Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 4/2001

Wszystko o akredytacji
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Co to jest akredytacja? Czy rzeczywiście promuje najlepszych? Jaka akredytacja: państwowa czy środowiskowa? Czym zajmują się komisje akredytacyjne 
i jak współdziałają? Jakie są standardy, kryteria i systemy akredytacji? 
To wszystko w dyskusji redakcyjnej „Forum Akademickiego”.

Rozmawiają: Marcin Bielski, Ewa Chmielecka, Stanisław Chwirot, 
Leszek Pączek, Tadeusz Popłonkowski, Jerzy Świątek, 
Marek Witkowski i Andrzej Świć

Fot. Andrzej Świć

Prof. Stanisław Chwirot – przewodniczący Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej. UKA powstała w styczniu 1998 r. Certyfikat akredytacji przyznaje Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich. Do chwili obecnej przeprowadzono akredytację ponad 60 jednostek organizacyjnych na 9 kierunkach studiów. Postępowanie akredytacyjne trwa na kolejnych 10 kierunkach. Akredytacja jest otwarta także dla innych typów szkół, ubiega się o nią kilkanaście jednostek spoza grona uniwersytetów. Przyznano dotychczas 1 akredytację dla szkoły niepublicznej – WSPS w Warszawie. Akredytacja kosztuje 10 tys. zł.

Andrzej Świć: Zebraliśmy się w gronie przedstawicieli środowiskowych komisji akredytacyjnych, choć reprezentowane są także inne, ważne i związane z tym problemem instytucje. Warto przypomnieć, że tworzą się także komisje akredytacyjne szkół pedagogicznych i uczelni rolniczych. Możemy chyba zatem mówić o powszechności akredytacji środowiskowej.

Zacznijmy dyskusję od kwestii terminologicznych. Mamy poważny problem z posługiwaniem się słowem akredytacja. To obecnie modne słowo jest, niestety, często używane niezgodnie z jego pierwotnym znaczeniem. Akredytacja to dobrowolne poddanie się ocenie instytucji akredytującej, która ma stwierdzić spełnianie wysokich standardów.

Stanisław Chwirot: Sprawa jest bardzo poważna. W kolejnych projektach nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, a także w nazwie Komisji Akredytacyjnej Wyższych Szkół Zawodowych pojawia się niewłaściwie użyte słowo akredytacja. Może to być duży problem przy współpracy z krajami Unii Europejskiej czy szerzej – w wymiarze międzynarodowym. To absolutnie nie znaczy, że państwo nie powinno organizować systemu zarządzania jakością. Powinno. Nasz problem polega na tym, że nie mamy takiego systemu. Komisja, nazwijmy ją państwową, z racji ogromu zadań, może się skupić na przestrzeganiu pewnych minimów. Jest odpowiedzialnością państwa, aby udzielić idącym na studia gwarancji co do jakości uzyskiwanego dyplomu. Tak jest we wszystkich krajach europejskich. Niestety, poza Polską. Na konferencji Stowarzyszenia Uniwersytetów Europejskich (CRE), która odbyła się w ubiegłym roku w Portugalii, przyjęto bardzo wyraźne stanowisko, będące konsekwencją deklaracji bolońskiej ministrów edukacji krajów europejskich, mówiące, że niezależnie od systemu państwowego należy tworzyć środowiskowy ruch akredytacyjny, rozumiany jako samoregulująca się działalność środowisk akademickich. Jeżeli wprowadzimy ustawowo polskie rozumienie akredytacji, znajdziemy się w niezręcznej sytuacji. Druga niepokojąca sprawa w projekcie ustawy to brak zapisu, że mająca powstać akademicka komisja – oby nie akredytacyjna – może, podkreślam może, w swojej działalności uwzględniać oceny agend środowiskowych. Ważne jest też doświadczenie ludzi zaangażowanych w te działania. Nie możemy trwonić wiedzy i wielkiej pracy dziesiątek, a chyba nawet setek osób, które działają w ramach akredytacji środowiskowej, i zaczynać wszystkiego od nowa.

Tadeusz Popłonkowski: Ale rozumiem, że to nie jest głos negujący potrzebę utworzenia takiej komisji.

Stanisław Chwirot: Absolutnie nie. Ale jestem za tym, aby zanim nie okrzepnie system państwowej ewaluacji jakości – bo to jednak powinien być system państwowy – który jest nam niezbędnie potrzebny i który powinien być wprowadzony 5 lat temu, uszanować tę środowiskową aktywność i stworzyć możliwość, aby komisje działające rzetelnie miały świadomość, że ich praca nie poszła na marne.

