Niezauważony motor ewolucji
Teoria ewolucji kojarzona jest przez nas z darwinowskimi pojęciami doboru naturalnego i walki o byt. Poszczególne gatunki rozwijają cechy, które pozwalają im przetrwać w swoim środowisku, a należące do nich osobniki walczą o miejsce z gorzej przystosowanymi. Mówiąc krótko - ewolucja to postęp. Wygrywają organizmy doskonalsze, lepiej dostosowane i silniejsze. Prawo dżungli, w którym nie ma miejsca na współpracę.
Okazuje się, że na ten sam proces - powstawania i przemiany gatunków - można spojrzeć nieco inaczej. Nie tylko konkurencja i walka decydowały o tym, co i kiedy na Ziemi powstanie. Może nawet bardziej od nich istotnym czynnikiem była współpraca organizmów, a właściwie - mikrobów. Zdaniem Lynn Margulis, amerykańskiej uczonej, której poglądy świat nauki nie do końca akceptuje, to symbioza jest jednym z głównych motorów rozwoju życia na naszej planecie. Przemiany zachodzące wśród istot żyjących wcale nie odznaczają się kierunkowym rozwojem, nieustannym postępem. Na świecie, obok człowieka, wciąż żyją istoty podobne do tych z początkowego etapu rozwoju życia, a może nawet dokładnie te same gatunki. Ewolucja nie premiuje zwycięstwem istot wyższych, bo z punktu widzenia ewolucji nie ma istot gatunków lepszych czy gorszych. W sensie ewolucyjnym każdy byt jest tak samo zaawansowany, a człowiek nie różni się od małpy czy kamienia. Jak twierdzi Margulis: Nie chodzi o pochodzenie od małp (...). Łańcuch naszych antenatów zaczyna się od najprymitywniejszych bakterii. Oczywiście, jest tu też miejsce na tezę światopoglądową - poglądy naukowe nie są ideologicznie obojętne - (...) człowiek, jak wszystkie małpy, nie został stworzony przez Boga, ale przez miliardy lat wzajemnych oddziaływań pomiędzy wchodzącymi ze sobą w najróżniejsze relacje mikrobami. Niezależnie od tego, czy stwierdzenie to znajduje uzasadnienie w przedstawionej teorii, jednak ono pada i trudno przejść nad nim obojętnie.
Symbioza, czyli korzystne dla obu stron współżycie, fizyczny kontakt różnych gatunków jest zjawiskiem powszechnym. Margulis, aby udowodnić tezę o kluczowym znaczeniu symbiozy w procesie powstawania życia, sięga do najdawniejszych czasów - do momentu powstawania pierwszych złożonych form życia. Z jej punktu widzenia, Darwin właściwie nie pisał o pochodzeniu gatunków. To długotrwała symbioza doprowadziła najpierw do pojawienia się złożonych, posiadających jądra komórek, a potem innych organizmów, takich jak grzyby, rośliny i zwierzęta.
Amerykańska uczona uznała, że kluczem do poznania zasad rządzących ewolucją jest genetyka. Szuka więc śladów pierwotnej współpracy najprostszych istot we wnętrzu złożonej komórki. Jej zdaniem, pozajądrowe elementy komórek muszą być reliktami żyjących niegdyś swobodnie bakterii. Nauczyły się one współpracować, a z czasem po prostu stały się jedną, bardziej złożoną formą życia. Do dziś można odnaleźć podobne formy współistnienia: autorka podaje przykłady zwierząt zabarwionych przez żyjące w nich rośliny czy glony. Margulis opisuje też uwieńczone sukcesem poszukiwania miejsc, w których warunki środowiskowe przypominają te z pierwszych chwil powstawania życia. Wciąż istnieją takie naturalne "laboratoria życia". Czy jednak wszystko to stanowi dowód i wystarczający argument na postawienie tak ostrej tezy światopoglądowej?
(mit)
Lynn Margulis, Symbiotyczna planeta, tłum. Marcin Ryszkiewicz, Warszawa 2000, Wydawnictwo CiS, seria: Science Masters.
Uwagi.