|
|
|
Kartki z dziejów nauki w Polsce (12) Piotr H?bner Ruch związkowy nie miał znaczących tradycji w środowisku akademickim. Przez wieki dominowały w uczelniach formy korporacyjne, a na obrzeżach uczelni funkcjonowały towarzystwa naukowe, dalekie od problematyki socjalnej. W czasie I Zjazdu Nauki Polskiej (1920) obojętnie potraktowano projekt zgłoszony przez Henryka Raabego, by powołać Towarzystwo Pracowników Naukowych o zadaniach zbliżonych do związku zawodowego. Związki uczelniane, w tym Towarzystwo Docentów Prywatnych UJ i Towarzystwo Asystentów UJ, nie miały nawet wewnętrznej siły przebicia. Pozycji profesury nie mogło też naruszyć lokalne Zrzeszenie Profesorów i Docentów Szkół Akademickich w Warszawie. Egalitarne formuły związkowe sprzeczne były z arystokratyczną hierarchią uczelni, kolektywizm naruszał zasady indywidualizmu, ochrona etatu wykluczała praktykę selektywnego doboru. Debata o zarobkach wydawała się mało znacząca przy sporach naukowych. Diametralne zmiany przyniosła rewolucja ustrojowa. Władze komunistyczne dostrzegły w ruchu związkowym zasadniczy czynnik demokratyzacji środowiska akademickiego, co z kolei otwierało drogę do sowietyzacji nauki. Bolesław Bierut z podpowiedzi Jakuba Bermana zamówił projekt organizacji nauki polskiej na podstawie zawodowej (luty 1945 r.). Prezes PAU Stanisław Kutrzeba nie spełnił jednak oczekiwań. W memoriale wyjaśnił, że pracowników naukowych nie da się zorganizować na podstawie zawodowej tak, jak (...) lekarzy, sędziów. Choć z inicjatywy rektora UMCS Henryka Raabego powołano w Lublinie (sierpień 1945 r.) Związek Zawodowy Pracowników Szkół Wyższych i Instytutów Naukowych, nie cieszył się on jednak wysoką frekwencją. Zbyt był uwikłany w politykę, a profesorów raziło szczególnie włączenie do grona związkowców uczelnianych urzędników i pracowników technicznych wedle zasady: jeden związek w jednym miejscu pracy. Tej zasady nie respektował wówczas Związek Nauczycielstwa Polskiego, w którym działała autonomiczna Sekcja Szkół Wyższych. Idea wspólnoty nauczycielskiej omijała jednak problemy profesjonalnego badania, pozostawiając poza związkiem pracowników instytutów resortowych. ZNP nie cieszył się w dodatku uznaniem władz, znajdował się bowiem pod wpływem opozycyjnego PSL. Środowiska akademickiego nie pozyskał nawet lansowany przez „Życie Nauki” projekt powołania Związku Zawodowego Pracowników Naukowych. Ten miał mieć formułę związku twórców, zgodnie ze standardami spotykanymi w krajach cywilizowanych. Realia ustrojowe i polityczne roku 1948 przyniosły całkowitą zmianę. W miejsce tradycji korporacyjnej pojawia się wzór biurokratyczny – uczelnie stają się typowymi instytucjami. Ruch towarzystw naukowych w wyniku presji administracyjnej marnieje, aż do stanu pełnej anemii. Z woli władz rozbudowywana jest natomiast domena związkowa. Pod pretekstem połączenia Sekcji Szkół Wyższych ZNP ze związkiem lubelskim wprowadzono do grona członków sekcji rosnącą gwałtownie liczbę pracowników administracyjnych. Sekcja traci autonomię w ramach ZNP, a związek – autonomię w ramach jednoczesnego ruchu związkowego. Zawłaszczane są domy wczasowe, zlikwidowano kwartalnik „Szkoły Wyższe” redagowany przez Marię Ossowską. Pojawia się dążenie do wpisania na listy członków wszystkich zatrudnionych. Pod wpływem formuły o „pasie transmisyjnym” pojawia się atrakcyjność działań i nowa frazeologia. Nic więc dziwnego, że nawet Zenon Klemensiewicz pochwala na łamach „Życia Nauki” olbrzymi aparat organizacyjno-administracyjny ZNP oraz fakt stopienia się grona naukowców w dosłownie zorganizowaną z wielości i rozmaitości całość i jedność. |
|
|