|
|
|
Staram się robić rzeczy odmienne od konwencjonalnych. Piotr Kieraciński Różne radości życia, które nam świat oferuje, są mi bliskie i wywołują w mym sercu ciepłe uczucia, ale dobrze zastawiony stół jest tym, co szczególnie cenię – prof. Ryszard Tadeusiewicz bez wahania przyznaje się do swojej największej słabości i dodaje: – To zresztą widać po mojej sylwetce. Jestem sybarytą. Lubię sobie dogadzać na różne sposoby. W kolorze czerwonymDegustacja nie jest jedyną formą fascynacji prof. Tadeusiewicza kuchnią. Największą radość sprawia mu przyrządzanie potraw. Nie ma własnych stałych przepisów. Uważa, że gotowanie to rodzaj twórczości – chociaż dzieła są bardzo nietrwałe – dlatego za każdym razem, gdy staje przy garnkach, stara się stworzyć coś nowego. Pomagają mu w tym przywożone z różnych stron świata przyprawy. – Podróżując po egzotycznych krajach staram się poznać lokalne przysmaki – mówi. Oznacza to np. jadanie w azjatyckich ulicznych garkuchniach. – Czasami może to budzić zastrzeżenia natury higienicznej, ale tam można znaleźć coś naprawdę oryginalnego i egzotycznego. Ulica oferuje prawdziwy lokalny koloryt, a nie kulinarną cepelię, stworzoną z myślą o turystach. – Staram się dotrzeć do sklepiku, który pachnie tysiącem woni wschodu i zdobyć przyprawy, których często nie potrafię nazwać, ale które pozwolą mi potem w domu wyczarować coś oryginalnego i niepowtarzalnego. Najbardziej ceni potrawy w kolorze czerwonym, niezależnie od tego, czy jest to łagodna słodka papryka, czy piekielnie ostre chili. Pozwalają one nie tylko konstruować smak potraw, ale nadają im ciepły i miły wygląd. – Kuchnia to inny wymiar krajobrazu, ważna cecha każdej kultury – mówi R. Tadeusiewicz. Zupełnie inną tradycję kulinarną ma północ, a inną południe i wschód. Narody zimnego klimatu traktują kuchnię głównie jako sztukę przeżycia, formę dostarczenia organizmowi odpowiedniej ilości kalorii. Południe bawi się kuchnią, traktuje ją jak rozrywkę, celebruje, czyni z jedzenia swoisty rytuał towarzyski. Królik z cylindraPodczas spotkań ze znajomymi, na których państwo Tadeusiewiczowie pokazują gościom filmy nagrane w dalekich krajach – Chyba tylko dzięki temu sam mam okazję je obejrzeć – gospodarz staje przy kuchni. W mieszkaniu rektora AGH kuchnia połączona jest z pokojem dziennym. Między nimi znajduje się stół. Tam zasiadają goście i obserwują kuchenne praktyki prof. Tadeusiewicza. Kuchnia to także widowisko. – Dla mnie w kuchni najważniejszy jest przymiotnik „oryginalny”. Staram się robić rzeczy odmienne od konwencjonalnych. Czasami niesie to pewne ryzyko, ale zarazem pozwala stworzyć coś nowego, niepowtarzalnego. To jest właśnie element zabawy, przygody kulinarnej. Koledzy bawią się filmami, opowieściami i obserwowaniem mnie w kuchni. Ja cieszę się, że po raz kolejny udało mi się wyciągnąć królika z cylindra. – Pewnie gdybym codziennie musiał gotować, szybko znienawidziłbym to zajęcie. Gotowanie jest dla prof. Tadeusiewicza oderwaniem się od pracy naukowej i administracyjnej. – Jako rektor czy badacz nie mogę się kierować emocjami. Musze mieć chłodny i bezosobowy stosunek do przedmiotu badań i do spraw, które przychodzi mi rozwiązać. Natomiast w kuchni mogę mieć bardzo emocjonalny stosunek do tego, co chcę wyczarować z garnka. Z mięs prof. Tadeusiewicz najbardziej ceni drób. Za łatwość przyrządzania. A z drobiu – pantarki. Kupuje je u sąsiadów na podkrakowskiej wsi. Perliczki mają szczególnie delikatne, ale wyraziste w smaku mięso. – Kurczak jest bezosobowy, a indyk bywa włóknisty. Eksperyment dietetycznyProf. Tadeusiewicz uważa, że odrobina dobrego alkoholu sprzyja wrażliwości kulinarnej. Sam jest gorącym zwolennikiem piwa. – Niestety, ze względu na jego kaloryczność muszę trochę ograniczać picie. Rektor nie bardzo dba o dietę. Zajmuje się tym żona. – Jak ja eksperymentuję na gościach z moimi potrawami, tak żona eksperymentuje na mnie z różnymi dietami. Mamy już chyba z metr książek o zrzucaniu nadwagi. Teorii nie znam, ale zauważam, że co jakiś czas dostaję do jedzenia różne dziwne potrawy, których wcześniej w naszym domu nie znaliśmy. Najtrudniejszą sztuką było nauczenie się jedzenia jajek na miękko bez solenia. Zwyczajem domowym jest wspólne jedzenie niedzielnych śniadań. Zawsze jest wtedy jajko na miękko. Prof. Tadeusiewicz nie zaczyna dnia od małej czarnej. – Nie lubię kawy. Jego pasją jest herbata. Mieszanki komponuje sam. W Krakowie jest sklep, który oferuje różne gatunki herbat. Ostatnio szczególnie gustuje w pewnej odmianie herbaty malajskiej. – Biorę herbatę malajską „bara”, trochę cejlońskiej, chińskiej, mieszam to, dodaję różne pachnidła i trochę melisy. Dodatek niewielkiej ilości melisy do herbaty jest niewyczuwalny, a podnosi smak samej herbaty, wpływa też stabilizująco na ciśnienie krwi.
Prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz, biocybernetyk, pełni funkcję rektora Akademii Górniczo-Hutniczej. |
|
|