Poprzedni Następny

 

KRUN nie oczekuje na pieniądze podatników, ale postuluje podjęcie ustawy zapewniającej równoprawność sektorów oraz równe prawa studentów w dostępie do środków publicznych.

Józef Szabłowski

Warunki dialogu i współpracy

Uczelnie niepaństwowe, powstałe w obecnej dekadzie na mocy decyzji władz politycznych z roku 1990, zmieniają obraz szkolnictwa wyższego w Polsce. Kształtuje się rola i miejsce sektora publicznego i niepublicznego w systemie edukacyjnym naszego społeczeństwa. Twórcy ustawy o szkolnictwie wyższym nie mogli przewidzieć wszystkich okoliczności i uwarunkowań społecznych, ekonomicznych, a także budżetowych funkcjonowania i rozwoju szkolnictwa wyższego. W roku 1997 stworzono też ustawę o wyższych szkołach zawodowych, która w wielu fragmentach jest oceniana negatywnie. Konferencja Rektorów Uczelni Niepaństwowych widzi konieczność przygotowania projektu nowej ustawy, o czym pisałem w artykule Nowy projekt? ("Forum Akademickie" nr 9/2000). Nowy projekt ustawy powinien zapewniać funkcjonowanie szkół publicznych na miarę możliwości finansowych państwa, stwarzać trwałe warunki rozwoju uczelni niepaństwowych, wychodzić naprzeciw aspiracjom młodzieży i ludności czynnej zawodowo, pragnącej podwyższać swoje kwalifikacje. Projekt ustawy powinien być poprzedzony ogólnonarodową dyskusją i przygotowany nie tylko przez przedstawicieli szkół państwowych i niepaństwowych, władze ministerialne, lecz także przy udziale pracodawców i innych organizacji uczestniczących w procesie edukacyjnym lub zatrudniających absolwentów.
Ostatnie projekty ustawy powstawały na zupełnie odmiennych zasadach i nie uzyskały wystarczającego poparcia. Dyskusja towarzysząca projektowi ustawy czasami, a nawet często, prowadzi do wytaczania przeciwstawnych argumentów w tych samych sprawach. Uczelnie państwowe, jak się wydaje, najczęściej wysuwają argument niedofinansowania ich działalności, a uczelnie niepaństwowe podnoszą problemy niepogarszania warunków ich działalności, równości sektorowej i równoprawnego traktowania studentów.

