Podzwonne dla rozumu
Poprzedni Następny

 

Jeśli przeczytasz poniższy tekst do końca, to znaczy, 
że ciebie on jeszcze nie dotyczy. Ale zapewne dotyczy już twoich dzieci.

Paweł Misiak

Fot. Stefan Ciechan

Sposób przekazywania informacji narzuca pewne paradygmaty myślenia. Zakorzeniają się one tak głęboko, że zdają się przyrodzonymi własnościami umysłu. Tymczasem widzenie i odczuwanie świata oraz sposób myślenia zależą w dużej mierze od tego na przykład, jak nauczyliśmy się czytać i pisać – przy użyciu pisma fonetycznego czy ideograficznego. Ba! Okazuje się, że inaczej postrzegają rzeczywistość ludzie, którzy czytają z lewa na prawo, a inaczej ci, co z prawa na lewo. Łatwo się o tym przekonać. Wystarczy narysować dwa jednakowe poziome prostokąty, jeden z jedną przekątną, drugi z drugą. Którą z przekątnych nazwiemy wznoszącą, a którą opadającą?

POZÓR MĄDROŚCI

Pismo fonetyczne było wielkim wynalazkiem. Pozwoliło na kodowanie dowolnej informacji językowej za pomocą niewielkiego, ustalonego zestawu znaków. W dodatku te same znaki „obsługują” wiele różnych języków, zupełnie do siebie niepodobnych. Teoretycy kultury mówią wręcz o rewolucji związanej z wynalezieniem pisma. Przedtem mądrość i wiedza były nierozerwalnie związane z umiejętnością pamiętania. Konieczność zapamiętywania wiązała się jakoś z głębszym rozumieniem. Wynalazek pisma spowodował, że już nie mózg ludzki, lecz pismo stało się zasadniczym nośnikiem pamięci. Platon pisał, że pismo to nie sposób pamiętania, tylko przypominania sobie i daje nie mądrość, lecz jedynie jej pozór. Wraz z wynalezieniem pisma być mądrym zaczęło oznaczać nie tyle, że się wie, co i jak, lecz że się wie, gdzie to jest napisane.

Kolejną rewolucję spowodowało wynalezienie druku. Upowszechnienie wszelkich tekstów dało znacznie większej części społeczeństwa możliwość udziału w cywilizacyjnym obiegu myśli. Napędzało też rozwój szkolnictwa. Wynalezienie pisma i druku to kolejne etapy rozwoju technologii związanych z przekazem kulturowym. Zmieniły one sposób funkcjonowania społeczeństwa i sposób postrzegania rzeczywistości. To samo mówi się teraz o telewizji, Internecie i multimediach.

Rozum – treść – ciało

Upowszechnienie telewizji to następna rewolucja. Pismo kładzie nacisk na logikę, kolejność, obiektywność, dyscyplinę intelektualną. Telewizja natomiast operuje obrazem, narracją, jest nastawiona na teraźniejszość i szybką reakcję emocjonalną, angażuje inny rodzaj aktywności i wykształca inną wrażliwość. Derrick de Kerckhove, przytaczając w Powłoce kultury proste eksperymenty psychologiczne stawia hipotezę, iż przekaz telewizyjny odwołuje się bardziej do naszego ciała niż do umysłu. Docierające z ekranu i głośników bodźce uaktywniają reakcje, które natura „wpisała” w nasz program biologiczny w zupełnie innych warunkach i innym celu. W odróżnieniu od bodźców naturalnych, telewizja nie pozostawia „naturalnego” czasu na pełne przetworzenie informacji, podając kolejne bodźce z dużą prędkością. Dlatego większa część przetwarzania informacji dokonywana jest na ekranie – pisze de Kerckhove, a wpływ przekazu telewizyjnego na umysł jest niewielki.

Konsekwencje dłuższego oddziaływania telewizji, zwłaszcza na młodego widza, sięgają głęboko. De Kerckhove cytuje innego teoretyka mediów, Herthę Sturm: Szybko zmieniające się obrazy osłabiają werbalizację. Pomiędzy nimi znajdują się niezinterpretowane zmiany w kącie widzenia i nieprzewidywalne przeskoki od obrazu do tekstu i od tekstu do obrazu. Przy konfrontacji z szybko zmieniającymi się pokazami i przyspieszoną akcją, widz jest dosłownie prowadzony od obrazu do obrazu. Wymaga to ciągle nowej i niespodziewanej adaptacji do bodźców percepcyjnych. W rezultacie widz nie jest w stanie nadążyć i przestaje nadawać określenia wewnętrzne. Przekaz taki oddala widza od języka, co – jeśli uznać, że język wyróżnia człowieka spośród zwierząt – jest równoznaczne z degradowaniem człowieczeństwa.

