Średniowieczna tradycja Duninów mogłaby być fabułą dla najbardziej wymagającego reżysera filmów akcji.
Magdalena Bajer
Dunin-Wąsowiczowie
W rodzie Duninów i w rodzinie Dunin-Wąsowiczów jest sporo historyków. Jedna z nich, prof. Teresa Dunin-Wąsowicz z Instytutu Archeologii Etnologii PAN, historyk-mediewista, zaprosiła na nasze spotkanie w swoim domu kolegę, prof. Janusza Bieniaka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nikt tak jak on nie zna skomplikowanej genealogii oraz długich dziejów jej przodków. Profesor zaraz na początku zwrócił mi uwagę, że używam pojęcia ród na ogół przenośnie, gdyż mediewiści określają nim ściśle osoby pozostające w "zasięgu herbu".
Duninowie to dla mediewistów "ród Łabędziów", jeden z najstarszych w Polsce, którego początki sięgają przełomu XI i XII w. Potomków łączyło zawsze poczucie pochodzenia od Piotra Włostowica, wojewody Bolesława Krzywoustego, potem kolejno Władysława II, Bolesława Kędzierzawego - fundatora około siedemdziesięciu klasztorów, kościołów, miast oraz miejscowości, gdzie Duninowie żyli i zasługiwali się okolicy. W średniowieczu zajmowali najwyższe stanowiska w państwie i Kościele, a przez to "najwyższe piętra ówczesnego społeczeństwa". Wnuk Piotra Włostowica, syn Świętosława, arcybiskup Piotr, uważany jest za twórcę Drzwi Gnieźnieńskich. W drugiej połowie XIII w. historia rodu, a właściwie wiedza o niej komplikuje się. Prof. Bieniak odnalazł długo brakujące ogniwo (co jest osobną naukową przygodą) w osobie jeszcze jednego Piotra, Przeborzyca, syna fundatora klasztoru norbertanek w Strzelinie. Z tej linii pochodzą, jego zdaniem, [tj. niewątpliwie - M.B.] "pewni Łabędzie", których najstarsze pieczęcie herbowe również profesor odnalazł.
Piękna historia
Średniowieczna tradycja Duninów mogłaby być fabułą dla najbardziej wymagającego reżysera filmów akcji. Niepodobna jej krótko opowiedzieć. Trzeba wszakże wyjaśnić, dlaczego nazywamy Piotra Włostowica Duninem. Dlaczego wielmoże pochodzący ze Śląska - co dla badaczy jest pewne - pieczętują się łabędziem zakorzenionym w heraldyce duńskiej? Wiąże się to z korzystnym dla Polski, choć dwuznacznym moralnie, czynem założyciela rodu. Piotr Włostowic, wierny Bolesławowi Krzywoustemu, zaproponował na naradzie zwierzchników państwa podstępne porwanie księcia przemyskiego Wołodara, który bruździł w staraniach o Pomorze. Plan zaakceptowany wykonał, co przyniosło pokój z Krzyżakami, a książę wykupił się ogromnymi skarbami, jakie, wedle późniejszej tradycji rodu, miały zostać przezeń zabrane królom duńskim. Stąd przydomek Dunin, tj. Duńczyk. Stały się owe skarby podstawą fundacji Piotra Włostowica, których liczbę wspomina wdowa po Bolesławie Krzywoustym, księżna Salomea ze Szwabii. Warto wymienić główne, kiedy o tradycji rozgałęzionych później linii Duninów mowa: klasztor św. Wincentego na Ołbinie wrocławskim - najpierw benedyktynów, po reformie w r. 1123 norbertanów; klasztor kanoników Regularnych w tymże Wrocławiu na Wyspie Piaskowej oraz, tej samej reguły, na górze Ślęży lub w jej bliskiej okolicy; kościoły parafialne w dobrach rodzinnych, przede wszystkim Skrzyńsku (Duninowie chętnie pisali się: "Ze Skrzyńska") i Skrzynnie, Piotrków Kujawski, tzw. "Słup Koniński" z napisem, że jest tu połowa drogi z Kalisza do Kruszwicy (1151) i że słup ten kazał postawić "Piotr Wojewoda".
Prof. Bieniak wiąże z Włostowicami-Duninami mistrza Wincentego Kadłubka, przede wszystkim na podstawie jego Kroniki i porównania dającej się tam odczytać postawy politycznej autora z polityką wpływowych przedstawicieli rodu. Ponadto, Wincenty Kadłubek miał być synem Bogusława, które to imię występuje często u Duninów. Dowody to pośrednie, jednak, wedle profesora, który niespełna dwa lata temu opublikował pracę na ten temat, przekonywające.
