|
|
|
Gdyby została wprowadzona powszechna odpłatność za studia, uniemożliwiłaby Rozmowa z Piotrem Ebbigiem,
2 kwietnia na VIII zjeździe Parlamentu Studentów RP został Pan wybrany jego przewodniczącym. W poprzednich kadencjach pełnił Pan funkcję m.in. przewodniczącego Komisji Rewizyjnej i Komisji Prawnej, nie jest Pan więc w samorządzie studenckim postacią nową. Jakie są największe dotychczasowe osiągnięcia Parlamentu? – Parlament działa od blisko 10 lat, wcześniej jako Ogólnopolskie Porozumienie Samorządów Studenckich, a od 5 lat jako Parlament Studentów RP. Myślę, że przez te lata sukcesów było wiele. To, co nam się udało w ostatnim czasie, to swoiste „wypromowanie” Parlamentu. Jesteśmy partnerem władz, przede wszystkim Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wiele aktów prawnych przeszło z modyfikacjami, jakie zgłosiliśmy. Poza tym jesteśmy w mediach, a nasze zdanie liczy się w różnych kwestiach. Najbardziej wymiernym sukcesem jest ustawa o kredytach i pożyczkach studenckich. Daje ona młodym ludziom możliwość zaciągnięcia nisko oprocentowanych kredytów. Od początku byliśmy inicjatorem i głównym animatorem starań o jej uchwalenie. Ustawa przeszła w Sejmie niemal jednogłośnie – tylko przy jednym głosie wstrzymującym – co najlepiej świadczy o tym, że była to inicjatywa potrzebna. Chcielibyśmy jeszcze zwiększyć szanse najbiedniejszych, którzy nie są w stanie uzyskać gwarancji kredytowych. – A największa porażka? – Największą porażką Parlamentu będzie sytuacja, kiedy w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym nie da się obronić najbardziej podstawowych dla studentów wartości: równego i powszechnego dostępu do edukacji. Dla nas, w przełożeniu na konkrety, oznaczałoby to przede wszystkim wprowadzenie odpłatności czy współpłatności za studia i zniesienie zniżek na przejazdy PKP. To spowodowałoby, że wielu młodych ludzi nie miałoby szans zostać w przyszłości studentami, a prawdopodobnie wielu naszych kolegów musiałoby przestać nimi być obecnie, bo nie byliby w stanie utrzymać się na studiach. To byłaby porażka nie tylko Parlamentu, ale całej samorządności studenckiej czy wręcz całego środowiska studenckiego. Na razie udało nam się wywalczyć tyle, że sytuacja nie zmieni się na gorsze. – Jakie są zamierzenia nowego przewodniczącego? Czym działalność Parlamentu pod Pana kierownictwem będzie różniła się od jego prac w poprzedniej kadencji? – Parlament Studentów jest instytucją działającą w określonych ramach. Opiniujemy np. akty prawne dotyczące środowiska studenckiego i to się oczywiście nie zmieni. Czym powinien się zająć Parlament? Takim obszarem jest, moim zdaniem, kultura studencka, rozumiana jako kultura tworzona przez studentów dla studentów. Dziś z pewnością nie odgrywa ona takiej roli, jak kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, ale nie przestała istnieć i potrzebuje tylko mecenatu i promocji. Potrafimy zorganizować koncert znanej gwiazdy, na który przyjdzie kilka tysięcy studentów, ale z kulturą studencką ma to niewiele wspólnego. Uważam, że przy okazji takiej imprezy można wypromować zespoły muzyczne, kabarety czy inne formy studenckiej aktywności. Trzeba im tylko pomóc. Takim pomysłem jest połączenie naszych działań z wysiłkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Chciałbym, aby na początku roku akademickiego pod egidą Orkiestry samorządy organizowały imprezy, na których będzie się promować inicjatywy studenckie. Druga sprawa to wyjście naprzeciw oczekiwaniom wielu studentów co do możliwości studiowania za granicą. Chcemy stworzyć bazę danych dotyczącą wszelkich możliwych stypendiów i studiowania za granicą. Chcielibyśmy, aby dużo łatwiejszy był dostęp do informacji, a student wiedział, jakie warunki musi spełnić, aby wyjechać, co może zyskać na takim wyjeździe i gdzie o to może pytać. Taka baza, mamy nadzieję, ułatwi życie studentom. Przecież to oni są grupą, która dzięki integracji europejskiej ma najwięcej do wygrania. – W ostatnich latach zdarzało się, że nie wszystkie miejsca w programach wymiany międzynarodowej były przez naszych studentów wykorzystane. – Nie sądzę, żeby studenci nie chcieli jeździć. Wiadomo, że każdy chce poznać inne kraje i móc tam studiować. To jest chyba niekwestionowany aksjomat studenckiego