Jerzy Świątek: Wielokrotnie wyraźnie wskazywano, i swoje zasługi ma siedząca tu pani Ewa Chmielecka, że licencjonowanie i ocena jakości to domena państwa, natomiast dobrowolna akredytacja i przegląd (audyt) są dokonywane przez środowisko. Co do konferencji w Lizbonie, na której byłem, w deklaracji wyraźnie mówi się o akredytacyjnej platformie europejskiej. Jej celem będzie akredytowanie komisji akredytacyjnych. Oznaczałoby to, że możemy akredytować instytucję czeską, i o ile będziemy uznawani przez tę platformę, to z kolei będzie powszechnie uznawane w Europie.

Fot. Andrzej Świć

Tadeusz Popłonkowski – dyrektor Departamentu Szkolnictwa Wyższego w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Przyszła ustawa o szkolnictwie wyższym (oraz przewidywana nowelizacja obecnej) proponuje powołanie akademickiej komisji akredytacyjnej. AKA miałaby opiniować wnioski o utworzenie nowych uczelni oraz o uzyskanie uprawnień na poziomie magisterskim. Będzie też oceniać we wszystkich uczelniach, publicznych i niepublicznych, spełnienie minimalnych kryteriów prowadzenia kształcenia na poszczególnych kierunkach. Przewidywane rozpoczęcie prac 1 stycznia 2002 r. 

Marcin Bielski: W pełni zgadzam się z tym, co powiedział prof. Chwirot. Uważam, że nazwa AKA byłaby wysoce nieszczęśliwa. Chciałbym podkreślić jeszcze jeden aspekt tego rozróżnienia. Akredytacja jest procesem dobrowolnym, ewaluacja (licencjonowanie szkół) nie. Jeżeli nazwiemy akredytacją jedno i drugie, to ta różnica się zatrze. Dobrowolna akredytacja jest ważną zmianą kulturową w naszym środowisku akademickim. Dotychczas właściwie jedynym kryterium jakości była ocena jakości kadry – czy spełnia ona określone wymagania w zakresie stopni i tytułów. Jeśli ktoś był profesorem, nikt go nie pytał, czy dobrze uczy, czy źle. Dobrowolna akredytacja wymusza powstanie w uczelni systemu zarządzania jakością. Tę zmianę postaw jest chyba łatwiej uzyskać w szkołach niepaństwowych, ponieważ muszą one walczyć o przetrwanie na rynku. Szkoły państwowe, jak na razie, mają problem z nadmiarem kandydatów na studia. Akredytacja powinna być wyrazem konkurencji pomiędzy szkołami, walki o to, aby zostać uznanym za uczelnię najlepszą. A agencje akredytacyjne powinny rzetelnością postępowania i poziomem konkurować także między sobą tak, aby ich akredytacja była znakiem powszechnie szanowanym. Ale tak, jak moi przedmówcy, uważam istnienie państwowego systemu kontroli jakości czy licencjonowania za konieczne.

Tadeusz Popłonkowski: Jeśli chodzi o samą nazwę, to oczywiście można ją zmienić, projekt nie jest jeszcze ostatecznie zatwierdzony. Można to zrobić nawet na etapie prac sejmowych. Ale przypomnę, że nazwa Akademicka Komisja Akredytacyjna pojawiła się już w opracowaniu zespołu prof. Osiowskiego, przygotowującego w 1997 roku założenia do projektu nowej ustawy.

Ewa Chmielecka: Nawet chyba jeszcze we wcześniejszym opracowaniu prof. Kaweckiego z Rady Głównej.

Tadeusz Popłonkowski: No właśnie, ona funkcjonuje w środowisku od dawna. Jeśli jakaś dobra propozycja się pojawi, nie ma przeszkód, żeby z niej skorzystać. Ale ja nie przywiązywałbym takiej wagi do nazwy. Dotychczas dużo więcej emocji budziło usytuowanie komisji i sposób jej powoływania czy kompetencje. Fakt, że od przeszło 3 lat działa Komisja Akredytacyjna Wyższego Szkolnictwa Zawodowego nie przeszkadzał w działaniu ani tej komisji, ani komisjom środowiskowym.

Andrzej Świć: Takie użycie słowa akredytacja zamazuje jej istotę, czyli dobrowolnego poddania się ocenie środowiskowej dla potwierdzenia spełnienia najwyższych standardów.

Marek Witkowski: To fakt, że KAWSZ nie udzieliła ani jednej akredytacji, bo nie taka jest jej rola.

