest nie do końca aktualna i totalnie niezrozumiała dla zwykłego słuchacza. I tak jest niemal w każdej z tych dziedzin. Nic nie można po polsku poczytać o Scelsim, Griseyu, Beriu, Nono, Pärcie, Gubajdulinie...
A już naprawdę tragicznie jest na polu muzyki rozrywkowej. Od lat 70. i słynnej pracy Joachima Berendta o jazzie, wydano u nas tylko - świetną, ale jedyną! - książkę Cutlera o muzyce popularnej i plądrofonii. Dominują pozycje, które trudno wręcz nazwać książkami: wywiady-rzeki, kolorowe biografie, ścinki i urywki, najczęściej tłumaczone przez totalnych dyletantów.
Wcale nie lepiej jest pod względem encyklopedii i leksykonów. Encyklopedia muzyki pod red. Andrzeja Chodkowskiego (PWN, 2001) ma pewne braki i błędy, a na fachowych studiach nazywana bywa „debilem”, co może tłumaczyć istotę sprawy. Końca nie widać zamierzonej chyba na stulecia Wielkiej encyklopedii PWM pod red. Elżbiety Dziębowskiej, która właśnie z trudem dobrnęła do litery S w hasłach osobowych (a przecież najważniejsze są rzeczowe!), co czyni pierwsze tomy z lat 80. dawno nieaktualnymi. Nie ma żadnego opisu współczesnych technik kompozytorskich czy sylwetek twórców, choćby w postaci popularnego kompendium - w obu tych dziedzinach niegdyś panował Bogusław Schaeffer, ale jego książki zaczynają się powoli starzeć. Nie ma kompendium kompozytorów, nie ma podsumowania ogólnej wiedzy muzykologicznej, brakuje syntetyków takich, jakimi byli Zofia Lissa czy Józef Chomiński. Pewnym substytutem mogą tu być wyśmienite antologie tekstów po sesjach na krakowskiej Akademii Muzycznej (np. Muzyka polska 1945-95 pod red. Droby, Maleckiej i Szwajgiera, 1996). Stustronicowa książeczka Jacka Rogali, Muzyka polska XX wieku (PWM, 2000) pozostawia niedosyt. Względnie udane są przewodniki: Przewodnik po muzyce koncertowej Teresy Chylińskiej, Stanisława Haraschina i Macieja Jabłońskiego (PWM, 2003); Przewodnik po muzyce kameralnej Danuty Gwizdalanki (PWM, 1996), Przewodnik operetkowy Lucjana Kydryńskiego (PWM, 1998) i Przewodnik operowy Józefa Kańskiego (PWM, 2001), choć w tym ostatnim niektóre streszczenia librett same stanowią niezgorsze, surrealistyczne utwory.
Ale, co chyba najgorsze, nie ma książek pisanych wprost do zwyczajnych kulturalnych ludzi, które mogłyby ich przekonać, że warto słuchać muzyki poważnej czy współczesnej, pokazały, jak można jej słuchać, jak ona jest różnorodna i ciekawa. Brak publikacji, w których kompetentni autorzy potrafiliby z pasją i pięknym językiem pisać, lawirując między banałem uproszczeń a bełkotem hermetyzmu. Takim właśnie pisze na przykład dyrygent Ingo Metzmacher, który w tym roku wydał w Niemczech osobistą opowieść i wprowadzenie do XX wieku dla wszystkich (Keine Angst vor neuen Tönen, „Bez strachu wobec nowych dźwięków”, Rororo); w Polsce niegdyś tak pisał Piotr Wierzbicki o Chopinie albo Stefan Kisielewski o wszystkim. Nasi autorzy potrafią oczywiście bezboleśnie pogłębić wiedzę tych już przekonanych i zaintrygowanych w temacie jednego stylu czy postaci (tutaj właśnie mistrzami są Tomaszewski, Pociej i Meyer), tyle że wcześniej trzeba kogoś przekonać i zaintrygować. Choćby nawet pozycjami w stylu Czy jestem normalny, skoro nudzę się na koncercie muzyki poważnej?, jakich mnóstwo na Zachodzie.
Nudzisz się? To uciekaj, sami świetnie się bawimy - tak brzmi, niestety, zwyczajowa odpowiedź pisana piórami polskich muzykologów i krytyków...
Nietypowe, wieczorne godziny otwarcia księgarni, słodycze na powitanie, dyskretna muzyka w tle, kieliszek wina i niezwykły w dzisiejszych czasach brak pośpiechu tworzą klimat „Nocy z książką”. W czasie imprezy można poszperać w bogatej, przeszło 15-tysięcznej ofercie Księgarni Uniwersyteckiej UMCS i spotkać interesujące postaci życia literackiego i naukowego. Okazję do zakupów stwarzają „kroczące rabaty” - o każdej pełnej godzinie rośnie wysokość udzielanego przy zakupach upustu. Pierwsi goście otrzymują tuż po godzinie osiemnastej 6 procent rabatu. Najwięcej zyskują najbardziej wytrwali. Najdłuższa kolejka tworzy się przy kasie po północy, kiedy zaczyna obowiązywać maksymalny, 12-procentowy rabat. Bardziej zapobiegliwi klienci na kilka tygodni przed planowaną imprezą rezerwują sobie upatrzone pozycje, odkładając je na specjalną półkę.
Formuła „Nocy” jest bardzo pojemna. Sprzedawane książki pakowali m.in. prof. Marian Harasimiuk, rektor UMCS, i Andrzej Pruszkowski, prezydent miasta. Uczestnicy drugiej intelektualnej uczty z książką byli świadkami odkrycia nieznanych dotąd powszechnie talentów plastycznych prof. Jana Pomorskiego, prorektora UMCS. Spod jego palców wychodziły małe arcydzieła.
Nocne imprezy w Księgarni Uniwersyteckiej to również spotkania z autorami, m.in. ks. abp. prof. Józefem Życińskim, Maciejem Rybińskim czy postaciami lubelskiego świata literackiego. Atrakcją jednego z wieczorów był gitarowy koncert muzyki flamenco w wykonaniu Jakuba Niedoborka, pracownika Wydziału Artystycznego UMCS. Ostatnio zaś kulminacyjnym momentem stało się czytanie przez zaproszonych gości fragmentów ich ulubionych lektur. Nie brakuje wtedy lirycznych uniesień, sentymentalnych wzruszeń, ale i gromkich wybuchów śmiechu.
(EP)