|
|
RecenzjeMedycyna na podiumAby coś zaobserwować, często potrzeba przypadku: zapleśniałej pożywki na szalce Petriego, prześwietlonej błony fotograficznej czy nabitego guza. Chcąc coś odkryć, zawsze potrzeba ciekawości, wytrwałości i nielekceważenia faktów. Taki wniosek można wysnuć z lektury Dziesięciu największych odkryć w medycynie."Klasyfikacja medalowa" naukowych dokonań w tej dziedzinie przedstawiałaby się, zdaniem Friedmana i Friedlanda, następująco: złoto otrzymałby William Harvey za opisanie mechanizmu pracy serca i układu krążenia, srebro zaś - Andreas Vesalius, który sporządził pierwszy atlas anatomii człowieka. Do największych sukcesów zaliczono także wykrycie bakterii, wprowadzenie szczepień ochronnych i narkozy, wynalezienie antybiotyków, rozpoczęcie hodowli tkankowej, odkrycie promieni X, DNA i... cholesterolu. Na liście wybitnych naukowców zabrakło, niestety, Polaków (chociażby Hirszfelda, który oznaczył grupy krwi). Autorzy przyznają, iż niełatwo było dokonać wyboru i wymagało to licznych konsultacji. Zwyciężył Harvey, gdyż po raz pierwszy wprowadził eksperyment do nauk medycznych, co stało się motorem dalszego ich rozwoju. Dzięki Vesaliusowi zaś wiedza o ludzkim ciele przestała opierać się na anatomii zwierząt. Książka Friedmana i Friedlanda to jednak nie tylko ranking największych odkryć w medycynie. Ukazuje także skomplikowany proces przełamywania barier poznawczych, obyczajowych i prawnych, na jakie napotykają badania naukowe. Paradoksalnie to nie brak technicznego zaplecza, lecz anachroniczne sposoby myślenia stawiały najgroźniejsze zapory postępowi w nauce. Jak się okazuje, nawet mentalność geniuszy nie zawsze wykraczała poza ramy nakreślone przez epokę (np. badacz układu krążenia, choć trudno w to uwierzyć, zajmował się jednocześnie diagnozowaniem czarownic). Ci genialni "ludzie żywi", ukazani w kontekście swoich wiekopomnych odkryć, wydają się być prawdziwymi bohaterami książki. Choć dotyczy ona nauk przyrodniczych, ma także wymiar humanistyczny. Dziesięć największych odkryć upodabnia się w tym do Tycjanowskich rycin z atlasu anatomii Vesaliusa. Na jednej z nich szkielet ludzki opiera się o nagrobną płytę leżącą na stromej skale. Renesansowemu artyście wymowna poza i malownicze otoczenie wydawały się zapewne równie istotne co schemat kośćca. Analogicznie dla autorów informacje biograficzne i tło kulturowe były tak samo ważne, jak treści naukowe. Jest to niewątpliwie zaleta ich książki adresowanej do szerokiego kręgu odbiorców; nie tylko lekarze mają szansę znaleźć w niej rzeczy nowe i ciekawe. Po lekturze nasunęła mi się następująca refleksja: jakie to szczęście, że żyjemy w XX wieku! Wiemy, do czego służy serce, nie otwierają nam czaszek bez znieczulenia, a lekarze przed operacją myją ręce. Niemniej portrety ludzi, którym to zawdzięczamy, dalekie są od hagiografii. Vesalius był podobno kłótliwym egoistą, a Leeuwenhoek miał na co dzień niewiele wspólnego z nauką (kiedy nie było klientów w jego sklepie bławatnym, znajdował rozrywkę w polerowaniu soczewek). Do tego Roentgen był zupełnie nietowarzyski, a Fleming uznawany za nudziarza. Także Watson i Crick, których nazwiska wymawia się jednym tchem, nie zawsze żyli w przyjaźni. Anegdota obyczajowa i naukowa rzetelność Dziesięciu największych odkryć w medycynie współtworzą obraz rozwoju myśli ludzkiej w całym bogactwie barw i odcieni. Aneta Wysocka Meyer Friedman, Gerald W. Friedland, Dziesięć największych odkryć w medycynie, tłum. Stanisław Dubiski, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, seria: Na Ścieżkach Nauki.
