|
|
|
Głównym motywem wprowadzenia jakichkolwiek zmian musi być podwyższanie jakości. Rozmowa z prof. Edmundem Wittbrodtem, ministrem edukacji narodowej MUSIMY ZACZĄĆ RZECZYWISTĄ DEBATĘ
Jakie są najbliższe zamierzenia nowego ministra edukacji?- W tej chwili najważniejsza staje się sprawa szkolnictwa wyższego, ostatniego ogniwa łańcucha edukacyjnego. Należy podjąć decyzję, co dalej z nowym prawem o szkolnictwie wyższym. Obecna ustawa obowiązuje już 10 lat i nieco się zestarzała. Niestety, czas coraz mniej sprzyja, więc szanse przeprowadzenia ustawy przez parlament obecnej kadencji są coraz mniejsze. Nie będzie sprzyjać temu zbliżająca się kampania wyborcza. Tymczasem jest wiele problemów, które należy pilnie rozwiązać. Dotyczy to w szczególności systemowego ujęcia całego szkolnictwa wyższego, sprawy jakości nauczania czy też odpłatności za studia. Chciałbym, żeby możliwe było rozpatrywanie nowej ustawy, ale nie wykluczam też ograniczonej do spraw najpilniejszych nowelizacji ustawy obecnie obowiązującej.- Projekt przyszłorocznego budżetu zakłada realny spadek nakładów na szkolnictwo wyższe oraz na naukę. Tymczasem uczelnie zostały obciążone dodatkowymi kosztami: składkami od umów zleceń, składkami na PFRON, być może także podatkiem od nieruchomości. To w skali uczelni mogą być kwoty sięgające wielu milionów. Czy jest szansa przynajmniej na utrzymanie nakładów na poziomie mijającego roku?- Sprawa przyszłorocznego budżetu jest trudna. Powszechnie wiadomo, że budżet ten będzie bardzo napięty. Obecnie trwają jeszcze dyskusje w rządzie nad jego ostatecznym kształtem. W dyskusji wszystkie argumenty, także dodatkowych obciążeń nauki i szkolnictwa wyższego, muszą być uwzględnione. Przy podejmowaniu ostatecznych decyzji musimy mieć pełną świadomość tych faktów i ich konsekwencji.- Projekt nowej ustawy został przekazany do rządu. Jakie będą jego dalsze losy?- Projekt jest obecnie w uzgodnieniach międzyresortowych. Zastrzeżenia zgłaszają: Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, jak też Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Dotyczy to m. in. zapisu gwarantującego wynagrodzenia asystenta na poziomie przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Taka decyzja kosztowałaby budżet państwa wiele milionów złotych. W ciągu najbliższych tygodni musi zapaść ostateczna decyzja, czy wprowadzamy do parlamentu projekt nowej ustawy, czy ograniczamy się do nowelizacji ustawy dotychczas obowiązującej.- Porozmawiajmy o kilku szczegółowych rozwiązaniach, jakie znalazły się w projekcie. Powszechnie mówi się o konieczności zapewnienia jakości. Ma to robić Akademicka Komisja Akredytacyjna. Czy powinna ona powstać z przekształcenia Rady Głównej czy jako zupełnie nowa instytucja?- Sprawa zapewnienia właściwej jakości studiów należy do najpilniejszych. O jakości kształcenia dużo mówi się, a także robi w Europie i na świecie. Jej zapewnienie wiąże się z akredytacją i bieżącą kontrolą. Do tego celu powinna być powołana Akademicka Komisja Akredytacyjna, choć zadanie to można też powierzyć Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego, ale odpowiednio do tego celu przekształconej. Drugie z rozwiązań ma tę zaletę, że liczba organów działających na obszarze szkolnictwa wyższego będzie mniejsza. Zresztą, obecna Rada Główna też widzi taką możliwość.- Działa już Uniwersytecka Komisja Akredytacyjna, powstają liczne inne, "branżowe" komisje. Czy ich doświadczenia zostaną wykorzystane?- Uniwersytecka Komisja Akredytacyjna ma już spory dorobek i pierwsze akredytacje, a inne konferencje rektorów tworzą podobne komisje. Środowisko akademickie, jak widać, uznaje znaczenie jakości i dąży do samooceny i doskonalenia. Potwierdza to konieczność pilnego rozwiązania tego problemu. