Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

 

Gwałtowny rozwój szkolnictwa wyższego w latach 90. ma swoje blaski i cienie. Okazuje się, że tych ostatnich może być nawet więcej.

SAMOTNOŚĆ UCZONYCH

W nr 10/99 „Pisma PG” prof. Aleksander Kołodziejczyk, rektor Politechniki Gdańskiej, analizuje raport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową z 1998 r., w którym Trójmiasto wśród 19 ośrodków akademickich w kraju zostało sklasyfikowane na 15. miejscu pod względem tzw. zagęszczenia studentów. Podważając przyjęte kryterium autor twierdzi, że bezwzględna liczba studiujących lepiej oddaje stan faktyczny, ale mimo to dostrzega degradację ośrodka w porównaniu do początku lat 90. i stara się dociec jej przyczyn.

Jedną z nich jest niedoinwestowanie Trójmiasta na tle innych ośrodków akademickich. Kwoty przeznaczone przez MEN i inne resorty sprawujące opiekę nad trójmiejskimi uczelniami w latach 1990-98 były znacznie poniżej odpowiednich średnich krajowych – twierdzi prof. Kołodziejczyk i winą za tę sytuację obarcza przede wszystkim władze centralne. Samorządowcom też się dostaje, gdyż wydają się oni być wybitnie niezainteresowani rozwojem szkolnictwa wyższego w Trójmieście. Do tego stopnia, że nakładają – bezprawnie! – na gdańskie uczelnie podatek za wynajem lokali, tłumacząc to koniecznością zdobycia środków na remonty mieszkań komunalnych. Bez pomocy władz lokalnych większość uczelni jest skazana na stagnację, gdyż dotacje centralne są niewystarczające, a wsparcie ze strony przemysłu i innych przedsiębiorstw właściwie zanikło – pisze prof. Kołodziejczyk.

Boli to tym bardziej, że władze samorządowe innych ośrodków wspierają szkoły wyższe.

MARZENIA ARCHEOLOGA

Poznańscy archeolodzy pod koniec ubiegłego roku odkopali na Ostrowie Tumskim pozostałości drewnianej zabudowy z IX wieku, sprzed założenia grodu. Kierująca badaniami prof. Hanna Kó?ka-Krenz stwierdziła, że jest to palatium Mieszka I. Autorytety w dziedzinie archeologii potwierdziły tę opinię. „Życie Uniwersyteckie” (nr 10-12/99), pismo Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, publikuje rozmowę z odkrywczynią zabytku. Prof. Kó?ka-Krenz opowiada jak doszło do odkrycia, opisuje konstrukcję i wygląd obiektu, mówi o znaczeniu wyników badań oraz snuje interpretacje historyczne, a nawet zwierza się ze swych marzeń. Chciałabym odkryć dobrze zachowane partie kaplicy przedromańskiej ufundowanej przez Dąbrówkę. A co do tej kaplicy mam dwa marzenia zupełnie szaleńcze: jedno to odsłonięcie typowego basenu chrzcielnego, znanego z Europy Zachodniej, czworobocznego, zagłębionego na 70 cm, ze schodkami prowadzącymi do środka. Tak, żeby było ewidentne, że jest to baptysterium i nie może być nic innego. Drugie – wbrew dotychczasowym domniemaniom, że Dąbrówka została złożona w katedrze gnieźnieńskiej, chciałabym w aneksie kaplicy pałacowej odkryć jej grób. Skoro mąż i syn leżą w katedrze poznańskiej, nie byłoby rzeczą dziwną, gdyby również grób żony Mieszka znajdował się w Poznaniu, w pierwszej budowli świątynnej na ziemiach polskich, którą ona tutaj wzniosła – czytamy.
Gorąco kibicuję tym marzeniom, gdyż ich realizacja rozjaśniłaby mroki dziecięcego wieku naszego państwa.

CIERPIENIE CZYNI MISTRZA

Dyskusja o mistrzu i uczniu nabiera dosłowności, gdy toczą ją artyści. „Wiadomości ASP” z Krakowa (nr 13/99) przynoszą artykuł Stanisława Tabisza (Nieobecność „mistrza”) o tym, jaki powinien być mistrz i kto może nim być. „Mistrz” nie tylko prezentuje się jako drogowskaz podejmowanej i na nowo wytyczanej tradycji, nie tylko jawi się jako autorytet i elita elit, ale jest bogatszy doświadczeniem i osiągnięciami, co za tym idzie podbudowaną praktycznie świadomością, a przede wszystkim wyjątkowymi predyspozycjami talentu i, rzecz najważniejsza, praktycznymi umiejętnościami – pisze autor. Taka definicja „ukonkretnia” postać mistrza, ściąga go z obłoków na ziemię i wyjaśnia sytuację, ponieważ naiwna iluzja, że wszyscy mogą być wielkimi artystami i „mistrzami”, czyni w środowisku artystycznym, jak i poza nim, wiele złego. (...) Artystów i „mistrzów” (...) poznajemy po owocach, a nie po ich konceptualnym opisie lub zaaranżowanej na chwilę anonimowej bądź szokującej manifestacji.

W czasach, gdy film o męskiej łaźni może stać się dziełem sztuki, a jego autorka „mistrzem”, słowa te brzmią rozsądnie i dają nadzieję na przyszłość.

BURSA INTEGRACYJNA

Uniwersytet Jagielloński otwiera się na niepełnosprawnych studentów. W najbliższym czasie odpowiednie remonty czekają Collegium Novum, Instytut Fizyki i Bibliotekę Jagiellońską. Interesującym pomysłem jest też Bursa św. Jadwigi, która ma być miejscem nauki i pracy niepełnosprawnych studentów i zdrowych żaków, czytamy w „Plus Ratio...” (nr 9/99), piśmie Bratniej Pomocy Akademickiej im. Jana z Kęt „Cantianum”. Twórcy koncepcji z BPA chcieliby, aby przyszła bursa była miejscem integracji, gdzie obok wzajemnej pomocy istniałoby aktywne środowisko akademickie (...), przez co studenci niepełnosprawni znaleźliby się w centrum i w sposób automatyczny współpracowaliby z przyszłymi elitami.

Władze Krakowa wykazują zrozumienie dla tej idei i chcą oddać BPA w wieczystą dzierżawę działkę lub lokal. Sprawa wyszła poza etap gadania, ma więc szansę nie pozostać tylko chciejstwem.

(mer)

Uwagi.