Burza mózgówModny temat, przyciągająca wzrok szata graficzna, przejrzysty układ treści - oto najkrótsza charakterystyka kolejnej propozycji Wydawnictwa CiS. Początek brzmi zachęcająco, warto więc przyjrzeć się bliżej tej książce.Autor jest pasjonatem, a jego żywiołem są komputery - urządzenia niezwykle złożone, a jednocześnie, jak sam pisze, bardzo proste. Pierwszy rozdział książki prezentuje naukowe koncepcje wykorzystywane przy tworzeniu maszyn liczących. Poznajemy tu zasady algebry Boolea oraz efekty jej użycia w projektowaniu maszyn. W tym miejscu nasz zapał może nieco ostygnąć - do krótkiego wykładu logiki wkradł się błąd i zamiast symbolu koniunkcji we wzorze obrazującym twierdzenie De Morgana pojawia się znak alternatywy (s. 17). Jeśli jednak to potknięcie nie zniechęci nas do dalszej lektury, dowiemy się w jej trakcie, czym jest pamięć komputera i co oznacza jego częstotliwość, poznamy także zasadę, dzięki której maszyna może sama wykrywać popełniane przez użytkownika błędy. Trafimy również na kontrowersyjną tezę Hillisa, głoszącą, iż uda nam się stworzyć sztuczną inteligencję znacznie wcześniej, niż zrozumiemy inteligencję naturalną. I może odczytalibyśmy to hasło jako tani i nieco już zużyty chwyt, gdyby nie argumenty autora, dalekie od filozoficznej abstrakcji. Jego zdaniem, ludzka ingerencja w proces wyłaniania sztucznej inteligencji będzie minimalna i ograniczy się do przygotowania odpowiednich warunków. Efektem będzie zatem stan, w którym człowiek stworzy więcej niż sam będzie mógł zrozumieć. Hillis, entuzjasta artificial intelligence, nie lekceważy przy tym potęgi ludzkiego rozumu. Uważa, iż lęk przed zjawiskami, które mogłyby podważyć wyjątkowość człowieka, bierze się z niewłaściwej oceny istoty ludzkiej wartości. Dla niektórych czytelników tezy amerykańskiego naukowca zabrzmią może obrazoburczo, inni odnajdą pewnie w jego słowach nutę proroctwa. Obok drażliwych pytań, książka dostarcza wielu informacji dotyczących zasad działania komputerów i reguł kierujących językami programowania, wyjaśnia również, jak powstają szyfry kodujące informacje przesyłane za pomocą sieci. Dla laika nie lada odkryciem będzie poznanie zasad kompresji czy przykładu "niezwykle pięknego" algorytmu. Jeżeli przy okazji pogubimy się nieco, nie powinniśmy się martwić. Autor, który przewidział taką możliwość, podkreślił w swym wywodzie rzeczy najistotniejsze. Oczywiście, jeśli bez najmniejszego problemu zrozumiemy dyskurs autora, punkt dla nas. Widocznie "maszyna", jaką jest nasz mózg, uczy się wyjątkowo szybko. Radość płynąca z przekonania, iż jesteśmy najdoskonalszymi owocami ewolucji, może jednak trochę osłabnąć, gdy przeczytamy o próbach wprowadzania maszyn do cyklu rozwojowego, którego efektem byłaby sztuczna inteligencja o stopniu złożoności i elastyczności porównywalnym z mózgiem naczelnych. Hillis prowadził już eksperymenty, w których do tworzenia programów wykorzystywał symulowaną ewolucję. Przyszłość pokaże, w jakim stopniu futurystyczne pomysły autora znajdą zastosowanie w kreowaniu inteligentnych maszyn. Mankamentem polskiej edycji jest niedostateczna dbałość polskiego wydawcy o przedstawienie szerszego kontekstu. Literatura uzupełniająca obejmuje zaledwie 6 pozycji amerykańskich autorów. Szkoda, że nie uwzględniono prac polskich naukowców, których opinie na temat sztucznej inteligencji mogłyby stanowić urozmaicenie wywodu Hillisa. (bm) W. Daniel Hillis, Wzory na krzemowej płytce, tłum. Piotr Rączka, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2000, seria: Science Masters.
