Jednoosobowa firma skarbu państwa
Poprzedni Następny

 

Piotr M?ldner-Nieckowski

Wynalazłeś coś wspaniałego, co warto dać ludziom? Napisałeś arcydzieło, które chciałbyś opublikować? A może masz doskonały pomysł na akcję charytatywną albo po prostu na podreperowanie domowej kasy? Świetnie, gratuluję. Tylko pamiętaj, najpierw będziesz działać w pojedynkę, żeby przekonać przyszłych sojuszników. Ale zanim do tego dojdzie (może nigdy), czeka cię rozpoczęcie działalności gospodarczej, czyli założenie jednoosobowej firmy skarbu państwa.

Prócz ogromnego wysiłku, w opracowanie swego wynalazku i doprowadzenie go do postaci sprzedawalnej będziesz musiał wiele włożyć w samoszkolenie w dziedzinach, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Idź do urzędu skarbowego i w księgarence zaopatrz się w lektury. Będzie tam pełno chłamu, pustosłowia i zamiast rad – przepisanych ustaw, ale nie patrz na ceny (są horrendalne) i na kaleki język broszurek, w końcu jest to polskość specjalnie dla ciebie, inteligenciaku. A kiedy skumasz, że podatnik i płatnik to różne pojęcia, będziesz w domu.

A właśnie, w domu. Twoja firma zainstaluje się w mieszkaniu, to oczywiste, bo skąd brać na czynsze, ochroniarzy i zbieraczy haraczy. Nie zapomnij, że sypialnia, kuchnia i łazienka staną się częścią lokalu. Tu będziesz pobierał dla firmy prąd, wodę, gaz, papier toaletowy i usługi telefoniczne. Z lektur i podpowiedzi dowiesz się, jak możesz to wliczać do kosztów biznesu. Tylko nie wliczaj wszystkiego jak leci, zawsze się zastanów, w jaki sposób będziesz się później tłumaczył inspektorowi skarbowemu, który przecież dzieckiem nie jest. Załatw sobie u znajomego lekarza stały dostęp do recept na środki uspokajające. Z góry załóż, że żaden kontroler nie wyjdzie od ciebie z pustymi rękami, to znaczy bez protokołu, i że każdy będzie ci udowadniał oszustwo. Znajdzie uchybienia jeśli nie w dokumentacji, to w założeniach, a jeśli nie w założeniach, to w płaceniu, a jeżeli i nie w tym, to na pewno w czym innym. Nie ma czystych interesów.

Jeśli jednak będziesz prowadził dokumentację inteligentnie, to kary za prowadzenie interesu okażą się nieporównanie mniejsze. Przykład? Powiedzmy, że używasz swego samochodu jako środka transportu. I to jest okej, wydatki na benzynę, naprawy i opony możesz wliczać w koszty, ale niech cię Bóg ma w swojej opiece, jeśli jednocześnie nie będziesz wypełniał książki wyjazdów. Od razu zauważysz, że to fikcja, jednak rób co każą, bo inaczej ukarzą. Wpisuj przejazdy tak, żebyś zawsze mógł wyjaśnić, po co jechałeś. Jeżeli zaplanowałeś wyjazd na wakacje, to napisz notatkę wewnętrzną, że w Zakopanem masz zamiar nabyć specjalne krzesło do pracy przy komputerze, albowiem boli cię kręgosłup. Po powrocie napisz następną, że wyjazd do kurortu okazał się niewypałem, gdyż ktoś wykupił wszystkie krzesła, a sprzedawca przez dwa tygodnie obiecywał, że „będą jutro”. Nie doczekałeś się, wyjazd jednak był w ramach firmy. Dołącz do dokumentacji. Inspektor, zapoznawszy się z notatkami, uśmiechnie się z politowaniem, ale do twojej skóry będzie musiał się dobierać od innej strony.

Jeśli twój biznes nie ma polegać na pracy biurowej, ale na przykład na przyklejaniu kalkomanii do świec świątecznych, to przygotuj się, że gmina zażąda od ciebie podatku za użytkowanie mieszkania pod lokal. Płać bez szemrania, również za zaświadczenia, rejestracje i aktualizacje. Załóż w banku konto gospodarcze (kara „za niemanie” – 50 baniek), a trzymaj na nim pieniądze nie dłużej niż dzień, bo jest na trzy procent minus opłata za wątpliwą obsługę.

Naturalnie zarezerwuj sobie czas na produkcję dokumentacji. Mniej więcej trzy godziny dziennie plus dwa dni przed dwudziestym każdego miesiąca, plus trzy dni na remanent w sylwestra, a weekendy na układanie w skoroszytach. Porządnie prowadź księgę przychodów i rozchodów. Jeżeli coś skreślasz, to nie zamazuj, bo będziesz podejrzany. Po trzy razy sprawdzaj NIP-y, daty i sumy. Załóż różne zeszyty, tym razem dla siebie, na wpisy: ile dostałeś, ile wydałeś, co kupiłeś, co sprzedałeś, jaka jest rentowność, komu jesteś winien ty, kto jest winien tobie i tak dalej.

Kup bloczki z wezwaniami do zapłaty. Wiedz, że dłużników będziesz miał na pęczki. Dziś w Polsce nikt nie płaci od razu, wszyscy są bez grosza, choć teoretyk minister finansów twierdzi co innego. Sam też nie płać.

Byłbyś skończonym durniem, gdybyś nie śledził nieustannych zmian w prawie podatkowym i o ubezpieczeniach społecznych, ale w żadnym wypadku nie sprawdzaj, jak te przepisy są interpretowane w różnych urzędach. Dobra podatkowa rada biznesmena z Płocka może się okazać gwoździem do twojej trumny w Sandomierzu.

Dowiedz się, gdzie można taniej kupić kasę fiskalną, gdzie się ją fiskalizuje, jak obsługuje, zarejestruj w urzędzie i nie pytaj, po co to wszystko, bo i tak nikt nie wie (z wyjątkiem producentów kas). Każde pytanie może sprowokować atak.

Na takich jak ty opiera się polska gospodarka.

E-mail: pmuldner@mp.pl

Uwagi.