Stanisław Chwirot: Tu nawet nie chodzi o wymiar polski, lecz o międzynarodowy. Jeśli komisja będzie się nazywała „akredytacyjna”, wprowadzi to chaos w nasze stosunki z Europą. To, co nazwiemy AKA, będzie współdziałać z państwowymi komitetami ewaluacyjnymi z innych krajów europejskich i będą wieczne problemy ze zrozumieniem naszej niepotrzebnej specyfiki.

Tadeusz Popłonkowski: Zgadzam się, że nazwa nie odpowiada zadaniom, które ma pełnić komisja, i może być zmieniona. Co do sposobu tworzenia tej komisji, będzie ona powoływana przez ministra, ale spośród osób, które zostaną wskazane przez senaty i Radę Główną. Rozumiem, że zostaną wytypowane osoby posiadające wiedzę i doświadczenie. Nie wyobrażam sobie zupełnie sytuacji, kiedy w jej składzie nie ma przedstawicieli komisji środowiskowych. Natomiast, jeżeli chodzi o uznanie akredytacji środowiskowych w pracach komisji ewaluacyjnej, to w projekcie taki zapis się nie znalazł, ale tylko dlatego, iż uznaliśmy, że nie powinna być to materia ustawowa. Nauczeni doświadczeniem staraliśmy się jak najmniej rzeczy regulować w samej ustawie, tak by w przyszłości można je było kształtować elastycznie. W regulaminie, który ustali sama komisja ewaluacyjna, ten przepis może się z powodzeniem znaleźć.

Fot. Andrzej Świć

Dr Ewa Chmielecka – członek zarządu Fundacji Promocji Akredytacji Kierunków Ekonomicznych założonej przez rektorów 5 państwowych uczelni ekonomicznych w grudniu 2000 r. Fundacja czeka na rejestrację sądową. Zamierza akredytować kierunki w zakresie nauk ekonomicznych i zarządzania w państwowych uczelniach ekonomicznych i nieekonomicznych, a w późniejszym okresie także w innych typach szkół. 

Ewa Chmielecka: Jestem za tym, aby taki zapis wprowadzić już w ustawie. Można się spodziewać, że komisja rozpocznie działalność nie wcześniej niż w rok po przyjęciu ustawy. Jeśli zapis zostałby przyjęty, znakomicie wzmocniłby ważność i aktywność środowisk działających na rzecz jakości, a te uczelnie, które nie stworzyły jeszcze instytucji akredytujących bądź nie poddały się akredytacji, znalazłyby dodatkową motywację, aby tego dokonać.

Andrzej Świć: Czy akredytacja środowiskowa spełnia swoją rolę, tzn. przyznaje znak jakości tylko najlepszym i rzeczywiście potwierdza wypełnienie wysokich kryteriów? Czy można sobie np. wyobrazić, że któraś z uczelni medycznych nie uzyska akredytacji na kierunku lekarskim?

Leszek Pączek: To trudno przesądzać. Po to jest komisja, żeby takiej oceny dokonać. Myślę, że akurat w tym szczególnym przypadku, kiedy wszystkie 11 akademii medycznych oraz WAM w Łodzi kształcą uwzględniając tzw. nałęczowskie minima programowe, można się spodziewać, że nauczanie prowadzone jest na odpowiednim poziomie. Zresztą to, czy wszystkie uczelnie spełnią jakieś kryteria, zależy od wysokości zawieszenia poprzeczki. Należy dodać, że proces akredytacji ma za zadanie również podnieść jakość nauczania. Z satysfakcją obserwujemy, że w uczelniach poddających się procedurze akredytacyjnej dochodzi do przeglądania procesu dydaktycznego pod takim kątem, aby poprawić jakość kształcenia.

Stanisław Chwirot: Wśród uniwersytetów nie ma żadnego, który uzyskałby akredytację na wszystkich akredytowanych dotychczas kierunkach. A z drugiej strony, nie ma kierunku, na którym akredytowano by wszystkie jednostki prowadzące nauczanie. To chyba potwierdza, że akredytacja jest znakiem jakości dla najlepszych.

Ewa Chmielecka: Państwowe uczelnie ekonomiczne są dopiero na etapie tworzenia struktur akredytacyjnych. Musimy przygotować grupę liderów, którzy wezmą na siebie ciężar stworzenia komisji akredytacyjnej, zespołów oceniających i eksperckich. Trzeba tu postępować roztropnie, ponieważ jak w każdej akredytacji środowiskowej jej inicjatorzy narażeni są na zarzut, że próbują zbudować system, który potwierdzi ich pozycję. W przypadku uczelni ekonomicznych sytuacja jest szczególnie delikatna, ponieważ mamy zamiar akredytować kierunki prowadzone w uczelniach konkurujących ze sobą na rynku edukacji. Potrzebujemy więc bardzo rzetelnej akredytacji, tym bardziej, że część patologii masowego rozwoju szkolnictwa wyższego – myślę o wieloetatowości, przeroście studiów płatnych i tym podobnych zjawiskach – dotyczy w szczególności uczelni ekonomicznych i musimy to w jakiś sposób wziąć pod uwagę przy tworzeniu standardów i procedur.