Sztuka biznesuCzy w biznesie jest miejsce na poezję? To pozornie naiwne pytanie ma jednak swe uzasadnienie. Okazuje się bowiem, że myślenie oddzielające sferę zdominowaną przez pieniądz od tej, która stanowi domenę twórczości i kreatywności, staje się dziś anachronizmem. Na naszych oczach powstaje nowa dziedzina ludzkiej aktywności, oparta na potencjale intelektualnym. Odnalezienie sposobów jej definiowania i charakteryzowania staje się celem pierwszej na świecie, jak pisze sam autor, monografii przedsiębiorczości intelektualnej. Podstawową zasadą opisywanego zjawiska jest - najogólniej rzecz ujmując - umiejętność tworzenia dóbr materialnych na podstawie posiadanej wiedzy. Autor, po scharakteryzowaniu działalności przedsiębiorców zagranicznych, poszukuje wśród polskich biznesmenów osób, które mogłyby udowodnić istnienie tego zjawiska w warunkach Europy środkowej. Tworzy w tym celu odpowiednie narzędzia, poszukuje właściwych metod i przeprowadza badania, dzięki którym powstaje całościowa koncepcja przedsiębiorczości intelektualnej. Czytelnik poznaje kolejne etapy pracy badawczej, ma przy tym okazję do snucia samodzielnych rozważań. Nawet osoba niewtajemniczona w przedstawiane problemy szybko uświadamia sobie, jakim fascynującym zajęciem może być kreowanie dóbr materialnych przy wykorzystaniu własnej wiedzy i inwencji. Kwiatkowski niejeden raz podkreśla ogromną rolę, jaką odgrywa we współczesnym zarządzaniu zdolność gromadzenia i wykorzystywania informacji. Zdolność, która dla wielu osób staje się najważniejszym kapitałem. Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich przedstawia tło, metodologię i wyniki przeprowadzonych badań. Autor skupia się na sześciu wybranych osobach, u których poszukuje cech charakteryzujących przedsiębiorcę intelektualnego. W tym miejscu wątpliwości budzić mogą kryteria doboru zarówno badanych przedsiębiorców, jak i regionu, który ma być reprezentatywny dla całego kraju, a obejmuje zaledwie dwa miasta. Uzyskane w ten sposób wyniki mają zweryfikować wcześniejsze przypuszczenia i uściślić pole badań. Następnie, wykraczając poza granice indywidualnych wywiadów, Kwiatkowski stara się przedstawić przyszłość przedsiębiorczości. Wnioski oparte na obserwacji realiów ostatnich lat są bardzo ciekawe i mogą się przydać czytelnikowi w rozważaniach na temat jego podejścia do omawianego zjawiska. Kolejna część monografii zainteresuje z pewnością nauczycieli akademickich i studentów. Autor nie poprzestaje w swych badaniach na przedsiębiorcach działających już na rynku. Próbuje też rozpoznać reakcje młodego pokolenia i określić jego stosunek do nowatorskich postaw w biznesie. Pojawia się przy tym istotny problem, któremu poświęcono trzecią część pracy. Zawiera ona wypowiedzi polskich uczonych - fizyków, matematyków i biologów - dotyczące granic między nauką a biznesem. Czytelnika zainteresują z pewnością spostrzeżenia ludzi nauki będące dowodem na konieczność kształcenia uniwersalnego.Przedsiębiorczość intelektualna to pozycja kierowana do osób różnej kondycji społecznej - studentów, przedsiębiorców, menedżerów, doradców gospodarczych. Zawarte w niej uwagi, przedstawione w niebanalny sposób, co więcej - urozmaicone błyskotliwymi cytatami - pomogą czytelnikowi w zrozumieniu zmian, jakim nieustannie podlega rynek, wskażą również kierunki jego rozwoju w najbliższym czasie. Osobom szczególnie zainteresowanym opisanym zjawiskiem służyć będzie bogata bibliografia zamieszczona na końcu książki. (bm) Stefan Kwiatkowski, Przedsiębiorczość intelektualna, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, seria: Przedsiębiorczość.
