Poprzedni Następny

 

W Polsce, jak na razie, brak atrakcyjnej wizji czy pasjonującego programu badań. Wśród naukowców rodzi się frustracja.

Wiktor Niedzicki

DAJCIE NAM CEL!

Gdzie są Nagrody Nobla dla polskich naukowców? Dlaczego kupujemy licencje, zamiast je sprzedawać?
Prawie wszyscy, także na tych łamach, narzekają na kondycję nauki polskiej. Można się sprzeczać co do natężenia tych ocen, pozycji według listy filadelfijskiej lub innych rankingów, ale faktem jest, że nie staliśmy się potęgą naukową. Na razie. Za tę sytuację wini się zwykle braki finansowe. Państwo zbyt mało łoży na naukę polską. I to jest fakt.
Z drugiej jednak strony w instytutach przeprowadza się kosztowne remonty, wyposażane są nowe laboratoria, kupowany jest nowy sprzęt, opłacane jest członkostwo w międzynarodowych ośrodkach naukowych (CERN, DESY etc.). Naukowcy wyjeżdżają na międzynarodowe konferencje (niektóre są także organizowane w kraju), sympozja, staże, stypendia. To wszystko kosztuje. W skali kraju płyną na naukę miliony dolarów. Mimo to znaczących sukcesów jest mało. Dlaczego tak jest?

Kilka banałów w skrócie

Celem nauki jest poszukiwanie prawdy. Jakiej prawdy i o czym? O tych sprawach powinny decydować instytucje przyznające środki na badania. Ponieważ chodzi o pieniądze pochodzące w większości z płaconych przez nas podatków, kierunki badań powinny być zgodne z potrzebami społeczeństwa, państwa, a może nawet... ludzkości. To właśnie nasze potrzeby mają wyznaczać politykę naukową. Są to oczywiste banały. Problemy zaczynają się wraz ze szczegółowym określaniem owej polityki naukowej.
Zgodnie z procedurami demokratycznymi o przyznawaniu dotacji na badania decydują uczeni wybrani do Komitetu Badań Naukowych. Sekcje i zespoły wybierają najciekawsze projekty spośród tych, które wpłynęły na kolejny konkurs. Niestety, w tym przypadku demokracja oznacza równe dzielenie biedy. Nie wydaje mi się, by w owym gronie znalazł się odważny profesor, który powie, że tym razem, zamiast przyznawać dziesięć grantów po sto tysięcy złotych, warto przyznać jeden za milion złotych, gdyż wymaga tego interes społeczeństwa czy kraju. W tym momencie miałby już dziewięciu wrogów. W przyszłości mógłby się pożegnać z dotacjami na prowadzone przez siebie badania.
Oczywiście wiem, że istnieją projekty celowe, zamawiane, strategiczne. Niestety, nie przypominam sobie przełomowych odkryć i wynalazków, do których przyczyniłyby się owe badania. Dlaczego?

Wizja

Moim zdaniem, jedną z przyczyn jest brak wizji. Co prawda, ponoć już Napoleon powiedział, że do wygrania wojny potrzebne są tylko trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i... jeszcze raz pieniądze, ale Napoleon doskonale wiedział, co chce osiągnąć. Co więcej, do swojej wizji imperialnej Francji potrafił przekonać społeczeństwo, wciąż jeszcze obolałe po wielkiej rewolucji i towarzyszących jej okropnościach. Tą wizją wywołał niespotykany entuzjazm oraz ożywczy ferment w całej Europie (inne skutki świadomie pomijam). Czy rzeczywiście wizja jest tak ważna? To, że cel musi pobudzać wyobraźnię wiedzieli już dawno odkrywcy i władcy. Na przykład Krzysztof Kolumb przekonywał do swej wyprawy królewski dwór w Portugalii. Bez skutku. Niemniej próbował przez dłuższy czas. Doskonalił swoje argumenty. Przypadkowo spotkanemu hiszpańskiemu franciszkaninowi i astronomowi Antonio de Marchena opowiedział tak sugestywnie o swoim zamiarze, że uzyskał pomoc w dotarciu do królewskich decydentów. Wizja przyszłych zysków poruszyła Izabellę Kastylijską. Po sześciu latach wyruszyła słynna wyprawa. Podobnie było i z innymi odkryciami. Zawsze konieczna była wizja - władcy starożytnego Egiptu, gdy chodziło o wyprawę do krainy Punt lub śmiałych wojowników wikingów, którzy odkryli Islandię i Grenlandię. Z kolei, niektóre wynalazki zostały dokonane na skutek zamówień rządowych. Tak było z konkursem na konserwację żywności, ogłoszonym przez Napoleona w 1795 r. - słynna apertyzacja, a potem produkcja konserw w puszkach. Podobne były skutki konkursu ogłoszonego w 1869 r. przez Napoleona III na tłuszcz, który miałby zastąpić masło najuboższym i marynarzom - powstała margaryna.
Najbardziej znanymi przykładami wizji, które spowodowały ogromny skok w nauce i technice był "Projekt Manhattan" - budowa pierwszej bomby atomowej oraz "misja Apollo" - lądowanie amerykańskich astronautów na Księżycu w 1969 roku. Dziś także powstają wielkie, często także międzynarodowe projekty. LEP w ośrodku badawczym CERN pod Genewą, akcelerator TESLA w ośrodku DESY pod Hamburgiem, akcelerator LHC (znów w ośrodku CERN) i wiele innych. Ostatnio także Afryka Południowa zaproponowała budowę ogromnego teleskopu. Takie projekty pobudzają wyobraźnię i ambicje naukowców. Dodatkowa dawka adrenaliny przydaje się wszystkim. Są one również bodźcem dla wielu kierunków badawczych - potrzebne są wszak nowe materiały, metody pomiarowe, urządzenia elektroniczne, nowe metody analizy zbieranych danych. Dzięki wizji odkrycia nowej cząstki (kwarków, cząstki Higgsa), nowych praw fizyki, planet wokół innych słońc, następuje integracja wielu dyscyplin nauki. Najzdolniejsi uczniowie i studenci starają się znaleźć pośród uczonych zajmujących się tak ciekawymi badaniami. Rośnie prestiż nauki w kraju. Większym strumieniem płyną pieniądze od sponsorów. Inne korzyści każdy może dopisać według własnych upodobań.
Niestety, w Polsce, jak na razie, brak takiej atrakcyjnej wizji czy pasjonującego programu badań. Nawet badania realizowane w ramach projektów celowych czy zamawianych nie są popularyzowane. Często zamawiający nie próbuje wykorzystać ich wyników w praktyce. To powoduje nie tylko wymierne straty finansowe. Wśród naukowców rodzi się frustracja.
Dlatego właśnie ekolodzy monitorują zmiany poziomu populacji zwierzątka xxx w pewnym rejonie, natomiast bardzo niewiele prac dotyczy konkretnych działań ograniczających zanieczyszczenie środowiska. Dlatego badane są różne, czasem dość egzotyczne materiały, gorzej natomiast z propozycjami nowych produktów, które mogłyby z nich powstać. Analizowane są różne aspekty terapii nowotworowych, a nowe urządzenia medyczne i nowe metody leczenia sprowadzamy z zagranicy. W ten sposób społeczeństwo odnosi (dość słuszne) wrażenie, że wszystko, co ważne, można kupić, a nauka w Polsce jest realizacją dość kosztownego hobby.