Wśród historycznych postaci herbu Łabędź był podkanclerzy Władysława Jagiełły - Dunin, piszący się bądź ze Skrzyńska, bądź z Wistki, także w sandomierskiem. W 1400 r. przyszedł na Uniwersytet Krakowski. Wstępując na kolejne urzędy kościelne doszedł do najwyższej godności w tamtejszej kapitule, zostając jej dziekanem. Na dworze królewskim był pisarzem, protonotariuszem, wreszcie podkanclerzym. Jego osoba pojawia się w dokumentach tamtych czasów, gdyż brał czynny udział w życiu politycznym, angażując się zwłaszcza w stosunki polsko-krzyżackie. Zmarł 22 lipca 1418 r., zamykając rejestr najmożniejszych Duninów. Później, jak o tym pisze Jan Długosz, nie zajmowali najwyższych stanowisk, żyjąc raczej skromnie i "poprzestając na małym".
Spośród Łabędziów Dunin-Wąsowicze
Kajetan Koźmian w poemacie Stefan Czarniecki pisze, iż jeden z synów Piotra, wąsem zdobiąc lice, Duninów-Wąsowiczów rozpoczął dzielnicę. Linia prof. Teresy ma więc długą historię, ale w jej rodzinie żywo obecna jest tradycja XIX w., II Rzeczypospolitej, no i najnowsze karty, zapisane dorobkiem dziś żyjących pokoleń.
Z grona zasłużonych przodków wspomina się nierzadko generała Stanisława Dunin-Wąsowicza, adiutanta Napoleona, wiernego cesarzowi po Elbę, który wrócił następnie do kraju, ale umarł w Paryżu. Wybijali się członkowie tej rodziny na polu wojskowości i w medycynie. Tej drugiej poświęcił się Mieczysław, urodzony w r. 1849, absolwent i doktor uniwersytetu we Fryburgu. Jak wielu światłych Polaków doby rozbiorowej, wykształconych poza granicami nieistniejącego państwa polskiego, wrócił do cieszącej się względną autonomią Galicji, by w r. 1881 objąć Katedrę Farmacji i Farmakognozji utworzoną na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Redagował "Czasopismo Towarzystwa Aptekarskiego", publikował prace naukowe. Pani profesor przypomniała bliską jej sercu historyka zasługę, tj. wydany przezeń w trzydziestu odbitkach Krótki Zarys monografii rodziny Dunin-Wąsowiczów z Wielkiego Skrzynna i Smogorzowa herbu Łabędź.
Ojciec jej połączył dwa wątki tradycji zostając na wiele lat lekarzem wojskowym. Przyszłą żonę poznał w pociągu pancernym nr I podczas obrony Lwowa w r. 1918. Później oboje kończyli studia w Uniwersytecie Jagiellońskim - ona rolnictwo, on medycynę. Teresa urodziła się w Poznaniu, jednym z miast, w których jej ojciec odsługiwał stypendium (trzy lata służby za rok studiów). W cywilu zaangażował się w tworzenie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, opracowując jego strukturę, wówczas najnowocześniejszą w Europie. Uczestniczył w budowaniu, z funduszy ZUS, sanatoriów, głównie na Podkarpaciu, które w latach 1945-47 dewastowano na rozkaz nowych władz. Ponownie powołany do wojska "ludowego" Stanisław Dunin-Wąsowicz zmarł w pięćdziesiątym drugim roku życia.
Matka, Anna z domu Załęska, pochodziła z tej samej sandomierszczyzny, gdzie były od wieków gniazda rodzinne Duninów. Mówiąc o tym pani profesor robi dygresję o swoim przywiązaniu do tej ziemi i uczestnictwie we wszelkich jej dotyczących przedsięwzięciach naukowych oraz popularyzatorskich.
Cztery panny mądre
W Wyszmontowie, rodzinnym majątku pani profesor, znalazł się po wojennych przejściach zapoczątkowanych aresztowaniem w Sonderaktion Krakau prof. Tadeusz Lehr-Spławiński, rektor UJ, i został wujem czterech córek gospodarzy, żeniąc się z ich ukochaną ciocią, siostrą matki. Uczył panny łaciny i rozmawiał z nimi o literaturze oraz językoznawstwie, nad którym w Wyszmontowie pracował. Był to jeden z czynników, jakie wpłynęły na "humanistyczne drogi" sióstr, z których dwie starsze, Teresa i Aleksandra, są historykami (ta druga zajmuje się antykiem), Anna, podtrzymując lekarską nić tradycji została psychiatrą, ale wyszła za mąż za znanego francuskiego mediewistę, prof. Jacquesa Le Goffa, zaś najmłodsza Małgorzata w czasie, gdy odbywało się moje spotkanie z jej "uczonym rodem", kończyła pracę habilitacyjną z historii. Do klanu historyków należą jeszcze dzieci Anny Le Goffowej, Barbara i Tomasz. Córka najmłodszej z czterech "panien mądrych", Magdalena, studiuje w Warszawie fizykę, być może nawiązując jakiś nowy wątek w dziejach rodziny.
