Przemoc i seks
Poprzedni Następny

 

Publikowanie w Internecie musi mieć charakter 
przekazu reklamowego albo dziennikarskiego. 
Tylko wtedy ma szansę trafić do szerokiej 
rzeszy odbiorców.

Paweł Misiak


Fot. Stefan Ciechan 

Za oknem od paru godzin panował już mrok. Blade światła latarń i przejeżdżających samochodów z trudem pokonywały zawiesisty opór mgły. Kończyłem przeglądać pocztę elektroniczną, kiedy w przedpokoju zabrzęczał domofon. Adiunkt P. Przyszedł porozmawiać.
– Cóż cię sprowadza, przyjacielu?
– Tylko się nie śmiej – zaczął asekurancko. – Mam już swoje lata, ale postanowiłem iść z duchem czasu i zbudować prywatny serwis internetowy. Przychodzę do ciebie po radę, bo znasz się na rzeczy. Pisujesz przecież na te tematy, sam też tworzysz strony webowe.
– Owszem, pisuję i robię, choć raczej nie mam się za fachowca, raczej hobbystę i to nie znającego zbyt dogłębnie szczegółów technicznych.
– Dobrze, dobrze... – uśmiechnął się. – Chodzi mi o sprawy dość ogólne.

Zaczął opowiadać, jak to błądząc niemal codziennie po Internecie, najczęściej w poszukiwaniu konkretnych informacji, trafia niejednokrotnie na strony prywatne. Większość nie zawiera nic ciekawego, na niektórych znajduje interesujące informacje, albo przynajmniej odnośniki do takowych.

ULOTKA CZY GAZETKA?

P. zastanawia się, co skłania ludzi do tworzenia prywatnych stron oraz jak one powinny wyglądać, żeby były chętnie odwiedzane. Naturalne wydaje mu się bowiem, że „wystawiając” strony internetowe, ludzie chcą upublicznić jakieś informacje, oceny czy przemyślenia. Czym się powodują? Chęcią częściowego wydobycia się z anonimowości „szarego tłumu”? Swego rodzaju ekshibicjonizmem połączonym z manią wielkości albo grafomanią? A może tylko chęcią wykorzystania zaistniałej możliwości, której nie dają inne środki publicznego komunikowania?

Internet jest w zasadzie jeszcze jednym publicznym środkiem komunikowania. Różni się od klasycznych mediów między innymi tym, że każdemu daje taką samą szansę wypowiedzenia się na dowolny temat. Przeciętnemu obywatelowi trudno wydać i rozdystrybuować ulotkę o sobie czy też wyemitować prywatną audycję radiową albo program telewizyjny. Ale żeby pokazać się światu za pośrednictwem Internetu, wystarczy tylko znaleźć serwer pokazujący w cyberprzestrzeni serwisy internetowe użytkowników i „wrzucić” na niego swoje strony. Te z kolei można przygotować własnoręcznie lub poprosić o to znającego się na rzeczy kolegę. Nie ma zatem przeszkód technicznych ani finansowych (dostępne są zarówno darmowe narzędzia do „pisania w HTML”, jak i darmowe serwery WWW). Wystarczy chcieć.
Inny problem to stworzenie dobrego serwisu WWW. Dobrego to znaczy chętnie odwiedzanego, informacyjnie nośnego. W tej sprawie warto sięgnąć do doświadczeń z dziedziny reklamy i mediów klasycznych.
– Co chcesz wyrazić na swoich stronach webowych? – zapytałem. – Forma powinna być adekwatna do treści. Czy chcesz się tylko zareklamować, czy raczej przekazać jakieś myśli ważkie albo ciekawe z twojego punktu widzenia? Inaczej: czy ma to być rodzaj wirtualnej ulotki wyborczej, czy bardziej prywatna gazetka elektroniczna?
– Myślałem raczej o tym drugim, ale „ulotka wyborcza”, czy może raczej jakieś ogólne „si-wi” też może być. No bo, do czego mi ten prywatny webowy serwis potrzebny? Żeby się pokazać szerszej publiczności, a zwłaszcza jej wybranym przedstawicielom.
– Po co?
– W nadziei, że na przykład jakiś potencjalny pracodawca spojrzy i wykrzyknie: „Eureka! Takiego właśnie człowieka mi trzeba.” I zgłosi się z propozycją ciekawej a sowicie opłacanej posady. A może przynajmniej zainteresuje kogoś moja pisanina i zaproponuje jej wydrukowanie?