Kto będzie wizjonerem?

Nie łudźmy się - nikt nam tej wizji nie poda. Nie da się jej także kupić. Nie sądzę, by taką wizję sformułował Komitet Badań Naukowych. Nie wygląda na to, by szczytny cel przed nauką postawił rząd. To nie jest zadanie dla urzędu, ale dla uczonego. Kiedyś miałem nadzieję, że odkrycie planet przez prof. Aleksandra Wolszczana spowoduje przełom. Sądziłem, że polscy astronomowie rzucą się do szukania nowych światów. Niestety, zabrakło pieniędzy, urządzeń (a może jeszcze czegoś innego) i kolejne nowe planety odkryli już inni (prof. Michael Mayor z Genewy odkrył planetę w pobliżu gwiazdy podobnej do naszego Słońca). Mieliśmy jeszcze kilka takich dużych czy nawet wielkich odkryć. Niestety, nie powstał nowy kierunek badań, nie zrodziła się nowa, polska szkoła, polscy naukowcy nie dostali Nagrody Nobla.
Mamy wielkich uczonych o nazwiskach znanych na świecie. Czekam na chwilę, w której znany profesor zaproponuje coś, co zelektryzuje naukę w Polsce. Może będzie to budowa statku kosmicznego, który przywiezie cenne surowce z Marsa? Może będzie to budowa działa, które w przyszłości ocali ludzkość przed uderzeniem ogromnej asteroidy (Armageddon), podobnej do tej, która spowodowała zagładę dinozaurów? Może zrealizujemy sondowanie wnętrza Ziemi dzięki supergłębokiemu odwiertowi. A może duża grupa uczonych doprowadzi do realizacji skutecznej terapii wszystkich chorób nowotworowych? A może... Kierunków jest wiele. Oczywiście, byłoby najlepiej, aby cel był wybrany z pożytkiem nie tylko dla naszej wiedzy, ale także dla naszego życia. Dobrze, gdyby pomagał rozwiązać jakiś problem trapiący społeczeństwo, które da na to pieniądze.
Zdaję sobie sprawę z trudności, z braków finansowych, z kłopotów organizacyjnych. Pamiętajmy jednak, że wyprawa Kolumba była bardzo skromna (Hiszpania po wojnie z Maurami i krucjacie przeciw Żydom nie była bogata). Pierwszy reaktor atomowy budowano na stadionie w Chicago też nie z powodu nadmiaru środków. Takich przykładów można podać więcej. A jednak udało się. Zwyciężyli ludzie o dużej wyobraźni, z jasno sprecyzowanym celem.
Dlatego proszę uprzejmie największych polskich uczonych - dajcie nam cel! Bez niego nigdy nie osiągniemy sukcesu.
Ważne jest, aby realizacja tej wizji zainteresowała możliwie szerokie grono naukowców z różnych dziedzin. Jeszcze ważniejsze jest to, by cel badań był zrozumiały i został zaakceptowany przez całe społeczeństwo. Wtedy, moim zdaniem, znajdą się także pieniądze.

Wiktor Niedzicki, dziennikarz radiowy i telewizyjny, fizyk, jest autorem wielu programów popularnonaukowych.

Uwagi.