|
Dydaktyka pęta ręce badaczom, którzy chcą nadążyć za szybko przesuwającym się
frontem wiedzy. Badania przenoszą się zatem ku odrębnym centrom,
laboratoriom i instytutom, które zwolnione są z dydaktyki.
Jan Kozłowski
Doświadczenia 150 lat, jakie upłynęły od rewolucji Humboldta mówią, że badania i nauczanie mogą się wzajemnie wspierać. Badania mogą być jednocześnie skuteczną formą uczenia się i nauczania. Ale dziś godzenie badań, uczenia się i nauczania staje się dla szkół wyższych coraz większym problemem, stwierdza Burton R. Clark w książce Research and Advanced Education in Modern Universities, analizującej sytuację w krajach wysoko rozwiniętych (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Japonia).
Nawet na początkowych latach studiów badania naukowe mogą być bardzo stymulujące zarówno dla studentów, jak i wykładowców, mogą być jedną z metod nauczania. Projekty badawcze zakładają stawianie pytań, dobór wiarygodnych metod, ocenę wagi pytań i odpowiedzi. Student wciągnięty w badania uczy się krytycznie myśleć i kształci w sobie dociekliwość badawczą. Nauczyciel uczy postaw i podejść, ale nie oferuje gotowych odpowiedzi. Nawet gdy nawał zajęć i zatłoczenie sal uniemożliwia włączenie studentów do projektów badawczych, wykładowcy stosujący na swych wykładach podejście badawcze są w stanie przekazać studentom lat początkowych kluczowe zasady kultury badań. Dlatego też należy opierać się separacji badań i nauczania, która coraz bardziej staje się faktem, pisze
Clark.
CENTRA DOSKONAŁOŚCI
Aż cztery siły popychają badania i dydaktykę w przeciwnych kierunkach: umasowienie wyższego wykształcenia, poszerzanie się luki dzielącej front badań od skodyfikowanej wiedzy przekazywanej studentom, wzmożenie rządowej kontroli nad pieniędzmi budżetowymi oraz rozrost rynku pracy dla zawodowych ekspertów.
Badania różnicują się i rozszczepiają na coraz węższe specjalności. W roku 1990 istniało na świecie ok. 8 tys. odrębnych dyscyplinowych wspólnot badawczych. Często rozwój specjalności wymaga dużej koncentracji funduszy, wyposażenia i personelu. Nie można jej zapewnić w ramach instytucji obciążonej także misją masowego kształcenia. Dydaktyka pęta ręce badaczom, którzy chcą nadążyć za szybko przesuwającym się frontem wiedzy. Badania przenoszą się zatem ku odrębnym centrom, laboratoriom i instytutom, które – nawet ulokowane w uniwersytetach – zwolnione są z dydaktyki. Ale badania naukowe nie tylko wyciekają z wyższych uczelni, wyłaniają się także w nowych instytucjach, których nikt dotąd nie kojarzył z pracą naukową: w agencjach rządowych, wojsku, kościele, więziennictwie, szpitalach, sektorze pozarządowym, firmach konsultingowych, przemyśle. Od lecznictwa po projektowanie mody niemal każdy zawód rozwija dziś swój komponent badawczy, a w miarę jak świat staje się coraz bliższy sobie, te pozauniwersyteckie specjalistyczne pola badań także się umiędzynaradawiają. Powstają międzynarodowe centra doskonałości, które ściągają jak magnes najlepszych badaczy z całego świata, co dodatkowo osłabia związki badań z nauczaniem.
PRODUKCJA DOKTORÓW
Ale stroną występującą o rozwód są nie tylko badania, ale także dydaktyka. Rozwód przeprowadza się w trzech różnych formach: poprzez różnicowanie typów uniwersytetów, na różnych poziomach kształcenia uniwersyteckiego, a nawet w ramach samego kształcenia doktoranckiego, gdyż nawet ono staje się w krajach wysoko rozwiniętych coraz bardziej masowe.