różnica w kosztach

Jednym z artykułów pomniejszających rolę szkół niepaństwowych jest opracowanie prof. Aleksandra Kołodziejczyka Płaszczyzna porównań ("FA" nr 9/2000). Moim zdaniem, niektóre stwierdzenia zawarte w tym artykule mają charakter dyskusyjny i wymagają komentarzy lub też zostały przedstawione w sposób mało obiektywny. Obecnie mamy w Polsce 180 wyższych szkół prywatnych, "a następne 100 wniosków czeka na rozpatrzenie", pisze Autor. Liczba ta nie odzwierciedla faktycznego stanu, ponieważ 10 października 2000 roku na rozpatrzenie czekało około 60 wniosków.
Wyniki porównań zagranicznych w dużym stopniu zależą od przyjęcia kraju jako wzorca. W Niemczech, o których pisze Autor, udział szkolnictwa prywatnego jest rzeczywiście mniejszy niż np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie studenci studiują 8 miesięcy, a przez 4 miesiące zarabiają na czesne. Jednak w Niemczech też postulowane są zmiany, np. zniesienie habilitacji. Nadmierna liczba wniosków o utworzenie nowych uczelni wynika z niskich kryteriów ich tworzenia, ale KRUN nie miała na to wpływu.
Prof. Kołodziejczyk, nawiązując do stwierdzenia miesięcznika "Perspektywy" (nr 6/2000), że powstanie sektora szkół niepaństwowych to "największy fenomen polskiej transformacji ustrojowej" pisze, że podobny proces nastąpił w części krajów postkomunistycznych, szczególnie tam, gdzie władze państwowe przerzuciły koszty kształcenia wyższego w znacznej części na barki społeczeństwa, zezwalając na żywiołowy i pozbawiony kontroli rozwój sfery edukacji. Stwierdzenie to kryje w sobie wiele treści wymierzonych przeciwko uczelniom niepaństwowym. Każdy specjalista od finansów wie, że władze państwowe nie mają pieniędzy, a jeżeli mają, to są to pieniądze podatników. Podatnicy finansują uczelnie państwowe i to proporcjonalnie do skali efektywności działalności podmiotów tego sektora. Koszty kształcenia w uczelniach niepaństwowych są niższe, a więc można założyć, że gdyby sprywatyzowano całe szkolnictwo wyższe, to można by w znacznym stopniu obniżyć opodatkowanie społeczeństwa i jednostek gospodarczych, stwarzając warunki do bardziej dynamicznego ich rozwoju. Poziom kosztów kształcenia w 1999 roku opublikował GUS w opracowaniu Szkoły wyższe i ich finanse w 1999 roku (s. 336). Wynika z tej publikacji, że w uczelniach państwowych koszty kształcenia są wyższe: w uczelniach ekonomicznych o 44,4 proc., w uczelniach pedagogicznych o 105,7 proc., a w uczelniach zawodowych o 62,5 proc.
Różnicy kosztów nie można tak pochopnie odnosić wyłącznie do jakości kształcenia, jak to czyni A. Kołodziejczyk pisząc: "niższe koszty, gorszy produkt". Po pierwsze, poziom jakości należy do kategorii niewymiernych. W warunkach polskich nie istnieje obiektywny system jej pomiaru. Myślenie na zasadzie: duże uczelnie - wysoki poziom, nie jest przekonujące.
Uczelnie małe w większości mają profil wyspecjalizowany, a uczelnie duże składają się z licznych wydziałów pracujących w dużym stopniu niezależnie od siebie i od ich kondycji zależy jakość kształcenia. W ostatnich latach zmienił się też profil uczelni niepaństwowych. Obecnie są to szkoły: techniczne, rolnicze, ekonomiczne, pedagogiczne, artystyczne, typu uniwersyteckiego, zawodowe. Jest także jeden uniwersytet, a piętnaście uczelni prowadzonych jest przez organizacje wyznaniowe.
O poziomie kosztów decyduje co najmniej kilkanaście czynników. Można wymienić takie jak: struktura organizacyjna, system decyzyjny, koszty posiedzeń organów kolegialnych, przerosty administracyjne, zatrudnienie zbędnej kadry naukowo-dydaktycznej, niedostateczna analiza wydatków i wiele innych. Udział studentów zaocznych również niekoniecznie musi być wyznacznikiem niskiego poziomu kosztów. W uczelniach prywatnych udział kosztów osobowych często wynosi 70 proc. całości wydatków. Na studiach stacjonarnych znaczną część zajęć w formie ćwiczeń prowadzą asystenci, a zajęcia na studiach zaocznych prowadzą profesorowie i adiunkci, których stawki wynagrodzenia są powiększane o 50 proc. Ustalenie przyczyn różnicy kosztów kształcenia w uczelniach państwowych i niepaństwowych wymagałoby pogłębionej, wnikliwej analizy, i to głównie w celu ochrony podatników, nie wyłączając emerytów, którzy w Polsce płacą wysokie podatki.

niekontrolowany rozwój?