Bliżej KaukazuKsiążka ta z pewnością może służyć za kompendium wiedzy o XX-wiecznej Gruzji. Autor dość szczegółowo przedstawił najistotniejsze wydarzenia ze współczesnej historii zakaukaskiego państwa.Trzeba przyznać, że historia ta jest barwna, ale i tragiczna. Gruzja - podobnie jak Polska - wchodziła w XX wiek bez własnej państwowości. Po pierwszej wojnie światowej i upadku caratu uzyskała wprawdzie niepodległość, nie cieszyła się nią jednak długo, bo zaledwie od 1918 do 1921 roku. Gruzińskie państwo o demokratyczno-socjalistycznym rodowodzie nie miało szans przetrwania w konfrontacji z rosyjskim imperializmem, tym razem zabarwionym ideologią komunistyczną. Powszechnie wiadomo, że Gruzinem był Józef Stalin (Dżugaszwili). Głównym propagatorem kultu wodza był zaś szef zakaukaskich służb bezpieczeństwa, Ławrentij Beria. Mniej znany jest natomiast fakt, że kult ten tak mocno zakorzenił się w gruzińskiej rzeczywistości, iż próba jego zakwestionowania w 1956 roku spowodowała antyrosyjskie protesty i manifestacje, w czasie których niesiono portrety Stalina i Berii. Jest to tym bardziej paradoksalne, że Gruzini zapłacili za ich rządy połączoną z represjami kolektywizacją wsi i krwawymi prześladowaniami inteligencji. Przy okazji padały też wyroki na starą gwardię partyjną, na działaczy respektujących w swojej pracy wartości narodowe, opowiadaczy dowcipów (aniegdotczikow) czy śmiałych toastów, na osoby nazbyt przywiązane do swojej własności, na wielu ludzi zupełnie z punktu widzenia władz niewinnych, ale mających to nieszczęście, że ktoś napisał na nich kłamliwy donos. Nie tylko komunistyczna przeszłość została tu obszernie przedstawiona. Dotyczy to także ostatnich lat. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Gruzja znów jest niepodległym państwem. W nowej sytuacji kraj ten nie jest jednak wolny od problemów. Do najpoważniejszych należą liczne konflikty - wojna domowa, walki w Abchazji i nieustanna rywalizacja o władzę. Materski ukazuje, ile kosztuje Gruzinów wolność i jak niełatwe to dla nich doświadczenie. Na uwagę zasługuje także rozdział dotyczący historii stosunków między Polską a Gruzją. Okazuje się, że, pomimo dużej odległości, nasze kraje nie były i nie są sobie całkiem obce. Walorem książki są niewątpliwie zdjęcia, kalendarium najważniejszych wydarzeń, obszerna bibliografia oraz indeks osobowy wraz z krótkimi notami o każdej postaci. Muszę jednak przyznać, że dobra i ważna praca zawiera pewne mankamenty. Abchazja, Czeczenia, Osetia, Inguszetia, Górny Karabach, a także sama Gruzja, to miejsca, w których wybuchają zbrojne konflikty. Wyjaśnienia ich przyczyn, często dla Europejczyków mało zrozumiałych, należałoby się spodziewać w tego typu publikacji. Z książki możemy się jednakże dowiedzieć, kiedy się rozpoczęły i jak przebiegały np. walki w Abchazji, nie wiadomo natomiast, jak do nich doszło. Ambicje poszczególnych przywódców jeszcze nie uzasadniają tego, że ludzie zaczynają do siebie strzelać. Z lektury trudno też uchwycić specyfikę mentalności ludzi zamieszkujących Zakaukazie. Jacy są Gruzini, czym żyją na co dzień, jakie mają zwyczaje, tradycje? Zapoznanie się z kompendium wiedzy o zjawiskach i wydarzeniach jeszcze nie sprawia, że Gruzin staje się bliższy Polakowi. A szkoda. (rs) Wojciech Materski, Gruzja, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2000, seria: Historia Państw Świata W XX Wieku.