życia. Wina leży raczej po stronie złej organizacji i braku dostatecznej informacji. I to chcielibyśmy zmienić. Student chętnie by pojechał, ale nawet nie wie o takiej możliwości. Nie wszyscy są do wyjazdów dobrze przygotowani, a część wniosków nie zawiera wszystkich wymaganych dokumentów – czyli znowu brak informacji. Baza, o której mówię, byłaby powszechnie dostępna w każdej uczelni i w Internecie. – W regulaminie Parlamentu Studentów jest napisane, że jest on niezależny od władz i organizacji politycznych. A jak to jest w praktyce? – Tak jest też w praktyce. – Pana poprzednicy na stanowisku przewodniczącego próbują teraz robić kariery polityczne. Mówi się, że Parlament jest miejscem, gdzie realizują swoje ambicje działacze studenccy, ale i trampoliną do kariery politycznej. A złośliwi dodają, że bycie działaczem wchodzi w krew. – To można powiedzieć o prawie każdej działalności publicznej. Jeżeli ktoś coś robi, choćby prowadzi akcje charytatywne, i staje się znany, to zawsze może paść taki zarzut. – Tylko niekoniecznie trzeba chcieć zostać radnym albo posłem. – Nie chcę oceniać poprzedników. Każdy działa na własny rachunek. Nie myślę w tej chwili o karierze politycznej. Zostałem przewodniczącym Parlamentu i myślę o przyszłości samorządności studenckiej. Patrzę na ustawę o szkolnictwie wyższym, a nie na to, jaką można zrobić karierę. Przez najbliższy rok najważniejsze dla mnie będzie dobrze poprowadzić Parlament. Nie widzę nic złego w zaangażowaniu politycznym młodzieży. W środowisku studenckim działają przecież organizacje o charakterze politycznym. Polityka jest zaangażowaniem, jak każde inne i nie ma chyba nic złego w tym, że studenci się tym interesują. – Jakie są relacje Parlamentu z NZS i ZSP? – Parlament reprezentuje wszystkich studentów. Te organizacje są jakoś identyfikowane politycznie, ale relacje w tej chwili mamy bardzo dobre. Szczególnie przy uchwalaniu nowej ustawy znajdujemy wspólną płaszczyznę porozumienia w zasadniczych kwestiach. – Sporo się ostatnio mówi na temat wokółuczelnianych fundacji, które czasem zarządzają majątkiem szkoły, ale nie zawsze działają zgodnie z jej interesem, a raczej z interesem działaczy, dając im ciepłe posady. Jakie są Pana doświadczenia na tym polu? – Bliższych doświadczeń w tego typu działalności nie mam. Nigdy w takiej fundacji nie pracowałem. W uczelni, w której studiuję, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, takiej fundacji nie ma. Myślę, że tak naprawdę jest to sprawa uczelni i to jej władze – rektor, senat – muszą ocenić, czy fundacje właściwie zarządzają powierzonym im majątkiem, czy działacze wygodnie się tam urządzili i działają wyłącznie w swoim interesie. Tu pojawia się problem tego, że samorządy studenckie nie mają osobowości prawnej, więc aby cokolwiek robić muszą szukać sposobów pozwalających na działanie i uzyskanie takiej osobowości. W tym momencie stowarzyszenie czy fundacja staje się jedną z atrakcyjnych form takich poszukiwań. – Co jest obecnie największym problemem studenta? – To, co tak naprawdę zaprząta głowę studenta, to jak najszybciej skończyć studia i znaleźć dobrą pracę. Stąd ten pęd do pracy już na czwartym, piątym roku studiów. Panuje powszechne przekonanie, że wykształcenie jest bardzo ważnym czynnikiem warunkującym zdobycie dobrej pracy, dlatego obserwujemy tak powszechne dążenie do studiowania. Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że problemem są przede wszystkim finanse. Studia kosztują. W dużych miastach te koszty są naprawdę znaczne, zwłaszcza dla kogoś, kto nie może liczyć na znaczące wsparcie rodziny. Jeśli student jest spoza ośrodka akademickiego, na swoje utrzymanie wydaje duże kwoty. Dopóki w naszym kraju dochody przeciętnej rodziny nie będą na tyle wysokie, aby móc udźwignąć ciężar utrzymania studenta, dopóty studia powinny być bezpłatne. Uważam, że wprowadzenie odpłatności za studia byłoby wręcz nieludzkie. – Ale dziś za studia – te zaoczne i te w szkołach niepublicznych – i tak płaci blisko dwie trzecie studentów. Inaczej nie byłoby ich tylu, bo państwo, niestety, nie przeznacza na ten cel odpowiednich kwot. Czy nie byłoby lepiej, aby płacili mniej, a wszyscy? – Z jednej strony, mamy prawie 1,5 mln studentów, bo to otwiera perspektywy życiowe. Z drugiej