|
|
|
Postępujący indywidualizm powoduje, iż inteligencja staje się warstwą, Ryszard Legutko
Teza, iż inteligencja jako grupa społeczna musi przestać istnieć, pojawiła się w momencie upadku komunizmu i przejścia do nowego ustroju. Miała wówczas cechy oczywistości i nie przypominam sobie ani jednego głosu, który by ją kontestował. Przyznaję, że również ja sam pod ową tezą wtedy się podpisywałem, uznając, że w systemie liberalno-demokratycznym nie ma już miejsca dla warstwy, którą zrodził wiek XIX i która szczególne poczucie misji wykreowała w sobie w czasach niewoli. CZEMU KONIEC?W podobnym zachowaniu nie było oczywiście niczego nieracjonalnego, jako że spodziewana likwidacja nie miała zasadniczo prowadzić do zawodowych perturbacji, lecz do zmiany postrzegania własnych celów. Przewidywano zatem, iż w stan nieistnienia przejdzie społeczny i kulturowy byt, który identyfikuje siebie poprzez swoje obowiązki wobec całego narodu. Obowiązki te zaś to nie tylko obowiązki strażników i krzewicieli kultury – tak jak wynikało to z uproszczonych schematów romantycznych – ale także nauczycieli narodu, niekiedy niezwykle surowych, jak również krytycznych interpretatorów znaczeń i celów, budzących sumienia i rozdrapujących rany. Na pytanie, dlaczego w nowym ustroju taka klasa ludzi przestanie istnieć, odpowiadano zwykle posługując się kilkoma argumentami. Po pierwsze – twierdzono – wraz z przywróceniem suwerenności politycznej przestanie istnieć zapotrzebowanie na grupę specjalnych nauczycieli społeczeństwa; wytworzą się normalne mechanizmy edukacyjne i nie będzie już konieczności działań pozasystemowych, które miałyby być reakcją na próby zawładnięcia polską tożsamością przez obcego suwerena lub jego namiestnika. Po drugie – argumentowano – nowe społeczeństwo będzie nieuchronnie stawało się coraz bardziej indywidualistyczne, a wraz z takim procesem musi upaść większość kolektywnych wyobrażeń i odpowiedzialności. Wspólna tożsamość straci swoją poprzednią moc oddziaływania i będzie wypierana przez tożsamości węższe, indywidualne czy lokalne; raczej poczucie własnego interesu i siła bezpośredniego doświadczenia niż zbiorowe idee ukształtowane w historii będą kształtowały horyzont poszczególnych jednostek. Po trzecie – przewidywano – system wolnego rynku sprawi, iż intelektualiści staną się grupą zawodową, podobną do innych grup starających się znaleźć swoje miejsce w systemie wolnej przedsiębiorczości. Będą więc starali się sprzedać swoje kwalifikacje – a nie ofiarować je w imię przyszłych celów – ograniczając się do wykonywania swojego zawodu, aspirując, co najwyżej, do roli eksperta. Po czwarte – taki argument również padał – na świecie zachodzi potężny proces homogenizacyjny, w wyniku którego polskie społeczeństwo upodobni się do społeczeństw zachodnich, w których warstwa inteligencji nie istnieje (zachodnie języki nie dysponują nawet stosownym pojęciem dla określenia podobnej grupy); pojawienie się inteligencji wiązało się zatem ze szczególnym doświadczeniem historycznym, a wraz z jego zanikiem zaniknie również inteligencja. Tezę o końcu inteligencji uważam za nieprawdziwą i w dalszym ciągu tekstu zamierzam to przekonanie uzasadnić przy pomocy trzech argumentów. POWAŻNIEJSZE OBOWIĄZKIPrzede wszystkim – i taki jest mój pierwszy argument – nie jest prawdą, że inteligencja stanowi wyłącznie twór wschodnioeuropejski, głównie polski i rosyjski, i że jej odpowiedniki nie istniały gdzie indziej. Trudno oczywiście umniejszać różnice, jakie dzielą grupy intelektualne na wschodzie i na zachodzie Europy, wynikające z odmiennej historii i odmiennych wyzwań. Nie ma jednak przesadnej mocy teza, że pojęcie inteligencji nie występuje w żadnym z zachodnich języków, a gdy się w nich znalazło – stanowi kalkę z rosyjskiego czy polskiego (np. angielskie intelligentsia). Jeśli zdefiniujemy to pojęcie jako odnoszące się do grupy, która charakteryzuje się takimi zachowaniami, jak wielkie oddanie ideom, poczucie