Poprzedni Następny

Kartki z dziejów nauki w Polsce (16)

Piotr Hübner

Wolność i dekrety

Idee nauki najlapidarniej wyrażają wstępne formuły ustawowe. W okresie rządów Komisji Edukacji Narodowej w jej ustawach wyraźnie różnicowano zakresy wolności badań i wolności nauczania. Pierwsza z tych wolności była nieograniczona, druga, odmiennie, limitowana. Komisja gwarantowała sobie prawo ustalania "układu nauk" wykładanych studentom. Badania jednak miały być wolne: Każdy, oprócz obowiązków do katedry swojej przywiązanych względem dawania lekcyi publicznych, znajdzie w szlachetności swojego serca i gorliwości dla kraju silną pobudkę do rozszerzania w nim światła i potrzebnych wiadomości, już to przez wydanie pism (...), już to przez odkrywanie prawd użytecznych i wyszukiwanie rozmaitych krajowych produkcyi oraz wydoskonalenie sposobów przydatnego onych użycia. Komisja pozostawiała badania gorliwości osobistej każdego, a w miarę zasług w tym rodzaju i publicznej z nich użyteczności pomoc, zaletę i nagrodę zaręcza.
W wieku XIX władze zaborcze rozbudowywały przepisy dotyczące toku studiów, pozostawiając poza regulacjami badania. Tak też działo się w II Rzeczypospolitej. Konstytucja z 1921 roku postanawiała: Badania naukowe i ogłaszanie ich wyników są wolne. We wprowadzonej rok wcześniej ustawie o szkołach akademickich precyzowano, iż każdy profesor i docent szkoły akademickiej ma prawo podawać i oświetlać z katedry, według swego naukowego przekonania i sposobem naukowym, wszelkie zagadnienia, wchodzące w zakres gałęzi wiedzy, których jest przedstawicielem; tak samo ma zupełną swobodę w wyborze metod wykładów i ćwiczeń. Uprawnienia te nazywano łącznie "prawem wolności nauki i nauczania". Wolności te podtrzymała formalnie kolejna ustawa o szkołach akademickich - z 1933 roku. Praktyka ministerialna szła jednak w kierunku ograniczeń, a po dwóch latach okazało się, że nowa konstytucja już tych wolności nie wymienia, pozostawiając tę kwestię zwykłym ustawom.
Władze komunistyczne powojennej Polski obniżyły rangę prawnych gwarancji jeszcze bardziej - wolność badań naukowych i ogłaszanie ich wyników (było to więc prawo ogłaszania a nie prawo wolności ogłaszania) wymieniano w Deklaracji Sejmu Ustawodawczego w przedmiocie realizacji praw i wolności obywatelskich z 22 lutego 1947 roku; deklaracji, a nie ustawie konstytucyjnej. W dekrecie z 28 października tego roku o organizacji nauki i szkolnictwa wyższego, który zastąpił przedwojenną ustawę o szkołach akademickich, była wprawdzie formuła "badania naukowe są wolne", ale nie wspomniano już o wolności publikacji i o wolności nauczania. W kolejnej regulacji - ustawie o szkolnictwie wyższym i o pracownikach nauki z 1951 roku - była mowa już nie o wolnościach, lecz o obowiązkach pracowników nauki. Mieli działać w służbie rozwoju gospodarki i kultury narodowej, drogą tworzenia planów badań naukowych i prac dydaktycznych oraz rozwijania pracy zespołowej. Dydaktyka miała być realizowana zgodnie z programami i planami nauczania. Ustawowo łączono te działania z upowszechnianiem nauki i szerzeniem naukowego poglądu na świat. Przepisy wykonawcze do ustawy szły jeszcze dalej w kierunku ideologizacji i biurokratyzacji pracy badawczej i dydaktycznej. W konstytucji z 1952 roku była już tylko formuła ideologiczna, a nie gwarancje wolności nauki i nauczania. Zapewniano, iż PRL dba o wszechstronny rozwój nauki, opartej na dorobku przodującej myśli ludzkiej i postępowej myśli polskiej - nauki w służbie narodu. Za postanowieniami normatywnymi nadążała, co oczywiste, praktyka działań resortowych. Droga była prosta: od dawnych wolności do nowego zniewolenia, od szlachetnych słów do nowomowy, z zachodu - na wschód.



Uwagi.