Szacunek dla tradycji, miejsce na innowacje
Poprzedni Następny

 

Środowisko dojrzewa i myślę, że tak będzie nadal, 
a Konferencja Rektorów odegra pozytywną rolę w tym procesie. 
Będziemy krzewić dobre obyczaje funkcjonowania szkół niepaństwowych.

Rozmowa z prof. Józefem Szabłowskim, 
przewodniczącym Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych

Dr. hab. Józef Szabłowski, prof. WSFiZ. Ukończył Wydział Ekonomiki Produkcji SGPiS w Warszawie w 1965. Tam uzyskał także doktorat. Habilitacja w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu w 1992 r. Autor ponad 100 opracowań dotyczących głównie organizacji i zarządzania przedsiębiorstwem. Pełnił funkcję członka zarządu i członka prezydium PTE oraz wiceprezesa PTE w Białymstoku. W poprzedniej kadencji RGSzW pracował w Sekcji Szkół Ekonomicznych. Od założenia uczelni w 1993 rektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku. Członek Konwentu Rektorów Uczelni Niepaństwowych przy ministrze edukacji. W lutym 2000 roku wybrany na przewodniczącego Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych.

Co jest największym problemem wyższych uczelni niepaństwowych?
– Jako jeden z najważniejszych wymieniłbym kształtowanie pozytywnego wizerunku naszych uczelni w świadomości środowiska akademickiego i szerzej – w świadomości społecznej. Musimy promować zachowania akceptowane przez środowisko akademickie i całe społeczeństwo, a eliminować niezgodne z przyjętymi normami. Powinniśmy oczywiście szanować tradycję, ale równocześnie chciałbym, aby było miejsce na innowacje i nowe rozwiązania, które lepiej dostosowywałyby treść i zakres usług edukacyjnych do indywidualnego rozwoju i potrzeb gospodarki. Kolejny problem to stworzenie prawnych podstaw rozwoju sektora uczelni niepaństwowych – równego dostępu do środków na badania naukowe i pomocy stypendialnej dla naszych studentów.

– Szkolnictwo niepaństwowe jest liczącą się częścią całego szkolnictwa wyższego – to już ponad 400 tys. osób, jedna trzecia ogólnej liczby studentów, i tyle, ile kształciło całe szkolnictwo wyższe w 1990 roku – ale w zakresie bazy, laboratoriów, bibliotek, a przede wszystkim kadry, jest w tym sektorze wiele do zrobienia.
– Jest w tym niewątpliwie dużo racji, ale pamiętajmy, że w wielu uczelniach prowadzone są kierunki studiów nie wymagające tak wielkiego oprzyrządowania, jak np. niektóre kierunki techniczne, medyczne czy rolnicze. Jeśli chodzi o sale wykładowe, komputerowe, a także w znacznej mierze biblioteki, sądzę, że uczelnie niepaństwowe zrobiły już bardzo dużo. W niektórych ośrodkach, u początków ich funkcjonowania, studenci korzystali z bibliotek publicznych i bibliotek uczelni państwowych. Ale w tej chwili wiem, że bywa już odwrotnie, studenci uczelni państwowych korzystają czasem z naszych bibliotek.

– A sprawa kadry? Oczywiście, że na to potrzeba czasu, zwłaszcza w przypadku samodzielnych pracowników naukowych, ale raczej rzadko profesura pracuje na pierwszym etacie w szkole niepaństwowej, nie mówiąc już o powszechnej wieloetatowości.
– Wiele stwierdzeń i uogólnień, którymi posługujemy się w dyskusjach, dokonywanych jest na podstawie pojedynczych przypadków. Myślę, że nie mamy pełnego obrazu sytuacji i wiele zagadnień musi być szczegółowo zbadanych. Poza tym, jest to trochę błędne koło, bo uczelnie niepaństwowe – poza jednym przypadkiem Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania rektora Andrzeja Koźmińskiego z Warszawy – nie mają uprawnień do nadawania stopnia doktora. Żadna uczelnia nie ma uprawnień do habilitowania. Jednak w coraz większym stopniu kadra zatrudniona w szkołach niepaństwowych pracuje tam na pierwszym etacie.

– Trzeba przyznać uczciwie, że z tym jest kłopot nie tylko w uczelniach niepaństwowych, bo zdaje się, że żaden z rektorów państwowych wyższych szkół zawodowych nie wskazał swojej uczelni jako pierwszego miejsca pracy.
– Profesorowie często jako podstawowe miejsce wybierają uczelnię bądź instytut państwowy, ale z moich obserwacji wynika, że nie oznacza to mniejszego zaangażowania czy mniejszej odpowiedzialności w kolejnym miejscu pracy. Zatrudniamy też profesurę zagraniczną. Moim zdaniem, jest to dobre rozwiązanie – sprzyja poznawaniu doświadczeń innych krajów i przygotowuje do sprostania międzynarodowej konkurencji. Natomiast kadra asystentów i adiunktów w zdecydowanej większości szkół zatrudniona jest na pierwszym i jedynym etacie.