Tak więc powstaje coraz więcej kolegiów zapewniających kształcenie na poziomie licencjackim, których nauczyciele stronią od badań. W samych uniwersytetach, przeżywających inwazję studentów, punkt ciężkości stopniowo przesuwa się ku nauczaniu początkowemu. Umasowienie wyższego wykształcenia oznacza obniżenie poziomu studiujących, coraz mniejszy odsetek studentów pochodzi z wybitnych szkół średnich lub z wysoce wykształconych rodzin. Dla wyrównania poziomu kładzie się specjalny nacisk na nauczanie początkowe, a to z kolei pociąga za sobą rozwój funkcji „wykładowcy”, czyli nauczyciela akademickiego z pełnym obciążeniem dydaktycznym, ale zwolnionego (całkowicie lub częściowo) z prowadzenia badań. Co najciekawsze, proces rozszczepiania badań i dydaktyki nie zatrzymał się na nauczaniu początkowym, ale objął także studia doktoranckie. W miarę, jak i studia doktoranckie stają się coraz bardziej masowe, rośnie w nich udział studentów, którzy traktują je nie jako wstęp do kariery naukowej, tylko zawodowej – w przemyśle, medycynie, doradztwie, służbie cywilnej. Ci studenci nie potrzebują głębokiego wtajemniczenia w arkana sztuki badań naukowych.
TRANSFER WIEDZY
Wszelako nie same tylko badania i dydaktyka ciążą w różnych kierunkach i oddalają się od siebie, także popycha je do tego rząd i gospodarka. Dawniej jednym ze spoideł badań i nauczania w krajach zachodnich był tzw. GUF, ogólne fundusze rządowe (ang. General University Fund), przeznaczone łącznie dla obu typów działalności. Dziś, gdy koszty badań szybko rosną, a w szkołach wyższych badania oddzielają się od dydaktyki, rządy coraz częściej przesuwają (całkowicie lub częściowo) fundusze na badania z GUF do rad ds. badań. Dzięki rozdzieleniu finansowania badań i dydaktyki w szkołach wyższych, te pierwsze mogą być oceniane znacznie bardziej wnikliwie (na podstawie konkursu propozycji badawczych).
Jednak nie tylko rządy, ale i gospodarka pcha w kierunku rozwodu badań i nauczania. Firmy coraz częściej wiążą się z uczelniami, by mieć bezpośredni dostęp do nowych idei i zapewnić sobie transfer wiedzy i technologii z uniwersyteckich centrów badawczych. Ale wspierają one głównie uniwersyteckie centra współpracy z przemysłem, działające na marginesie szkół wyższych i w zasadzie wyłączone z dydaktyki.
Gdy tak wiele sił oddziela od siebie badania i nauczanie, a jest to proces niekorzystny, trzeba zbadać, jakie czynniki działają w przeciwnym kierunku, by te czynniki jeszcze silniej wspierać, pisze
Clark.
IDEOLOGIA I FINANSE
Nie da się dziś wzmacniać związków badań z nauczaniem we wszystkich szkołach wyższych. Zaznaczający się coraz wyraźniej podział na uczelnie „badawcze” i „niebadawcze” ułatwia godzenie obu tych typów działalności w szkołach „badawczych”.
W wyższych uczelniach wciąż żywa jest humboldtowska ideologia, która mówi, że badania i dydaktyka wspierają się wzajemnie. Wiara w jedność badań i nauczania jest nadal układem odniesienia, źródłem wewnętrznej motywacji, sprężyną działań oraz uzasadnieniem dla żądań autonomii zawodowej, władzy i uprawnień. Ale często wyrażana jest ona w archaiczny sposób. Wyrażona nowocześnie, mogłaby nadać wigoru próbom łączenia badań z nauczaniem.