WYSOKA „CZYTALNOŚĆ”

Sięgnąłem na półkę po książkę Dziennikarstwo i świat mediów pod redakcją Z. Bauera i E. Chudzińskiego i wskazałem P. zaznaczone ołówkiem fragmenty tekstu Walerego Pisarka: Ludzie mówią i piszą (...) po to: żeby inni wiedzieli to, co zdaniem mówiących i piszących wiedzieć powinni, żeby wyrazić, co się mówiącym i piszącym podoba, a czego nie znoszą, żeby inni myśleli, odczuwali, postępowali i oceniali rzeczywistość tak, jak mówiący i piszący uważają za właściwe, żeby utrzymywać kontakt i czuć więź z innymi ludźmi, żeby wyjaśnić lub skomentować użyte środki językowe, a czasem też żeby wyrazić lub wywołać przeżycia estetyczne.
Adiunkt P. pokiwał głową.
– W zasadzie wszystko się zgadza – spojrzał na mnie uważnie. – Takie są motywy językowej komunikacji ludzi. Znakomicie widać to w Internecie. Moja chęć opublikowania w sieci własnych stron wypływa z podobnych przesłanek. 
– Z tego, co powiedziałeś poprzednio wynika, że pośrednio kierujesz się też względami materialnymi. Ale to nie ma nic do rzeczy, tak tylko na marginesie pozwalam sobie zauważyć.
– OK. Zostawmy już sprawę motywów. Powiedz, jak uzyskać wysoką internetową „czytalność”?
Wskazałem na kolejny fragment w książce: Wśród różnych możliwych okoliczności szczególne znaczenie dla sposobu mówienia i pisania ma to, czy mówimy (lub piszemy) publicznie, to znaczy ze świadomością, że naszą wypowiedź mogą słyszeć, czytać lub oglądać także nasi wrogowie. I dalej: (...) prawdy o komunikowaniu publicznym: NIKT NAS NIE ZAUWAŻA, a spośród tych nielicznych, co nas zauważyli, NIKT NAS NIE SŁUCHA I NIE CZYTA, a spośród tych nielicznych, co nas wysłuchali lub przeczytali, NIKT NAS NIE ROZUMIE, a spośród tych nielicznych, co nas zrozumieli, NIKT SIĘ Z NAMI NIE ZGADZA, a spośród tych nielicznych, co się z nami zgodzili, NIKT NAS NIE PAMIĘTA.
– Smutne, lecz prawdziwe. Pisać się odechciewa i wykładać też – westchnął głęboko. – Ale dalej widzę wskazówki, „co należy uczynić, żeby zostać jako nadawca zauważonym, żeby być słuchanym i czytanym, żeby być właściwie zrozumianym, następnie aprobowanym i wreszcie możliwie długo pamiętanym”.

PLATON 
Z „PLAYBOYA”

Niemal wszystkie wskazówki dotyczące skutecznego komunikowania publicznego stosują się też w szczególności do publikowania w Internecie. Żeby tekst był czytany, musi być ciekawy – to ogólnikowe, dość banalne stwierdzenie. Jak tego dokonać?