– Nowa ustawa ma tę kwestię regulować w ten sposób, że uprawnienia profesorskie będą mogły być liczone tylko w jednym miejscu pracy. To zmieni sytuację i może spowodować kłopoty zarówno szkół niepaństwowych, jak i państwowych.
– Sądzę, że jeżeli będzie jakiś okres adaptacji, najlepsze uczelnie niepaństwowe będą w stanie spełnić te warunki. W dłuższej perspektywie coraz częściej kadra będzie zatrudniona w podstawowym miejscu pracy.

– Podczas konferencji w Nowym Sączu z ust prominentnego w tym środowisku rektora padło sformułowanie: „szkoła niepaństwowa to także przedsięwzięcie komercyjne”. Trochę to odległe od ducha akademickości.
– Może razi tu słowo „komercyjne”, ale proszę pamiętać, że szkoły są instytucjami samofinansującymi się. Nie dostajemy żadnych państwowych pieniędzy, a przecież kształcimy młodych ludzi. Można powiedzieć, że odciążamy instytucje państwowe. Na poziomie szkół średnich obowiązuje przecież zasada, że połowa kosztów szkół niepublicznych jest ponoszona przez państwo i nikogo to nie bulwersuje. My całe koszty kształcenia musimy sfinansować z czesnego studentów. A każdy rektor czy założyciel szkoły, który poważnie podchodzi do tego, co robi, musi jeszcze myśleć o inwestycjach, choćby właśnie o bibliotece, czyli myśleć ekonomicznie.

– Na wspomnianym spotkaniu dość wyraźnie widoczne były różnice pomiędzy Konferencją Rektorów Uczelni Niepaństwowych, której przewodniczył rektor Krzysztof Pawłowski z Nowego Sącza, a Stowarzyszeniem Rektorów i Założycieli Uczelni Niepaństwowych, na czele którego stoi Mirosław Zdanowski, rektor Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie. Także w rywalizacji wyborczej oba ugrupowania wystawiły swoich kandydatów. Pan był kandydatem Konferencji. Skąd biorą się różnice?
– Oba ciała zrzeszają przedstawicieli naszego środowiska. Członkowie Stowarzyszenia to także osoby nie będące rektorami, założyciele szkół. Przedstawiciele Konferencji podkreślają natomiast, że w tradycji akademickiej właśnie rektorzy reprezentują uczelnie. Pewien wpływ mają tu także kwestie wizji zadań, jakie stoją przed naszą reprezentacją, i metod ich osiągania. Jestem przekonany, że obie organizacje są potrzebne. Będziemy starali się wypracować taki model funkcjonowania, który pozwoli i Konferencji i Stowarzyszeniu działać dla dobra naszego środowiska.

– Czy to znaczy, że oba ciała będą opiniować np. projekty czy akty prawne i przemawiać głosem środowiska szkół niepaństwowych?
– Moim zdaniem, bardziej powszechną organizacją jest Konferencja Rektorów, ponieważ z założenia należą do niej rektorzy wszystkich szkół. W projektach nowego prawa o szkolnictwie wyższym także mówi się o rektorach jako reprezentantach uczelni.

– Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaproponowała, aby w jej skład, na zasadzie członków stowarzyszonych, weszli także rektorzy uczelni niepaństwowych – tych posiadających uprawnienia do nadawania tytułu magistra, czyli około 30.
– Zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą, szkołami akademickimi są wszystkie uczelnie posiadające uprawnienia do prowadzenia studiów magisterskich, a więc konsekwentnie powinny być one pełnoprawnymi członkami KRASP. Ale z pewnością ta propozycja jest pozytywnym krokiem naprzód, związanym z koniecznością integracji całego środowiska akademickiego.

– Na konferencji KRUN miało miejsce historyczne, jak to nazwano, wydarzenie. Mianowicie po raz pierwszy z rektorami szkół niepaństwowych publicznie rozmawiał minister edukacji. Jak sam powiedział, był zaskoczony konstruktywnym przebiegiem dyskusji.
– Każda struktura czy organizacja, zanim dojrzeje i okrzepnie musi przejść wiek dziecięcy. Wtedy potrzebuje wiele troski i opieki. Minister miał chyba rację, że środowisko dojrzewa i myślę, że tak będzie nadal, a Konferencja Rektorów będzie odgrywać pozytywną rolę w tym procesie. Będziemy krzewić dobre obyczaje funkcjonowania szkół niepaństwowych. Paradoks sytuacji polega na tym, że czasem niedobry przykład z jakiejś uczelni rzutuje na obraz całego sektora szkolnictwa.