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia zostaną wykorzystane przy podejmowaniu rozwiązań ustalonych. Chcę jednak podkreślić, że powołanie AKA, jako organu zewnętrznego, ma inny charakter. Jeśli akredytacją i oceną jakości będzie się zajmowała Rada Główna, będzie się ona musiała przekształcić i przyjąć strukturę "branżową", chociażby ze względu na znaczne zróżnicowania i specjalizację.- Czy projekt nie powinien także regulować sprawy stopni i tytułu, jak to było planowane na początku?- W pierwotnej wersji była mowa również o ustawie o tytule i stopniach naukowych. Jednakże występuje tu daleko idąca rozbieżność opinii. W projekcie najdalej idącym proponuje się nawet rezygnację ze stopnia naukowego doktora habilitowanego oraz z tytułu naukowego profesora. Uważam, że jest to propozycja przedwczesna. Spowodowałaby obniżenie jakości, a przecież nie o to chodzi. Poziom habilitacji i tytułu naukowego gwarantowany jest przez Centralną Komisję, wybieraną demokratycznie, z możliwością odwoływania się od decyzji negatywnych. Odejście od tytułu naukowego i habilitacji będzie możliwe, gdy zaistnieją inne mechanizmy promujące jakość. To może być np. naturalna konkurencja, gdy o etat w uczelni będzie się ubiegać 10, 20, czy nawet 100 kandydatów. Muszą się zasadniczo zmienić warunki finansowe, a to nam, jak na razie, niestety, nie grozi. Dlatego uważam, że może za 5 czy 10 lat będzie to możliwe. Podkreślam, głównym motywem wprowadzenia jakichkolwiek zmian musi być podwyższanie jakości.- Czy zostaną utrzymane i zapisane w projekcie koncepcja pierwszego miejsca pracy i zgoda rektora na dodatkowe zatrudnienie?- Zjawiskiem zdecydowanie negatywnym w szkolnictwie wyższym jest wieloetatowość. To konsekwencja niedofinansowania. Ma ono bezpośredni wpływ na jakość kształcenia, prowadzonych badań naukowych i rozwój kadr. Budzi wiele zastrzeżeń natury etycznej. Znane są przypadki pracy na kilku, a nawet kilkunastu etatach. Jak wówczas można dobrze prowadzić zajęcia dydaktyczne, promować młodych doktorów, zabiegać o środki finansowe i prowadzić projekty badawcze? Nie ma na to czasu. Jak można być etycznym prowadząc zajęcia u swojego pracodawcy, a jednocześnie u konkurencji? To jest nie do pomyślenia w firmie prywatnej, a także w uczelni zachodniej. Czymś innym może być praca ekspercka, która pozwala na zdobywanie nowych doświadczeń i rozwój własny. U nas taka sytuacja jest tolerowana, przymyka się na nią oko. Obecnie istnieje jedynie obowiązek powiadamiania pracodawcy, ale wielu się nawet z tego nie wywiązuje. To powinno się zmienić, bo czy możliwe jest, aby rektor jednej z uczelni państwowych, kształcącej na atrakcyjnym kierunku, otwierał obok prywatną uczelnię? A jest to przykład, z którym się spotkałem będąc wiceprzewodniczącym Rady Głównej w latach 1996-99.- A kwestia zastąpienia pensum przez zakres obowiązków?- Sprawę pensum można, moim zdaniem, pozostawić do rozstrzygnięcia uczelniom. Wiem, że są znaczne obawy związane z możliwością wprowadzania nadmiernych obciążeń. Nie podejrzewam jednak, by tak się stało. Obciążenia w naszych uczelniach są zbliżone do analogicznych w uczelniach zachodnich. W nowoczesnych rozwiązaniach coraz częściej określa się zadania, które trzeba wykonać i z nich się konsekwentnie rozlicza pracowników.- Jak rozwiązać kwestię odpłatności?- Odpłatność za studia jest sprawą bardzo trudną. Poszukiwanie rozwiązań pomiędzy ustawowo gwarantowaną bezpłatnością studiów, a brakiem środków na jej realizację zapewne spotka się z zarzutami. W deklaracji UNESCO z 1998 roku mowa jest o tym, że państwo ma obowiązek zapewnienia równej dostępności do studiów. Sam jestem zwolennikiem współpłatności, co oznacza że część kosztów pokrywałby każdy student, a resztę budżet państwa. Inwestowanie to przecież interes indywidualny studenta, dla którego otwierają się nowe możliwości, ale też w interesie państwa jest mieć społeczeństwo wyedukowane. Ta część, to mogły by być środki na poziomie 10-20 proc. kosztów kształcenia. Takie rozwiązanie wymagałoby wsparcia w postaci stypendiów, pożyczek i kredytów, aby każdy, nawet ten najbiedniejszy, mógł studia podjąć. Mam świadomość, że zmiana zapisu konstytucyjnego jest nierealna. Jednak musimy zacząć rzeczywistą debatę nad systemem finansowania szkolnictwa wyższego.