Wiedza widza

Czytając korzystamy z umiejętności sekwencyjnego przyswajania treści. Oglądanie telewizji wymaga natomiast operowania „krótkimi spojrzeniami”. Przy obserwacji małych dzieci podczas czytania wydaje się, że nie przeglądają one tekstu za pomocą ruchów oka charakterystycznych dla wprawnego czytelnika, lecz „rzucają okiem” na stronę, jakby przenosiły strategię oglądania obrazu telewizyjnego na czytanie tekstu – zauważa de Kerckhove. Nic zatem dziwnego, że dzieci mające od małego intensywny kontakt z telewizją, trafiając w szkole w świat słowa drukowanego napotykają na problemy. Dochodzi do pewnego rodzaju wojny psychologicznej, a ofiar pada niemało: dzieci, które nie są w stanie albo nie chcą się nauczyć czytać, które nawet w obrębie jednego akapitu nie potrafią zorganizować swojej myśli w strukturę logiczną, które nie umieją słuchać wykładu bądź ustnych wyjaśnień dłużej niż parę minut. Ponoszą porażkę, ale nie z powodu swojej głupoty; toczy się wojna między mediami, a dzieci stają po niewłaściwej stronie – przynajmniej na razie. Kto wie, jak będą wyglądać szkoły za dwadzieścia pięć lat? (...) Może uczniowie, którzy dziś doznają niepowodzeń, będą odnosili sukcesy? – pisze Neil Postman w Technopolu.

Zaczyna dominować nowy sposób przekazu społecznego, kojarzony z telewizją. A imiona jego: perswazja i manipulacja. Opisane przed chwilą mechanizmy prowadzą do utraty znaczenia racjonalności, myślenia związkami logicznymi i analizowania zależności między elementami świata. Przewagę zyskuje podejście emocjonalne, obraz rzeczywistości w postaci nieuporządkowanych, luźno powiązanych faktów, brak bezkrytycyzmu wobec otrzymywanych informacji. Przedstawiciele pokolenia telewizyjnego nie są w stanie zrozumieć wywodów zawartych w tradycyjnych podręcznikach. Jeśli nawet kojarzą z czymś imię Platona, jest to co najwyżej obraz głowy wykutej w marmurze. Nie są w stanie przytoczyć nawet pobieżnie zarysu jego myśli.

Co po szkole?

Postman zauważa w tym kontekście, że na dłuższą metę telewizja może stopniowo doprowadzić do zaniku zawodu nauczyciela, ponieważ szkoła była efektem wynalezienia prasy drukarskiej i jej istnienie lub upadek zależą od tego, jak wielkie znaczenie przypisuje się słowu drukowanemu. Przez czterysta lat nauczyciele po części dzierżyli monopol na wiedzę, a teraz stoją w obliczu załamywania się tego monopolu. Wydaje się, że niewiele mogą zdziałać, by temu zapobiec, ale z pewnością jest coś perwersyjnego w entuzjazmie nauczycieli dla procesu, którego są świadkami.

W tej sytuacji jedni zadają pytanie, jak uczyć, inni – czego uczyć, a jeszcze inni – czy w ogóle utrzymywać szkołę jako instytucję społeczną. Określenie filozoficznych podstaw systemu oświatowego, czyli odpowiedzi na te pytania, to jedno z najtrudniejszych i najbardziej ważkich zagadnień społecznych. Wszelkie reformy w edukacji mają sens o tyle, o ile realizują jakąś spójną koncepcję, a ta musi uwzględniać zachodzące przemiany cywilizacyjne.

Rozumiem ubolewania nad niezbyt wysokim poziomem intelektualnym (by nie rzec – głupotą) dzisiejszych studentów, wyrażane przez kolegę Karola Pesza w tym numerze „FA”. Jednak to łabędzi śpiew ginącego świata, który ceni intelekt, racjonalność i naukę. Czy znajomość i rozumienie podstawowych praw fizyki są potrzebne do oglądania filmu o gwiezdnych wojnach lub wyczynach Supermana? Wręcz przeciwnie – przeszkadza, bo widz zauważa bezsensy. Czy wiedza o prawach przyrody jest potrzebna, by trafnie odpowiedzieć na pytania audiotele? Czy Arystoteles, Galileusz, Einstein mają coś do powiedzenia na temat najlepszego proszku do prania albo nowego napoju „enerdżajzera”?