Andrzej Świć: Chciałbym, abyśmy rozwinęli wątek współpracy pomiędzy komisjami akredytacyjnymi tam, gdzie poszczególne kierunki występują w różnych grupach szkół. Klasycznym przykładem są tu kierunki ekonomiczne. Czy powstająca fundacja szkół ekonomicznych widzi np. możliwość współpracy z SEM FORUM? Obszar działania jest wspólny.

Ewa Chmielecka: Jak powiedziałam, struktury fundacji dopiero powstają, ale oczywiście takiej współpracy a priori nie wykluczamy, wręcz przeciwnie, zakładamy ją, ale na dalszym etapie prac. Proszę zrozumieć delikatną sytuację pięciu publicznych uczelni ekonomicznych wobec ponad stu uczelni niepaństwowych prowadzących nauczanie menedżerskie. Gdybyśmy na równych prawach przyjęli do fundacji wszystkie szkoły ekonomiczne – a dobry obyczaj środowiskowy oznacza, że ten, kto poddaje się akredytacji, uczestniczy w działaniach instytucji akredytującej – to za chwilę założyciele mieliby niewiele do powiedzenia, a są to wszak wiodące placówki nauczania ekonomii i zarządzania w naszym kraju, co do tego nie ma chyba wątpliwości. Najpierw chcemy ustalić standardy i procedury, okrzepnąć, przeprowadzić akredytacje własnych kierunków, a dopiero potem, być może, otworzyć się na akredytację innych szkół i współpracę z innymi agendami akredytującymi. Żeby było jasne, uważam, że wysokie standardy SEM FORUM mogą tylko budzić szacunek. Sama zresztą brałam udział w ich tworzeniu, od wielu lat działając w Stowarzyszeniu.

Andrzej Świć: Czy Pan Profesor czuje się usatysfakcjonowany zapewnieniem otwartości?

Marcin Bielski: Mogę tylko powiedzieć, że zawsze staliśmy na stanowisku otwartości i współdziałania ze wszystkimi, którzy chcą w tej dziedzinie współpracować. Bardzo sobie cenimy postawę UKA, z którą od początku nasze relacje układają się modelowo. A jeśli chodzi o relacje ze szkołami ekonomicznymi, myślę, że bardzo ważne jest, aby nie dopuścić do sytuacji ostrej konkurencji czy konfliktu. To powinna być konkurencja dobrze rozumiana – każdy z nas stara się robić to najlepiej, jak umie. Z ostatnich słów wynikałoby, że akredytacja uczelni ekonomicznych jest pomyślana jako, w pewnym sensie, obowiązkowa dla uczelni-założycieli. Szkoła, która ma przerosty kadrowe i w której występują różne patologie, dobrowolnie akredytacji się nie podda.

Ewa Chmielecka: Akredytacja jest dobrowolna. Proszę jednak pamiętać, że Radę Fundacji tworzą rektorzy wszystkich publicznych uczelni ekonomicznych. Nie wyobrażam sobie, by rektorzy nie podjęli decyzji o akredytacji kierunków kształcenia we własnych uczelniach.

Stanisław Chwirot: Szlachectwo zobowiązuje.

Ewa Chmielecka: Tak jest. To oczywiste, że trzeba zacząć od własnego podwórka. Być może początkowo dzięki temu dobrowolność będzie nieco ułomna, ale, jak sądzę, w dobrej intencji.

Jerzy Świątek: Podkreśliłbym jeszcze jedną rzecz. W żadnym wypadku nie możemy traktować akredytacji jako próby „porachunków”: my wam pokażemy, jacy jesteśmy dobrzy! To nieporozumienie. Tak to czasem odbierają np. szkoły niepaństwowe konkurujące na jakimś terenie. To jest próba podniesienia poziomu kształcenia.

Stanisław Chwirot: Jak długo mamy wpisaną otwartość i mówimy: każdy jest traktowany tak samo, a jeśli zda egzamin, ma wszelkie prawa i może kształtować system, nie grozi nam to. Natomiast wracając do komisji ewaluacyjnej, myślę, że ten system powinien zawierać w nazwie słowo „państwowe” w jego najlepszym znaczeniu – akcentując, że państwo gwarantuje poziom otrzymywanych dyplomów.

