Ułomna struktura
Poprzedni Następny

 

Trzeba dążyć do połączenia różnych typów szkół wyższych 
i utworzenia uniwersytetów z bardzo zróżnicowanymi 
wydziałami: „od teologii do technologii”.

Mirosław Handke

W moich comiesięcznych notatkach na łamach „Forum” nie chciałbym ograniczać się wyłącznie do swego rodzaju sprawozdań ministra z tego co wydarzyło się w MEN, a dotyczy szkolnictwa wyższego. Zamierzam także przedstawiać ważne dla uczelni problemy, które, jak uczy doświadczenie, musimy rozwiązywać przed ujawnieniem ich negatywnych konsekwencji. W tych notatkach chciałbym poruszyć fundamentalny, moim zdaniem, problemem struktury i rozmieszczenia szkół wyższych w naszym kraju.

Obserwujemy obecnie nieprawdopodobnie szybki rozwój szkół wyższych, który wynika z jednej strony ze wzrostu aspiracji edukacyjnych młodzieży, a z drugiej z ambicji społeczności lokalnych, upatrujących w powołaniu szkoły wyższej szans na awans cywilizacyjny swojej miejscowości. W czasach III Rzeczpospolitej liczba studentów wzrosła 3,5 razy osiągając w roku bieżącym prawie 1,5 miliona. Obok setki akademickich uczelni publicznych pojawiły się także publiczne wyższe szkoły zawodowe (14) i niepubliczne szkoły wyższe (ponad 170). Przyjrzyjmy się bliżej tym, bez mała, 300 instytucjom kształcenia na poziomie wyższym.

TWORZYĆ UNIWERSYTETY

Status uczelni uniwersyteckiej (tzn. uczelni autonomicznej z pełnią praw akademickich) posiada zaledwie 10 proc. uczelni publicznych i są one zgrupowane w dziesięciu miastach akademickich, głównie po lewej stronie Wisły. W ośrodkach tych mamy zwykle po kilka uczelni o określonym profilu, często powstałych z różnych wydziałów przed- lub powojennych uniwersytetów. Zwykle jest to klasyczny uniwersytet (nauki podstawowe), politechnika, akademia rolnicza, ekonomiczna, medyczna, akademia wychowania fizycznego itd. W bardzo dużych miastach (Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław itp.) osiągnęły one poziom i rozmiar uczelni autonomicznych, ale w mniejszych ośrodkach (Rzeszów, Kielce, Zielona Góra, Opole itp.) nie mają szans na osiągniecie takiego statusu. Trzeba więc dążyć do ich połączenia i utworzenia uniwersytetów z bardzo zróżnicowanymi wydziałami: „od teologii do technologii”. Bardzo dobrym przykładem może być powołany niedawno Uniwersytet Warmińsko–Mazurski. Chcielibyśmy aby podobne powstały w Kielcach, Rzeszowie i Zielonej Górze. Jest to niewątpliwie droga do silnej uczelni akademickiej (być może jedynej w mieście), która będzie się rozwijać dzięki posiadaniu pełni praw do prowadzenia kierunków studiów i nadawaniu stopni i tytułów naukowych. Takie zintegrowane, nowoczesne uniwersytety mogą kształcić nie tylko taniej, ale i na wyższym poziomie.

DALEKO OD CENTRUM

Drugim typem uczelni są wyższe szkoły zawodowe, które powinny być rozmieszczone przede wszystkim w tych miastach, które nie są ośrodkami akademickimi, a ich odległość od centrów akademickich jest znaczna. Myślę, że założenie w ciągu ostatnich dwóch lat 14 publicznych szkół zawodowych spełniało te warunki. Ich powstanie jest sukcesem. Studiuje tam młodzież, która, gdyby nie te szkoły, w ogóle nie podjęłaby nauki. Rodzi się pytanie: Czy nadal rozwijać takie szkoły czy może lepiej, aby uczelnie akademickie tworzyły filie, wydziały zamiejscowe lub punkty dydaktyczne? Ten nowy typ szkoły wyższej znacznie rozbudził ambicje mniejszych ośrodków. Przynajmniej co drugie miasto powiatowe czyni starania o publiczną bądź prywatną wyższą szkołę zawodową. Inicjatywy te są zwykle wspierane przez posłów i senatorów, i każda moja obecność w Parlamencie to niekończący się lobbing za powołaniem takich uczelni.

WIELE DO ZROBIENIA

Mamy wreszcie trzecią grupę uczelni – szkoły niepubliczne. Jest ich obecnie ok. 170 i prawie drugie tyle wniosków czeka w MEN i Radzie Głównej na rozpatrzenie. Ta grupa uczelni jest niezwykle zróżnicowana. Są wśród nich małe i słabe, ale i duże, sięgające po uprawnienia akademickie. To, co martwi i nie rokuje dobrze znacznej liczbie uczelni niepublicznych, to brak własnej kadry i prawie 80 proc. studentów na studiach zaocznych. Jest to jawnie sprzeczne z ustawą, która studia dzienne definiuje jako podstawową formę studiów wyższych. Niedawny raport NIK pokazał, że w wielu z nich nie jest dobrze z jakością kształcenia i nagminnie łamane jest prawo, np. poprzez tworzenie nielegalnych filii, złe prowadzenie dokumentacji i częste nieprawidłowości finansowe. 

Nie wolno dopuścić w żadnym typie uczelni do deprecjacji wykształcenia wyższego, byłaby to ogromna krzywda wyrządzona naszej młodzieży, która często wydaje na swoje kształcenie przysłowiowy „ostatni grosz”, swój lub rodziców. Sprawy jakości wykształcenia nie rozwiążemy bez nowych uregulowań ustawowych. I w ten sposób doszliśmy do ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym. Ostatni miesiąc był dla niej bardzo obiecujący – odbyły się dwa ważne spotkania premiera z Parlamentem Studentów i rektorami wszystkich typów szkół wyższych. Obydwa pokazały, jak bardzo zgodna jest opinia o konieczności uchwalenia tej ustawy. Myślę że premier, prof. Jerzy Buzek, stał się także jej zwolennikiem i sądzę, że niebawem będzie ona przedmiotem obrad Rządu Rzeczpospolitej. 

Uwagi.