Ciekawiło mnie, czy zainteresowania przeszłością biorą się dzisiaj z poczucia powinności względem znakomitych przodków, samego może faktu ich posiadania. Usłyszałam, że nie tylko, może nawet nie głównie stąd. "Skłonności humanistyczne" zaszczepiła matka, z wykształcenia rolnik, zamiłowana w geografii i historii. Prof. Teresa przypisuje dużą rolę swojej znakomitej nauczycielce z tajnych wojennych kompletów u niepokalanek w Warszawie, siostrze Ancilli Rytel, oraz cioci Anieli Załęskiej, która chodziła na, również tajne, wykłady Tadeusza Manteuffla, a Teresie zdarzało się podsłuchiwać pod drzwiami. Zapamiętała, że była to historia Italii.
Wyszmontów w Europie
Państwo Dunin-Wąsowiczowie dawnym zwyczajem objeżdżali okoliczne dwory z pierwszą poślubną wizytą. Do młodzieńca w mundurze legionisty nie wszędzie się odzywano, on także zwykle milczał. Tylko wujostwo Łempiccy bardzo się do ojca ucieszyli i natychmiast wuj-szambelan zaprosił go na wspaniałe polowanie. Myślę, że tradycja Duninów, sięgająca prawdziwie "rodzinnej" Europy, oddziaływała na dwór wyszmontowski, który odznaczał się i wyróżniał w okolicy całkowitym liberalizmem, patriotyzmem i szalonym intelektualizmem.
Nie wszystkie sandomierskie dwory kształciły, zwłaszcza córki, w uniwersytetach. Nie w każdym była biblioteka tak bogato wyposażona jak wyszmontowska. W tej, obok trzech kompletów Fredry - pani profesor do dziś pamięta wszystkie sztuki - mieli domownicy pełne wydania dzieł Elizy Orzeszkowej, Józefa Korzeniowskiego. Spekulant i Kolokacja należały do ulubionych lektur Teresy: - Zabierało się przeważnie książkę do ogrodu, wchodziło się na drzewo, jadło się gruszki albo jabłka i czytało.
W portrecie zbiorowym sandomierskiego ziemiaństwa, już bez względu na endeckie czy legionowe sympatie i nastawienia, stałe miejsce zajmują stare babcie, ciocie, wujowie i dziadkowie, z którymi pokrewieństwo nie zawsze było dla młodzieży jasne, ale niewzruszony był obyczaj przynoszenia posiłków do ich pokojów, wynoszenia w ciepłe dni foteli do ogrodu, dygania z bukietem w imieniny.
W Wyszmontowie mówiono czasami o dawnych przodkach, Duninach, o ich znaczeniu i zasługach, ale żyło się tymi bliższymi tradycjami. Pani profesor i jej siostry pamiętają kufry stojące na strychu (jak prawie w każdym polskim dworze), gdzie przechowywano mundury napoleońskie i toalety balowe babek oraz ciotek. W deszczowe popołudnia lub wieczory młodzież ruszała na strych, by się przebierać do "żywych obrazów", zawsze z udziałem żołnierza napoleońskiego i ułana. Nikt się nie przebierał za Piotra Włostowica, co pewnie nie byłoby łatwe.
Tradycje patriotyczne odzywały się także we wspólnym śpiewaniu przy każdej okazji, a i bez okazji - po kolacji. Repertuar obejmował pieśni z czasów powstania listopadowego, styczniowego i wielkiej wojny światowej. Wszystkie panie - matka, ciotki, córki - grały na fortepianie, co było charakterystycznym rysem polskiej tradycji ziemiańskiej, zanikłym już niemal wyróżnikiem przynależności do warstwy ludzi kulturalnych.
Jeśli popatrzeć na dzieje rodu Duninów i na historię rodziny Dunin-Wąsowiczów (stosując rozróżnienie prof. Bieniaka) można nabrać otuchy. U początku dziejów mamy bowiem Piotra Włostowica, który znalazł się pośród najznamienitszych, co prawda nielicznych wtedy, osób decydujących o kształtowaniu się państwa polskiego, o jego miejscu w rodzinnej właśnie Europie, który wojował i paktował z możnymi Polski sąsiadami, przyczynił się do utrzymania w granicach Polski zakonów szerzących wiarę i wiedzę, fundował klasztory będące ogniskami kultury. Kiedy ród Łabędziów podzielił się na wiele linii, w każdej były domy, gdzie rośli ludzie światli i pełni cnót obywatelskich. Dunin-Wąsowicze w XIX w., dzieląc los wielu rodzin szlacheckich, niekiedy dawniej magnackich, znaleźli się w warstwie inteligenckiej, przechowując do dzisiaj ambicje intelektualne i to, co prof. Teresa nazywała "całkowitym liberalizmem", a co, jak myślę, trzeba określić jako przyznawanie sobie i innym prawa do śmiałych wyborów, które u podstaw mają niewyrażany a niewzruszony fundament wiedzy o tym, co w życiu czynić należy.
Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie I Polskiego Radia SA w grudniu 1998 r., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.
Uwagi.