misji wobec całego społeczeństwa czy spór z władzą polityczną o rządy dusz nad społeczeństwem, to łatwo dostrzeżemy, iż nie ma w tym wcale specyfiki wschodnioeuropejskiej. Od pewnego czasu stało się wszak regułą, iż grupy intelektualne angażują się mocno w dzieło przekształcania społeczeństwa i nastawione są na spór z władzą. Różnica między wschodem a zachodem jest taka, iż w Rosji i Polsce, wobec niemożliwości politycznego działania, inteligencja wzięła na siebie poważniejsze obowiązki. W Polsce na przykład polegały one na pomaganiu narodowi w utrzymaniu tożsamości, czyli, jak mówiono w wieku XIX, na dochodzeniu do samowiedzy. Inteligencja, a szerzej kultura, stały się czymś w rodzaju substytutu polityki, co w przypadku społeczeństw zachodnich nie miało oczywiście zastosowania. Stąd kultura – zwłaszcza kultura literacka, malarska czy muzyczna – odegrała w Polsce znacznie większą rolę niż w krajach zachodnich, a poeci czy artyści spełniali funkcje, których w tamtych społeczeństwach nie musieli spełniać. Ale i tam pojawiali się twórcy – tacy chociażby, jak Victor Hugo czy Giuseppe Verdi – którzy mieli podobne ambicje i w jakimś zakresie je urzeczywistniali. W świetle powyższego nie ma zatem podstaw, by wnioskować o zaniku inteligencji w Polsce czy w Rosji posługując się argumentem, że podobne procesy dokonały się na zachodzie. Pogląd taki wziął się pewnie częściowo ze słabej znajomości rzeczywistości zachodniej, a częściowo z przyjętego stereotypu o zasadniczej różnicy między wschodem a zachodem Europy. Ten stereotyp, co znamienne, utrwalił się po obu stronach kontynentu. Intelektualiści zachodni patrzyli na to, co działo się w naszej części Europy, pod kątem różnic instytucjonalnych; stąd w roli polskiej i rosyjskiej inteligencji widzieli raczej oczywistą odmienność sytuacji. Podobnymi stereotypami kierowali się inteligenci wschodnioeuropejscy. Dostrzegali ustroje zachodnie jako antytezy realnych systemów we własnych krajach i czynili owe ustroje przedmiotami aspiracji. Z natury rzeczy musieli zatem uznać, iż wraz ze spełnieniem tego zamierzenia, a więc wraz z usunięciem rosyjskiej tyranii czy sowieckiego despotyzmu i wprowadzeniem modelu zachodniego misja ich musi ulec zakończeniu. ROLA MISYJNAPo drugie – i to jest mój następny argument – poczucie odpowiedzialności klasy intelektualnej za całość społeczeństwa wcale nie maleje w dzisiejszych czasach, lecz jest równie mocne jak kiedyś. Fakt ten zresztą bywa dostrzegany przez komentatorów i rozmaicie oceniany. Richard Pipes na przykład stwierdził onegdaj, iż zauważa znaczące podobieństwo między dzisiejszymi intelektualistami a rosyjską inteligencją XIX wieku. Podobieństwo to, w opinii amerykańskiego historyka, nie świadczyło dobrze o współczesnej klasie intelektualnej, jako że sprowadza się to do takich cech, jak oderwanie od doświadczenia społecznego oraz historycznego, izolacja od społeczeństwa połączona z arogancją sądów, a także objawianie ducha rewolucyjnego. Nie ma tu więc znaczenia ogromna różnica w sytuacji politycznej: w jednym przypadku, politycznej despotii oraz cenzury, w drugim – liberalnej demokracji o niespotykanych w historii obszarach swobody. Fakt ten pokazuje – jeśli przyjąć tezę Pipesa za choćby częściowo prawdziwą – że istnienie inteligencji jako grupy nie pozostaje w oczywistym związku z politycznym otoczeniem, a więc z funkcjonowaniem takich czy innych instytucji politycznych. Można zresztą znaleźć liczne wątki, które pojawiły się w wieku XIX i nadal są kontynuowane zarówno przez wschodnioeuropejską inteligencję, jak i zachodnich intelektualistów. Kiedyś takim wątkiem był namiętny krytycyzm wobec kapitalizmu oraz kultury burżuazyjnej. W XX wieku w niektórych okresach doprowadził on na zachodzie do form niezbyt odległych od tych, z jakimi mieliśmy do czynienia w XIX-wiecznej Rosji. Były więc w latach 60. próby, podejmowane przez młodych amerykańskich radykałów, wchodzenia w lud (jakkolwiek w niczym