Wstyd
Poprzedni Następny

 

Piotr M?ldner-Nieckowski

Lekarze i pacjenci są zmuszeni do przełamywania zakłamania obyczajowego, ale zbyt często dzieje się to na zasadzie „raz kozie śmierć”. O czym mowa? O intymności, o tym, co nieraz jest ostatnią rzeczą, jaką mamy dla siebie, a której życie każe nam się w pewnych sytuacjach wyzbyć tak, że stajemy wobec obcych ludzi ogołoceni z resztek człowieczeństwa.

Lekarz, badając pacjenta, musi mieć dostęp do wszystkiego, co może dać mu wskazówki, które pozwolą postawić diagnozę i kontrolować przebieg choroby. Tym wszystkim jest, po pierwsze, wyznanie chorego, opowiadanie o swojej przeszłości, życiu prywatnym i zawodowym, czynnościach fizjologicznych, chorobach, objawach. W medycynie nazywamy to wywiadem, ale każdy przyzna, że na ogół jest rodzajem spowiedzi, przy czym spowiednika darzy się tu mniejszym zaufaniem niż księdza. O księżach, oddających życie w obronie tajemnicy spowiedzi, słyszeliśmy nieraz, o takich lekarzach nie. Lekarz na szczęście nie pyta o grzechy w rozumieniu religijnej moralności, za to nie uniknie pytań o inne sprawy, równie wstydliwe, które z kolei w konfesjonale można jakoś owinąć w bawełnę. Każdy, od czasu do czasu, robi różne głupstwa, na przykład leczy się na własną rękę, nieprawidłowo odżywia, zadaje z ludźmi roznoszącymi brzydkie choroby, prowadzi niehigieniczny tryb życia. A to są występki, o których nieraz naprawdę trudno przyznać się nawet samemu sobie. Jednak trzeba.

Tym wszystkim jest, po drugie, nagie ciało. Musimy się rozebrać i pokazać obcemu człowiekowi tak, jak nas Pan Bóg stworzył. Ale Bóg nie zawsze zrobił to ze smakiem, nie zadbał o piękną skórę, klasyczną sylwetkę. Bywa, że o czymś zapomniał. I teraz mamy się z tym uzewnętrznić? Zdarza się, zwłaszcza w sytuacjach nagłych, że nie było czasu na przygotowanie się, że nasze ciało nie jest pierwszej czystości, bielizna zaniedbana.

Na początku oględzin (co za okropne słowo!) zawsze można się spodziewać naturalnej reakcji – wstydu, ale w końcu powinno nam zależeć, żeby lekarz niczego nie przeoczył, zwłaszcza tego, czego sami nie możemy zobaczyć ani ocenić. Wizyta u lekarza polega nie tylko na zasięganiu rady w konkretnej sprawie zdrowotnej. Każda choroba, nawet najbłahsza i dokładnie zlokalizowana, jest chorobą całościową, a nie tylko jednego narządu. Jeśli ktoś ma zapalenie oskrzeli, to przecież nie chodzi o same oskrzela, ale i o płuca, serce, przewód pokarmowy, układ nerwowy i, co bardzo ważne, stan psychiki. Lekarze mają też dobry zwyczaj patrzenia na pacjenta jak na potencjalnego nosiciela chorób, o których ten jeszcze nie wie. Nie przypadkiem tak często mamy mierzone ciśnienie krwi, zagląda się nam w oczy, opukuje, ostukuje, maca brzuch itd., pozornie bez związku z chorobą zasadniczą. Jest to ważne, bo owa choroba może być tylko objawem choroby poważniejszej. Na przykład kaszel, uznany przez pacjenta za wyraz przeziębienia, może się okazać pierwszym objawem raka oskrzeli. Często rutynowe a skrupulatne badanie „przy okazji” pozwala ujawnić podstępne choroby, o których w ogóle nie miało się pojęcia.