Efektywność kształcenia na studiach zaocznych i wieczorowych nie jest do końca zbadana. Z doświadczenia wiem, że poziom ostatecznych egzaminów na studiach zaocznych nie odbiega od poziomu egzaminów na studiach stacjonarnych. Sądzę, że tak zdecydowane pomniejszanie wartości znaczenia dyplomu studiów zaocznych może obrazić setki tysięcy absolwentów.
Z tekstu Autora wynika, że utrzymanie uczelni z czesnego nie jest możliwe i niektóre uczelnie żądają dotacji. KRUN nie oczekuje jednak na pieniądze podatników, ale postuluje podjęcie ustawy zapewniającej równoprawność sektorów oraz równe prawa studentów w dostępie do środków publicznych.
Stwierdzenie Autora, że władze państwowe pozwoliły na żywiołowy i niekontrolowany rozwój sfery edukacji można odnieść zarówno do sektora państwowego, jak i niepaństwowego. Jednak, co może oznaczać stwierdzenie "niekontrolowany rozwój" w odbiorze społecznym? Czy takie zjawisko w ogóle występuje? Wnioski o utworzenie wyższych szkół niepublicznych lub wnioski o rozszerzenie uprawnień są szczegółowo filtrowane przez Komisję Akredytacyjną Wyższych Szkół Zawodowych i Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego czasami nawet przez okres dłuższy niż rok.
MEN wykonał też wiele kontroli uczelni jednego i drugiego sektora. A zatem, stwierdzenie Autora uważam za zbyt radykalne, wywołujące wrażenie, że uczelnie niepaństwowe działają poza nadzorem i są jednostkami mniej wartościowymi.
Autor artykułu pisze: Proponowane w projekcie nowego prawa o szkolnictwie wyższym ograniczenie wieloetatowości stanowi poważne zagrożenie dla wielu słabych szkół wyższych, zarówno prywatnych, jak i państwowych, szczególnie tych, które nie mają własnej kadry. Nie dziwią więc ostre protesty przeciwko temu projektowi ze strony przedstawicieli sektora prywatnego. Ich protest popiera wielu polityków... Wydaje się, że problemów polityki kadrowej w polskich uczelniach jest znacznie więcej. W końcu 1997 roku zatrudniono w Polsce na stanowiskach profesorów i docentów w uczelniach państwowych i Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 11 907 osób, z tego 9 313, czyli prawie 80 proc., w dziewięciu największych miastach akademickich. Oznacza to, że na pozostałe 40 województw przypadło niewiele ponad 20 proc. potencjału kadrowego zatrudnionego na stanowiskach profesorów i docentów. Mobilność kadry naukowo-dydaktycznej w Polsce jest znacznym problemem, którego rozwiązanie mogłoby przyczynić się do rozwoju uczelni niepaństwowych i mniejszych uczelni państwowych. Niską mobilność kadry utrwala forma nominowania pracowników przy ich zatrudnianiu oraz zatrudnienie doktorów w uczelniach, w których uzyskali stopnie naukowe. Jak wiadomo, praktyki występujące w innych krajach są odmienne. Wprowadzenie wymienionych zmian w polityce kadrowej w wyższych uczelniach może w dużym stopniu wpłynąć na zmniejszenie wieloetatowości i lepsze rozmieszczenie kadr w układzie przestrzennym.

prywatne w państwowym

Nie dziwię się politykom, którzy zgłaszają protesty przeciwko projektowi ustawy, która została przygotowana przez resort i, jak sądzę, największe uczelnie w Polsce. Projekt uwzględniał interesy największych uczelni, ale politycy pewnie dostrzegli, że był on sprzeczny z Konstytucją, nie zachowywał hierarchiczności źródeł prawa, eliminował bez ważnych przyczyn prawa nabyte, nie stwarzał równoprawnego systemu pomocy organizacyjnej i finansowej dla studentów, różnicował sektory, nie rozwiązywał ważnych problemów szkolnictwa wyższego, nie uwzględniał interesów regionów słabiej rozwiniętych, a także nie wyrównywał szans dostępu do bezpłatnych szkół publicznych młodzieży ze środowisk wiejskich oraz z małych miast. Politycy w znacznym stopniu nie akceptowali też proponowanych rozwiązań w zakresie pobierania czesnego od studentów przez uczelnie państwowe, nie akceptując "prywatnego w państwowym". Uczelnie niepaństwowe nie mogą też zgodzić się ze stwierdzeniem Autora: Dużo czasu jeszcze upłynie zanim najlepsze polskie wyższe szkoły prywatne dorównają jakością średnim uniwersytetom. Można uznać, że jest to hipoteza Autora, która na podstawie obserwacji funkcjonowania i rozwoju wielu szkół niepaństwowych nie zostanie potwierdzona.
Zwróciłem uwagę tylko na niektóre zagadnienia poruszane przez Autora artykułu. Dyskusja nad nowym projektem ustawy, moim zdaniem, powinna zatoczyć szersze kręgi i doprowadzić do rozwiązywania problemów, które występują w polskim szkolnictwie wyższym. Jestem przekonany, że obecne władze MEN przy tworzeniu nowego projektu ustawy wezmą pod uwagę także opinię uczelni niepaństwowych. Żałuję tylko, że niektóre uczelnie państwowe, deklarujące oficjalnie gotowość współpracy z sektorem uczelni niepaństwowych, uczestniczyły w przygotowaniu projektu ustawy wyraźnie ograniczającego funkcjonowanie i rozwój prywatnego partnera. W wielu regionach i miastach występuje dość daleko posunięta współpraca między uczelniami państwowymi i prywatnymi. Podejmowane są wspólne działania w zakresie organizacji życia naukowego, organizowane są wspólne imprezy studenckie, tworzone są warunki dialogu i współpracy. Sądzę, że te pozytywne formy współpracy są jedyną i właściwą drogą kształtowania polskiego systemu edukacyjnego.

Prof. dr hab. Józef Szabłowski jest rektorem WSFiB w Białymstoku, pełni funkcję przewodniczącego Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych.

Uwagi.