– Czego środowisko szkół niepaństwowych oczekuje od nowej ustawy?
– Nam się wydaje, że ta ustawa jest przeregulowana i zbyt szczegółowo ingeruje w niektóre zagadnienia. Należałoby pozostać przy tradycyjnym podziale na uczelnie zawodowe i akademickie. Trzeci człon, uczelnie uniwersyteckie, nie wydaje się tu konieczny. Kontrowersje w naszym środowisku budzi zapis co do możliwości prowadzenia studiów podyplomowych tylko przez uczelnie akademickie – według nowej terminologii, de facto, poza jednym wyjątkiem, państwowe. Istnieje bardzo wiele studiów podyplomowych, mających za cel doskonalenie zawodowe czy reorientację zawodową. W wielu wypadkach takie studia, na które student trafia po zupełnie innym kierunku, dużo bardziej przypominają studia zawodowe i trudno zrozumieć, dlaczego nie mogłyby ich prowadzić szkoły niepaństwowe, mające odpowiednią kadrę i doświadczenie.

– Ale nie odbiera to możliwości prowadzenia takich kursów, natomiast zastrzega nazwę „studia podyplomowe” dla zajęć prowadzonych przez uczelnie akademickie.
– Jeżeli przez studia podyplomowe rozumielibyśmy rozwój wykształcenia w danym zawodzie w linii pionowej, to tak. Ale z mojego doświadczenia wiem, że bardzo często jest to chęć poznania nowego zawodu. I taki jest też często charakter tych studiów – uczą od podstaw nowej profesji. Zawężenie możliwości ich prowadzenia do uczelni uniwersyteckich nie wydaje się więc trafne.

– Są też inne kwestie, z którymi środowisko uczelni niepaństwowych nie zgadza się.
– Dotychczas uczelnie zwolnione były z opłat przy dzierżawie wieczystej, teraz, w myśl projektu, miałyby za nią płacić. Poważnym problemem jest także równy dostęp studentów do pomocy materialnej. To gwarantuje konstytucja, ale jak dotychczas równego traktowania nasi studenci nie doczekali się i projekt ustawy także tego nie załatwia.

– W projekcie znalazł się zapis, który przewiduje konieczność tworzenia we wszystkich uczelniach, także niepaństwowych, funduszy stypendialnych.
– Środowisko uczelni niepaństwowych ma w tej kwestii krytyczne stanowisko. Jeżeli państwo zobowiązuje się do udzielania pomocy studiującym, to pomoc utworzona z ich czesnego nie jest żadną pomocą. Student najpierw zapłaci, a później otrzyma to w postaci stypendium. Coś tu nie jest w porządku.

– Czym przede wszystkim zajmie się w najbliższych miesiącach prezydium KRUN?
– Jednym z podstawowych zadań będzie właśnie współudział w dyskusji na temat ustawy. Będziemy podejmować całą gamę działań zmierzających do poprawy jakości kształcenia i eliminowania zachowań, które obniżają prestiż sektora uczelni niepaństwowych. Chcielibyśmy, aby oferta edukacyjna uczelni niepaństwowych stała na najwyższym poziomie, była atrakcyjna i budząca zaufanie. 

– W lecie ubiegłego roku Stowarzyszenie Rektorów i Założycieli rektora Zdanowskiego powołało Komisję Akredytacyjną Wyższego Szkolnictwa Niepaństwowego, z prof. Ryszardem Benderem na czele, ale jakoś nic nie słychać o jej działaniach.
– W obszarze kształcenia na kierunkach ekonomicznych działa Stowarzyszenie Edukacji Menedżerskiej FORUM, funkcjonuje też Uniwersytecka Komisja Akredytacyjna. Co do innych instytucji, same uczelnie muszą być przekonane o ich prestiżu. W myśl projektu ustawy, powstać ma Rada Główna Akredytacyjna i obligatoryjny system kontroli jakości. To może tylko cieszyć, gdyż pomoże wyłowić przypadki szkół, w których proces dydaktyczny wymaga jeszcze usprawnień. Środowisku szkół niepaństwowych zależy na tym nie mniej niż wszystkim innym, którzy z troską myślą o naszym szkolnictwie wyższym. Zapewne obok tego powszechnego systemu akredytacji będą działały także systemy społeczne, które wskażą najlepszych. Rolą szkół wyższych jest realizacja misji wysokiego poziomu nauczania i prowadzenia badań oraz takie kształcenie młodzieży, aby opuszczając mury uczelni była ona w stanie wejść w życie zawodowe i sprostać rosnącej konkurencji. Chcielibyśmy, aby szkoły niepaństwowe dobrze tę rolę wypełniały.

Rozmawiał 
Andrzej Świć

Uwagi.