nie przypominający rosyjskiego ludu z ubiegłego wieku). Czyniono także próby inspirowania alternatyw wobec istniejącej władzy i obowiązujących hierarchii. Podobnie jak w Rosji, owe obowiązki wywodzono nie z jakiegokolwiek doświadczenia, ale z idei, którym towarzyszyło przekonanie – jego oczywista absurdalność nie ma tu znaczenia – iż struktura władzy jest tak potężna i nikczemna, że uniemożliwia jakiekolwiek wspólne działania pozytywne. Podobnie kontynuację w wieku XX znajduje wątek sporu o ideę narodową i jej konsekwencje. Rozliczenia narodowe w niektórych krajach mają dziś temperaturę i intensywność nie mniejszą niż w ubiegłym stuleciu. Czym jest na przykład działalność publicystyczna J?rgena Habermasa, jak nie typową działalnością inteligenta, który stara się mieć kształtujący wpływ na samowiedzę swojego narodu? Spór historyków niemieckich był klasycznym sporem inteligenckim, a więc sporem o kształt tożsamości narodowej. We wschodniej Europie kształtowanie tożsamości narodowej nadal znajduje się w centrum zainteresowania klasy intelektualnej i niezależnie od zmian instytucjonalnych, jakie zachodzą i będą zachodzić, należy się spodziewać, iż problem będzie także absorbował uwagę intelektualistów w dającej się przewidzieć przyszłości. Przeważa oczywiście postawa czujności wobec tradycji narodowej, którą traktuje się jako źródło zagrożeń i jako stały temat moralnych oraz historycznych rozliczeń. Ale idea, która tę czujność pobudza – tak jak było to w przypadku inteligencji XIX-wiecznej – ma cele wychowawczo-inspirujące. W nowych czasach pisarze, publicyści i artyści również wykazują ambicję przekształcania ludzkiej wyobraźni, wstrząsania sumieniami, uwrażliwiania na przeszłe ograniczenia i przyszłe dobra. Tak jak w XIX wieku, tak i dzisiaj intelektualista – polski, niemiecki, a nawet amerykański – czuje się odpowiedzialny za przeszłość swojego narodu oraz za jego przyszłość. Tę pierwszą piętnuje, rozlicza, wzbudza uczucie winy, na tę drugą pragnie mieć kształtujący wpływ. Antykapitalizm oraz antymieszczańskość jako programy polityczno-wychowawcze już straciły wiele ze swojej atrakcyjności. Nadal jednak sama idea krytycyzmu, która za takimi programami stała, jest silnie obecna. W czasach dzisiejszych niesłychaną popularnością cieszy się pogląd, iż kategorie epistemologiczne i kulturowe są fundamentami i nośnikami władzy, represji i dyskryminacji. Jeśli więc istnieje grupa, która może temu przeciwdziałać demistyfikując jedne kategorie i promując inne, to tą grupą może być wyłącznie klasa intelektualna. Gdyby postmodernizm, czyli koncepcja, która ów pogląd ze szczególną konsekwencją podkreśla, miał się okazać filozofią dominującą (co wcale nie jest przesądzone, a nawet może być wątpliwe), to misyjna rola intelektualistów jako ludzi predysponowanych do wypełnienia najważniejszego dla naszego życia mentalnego zadania wzrosłaby niepomiernie. Niezależnie jednak od tego, jak potoczą się losy cywilizacji zachodniej, zamknięcie intelektualisty w klasie zawodu lub kategorii eksperta wydaje się wizją odległą. POKUSY IDEOLOGIIPo trzecie – i to jest mój ostatni argument – nie jest prawdą to, co twierdzili zwolennicy krytykowanej przeze mnie tezy, a mianowicie, iż rosnący indywidualizm społeczeństw liberalnych i rynkowych osłabia znaczenie inteligencji. Powiedziałbym, że zachodzi raczej zależność odwrotna. Postępujący indywidualizm powoduje, iż inteligencja staje się warstwą, na którą zapotrzebowanie może rosnąć. Jeśli bowiem indywidualizacja, czyli proces osłabienia związków społecznych, wiąże się nieuchronnie ze spadkiem znaczenia obyczaju, to musi jednocześnie wzrosnąć rola tych czynników, które wchodzą w miejsce tradycyjnych więzi społecznych i organizują życie jednostek. Tymi czynnikami są przede wszystkim prawo oraz idee ogólne. Poniekąd ten drugi czynnik, czyli idee ogólne, jest ważniejszy, gdyż od niego często zależy nie tylko kształt prawa, ale także sposób jego egzekwowania. Innymi