strony, rzeczywiście mamy ograniczone możliwości budżetowe, aby dodatkowe miejsca studiów tworzyć. Wiemy, że gdyby wszystkie studia miały być bezpłatne, automatycznie musielibyśmy ograniczyć ilość miejsc. A zatem postulat powszechnej dostępności byłby ograniczony. Dzięki studiom płatnym została stworzona pewna alternatywa. Ktoś, kto idzie na takie studia, godzi się, że będzie musiał płacić. Ale ta jedna trzecia miejsc, o której Pan powiedział, jest dostępna dla tych, którzy nigdy na studia odpłatne nie mogliby sobie pozwolić. Wydaje mi się, że to nie jest złe rozwiązanie. – Zatem rozumiem, że studenci popierają rozwiązanie zaproponowane w nowym prawie o szkolnictwie wyższym, przewidujące istnienie limitu miejsc bezpłatnych i, poza nim, miejsc, za które trzeba będzie zapłacić? – Parlament Studentów nie wypowiedział się jeszcze oficjalnie w tej kwestii. Trwają rozmowy z twórcami ustawy, bo chcielibyśmy wiedzieć, jakie będą rozwiązania szczegółowe. Jeśli oceniać intencje projektu, to, naszym zdaniem, zmierzają one we właściwym kierunku. Nadal istniałaby pula miejsc finansowana z dotacji celowej budżetu. Mamy zapewnienia ministra, że wielkość tej puli byłaby co najmniej taka, jak obecnie. Niezdrowa sytuacja w uczelniach publicznych polega na tym, że student, który nie dostał się na bezpłatne studia dzienne, musi iść na studia zaoczne, wieczorowe lub eksternistyczne. Nie może iść na płatne studia dzienne. To uległoby zmianie. Takie rozwiązanie jest dla nas do zaakceptowania. Jestem przekonany, że gdyby została wprowadzona powszechna odpłatność za studia, uniemożliwiłaby studiowanie wielu młodym ludziom, szczególnie ze wsi i małych miasteczek, tam gdzie jest wysokie bezrobocie, czy nawet już przekroczona została granica ubóstwa. Znam wielu kolegów, którzy nie podjęliby studiów, gdyby nie możliwość bezpłatnego studiowania. – Co jeszcze w nowej ustawie jest ważne dla studentów? – Kolejną ważną kwestią jest fundusz pomocy materialnej. Parlament już dawno postulował umożliwienie korzystania z tego funduszu przez wszystkich studentów, niezależnie od tego, czy są studentami dziennymi, zaocznymi czy studentami uczelni niepaństwowych. Obecna sytuacja jest w oczywisty sposób sprzeczna z konstytucyjnym postulatem równości. Ustawa ją zmienia. Wydaje się nam, że to dobrze, że fundusz nadal będzie dzielony w uczelni, a nie – jak to w pewnym momencie planowano – w powiatach. Wówczas studenci przestaliby mieć na to jakikolwiek wpływ, a poza tym przecież siedziba powiatu jest dla studenta dużo dalej niż uczelnia. Kolejna sprawa to samorządność studencka. Na podstawie obowiązującej ustawy mamy zagwarantowane reprezentacje w senacie, radach wydziałów i minimum 10 proc. miejsc w kolegiach wyborczych. Ważnym dla nas elementem była zasada uzyskania akceptacji prodziekanów i prorektorów do spraw studenckich przez przedstawicieli studentów. Takiej funkcji nie może pełnić osoba, która nie umie nawiązać kontaktów z reprezentantami studentów. Te zasady zostają na szczęście utrzymane, choć w początkowych wersjach projektu były kwestionowane. Sprawą sporną jest ograniczenie prawa do podjęcia akcji protestacyjnej tylko do sporów z władzami uczelni. To prowadziłoby do sytuacji, że na przykład nielegalne byłoby protestowanie w sprawie niekorzystnych dla studentów zmian w ustawie. To jest dla nas nie do przyjęcia. – Reprezentacja studencka jest konieczna, ale sytuacja, kiedy – jak w niektórych uczelniach – stanowi ona 25 proc. kolegium elektorskiego, to z perspektywy niestudenckiej chyba trochę za dużo. – Ten większy udział jest już decyzją uczelni. Trudno ocenić, jaki procent jest najwłaściwszy. – Elektorat studencki głosuje najczęściej blokiem, czyli de facto nie ocenia walorów poszczególnych kandydatów, tylko wchodzi w układ z którymś z nich. – Ale reprezentacje poszczególnych wydziałów też głosują często blokami, więc to zjawisko nie dotyczy wyłącznie studentów. Nie można jednak powiedzieć, że studenci nie przywiązują wagi do faktu, na kogo głosują. Takie są reguły i studenci się raczej do nich dostosowują. Mam nadzieję, że ustawa usunie wiele bolączek życia akademickiego i choć zapewne wszystkich problemów nie rozwiąże, będzie dobrą podstawą do rzetelnego nauczania i studiowania. Rozmawiał Andrzej Świć |
|
|