|
Co w praktyce znaczą te dodatkowe 2 proc.?
Wartość jednoosobowych spółek skarbu państwa to ok. 65 mld zł,
a 2 proc. od tej kwoty wynosi ok. 1,3 mld zł.
Andrzej Wiszniewski
Czy naprawdę polska nauka wzbogaci się o 2 proc. środków, pozyskanych z prywatyzacji spółek skarbu państwa? Dziś już można chyba powiedzieć, że tak, choć to jeszcze nie koniec drogi. Jednak odpowiednia ustawa została już przyjęta przez Sejm. Jest zupełnie nieprawdopodobne, by Senat usiłował ją zmienić. Nie sądzę też, by Prezydent ją zawetował. W sytuacji naszego kraju być przeciw zwiększeniu nakładów na naukę – i to na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi – to byłaby bardzo niepopularna decyzja.
FUNDACJA DOKAPITALIZOWANA
Jak do tego doszło? Zaczęło się od inicjatywy parlamentarzystów (główni inicjatorzy to posłowie AWS Tomasz Wójcik z Wrocławia i Adam Biela z Lublina), którzy postulowali, by 25 proc. wpływów z prywatyzacji skierować na powszechne uwłaszczenie, a 5 proc. na fundusz nauki i technologii. Spory parlamentarne i rządowe trwały długo i nie były pozbawione elementów dramatycznych. Ostatecznie koalicjanci, po kolejnej rundzie negocjacji, zdecydowali się na wariant kompromisowy: 7 proc. akcji jednoosobowych spółek skarbu państwa na fundusz uwłaszczeniowy, 5 proc. na reprywatyzację, 2 proc. na restrukturyzację przemysłu oraz 2 proc. na dokapitalizowanie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, dla wsparcia polskiej nauki i technologii. Fundacja ta, której prezesem jest prof. Maciej Grabski, zyskała sobie dobrą renomę w polskim środowisku naukowym. Jako minister nauki nadzoruję jej działalność, powołuję jej Radę Nadzorczą oraz nadaję statut. Tak więc współpraca między Fundacją a KBN jest zapewniona nie tylko personalnie, ale też instytucjonalnie.
No dobrze, co w praktyce znaczą te 2 proc.? Jak to się przekłada na pieniądze? Otóż, wartość jednoosobowych spółek skarbu państwa to ok. 65 mld zł, a 2 proc. od tej kwoty wynosi ok. 1,3 mld zł. Jest to więc znaczna suma: nieco przekracza 40 proc. rocznego budżetu przeznaczanego przez państwo na badania naukowe. Oczywiście, napływ tych pieniędzy będzie rozciągnięty w czasie i rocznie wyniesie 150–200 mln zł. W ustawie jest co prawda klauzula, że jeśli w roku poprzedzającym decyzje finansowe państwo nie wykona zaplanowanych w budżecie wpływów z prywatyzacji, kwoty te będą mogły ulec zmniejszeniu, ale nie sądzę, by należało się tego obawiać. Trzeba się tylko cieszyć, że prace badawcze i rozwojowe uzyskały tak znaczny zastrzyk finansowy.
NOWY SKŁAD KOMITETU
A teraz o zupełnie innej sprawie. Mamy nowy skład Komitetu Badań Naukowych IV kadencji. Ostatniego dnia marca zakończył się drugi etap wyborczy. W pierwszym etapie czynne prawo wyborcze miało nieco ponad 55 tys. naukowców (od doktora wzwyż). Wśród nich 83 proc. ze szkolnictwa wyższego, 10 proc. z jednostek badawczo-rozwojowych oraz 7 proc. z placówek Polskiej Akademii Nauk. Niestety, zainteresowanie wyborami było marne, szczególnie pośród nauczycieli akademickich: tylko niewiele ponad 40 proc. uprawnionych wzięło udział w pierwszej turze, odsyłając wypełnione karty do głosowania. Na dodatek wiele głosów było nieważnych, bowiem głosujący niezbyt uważnie przeczytali instrukcję wyborczą, rzeczywiście dosyć skomplikowaną. W efekcie, ważnych głosów w I turze było tylko ok. 20 tys. I to dzięki nim wyłoniono po 15 kandydatów do 12 zespołów Komitetu. W II turze głosowali wszyscy ci, którzy w pierwszej nadesłali podpisane karty. (Przysłowiowe roztargnienie naukowców sprawiło, że wcale niemało kart było nie podpisanych.) Po sprawdzeniu ok. 25 tys. głosów wyłoniono 5-osobowe składy wszystkich 12 zespołów.
Wśród wybranych 88,3 proc. osób pochodzi ze szkolnictwa wyższego, 6,7 proc. z JBR, zaś 5 proc. z jednostek PAN. Ciekawy jest też rozkład regionalny. Aż 31,7 proc. wybranych pochodzi z Warszawy, 21,7 proc. z Krakowa, 13,3 proc. z Poznania i tyleż ze Śląska Górnego i Opolskiego oraz 10 proc. z Wrocławia. Wszystkie inne ośrodki razem wzięte, wprowadziły 10 proc. członków.
Jeśli idzie o uczelnie, to najwięcej, po 6 osób, wprowadziły AGH oraz Politechnika Warszawska, po 5 osób – Uniwersytety Poznański i Warszawski, 4 osoby Uniwersytet Jagielloński, po 3 osoby – Politechniki Wrocławska i Śląska oraz 2 osoby Politechnika Poznańska. Pozostałe instytucje – z tych, które będą reprezentowane w Komitecie – wprowadziły po jednym przedstawicielu. Są też „wielcy nieobecni”, czyli znane i wielkie uczelnie, których przedstawicieli nie ma w KBN. Sądzę, że powinno to stać się powodem do zastanowienia dla społeczności tych uczelni.
W maju nowi członkowie Komitetu przejmą obowiązki, które będą pełnić przez trzy – a jeśli parlament przyjmie znowelizowaną ustawę o szkolnictwie wyższym – przez cztery kolejne lata. Czeka nas jeszcze wyłonienie przewodniczących zespołów, którzy będą tworzyć ścisły Komitet oraz wybór dwóch zastępców przewodniczącego. |