Obszary milczeniaW tradycji pozytywistycznej filozoficzna refleksja nad nauką zachowywała luźny związek z historią nauki. Pozytywiści twierdzili, że rozwój nauki nie jest procesem historycznym, lecz wynikiem wewnętrznego mechanizmu wyznaczanego przez uniwersalną metodę naukową. Rozwój nauki na początku XX wieku trudno jednak uznać za spełniający standardy pozytywistycznej filozofii nauki. Zmiany są tak głębokie i gwałtowne, iż do ich określenia zastosowano socjologiczne pojęcie rewolucji, a w konsekwencji podkreślono bliski związek filozofii nauki z historią nauki wyrażony przez I. Lakatosa słowami: Filozofia nauki bez historii jest pusta, historia nauki bez filozofii nauki - ślepa.Przejście od jakościowej fizyki Arystotelesowskiej i związanej z nią astronomii Ptolemeusza do astronomii i ilościowej fizyki nowożytnej jest zmianą wykraczającą daleko poza model pozytywistyczny. Teorie te mają charakter fundamentalny, tzn. zakorzenione są w ontologicznych przesłankach dotyczących struktury świata materialnego, budowy kosmosu czy własności czasu i przestrzeni. Analizując różne próby uchwycenia przebiegu, czasu trwania i czynników determinujących tzw. przewrót Kopernikański, Perek chce ujawnić podstawowe założenia wpływające na sposób rekonstruowania historycznych przemian teorii naukowych. Praca dzieli się na dwie części. Pierwsza, obejmująca cztery rozdziały, dotyczy dwóch najbardziej znanych koncepcji rozwoju nauki: Kuhnowskiej, bazującej na pojęciu paradygmatu, i Lakatosowskiej, opierającej się na pojęciu naukowego programu badawczego. Autor pokazuje, iż założenia dotyczące struktury i rozwoju wiedzy naukowej są zależne w tych koncepcjach od przeświadczeń epistemologicznych o mechanizmach rozwijania wiedzy naukowej; szczególnie ważne jest tu Kuhnowskie założenie traktujące o całościowej naturze wiedzy naukowej. Takie podejście ukazuje zmiany teorii naukowych jako wypadkową różnych założeń ontologicznych, epistemologicznych, metodologicznych czy wreszcie socjologicznych (a nawet teologicznych). Można mówić o niewspółmierności zachodzącej między następującymi po sobie teoriami (te same pojęcia, jak np. masa czy siła, mają różne znaczenia w mechanice Newtona i mechanice relatywistycznej). W rozdziałach składających się na drugą część książki autor przedstawia dwie koncepcje. Pierwsza, niezdaniowa koncepcja Sneeda-Stegmüllera, umożliwia formalną rekonstrukcję zmian zachodzących w trakcie rozwijania tradycji badawczej. Druga, koncepcja układu tradycji myślowych Tuchańskiej, za którą autor wyraźnie się opowiada, prowadzi do opisu zmian zachodzących podczas rewolucji naukowych. W świetle tej koncepcji podstawową kategorią umożliwiającą uchwycenie interakcji między tradycjami badawczymi jest pojęcie obszarów milczenia tradycji. Występujące na różnych poziomach tradycji elementy są ze sobą powiązane. Najprostsze do wykrycia są czynniki związane z rozwojem narzędzi i metod badawczych dostępnych w danej tradycji. Inny typ czynników determinujących obszar milczenia to różne zakazy i ograniczenia badawcze przyjmowane przez uczonych (np. Arystotelesowska zasada niemieszania gatunków). Książka napisana jest w sposób zajmujący. Perek dość swobodnie porusza się po zagadnieniach dotyczących nie tylko współczesnej filozofii i historii nauki, ale także historii filozofii, nie nużąc przy tym czytelnika częstymi odniesieniami do omawianej literatury. Marek Lechniak Marek Perek, Przemiany tradycji myślowych na przykładzie fundamentalnych teorii fizycznych, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie, Częstochowa 2000.
Książki nadesłane |
|
|