Łańcuch zastępstw
Poprzedni Następny

 

Kartki z dziejów nauki w Polsce (11)

Piotr H?bner

Eksperiencyjne rady, powoływane przez administrację rządową, miały kojarzyć merytoryczną wiedzę uczonych z uprawnieniami władczymi decydentów. Miały być ograniczoną formą partycypacji zainteresowanych środowisk w systemie władzy. Pierwszym takim organem stała się, powołana w ekstremalnych warunkach okupacji (1941), podziemna Komisja Nauki i Szkół Wyższych działająca przy Departamencie Oświaty Delegatury Rządu na Kraj. Jej działania kontynuowała po wojnie, pod kierunkiem tych samych liderów (Czesław Wycech, Stefan Pieńkowski, Józef Zawadzki), Rada Naukowa przy Ministerstwie Oświaty. Oba ciała pozostawiły znaczący dorobek koncepcyjny. Równolegle powstały w 1946 roku inne, bardziej decyzyjne struktury – Rada Rektorów Uczelni Akademickich oraz sterowana przez kierownictwo PPR Rada Szkół Wyższych (przewodniczył jej Włodzimierz Sokorski, a ulokowano ją przy Prezesie Rady Ministrów). Tego typu organem była też Komisja do spraw Odbudowy Nauki Polskiej, powołana z inspiracji PPS przy Centralnym Urzędzie Planowania.

Ten pluralistyczny układ uległ likwidacji w 1947 roku. Na mocy październikowego dekretu powołano monopolistyczną Radę Główną do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Pomysłodawca nowej Rady, Maurycy Jaroszyński, widział w niej początkowo organ autonomii scentralizowanej, zastępujący partykularne ośrodki akademickie, wyposażony w istotne uprawnienia decyzyjne, tak by ograniczyć resortową biurokrację. Według wpływowych decydentów ministerialnych, w tym modelu „ministerstwo miałoby pełnić funkcję biura Rady”. Jerzy Marowski postulował więc inny model: Rada pracowałaby przede wszystkim w sekcjach. Plenum, zresztą dość liczne, byłoby zwoływane (...) raczej wyjątkowo, w sprawach ogólnych plenum byłoby zastępowane często przez Prezydium.

Życie poszło jeszcze dalej w realiach systemu komunistycznego. Sokorski uspokajał poufnie kierownictwo PPR: Mianowanie Rady Głównej na wniosek ministra oświaty zapewnia jej charakter ściśle doradczy i w znacznym stopniu dekoracyjny, pozwalając jej jednak odgrywać rolę piorunochronu (...) w szeregu drażliwych spraw. Odpowiednio uformowano sposoby działania, w całkowitej sprzeczności z formułą kolegialności. Decyzje podejmowała nie Rada, lecz jej Prezydium, które tworzyli nie uczeni, lecz ministerialni decydenci – pod przewodnictwem, z urzędu, ministra. Prace Rady obsługiwało biuro złożone z oddelegowanych urzędników ministerstwa. Skryte przed członkami Prezydium w coraz mniejszym stopniu zachowywało pozory – w 1950 roku obradowano z zasady dwuosobowo. 20 sierpnia następnego roku rzekome Prezydium akceptowało sprawozdanie z uchwał powziętych przez ob. ministra A. Rapackiego, wiceminister E. Krassowską w zastępstwie Prezydium Rady Głównej.

Od listopada zarzucono i tę fikcję – pojawiło się zbieranie podpisów na drodze kurendy. Do głosu doszła szara biurokracja, traktująca pracę uczonych w sekcjach Rady jako działania subsydialne i wykonawcze. Środowisko akademickie miała reprezentować Rada, Radę zastępowało Prezydium, to zaś zastępowali resortowi decydenci. Podstawę tej piramidy tworzyli uczeni, wyższe piętra zorganizowano według układu departamentów ministerstwa, wierzchołek należał do ministra – reprezentanta rządzącej partii. Nie była to struktura służąca instytucjonalizacji opinii środowiskowej, lecz narzędzie manipulacji ludźmi nauki. Jak widać, kłamliwe były nie tylko idee, ale i wzory zorganizowanego działania. 

Uwagi.