Poprzedni Następny

Nie przypadkiem wydawcy niemieccy tak wiele opublikowali - olbrzymia większość bez żadnych dotacji z Polski, co oznacza, że jednak na jakieś tam zyski liczą, nie prowadzą bowiem działalności charytatywnej.

Leszek Szaruga

Z POZYCJI GOŚCIA HONOROWEGO

Wszelkie targi książki, zaś targi we Frankfurcie - największa tego rodzaju doroczna impreza na świecie - w szczególności, są dla ludzi piszących lekcją pokory. Te setki już tysięcy tomów ukazujące się na świecie w ciągu roku i zgromadzone w jednym miejscu na olbrzymiej przestrzeni sprawiają, iż zaczyna się wątpić w to, czy istnieje choć jedna już nie osoba, lecz tylko instytucja zdolna wprowadzić w ten wielojęzyczny obszar jakiś porządek. Kto jest w stanie bowiem zdać sprawę z wagi poszczególnych propozycji pojawiających się w literaturze chińskiej, japońskiej, arabskiej, anglojęzycznej czy polskiej? Jak to uładzić, jak się w ogóle zorientować w intelektualnej zawartości tej masy zadrukowanego papieru? Nie tylko zresztą zadrukowanego papieru - techniki multimedialne wkraczają na targi coraz śmielej i choć zapewne nigdy książka tradycyjna nie zostanie zepchnięta z pola widzenia, jednak jest faktem, że upowszechnianie tekstów na innych przekaźnikach niż tradycyjne staje się zjawiskiem znaczącym, przestaje być jedynie ciekawostką. Nietrudno to dostrzec po przejściu - a właściwie przemknięciu - przez kolejne hale i stoiska narodowe. Dotyczy to nawet tak, zdawałoby się, tradycyjnej dziedziny, jak literatura piękna, która w czasie targów frankfurckich stanowi bez wątpienia podstawowy punkt odniesienia. Gdy chodzi o "książkę" naukową, nowe środki przekazu zaczynają odgrywać rolę coraz większą.


pierwszy język obcy

Tegoroczne targi były, rzecz jasna, dla Polaków szczególnie ważne. Przyjmując rolę gościa honorowego Polska zyskała wyjątkową szansę, jej stoisko znalazło się w centrum uwagi, podobnie jak w centrum uwagi prasy i mediów znaleźli się polscy autorzy i ich dzieła. I trzeba przyznać, że mimo nieustannych kłopotów organizacyjnych - m.in. kilkakrotnej zmiany pełnomocnika Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zajmującego się przygotowaniem polskiego programu - ekspozycja polska się udała. Spora w tym zasługa wszystkich kolejno się tym zajmujących osób - w końcu o ostatecznym kształcie wszystkiego zadecydował Andrzej Nowakowski, szef krakowskiego wydawnictwa Universitas - przede wszystkim jednak Albrechta Lemppa, który od kilku lat, wraz z zespołem krakowskiej Villi Deciusa, opracowywał program literacki targów i szeregu towarzyszących im imprez literackich w całych Niemczech (spotkania z polskimi pisarzami rozpoczęły się już w lutym 2000). Spore znaczenie miało też opublikowanie niemal 120 nowych pozycji polskiej literatury w niemieckich przekładach: jedna trzecia dofinansowana została ze środków państwowych. Właśnie dzięki temu na łamach najbardziej znaczących pism niemieckich ukazała się seria omówień i recenzji współczesnej literatury polskiej, przy czym omówienia te umieszczane były - jak choćby w dodatku literackim do "Neue Zuricher Zeitung" czy w "Die Zeit" - w szerszym kontekście historycznym. Znów potwierdziła się teza, że język niemiecki jest pierwszym językiem obcym polskiego pisarstwa.