Kolejny czynnik działający na rzecz ponownego zbliżenia badań i nauczania to nowe wyzwania finansowe stojące przed uczelniami. Jak wiadomo, formy finansowania szkół wyższych zmieniają się. Finansowanie badań oddziela się od finansowania dydaktyki i ma charakter coraz bardziej selektywny, rośnie znaczenie źródeł pozarządowych. W miarę, jak udział finansowania instytucjonalnego maleje, uczelnie szukają nowych strumieni pieniędzy, a środki na badania stają się po prostu jedną z alternatywnych form funduszy. W tej nowej sytuacji finansowej łączenie badań z dydaktyką i włączanie studentów do badań staje się dodatkowym źródłem reputacji oraz atutem zarówno w staraniach o granty, jak i kontrakty, opłaty studenckie czy dotacje z fundacji. Nasila się walka konkurencyjna pomiędzy szkołami „badawczymi”. Uczelnie w walce o fundusze i studentów starają się jak najlepiej łączyć badania z dydaktyką. Studia doktoranckie stają się coraz bardziej nieodłączną częścią uczelni i choć wiele studiów ma na celu kształcenie praktyków, w sumie zwiększają one udział badań w szkołach wyższych.
DOLNE OGNIWA
W miarę, jak uniwersytety stają się zbyt wielkie i złożone, by mogły być kierowane z zewnątrz, wzrasta znaczenie ich dolnych ogniw – katedr, instytutów, centrów, zespołów badawczych. Te dolne ogniwa – w warunkach zwiększonej autonomii – szukają na własną rękę źródeł „konkurencyjnej przewagi”. W wielkich uniwersytetach mają one duże szanse znalezienia partnera do badań i nauczania w ramach tej samej uczelni. Krótko mówiąc, zwiększona skala oraz szerszy zakres autonomii szkół wyższych stwarzają dolnym ogniwom większe możliwości budowania odrębnych nisz i specjalności dzięki wewnątrzuczelnianej współpracy naukowo-dydaktycznej. Sprzyja to wiązaniu badań z nauczaniem.
Zróżnicowanie źródeł finansowania i spadek udziału funduszy rządowych zwiększają samosterowność wyższych uczelni. Uczelnie wykorzystują często tę większą swobodę działania, finansując badania z funduszy zdobytych dzięki dydaktyce oraz wyższe szczeble nauczania (studia doktoranckie) z funduszy, które pozyskują z nauczania początkowego.
WIEDZA CICHA
Omówione tu czynniki nie wyczerpują wszystkich tendencji, które działają na rzecz ponownego zbliżenia badań i nauczania. Istota znaczenia badań dla dydaktyki polega na tym, że są one nie tylko źródłem wiedzy skodyfikowanej – wiedzy podręcznikowej, znajomości piśmiennictwa, informacji – ale także trudniej uchwytnej i trudniejszej do opisania wiedzy cichej. Składają się na nią: umiejętność zadawania pytań, krytycyzm, dociekliwość, kreatywność, chęć stałego odświeżania wiedzy, szerokie horyzonty, standardy pracy, know how, styl myślenia, „nos” do badań, sztuka odróżniania problemu istotnego od banalnego. Wiedzę skodyfikowaną można przekazać nie angażując się samemu i nie włączając studentów do badań, wiedzy cichej – nie sposób. Zespoły badawcze pozostaną zatem głównym narzędziem transmisji wiedzy cichej. Dlatego też – pomimo wszystkich tendencji ku dezintegracji badań i nauczania – tendencje integracyjne są często silniejsze. Połączenie badań i dydaktyki to dziś jeden z głównych magnesów zapewniających uczelniom fundusze i prestiż.
W dzisiejszych czasach zwyciężają jednostki i organizacje „samouczące” i „produkujące wiedzę”, kończy swoją książkę Clark. Coraz więcej zawodów potrzebuje wysoko specjalizowanych ekspertów i rozwija na własną rękę badania naukowe. Wiedza staje się głównym źródłem kompetencji, intelektualnego wigoru, siły i bogactwa. Ale z kolei źródłem wiedzy napędzającej prestiż i bogactwo jest doświadczenie wyniesione ze studiów, samodzielne rozwiązywanie problemów, podpatrywanie, jak myślą badacze i jak posługują się metodami naukowymi, współudział w badaniach.
Dr Jan Kozłowski jest naczelnikiem Wydziału Statystyki i Informacji w Departamencie Studiów i Polityki Naukowej KBN. |