- W Trybunale Konstytucyjnym czeka na rozpatrzenie skarga studenta w sprawie odpłatności za studia zaoczne i wieczorowe. Aż strach pomyśleć, co może się wydarzyć, jeśli Trybunał uzna to za niezgodne z Konstytucją.- Tak, w dniu 8 listopada ma zostać ogłoszone orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Może ono mieć istotny wpływ na dalsze decyzje w sprawie odpłatności za studia.- Raport NIK krytykował brak nadzoru ministra nad uczelniami niepaństwowymi. Z drugiej strony, minister Handke przegrał w sądzie kilka spraw, kiedy chciał taki realny nadzór sprawować. Jak rozwiązać ten problem?- Nadzór jest sprawą niezwykle ważną, jednym z podstawowych obowiązków ministra. Największym problemem jest nadzór bieżący. Dlatego też zdecydowałem się powołać specjalną grupę monitorująco-kontrolną. Jej zadaniem jest sprawdzenie stanu kadrowego i poziomu kształcenia między okresami, kiedy oceny dokonuje Rada Główna, a dzieje się to co 5 lat. Wszystkie nielegalnie działające placówki będą podawane do publicznej wiadomości, aby przestrzec kandydatów na studia. Ponadto to MEN będzie zaskarżał nielegalną działalność i wyciągał wszelkie przewidziane prawem konsekwencje. Nie jest dopuszczalne, aby w państwie prawa działały nielegalne placówki, do tego kształcące młodzież.- Poprzedni minister chciał w mniejszych ośrodkach tworzyć uniwersytety poprzez łączenie uczelni. Czy powstaną - poza Zieloną Górą, gdzie jest porozumienie politechniki i WSP - nowe uniwersytety?- Tworzenie uniwersytetów dużych i silnych, w których występują np. kierunki humanistyczne, techniczne i artystyczne, bardzo mi odpowiada. W rzeczywistości wszelkie podziały są sztuczne, a wiedza jest zintegrowana i przenika się nawzajem. Jednak problem jest w tym, jak to osiągnąć. Nie sądzę, aby było to możliwe poprzez przymus administracyjny, tym bardziej, że uczelnie - o czym wcześniej była mowa - mają znaczną autonomię. Należy tu działać poprzez tworzenie zachęt i nakłanianie. W nowej ustawie proponuje się możliwość tworzenia związków, a to już ważny krok w kierunku osiągnięcia celu.- A co z Rzeszowem?- Sprawa utworzenia uniwersytetu w Rzeszowie jest nadal aktualna, tym bardziej że jedna z tamtejszych uczelni najprawdopodobniej w najbliższym czasie uzyska pełne prawa akademickie. Jest ogromne zainteresowanie środowiska powołaniem uniwersytetu. Postawiłem jeden tylko warunek - spełnienie standardu jakościowego określonego przez Radę Główną.- W jakim stopniu uczelnie powinny być instytucjami autonomicznymi i niezależnymi, a w jakim stopniu muszą wpisywać się jednak w politykę edukacyjną państwa?- Autonomia i niezależność uczelni dotyczy swobody wyboru tematyki badawczej, dochodzenia do prawdy, zajmowania się wartościami uniwersalnymi, ogólnoludzkimi. Jednakże autonomia i niezależność są zawsze w pewnym sensie ograniczone, chociażby ze względów etycznych. Autonomia uczelni jest podstawą jej działania. Uczelnie muszą być jednak również praktyczne. Stąd wprowadzane są rozwiązania wiążące je ze środowiskiem lokalnym, biznesowym i gospodarczym. Uczelnią autonomiczną można sterować za pomocą mechanizmów finansowych, aby wpisywała się ona w politykę edukacyjną państwa. Mogą to być np. zadania edukacyjne finansowane z budżetu państwa.- Jest Pan nadal Senatorem RP. Czy uda się pogodzić obowiązki ministra edukacji z funkcja pełnioną w Senacie?- To nie będzie łatwe, ale chciałbym poświęcić niemal cały czas, jakim dysponuję, na pełnienie funkcji ministra, co siłą rzeczy spowoduje, że w Senacie będę mniej aktywny i ograniczę się do wyrażania swojej woli w głosowaniach.Rozmawiał ANDRZEJ ŚWIĆ |
|
|