Prof. Pisarek wymienia motywy wzbudzające zainteresowanie tekstami: miłość, nienawiść, strach, próżność, moralność, egoizm, zabobony, nieśmiertelność, ambicja, szacunek, przyjemność. Podobne motywy kierują też zapewne internautami, choć w ich przypadku listę tę należałoby nieco zmodyfikować. Dalej zaś czytamy: (...) w skali masowej nic nie dorównuje atrakcyjnością erotyce i przemocy, seksowi i zbrodni. Na tych wątkach opierają się sukcesy czytelnicze i kasowe nie tylko prasy, ale także literatury, arcydzieł literackich nie wyłączając.
– No dobrze. Ale jak spowodować, żeby jakiś przypadkowy cyberkosmiczny surfer zainteresował się esejem o filozofii albo choćby tylko felietonem, w którym nie ma mowy o seksie ani zabijaniu? – zapytał P.
– Najpierw tekst taki musi zostać zauważony w internetowym oceanie. Przy odrobinie sprytu można to osiągnąć znacznie łatwiej niż w prasie czy nawet telewizji.
Większość internautów szuka interesujących ich informacji za pomocą automatycznych wyszukiwarek, te zaś dowiadują się, gdzie są jakie treści, „czytając” ze stron webowych słowa kluczowe. Zwykle są one zapisywane w obrębie informacyjnej części kodu HTML, która nie jest wyświetlana przez przeglądarkę. Przy pomocy drobnego podstępu można więc przyciągnąć wielu internautów do tekstu na dowolny temat. Tworząc stronę z tekstem wystarczy wpisać w odpowiednim miejscu słowa takie, jak „seks”, „erotyczny”, „morderstwo”, „krew”, „śmierć” i temu podobne.
– Jeśli zależy ci na jak najszerszym gronie „szarych” internetowych czytelników, skoncentruj się na sprawach erotycznych – poradziłem. – Czytałem gdzieś, że ponad połowa ruchu w sieci związana jest z przesyłaniem treści tego rodzaju. 
– Podstęp zbyt grubymi nićmi szyty.
– Podobnie, tylko za pomocą innych słów kluczowych, możesz „zapolować” na wybranych internetowych wędrowców.
– To niezbyt uczciwe – żachnął się. – To tak, jakby wydać Platona albo świętego Tomasza w okładce ilustrowanej zdjęciem z „Playboya”. Odpada.
– Przecież na początek najważniejsze, żeby przyciągnąć i zatrzymać chociaż na parę sekund uwagę potencjalnego czytelnika. Pamiętasz starą radziecką komedię „Świat się śmieje”? Czołówka zaczyna się mniej więcej tak: „Charlie Chaplin, Buster Keaton i Harold Lloyd... w tym filmie nie wystąpią”. Żadnego oszustwa, wszystko jasno powiedziane. A wielkie nazwiska przyciągają. Czy zainteresowanie uda się utrzymać, to już zależy od właściwej zawartości.

KRÓTKO I NA TEMAT

Co do samej treści, sprawa jest dość prosta. By być czytanym, należy pisać prosto i krótko. Dotyczy to szczególnie publikacji internetowych, ponieważ czytanie z ekranu monitora jest znacznie bardziej uciążliwe niż z papieru. Tylko nieliczne znalezione przez internautę teksty – te najciekawsze – są drukowane w celu dokładniejszej lektury. Zresztą, ogólna zasada dotycząca tekstu publicznie dostępnego w sieci brzmi: długi należy podzielić na krótkie, zwarte logicznie, połączone odnośnikami fragmenty. Zwłaszcza do wypowiedzi internetowych odnieść można zalecenie Walerego Pisarka: Komu zależy na tym, by go jak najwięcej osób czytało i rozumiało, powinien pisać krótkie teksty, dzielić je na krótkie akapity, a krótkie zdania budować z krótkich wyrazów. Rzecz jasna, w granicach rozsądku, chociaż swoboda formy wypowiedzi jest w cyberprzestrzeni znacznie większa niż w druku.

– To już mniej więcej wiem, o co chodzi. Teraz muszę jeszcze raz pomyśleć, czego właściwie oczekuję od publikacji w Internecie, a niezależnie od tego poćwiczyć pisanie „dla ludzi”, czyli wyzbyć się naukowych nawyków stylistycznych. Nie będzie łatwo. Zdaje mi się, że znacznie łatwiej pokazać coś w postaci wzorów i równań niż opisać „literacko”. Ale nie mam wyjścia, jeśli chcę upowszechnić swoje przemyślenia na tematy ogólne. Podobno na naukę nigdy nie jest za późno.

pawel_misiak@wroclaw.home.pl

Uwagi.