Listy
Poprzedni Następny

 

UNIWERSALNY MIERNIK

Szanowna Redakcjo,

Pozwolę sobie na przedstawienie swych uwag do artykułu Prof. A. Wiszniewskiego „Współczynnik sukcesu” (z cyklu: „Notatki Ministra Nauki”, zamieszczonego w bodajże pierwszym tegorocznym numerze).

Na początku artykułu padają słowa: „Polak potrafi”, mające być – tak przynajmniej je odczytuję – pochwałą sprytu naukowców – prawników, którzy wynaleźli sposób omijania bezsensownej ustawy, obejmującej składką na ZUS również umowy o dzieło. Jako żywo przypomina mi się sytuacja z obozu wojskowego, gdy jednej nocy kopaliśmy w pocie czoła działobitnię, aby następnej, równie pracowicie, ją zasypywać. No cóż, można się cieszyć z faktu, że Polak (a zwłaszcza z Ministerstwa Finansów) potrafi najpierw wydumać głupie, a nawet szkodliwe prawo (nawiasem mówiąc, ciekawe, o ile wzrosło bezrobocie w wyniku działania owej ustawy, o ile poszerzyła się „szara strefa” w gospodarce i o ile zmniejszyły się w konsekwencji i podatki, i quasi-podatki, a wzrosły wypłaty z ZUS), aby potem je omijać. Przynajmniej prawnicy dorobili sobie nieco do marnych uniwersyteckich pensji. To istotnie może cieszyć.
Powyższe to „drobiazg”. Tytuł artykułu wskazuje, że Pan Minister proponuje w nim (a może ordynuje i ogłasza?) wprowadzenie uniwersalnego „wskaźnika sukcesu” (i splendoru, o czym świadczy ostatnie zdanie), który to współczynnik jest proporcjonalny do liczby zaakceptowanych do realizacji wniosków w ramach 5. Programu Ramowego UE. Dla każdej dyscypliny naukowej ten sam uniwersalny miernik.

Po takim dictum zaglądnąłem ponownie na strony www KBN, z nadzieją, że coś się tam zmieniło i że w końcu, w sposób łatwy i przyjemny, dowiem się wszystkich szczegółów, które pragnę poznać. Gdzież tam... Szanowni Państwo! (Tu zwracam się do autorów owych stron www. Ale, ale..., czy Pan Minister nie jest też za sposób prezentacji odpowiedzialny?). Strona Wasza (www.kbn.gov.pl.) „ładuje” się tak wolno, że gdyby nie „mirror” (kbn.icm.edu.pl), jej odczytanie byłoby niemożliwe. W jaki sposób podano informacje? Brr! Zerknijcie Państwo, proszę, na witryny NATO, skopiujcie sposób prezentacji. Tam na jednej stronie mam wszystkie informacje. Wiem, jakie są terminy. Znajduję formularze. Na Waszych stronach widzę jeno kupę biurokratycznego „blabla” i aby dotrzeć do potrzebnych danych, odcisków na paluchach od myszy klikania dostaję! Będę złośliwy: sposób prezentacji nasuwa podejrzenia, że przekonać on ma ewentualnego aplikującego, jak trudno jest zgłosić wniosek bez pomocy „wyspecjalizowanych jednostek” (za czyje pieniądze?). Niby mamy „gospodarkę rynkową”, ale dlaczego mam płacić „specjalistom od składania wniosków” (np. z IPPT), jeśli owi „sukcesu” zagwarantować mi nie chcą? Przepraszam. Mogą zechcieć. Za dopisanie do grantu na przykład.

Zapewne niektóre z/wiele (niepotrzebne skreślić) zespołów badawczych znajdą dla siebie odpowiednie tematy. A my, a ja? Szukam więc tematów, pod które bym mógł się „podczepić”. Temat pierwszy: „Poprawa jakości życia itd.” Przeglądam „akcje kluczowe”(swoją drogą, jaka śliczna nazwa: akcje kluczowe). Nic z tego. Cóż fizykochemik teoretyczny może tu wydumać? Nic. Temat drugi: „Tworzenie przyjaznego społeczeństwa informacyjnego”. Zatrzymuję się na chwilę przy zagadnieniu z grupy „Wsparcie infrastruktury badawczej” pt. „Rozwinięte europejskie łoża testowe”. Co owe „łoża” oznaczają? Czyżby...? Ale to niemożliwe, wszak Sejm RP onegdaj zabronił! A więc znowu nic z tego. Temat trzeci: „Promocja konkurencyjnego i zrównoważonego wzrostu”. Mam: „Nowe i ulepszone materiały oraz ich produkcja i przetwarzanie”. Tutaj można by próbować. Do spółki z eksperymentatorami. Jest jednak małe „ale”: nie bardzo mnie to interesuje. Co prawda mógłbym, ale jeśli nie muszę, to po co? Czy nie lepiej pozostać przy „swoich” wirtualnych eksperymentach (symulacjach komputerowych), „swoich” teoriach, machnąć ręką na ministerialny współczynnik sukcesu i splendoru, pogodzić się z myślą, że sukcesu i splendoru (ministerialnego) nie będzie? Nie, nie widzę również potrzeby inicjowania nowej współpracy. Wystarczy tej, którą prowadzimy z kolegami z USA, z RFN i z Meksyku. Doba ma w końcu 24 godziny.

Rzeczpospolita wpłaciła jakieś kwoty do brukselskiego mieszka. Ile, nie wiem. Bruksela wydumała „akcje kluczowe”. Niektóre nawet śmieszne, np. „Zrównoważone zarządzenie i jakość wody”, albo „Utworzenie instytutów wirtualnych w celu promowania koordynacji i łączenia zasobów”. Minister pragnie, aby wpłaconą kwotę nie tylko odzyskać, ale i sięgnąć głębiej do owego mieszka. W tym celu kryterium sukcesu konstruuje i ogłasza, że to właśnie kryterium decydować będzie o podziale funduszy na „badania statutowe”. Można niby i tak – zamiast premiowania rzeczywistych osiągnięć naukowych, premiować osiągnięcia formalno-biurokratyczne, przekonawszy uprzednio środowisko, że „to jest jedynie słuszny splendor”. Mamy wszak gospodarkę rynkową!

Na zakończenie pytanie: Ile kosztuje utrzymanie Krajowych Punktów Kontaktowych, a także szkolenia, wizyty, wyjazdy, materiały itp., itd.? Innymi słowy: ile kosztuje gwizdek i para? Pan Minister zapewne wie, ale czy czytelnicy „Forum” też wiedzą, że dodatek do pensji znanego mi urzędasa-kontaktowca (adiunkta), dodatek za wysyłanie urzędowej makulatury, jest wyższy niż sama pensja.

Z poważaniem

Stefan Sokołowski
Zakład Modelowania 
Procesów Fizykochemicznych 
Wydział Chemii UMCS
http://hermes.umcs.lublin.pl/-czmpf 

Uwagi.