Wszystko w bity

W dziedzinie technologii komunikacji pojawiła się rewolucja cyfrowa ze swoim własnym „alfabetem”. Wszystkie bez wyjątku informacje – tekstowe, liczbowe, obrazowe, dźwiękowe i dowolne inne – są kodowane za pomocą dwóch znaków. Kod cyfrowy działa podobnie do alfabetycznego. By odczytać przekaz, trzeba znać „klucz”, wedle którego przetworzono informację na ciągi bitów. Dla przekazu alfabetycznego owym kluczem jest język, w którym zapisano tekst. Posługiwanie się przekazem alfabetycznym wymaga uprzednio dość intensywnej nauki czytania i pisania. Dekodowanie i kodowanie informacji z i do tekstu pisanego odbywa się w umyśle osoby posługującej się językiem i pismem. Informacja językowa nie „pisze się sama”. Jest tworzona przez ludzi i dla ludzi.

Inaczej ma się rzecz z komunikacją cyfrową. Tu, tak samo jak w tradycyjnym przekazie radiowym czy telewizyjnym, kodowaniem i dekodowaniem zajmują się maszyny. Człowiek daje im tylko materiał wejściowy i odbiera wyniki. A i te czynności, w większości przypadków, nie są związane z większą aktywnością umysłową. Nie jest bowiem ona potrzebna do wysyłania i odbioru muzyki przez tzw. eter radiowy, ruchomych obrazów za pośrednictwem telewizji czy na przykład zdjęć z ostatniej balangi przez Internet. W tym ostatnim przypadku wystarczy włożyć zdjęcie do skanera, a komputer zrobi resztę – przetworzy punkty obrazu na ciągi bitów, te upakuje odpowiednio i prześle poprzez sieć. Komputer odbiorcy zdekoduje przesyłkę i przedstawi na monitorze lub drukarce kopię wysłanego obrazu. To samo dzieje się z wszelką inną informacją. Po zdigitalizowaniu w celu gromadzenia czy przesłania staje się nieczytelna, aby znowu objawić się ludziom po zdekodowaniu przez maszynę.

Dominacja wideoklipu

Ostatnio w modzie jest mówienie o konwergencji. Powinniśmy być w tych sprawach na bieżąco, bo już przed trzema laty Unia Europejska zaczęła wydawać na ten temat różne dokumenty. Ogólnie biorąc konwergencja technologiczna – „pakowanie” wszystkiego w cyfrowe kanały transmisji – podnosi jedynie efektywność transmisji różnego rodzaju sygnałów. Śledząc natomiast rozwój mass mediów, zwłaszcza zaś Internetu, można zaobserwować tendencję do konwergencji samego sposobu przekazu. 

Na początku światowa sieć była domeną słowa pisanego. Wraz ze wzrostem przepustowości łączy zaczęto do tekstu dodawać grafikę, potem dźwięk i wideo. W przeciągu paru lat zaczął dominować w Internecie przekaz multimedialny i „wideoklipowy”, charakterystyczny dla telewizji. Tendencję tę widać również w internetowych przekazach tekstowych – dość poczytać newsy albo irc. Nawet gazety, medium najbardziej tradycyjne, w stylu grafiki i układzie treści przypominają spoty reklamowe. Rzut oka na dowolny brukowiec: wielkie tytuły, lidy dużą czcionką, krótkie zdania, wiele ilustracji, zwykle sugestywnych emocjonalnie. Niemal żadnej treści odwołującej się do umysłu, wszystko „bebechowate”.

Przed kolejną dramatyczną zmianą w „podkładzie kulturowym” społeczeństwa nie ma ucieczki. Wypracowany w naszym kręgu cywilizacyjnym przez ostatnich kilkaset lat model postrzegania rzeczywistości, międzyludzkiego i międzypokoleniowego przekazu myśli, nawet sam sposób myślenia i organizacji informacji, ustępuje pod naporem nowego paradygmatu, który można nazwać telewizyjnym, choć rozciąga się już na wszystkie media. Zmiana ta dokonuje się pod naporem techniki i technologii medialnej oraz informacyjnej. Trudno przewidzieć, dokąd nas zaprowadzi i jak pod jej wpływem zmieni się sposób funkcjonowania społeczeństwa jako całości. Może należy wsłuchać się w głosy filozofów – dinozaurów odchodzącej kultury pisma i rozumu? Może warto zadać sobie trud, oderwać się od ekranu i poczytać Postmana, de Kerckhove’a, Eco, dopóki jeszcze potrafimy ich rozumieć?

pawel_misiak@wroclaw.home.pl 

Uwagi.