Czy medycyna akademicka jest na sprzedaż?
Poprzedni Następny

 

Zacieranie granic pomiędzy szkołami medycznymi a przemysłem powoduje, 
że komercyjne nastawienie firm może niekorzystnie wpływać 
na misję akademii w wielu jej aspektach.

Andrzej Górski

Tempus fugit. We wrześniu minie 5 lat od ważnego wydarzenia w życiu warszawskiej Akademii Medycznej, jakim była wizyta i wykłady kierownictwa redakcji „New England Journal of Medicine” z Bostonu (NEJM), czołowego światowego periodyku medycznego. Wielu z nas pamięta zapewne referat prof. Relmana, emerytowanego redaktora naczelnego, The Changing American Health Care System i dr M. Angell, sekretarza redakcji (która została niedawno redaktorem naczelnym, a obecnie opublikowała artykuł redakcyjny Is Academic Medicine for Sale?, NEJM 2000, 342, 1516). Uważam go za jeden z najważniejszych artykułów w piśmiennictwie medycznym dotyczącym medycyny akademickiej i jej pozycji w końcu obecnego wieku, a także strategii władz uczelni niezbędnej do zachowania rzeczywistej, nie zaś pozorowanej autonomii uczelni w warunkach gospodarki wolnorynkowej.

Badacz i firma

Od blisko 20 lat NEJM wymaga (jako pierwszy, ale oczywiście nie jedyny periodyk medyczny), aby autorzy prac opisujący działanie danego środka ujawniali swoje związki finansowe z firmą produkującą ten specyfik. Związki te – przynajmniej w USA, ale chyba nie tylko – bywają tak rozbudowane i liczne, że w przypadku badań nad nowym lekiem antydepresyjnym zabrakło miejsca na łamach NEJM, aby te wszystkie zależności wyszczególnić i trzeba było uciec się do Internetu. Podobnie niezwykle trudne okazało się znalezienie psychiatry, który mógłby skomentować ten artykuł z pozycji bezstronnego komentatora (wymagania NEJM w stosunku do autorów komentarzy redakcyjnych są jeszcze wyższe). Jest to oczywiste, bowiem osoba ta pełni w istocie rolę podobną do sędziego oceniającego fakty i wydającego wyrok. Tak więc, jeśli uznajemy bezstronność i niezależność sądów, logiczne jest również przyjęcie powyższych zasad.

W opinii dr Angell podobna sytuacja ma miejsce w przypadku innych specjalności wiążących się z możliwością szerokiego stosowania drogich leków i aparatury. W praktyce wynikają z tego sytuacje opisane w drugim niezwykle istotnym artykule z tego samego numeru NEJM (T. Bodenheimer, Uneasy Alliance – Clinical Investigators and the Pharmaceutical Industry, 2000, 342, 1539). Zacytujmy z niego trzy fragmenty:

  1. Doniesienia z sympozjów sponsorowanych przez firmy częściej sugerują pożądane działanie danego specyfiku produkowanego przez tę firmę (-y) niż w przypadkach sympozjów niezależnych;
  2. Niekorzystne dla firmy wyniki badań podaje się w 5 proc. doniesień pochodzących z badań przez te firmy sponsorowanych w porównaniu do 38 proc. w przypadku badań niezależnych;
  3. Autorzy donoszący o braku szkodliwego działania ubocznego blokerów kanału wapniowego są o wiele częściej związani finansowo z producentami tych leków niż badacze niezależni.

Zależności pomiędzy badaczem a firmą są oczywiście wielorakie: otrzymywanie grantów na badania, praca jako konsultant firmy, współudział w patentach, działaniach promocyjnych i przyjmowanie bezpośrednich korzyści jak choćby podarunki i podróże.

Większość szkół medycznych w USA opracowała przepisy regulujące współpracę swoich pracowników z firmami, przy czym jest regułą, że najlepsze uczelnie stosują najostrzejsze wymogi. Tak np. Harvard Medical School dopuszcza udział w akcjach firmy do 20 tys. USD, co – biorąc pod uwagę amerykańskie realia finansowe, a w szczególności dochody lekarzy – trudno uznać za przykład liberalizmu.

Z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę na fakt, że rozwijają się intensywne związki na szczeblu centralnym między uczelniami medycznymi a przemysłem, z korzyścią dla obu stron. Dokonana w ostatnich latach w USA reforma służby zdrowia, w podobny jak u nas sposób, wymusza drastyczne oszczędności i niekorzystne zmiany dla realizacji programów naukowych w obrębie uczelni i szpitali klinicznych.

Redaktor naczelny NEJM polemizuje z argumentami przemawiającymi rzekomo za samymi korzyściami wynikającymi ze współpracy pracowników uczelni z firmami i sugeruje, że powinna być ona bardziej scentralizowana, a przez to przynosić również korzyści całej uczelni. Wskazuje ona również na nierzetelności (bias) zdarzające się w badaniach sponsorowanych przez firmy. Odrzuca argumenty o rzekomej bezstronności i niemożności „kupienia” badacza stwierdzając, że kreowanie takich związków może wpływać w sposób bardzo subtelny na wnioskowanie naukowe tak, że badacz może skądinąd być przekonany, że działa w dobrej wierze.

NEJM uważa, że zacieranie granic pomiędzy szkołami medycznymi a przemysłem powoduje, że komercyjne nastawienie firm może niekorzystnie wpływać na misję akademii w wielu jej aspektach.

Prawda i zysk

Jak wspomniałem na wstępie, jestem przekonany, że artykuł ten powinien być przedmiotem rozważań w każdej naszej uczelni medycznej. Problemy te były również omawiane w toku dwu organizowanych przez warszawską AM międzynarodowych sympozjów nt. rzetelności badań naukowych. Są one na naszym gruncie równie złożone, a być może nawet trudniejsze niż w USA.

W latach 1996-99 jako rektor starałem się – nie uszczuplając w niczym możliwości korzystania przez indywidualnych pracowników nauki ze współpracy z firmami – wprowadzić również centralne formy współpracy uczelni z przemysłem (w tym farmaceutycznym). „Z życia AM w Warszawie” publikowało szereg dokumentów odzwierciedlających te wysiłki. Niektóre z nich już zaowocowały – np. spektakularny rozwój transplantacji komórek hematopoetycznych i onkologii w klinice prof. Jędrzejczaka (p. „Z życia AM” 1998, 10, 7).

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować in extenso NEJM: We need to remember that for-profit businesses are pledged to increase the value of their investor’s stock. That is very different goal from the mission of medical schools.

W moim ostatnim przemówieniu inauguracyjnym (1998) mówiłem m.in.: W ostatnim czasie odnotowaliśmy godne uwagi sukcesy w pozyskiwaniu środków pozabudżetowych, (co jest warunkiem sprawnego działania w pełni europejskiej uczelni, która ok. 50 proc. swego budżetu zdobywa ze źródeł pozarządowych. Nie należy jednak bezkrytycznie przenosić reguł obowiązujących w świecie biznesu do reguł życia i działalności akademickiej, której nadrzędnym celem nie jest przecież poszukiwanie zysku, lecz prawdy.

Mam nadzieję, że zasada ta będzie w coraz większym stopniu kultywowana i realizowana w naszych szkołach wyższych (zwłaszcza uczelniach medycznych) i instytutach naukowo-badawczych.

Prof. dr hab. Andrzej Górski, immunobiolog, transplantolog, dyrektor Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu, były rektor (1996-99) Akademii Medycznej w Warszawie.

Uwagi.