słowy, skoro obyczaj przestaje mieć decydujący wpływ na regulację ludzkich zachowań, a związki między ludźmi nabierają coraz bardziej charakteru abstrakcyjnego, pojawia się konieczność rozjaśniania i interpretowania tych kategorii, za pomocą których ludzie się porozumiewają. Ponieważ język prywatny jest niemożliwy, a język obecny w historycznie ukształtowanych obyczajach wspólnotowych traci swoją siłę, naturalna potrzeba komunikacyjna skłaniać nas musi do dyskursu opartego na kategoriach ogólnych i abstrakcyjnych. Ta rola pojęć ogólnych w społeczeństwach o słabym obyczaju została odkryta już dawno. Pisał o niej wiele Platon, a w nowożytności podstawowe i kluczowe obserwacje oraz komentarze na ten temat zawiera dzieło Tocqueville’a. Okazuje się zatem – jeśli pójść tropem wyznaczonym przez tych i innych myślicieli – że indywidualizacja w żadnym razie nie czyni każdego istotą samodzielną, zdolną do panowania nad językiem, przy pomocy którego opisuje świat. Jest raczej odwrotnie. Wraz z ujednostkowieniem coraz bardziej musimy polegać na interpretacjach świata, jakie przekazują nam ci, którzy robią to sprawniej i sugestywniej. Człowiek jednostkowy – bez oparcia w tradycyjnych związkach grupowych – okazuje się raczej słaby i zależny, chętnie przyjmuje taką wizję świata, która jest w sposób atrakcyjny lub intensywny mu przekazywana. Charakterystyczne jest na przykład, iż indywidualizacja społeczna wzmacnia pokusy ideologiczne. Ideologie, czyli systemy połączonych ze sobą prostych idei tłumaczących rzeczywistość, stanowią najbardziej widoczny sposób organizowania świadomości w sytuacji, gdy jednostka takiego zorganizowania sama nie potrafi dokonać. Człowiek – jak trafnie stwierdził Arystoteles – jest wszak istotą społeczną, gdy słabną jego społeczne związki, znajduje on namiastkę swojego wymiaru wspólnotowego w ideologicznym kolektywizmie, który dostarcza mu poczucia tożsamości. A ponieważ indywidualizm wydaje się być trwałą tendencją dzisiejszego świata, można bezpiecznie przewidywać, iż wpływ ideologizacji myślenia będzie jeszcze długo odczuwalny. Widać zresztą, że współcześnie pojawiają się coraz to nowe formy ideologicznej identyfikacji: od biologicznych, przez seksualne do pokoleniowych. W społeczeństwie zindywidualizowanym rola inteligencji jest trudna do przecenienia. To ona będzie nadawała treść pojęciom ogólnym, ona będzie formowała ideologie, utrwalała je, walczyła z nimi, tworzyła kolektywne świadomości, a także podważała je. Ona będzie tworzyć – za pomocą nowych, technologicznie zaawansowanych mediów – nowe idole i jednocześnie z nimi walczyć. Oczywiście, sam proces rozpowszechniania idei oraz treści, jakie za nimi stoją, jest dzisiaj w rękach grup – takich jak specjaliści od reklamy czy rynkowych operacji – które nie kwalifikują się do inteligencji w zwykłym sensie tego słowa. Jednak źródło tego, co stanie się przedmiotem reklamy czy rynkowej promocji, tkwi w umyśle oraz wyobraźni inteligenta. Nie znaczy to wcale, iż konsekwencje działań inteligencji w nadchodzącej epoce będą negatywne czy wręcz destrukcyjne. Negatywów oczywiście sporo można przewidzieć: od tendencji do niedorzecznej i bezmyślnej kontestacji do silnych skłonności ideologicznych. Z drugiej jednak strony, jeśli zgodzimy się, że z powodów, na które wpływu wielkiego mieć nie możemy, pojęcia ogólne będą jeszcze przez długi czas kształtować mentalność nowoczesnych społeczeństw, to wypada również zgodzić się, że dzieło interpretowania i wyjaśniania tych pojęć można wykonywać w sposób szlachetniejszy i bardziej odpowiedzialny. Czy i jak liczna inteligencja wybierze ten właśnie sposób, tego przewidzieć dzisiaj nie możemy.
Prof. dr hab. Ryszard Legutko, filozof polityczny, pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Artykuł został przedstawiony jako referat na międzynarodowej konferencji Inteligencja – tradycja i nowe czasy zorganizowanej przez Katedrę Literatury i Kultury Rosyjskiej UJ. |
|
|