kubeł zimnej wody

Do Frankfurtu przyjechali wszyscy - od noblistów po debiutantów. Uwagę zwrócili zwłaszcza autorzy reprezentujący średnie już pokolenie; sporo miejsca w mediach - poza prasą, także w telewizji i radio - znaleźli dla siebie Olga Tokarczuk i Andrzej Stasiuk. ci dwoje mogą bez wątpienia mówić o sukcesie medialnym, choć i innym, jak choćby Adamowi Zagajewskiemu, poświęcono sporo uwagi. Z pewnością dostrzeżono polską prozę, co jest zjawiskiem ważnym, gdyż Polacy, przede wszystkim za sprawą "papieża" niemieckiej krytyki literackiej, Marcela Reicha-Ranickiego, uważani są przede wszystkim za poetów. Zaskakujące więc były pochlebne, a nawet entuzjastyczne recenzje poświęcone polskim powieściom. Reich-Ranicki zareagował na ten strumień gorących pochwał kubłem zimnej wody. W niezwykle popularnym programie telewizyjnym "Kwartet literacki", tuż po zamknięciu targów, zajął się on trojgiem autorów: Tokarczuk, Tulli i - przy okazji - Stasiukiem.
Przyznam, że był to program dziwaczny, a jednocześnie symptomatyczny. Nastąpiło tu bowiem zderzenie dwóch mentalności: intelektualnego namysłu z płycizną kultury masowej. W tym starciu literatura niemal z reguły musi przegrać. Tak też było i tym razem. W manifestacji osobowości Reicha-Ranickiego nie chodzi bowiem o książki, lecz o niego samego. Wrzaskliwe oskarżanie polskiego pisarstwa o regres cywilizacyjny - choć krytyk uznaje wszak, że jest to literatura świetnie napisana - w gruncie rzeczy nie miało na celu nic innego poza potwierdzeniem zakorzenionego wśród Niemców stereotypu Polski jako kraju zapyziałej i dystansującej się do przemian cywilizacyjnych prowincji. Wymiar intelektualnego namysłu zmierzającego do pochwycenia na nowo kształtującej się polskiej tożsamości został tu zredukowany. Chodzi o afirmację wsi, wiejskości, prowincjonalizmu - tak odczytuje dla Niemców polską prozę niemiecki krytyk. Gdyby choć przez chwilę pomyślał - ale po co? - może by i zauważył, że to wieś specyficzna, że mowa raczej o "globalnej wiosce" niż o chłopskiej zagrodzie z przełomu stuleci. Że chodzi o określenie swego miejsca na ziemi, o relacje między różnymi centrami, o tożsamość jednostki w wielokulturowej społeczności, w której historia jest równie ważna, jak współczesność. I że tego rodzaju poszukiwania mają wymiar nie tylko polski, lecz także uniwersalny. I że "prowincja" w tym pisarstwie zyskuje walor pozytywny. I w końcu: że to dobrze robiona proza opowiadająca o losach ludzi - podobna w tym zarówno do "prowincjonalnej" prozy Faulknera, jak do prozy Joyce’a (przy zachowaniu wszystkich proporcji, rzecz jasna).


bogata panorama

Mam wrażenie, że mimo wrzasków Reicha-Ranickiego, możemy mówić o realnym sukcesie. Nie przypadkiem wydawcy niemieccy tak wiele opublikowali - olbrzymia większość bez żadnych dotacji z Polski, co oznacza, że jednak na jakieś tam zyski liczą, nie prowadzą bowiem działalności charytatywnej. Przed czytelnikami niemieckimi pojawiła się bogata panorama polskiego pisarstwa - czy zechcą ją odczytać, to już ich sprawa. Krytyka poświęca tej literaturze sporo uwagi. Wejście na rynek nie jest jednak sprawą jednego tylko wydarzenia - nie ulega przecież wątpliwości, że szanse na przyszłość mamy większe niż przed rokiem. Nie należy jednak zakładać, że osiągniemy jakiś spektakularny sukces, czytelnictwo także na Zachodzie upada. Miejmy nadzieję, że polska literatura okaże się dla tej nielicznej grupy, która jeszcze po książki sięga, atrakcyjna. Dla krytyki już jest. Nie jako jakaś całość, lecz jako zbiór poszczególnych utworów, z których każdy traktowany jest jako osobna, autorska wypowiedź o świecie.
¨


Uwagi.