Ileż to razy się zdarza, że kobiety za nic nie chcą zdjąć stanika i to niezależnie od płci lekarza. Badanie klatki piersiowej jest wtedy zawsze niepełne, niedokładne. Przed laty jeden z wiceministrów zdrowia przygotował projekt zarządzenia, że w Polsce piersi będą badać tylko lekarze kobiety. Na szczęście, po zgryźliwych uwagach kobiet – członków Rady Naukowej przy Ministerstwie Zdrowia, wycofał się z tego bzdurnego pomysłu. Presja wywierana na ministra przez niemądre feministki poszła w niewłaściwym kierunku. A wszystkiemu winien wstyd, dodajmy: fałszywy, i karkołomna sugestia, że lekarz mężczyzna będzie usiłował wykorzystywać swoją przewagę w celu poniżenia kobiety. Skutek takiego przepisu byłby fatalny. Spora liczba pacjentek trafia właśnie do lekarzy mężczyzn i w tej sytuacji byłyby one pozbawione szansy rozpoznania na przykład raka sutka.

W Centrum Onkologii w Warszawie wisi zmyślny plakat, z którego wynika, że najwcześniej rozpoznawany jest rak u kobiet, które mają zwyczaj przynajmniej raz w tygodniu badać piersi w kąpieli i przed lustrem, raz na kwartał badać je u lekarza i raz na rok robić sobie mammografię. Na drugim, rzecz jasna gorszym miejscu znajdują się przypadki, w których kobieta raz na kwartał bada się u lekarza i raz na rok robi mammografię. A na trzecim, kiedy raz na rok robi mammografię. Ale wtedy wykryty guz bywa już bardzo duży. Wniosek jest prosty: należy jak najczęściej badać sutki samodzielnie i raz na trzy miesiące u lekarza. A jeśli jeszcze uda się skorzystać z mammografu, to bezpieczeństwo wzrośnie, tyle że badanie to okazuje się uzupełniające, a nie pierwszego rzutu.

Podobnie jest z mężczyznami. Nowotwory męskich narządów płciowych, jakkolwiek występują rzadziej niż w innych obszarach ciała, należą do najgroźniejszych. Zabijają bardzo szybko, a na ich leczenie po wczesnym wykryciu jest szczególnie mało czasu. Również wiele przypadłości natury seksualnej można zlikwidować bez uciekania się do viagry, zwracając się po prostu do lekarza, bez względu na to, czy lekarz jest kobietą, czy mężczyzną. A ilu tak robi?

Czy w tej sytuacji w ogóle wolno wstydzić się swego ciała, fizjologii i grzechów rozpusty? Odnoszę wrażenie, że my, Polacy mamy zakodowane odwrotne reakcje zdrowotne. Nie umiemy się starzeć i nie potrafimy obnażać tam, gdzie jest to niezbędne.

Ale jest druga strona medalu, doświadczenie, które podtrzymuje te zachowania. Dla Polaków szczególnie przykrym przeżyciem jest pobyt w szpitalu, wspólna łaźnia w wojsku czy brutalne odzieranie z prywatności w aresztach, więzieniach i izbach wytrzeźwień. Na cudzej intymności żerują obwiesie, którzy odbijają sobie to, co dręczy ich samych. Ludzie o niskiej kulturze, na przykład chorzy z sąsiedniego łóżka, zwulgaryzują to, co u nas zobaczą, będą nas ciekawi ponad potrzebę, obrzucą przykrymi komentarzami. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z umiejętności zaciskania zębów. Obserwuję pacjentów szpitalnych, którzy ze wstydu nie są w stanie załatwić się do kaczki. Dochodzi do dramatów. Personel medyczny zbyt często nie potrafi pomóc, a przecież powinien chorego pewnych rzeczy zwyczajnie nauczyć. Cóż dopiero personel w zakładach penitencjarnych, od którego nauk w tej materii lepiej trzymać się z daleka.

E-mail: pmuldner@mp.pl 

Uwagi.