Fot. Andrzej Świć

Prof. Marcin Bielski – prezes Stowarzyszenia Edukacji Menedżerskiej FORUM. Powstałe w 1993 r. SEM FORUM jest najstarszą instytucją akredytacyjną w naszym kraju. Akredytuje kierunki ekonomiczne prowadzone w szkołach biznesu i w wyższych uczelniach. Akredytację SEM FORUM posiada 7 programów licencjackich na kierunku zarządzanie i marketing oraz 5 programów MBA, głównie uczelni niepublicznych. Trwają prace nad akredytacją innych kierunków ekonomicznych i studiów magisterskich. Przewodniczącą Komisji Akredytacyjnej jest prof. Janina Jóźwiak, była rektor SGH. Akredytacja jest odpłatna: program licencjacki 15 tys., program MBA 10 tys. zł. 

Tadeusz Popłonkowski: Nam się wydawało, że to może być źle odebrane przez środowisko.

Ewa Chmielecka: Dyplomy są państwowe.

Andrzej Świć: Ale to ma być reprezentacja środowiska, delegowana przez senaty, choć rzeczywiście ostatecznie mianowana przez ministra.

Leszek Pączek: W Stanach Zjednoczonych, skąd wywodzi się system akredytacji, komisja akredytująca uczelnie medyczne nie ma żadnego związku z żadnym organem państwowym. Powiem więcej, podkreśla się tam, że świadectwa wydawane przez agendy związane z rządem nie są uznawane przez tamtą komisję akredytacyjną. Wobec tego rozważyłbym dodawanie przymiotnika „państwowe”.

Stanisław Chwirot: Ad vocem, Panie Rektorze. Po pierwsze, tradycja amerykańska różna jest od europejskiej. W Europie państwo od lat odpowiada za akredytację. A po drugie, nie jest tak do końca. Zadna uczelnia amerykańska nie ma szansy na dotację z budżetu federalnego czy stanowego – a one stanowią 50 proc. budżetu średniej wielkości uczelni – jeżeli nie uzyska akredytacji jednej z uznawanych 6 agencji regionalnych. To konieczny warunek.

Leszek Pączek: Nie kwestionuję tego. Jest tylko pytanie, czy to ma być agenda przy ministerstwie edukacji, czy środowiskowa. Myślę, że rozmawiamy o dwóch rzeczach. Akredytacja nie jest porównywaniem ani oceną. Muszą być przede wszystkim opublikowane przejrzyste standardy.

Marek Witkowski: Z tego, co Pan Rektor mówi, wynika, że standardy powinny obowiązywać tylko komisję akredytacyjną. Mamy, jak widać, problemy ze zdefiniowaniem terminu standard. Mogą być przecież wysokie standardy i standardy minimalne. Uważam, że komisja ewaluacyjna też musi posługiwać się standardami, rozumianymi jako spełnienie niezbędnego minimum. Takimi standardami posługuje się także KAWSZ.

Leszek Pączek: Komisja akredytacyjna też sprawdza standardy.

Marek Witkowski: Oczywiście, ale to jest znacznie wyższy poziom. Inne standardy do szkół, które się akredytują, a inne do państwowej – tu się chyba zgadzamy – komisji ewaluacyjnej, która sprawdza warunek bezpieczeństwa.

Leszek Pączek: Tylko wtedy nie jest ona akredytacyjną. Ewaluacja nie jest akredytacją.

Fot. Andrzej Świć

Prof. Marek Witkowski – przewodniczący Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego. KAWSZ powstała w 1998 r., na mocy ustawy o wyższych szkołach zawodowych. Jest jedyną państwową komisją powoływaną przez ministra edukacji do opiniowania wniosków o utworzenie i rozszerzenie uprawnień tak państwowych, jak i niepaństwowych wyższych szkół zawodowych. Komisja również ocenia jakość kształcenia w wyższych szkołach zawodowych. Dotychczas utworzono ponad 60 takich uczelni, w tym 16 państwowych. 

Ewa Chmielecka: O tym właśnie mówimy. Komisja państwowa nie powinna nosić nazwy komisji akredytacyjnej, bo to, co czyni, to sprawdzanie warunków minimalnych dopuszczających uczelnie do edukacji, zaś zadania prawdziwej akredytacji są szersze i odmienne.

Marcin Bielski: Chciałbym podkreślić jedną rzecz, związaną z dobrowolnością akredytacji. Kiedy Amerykanie mówili nam, jak wygląda ich system akredytacji, podkreślali, że znacznie ważniejszy jest proces przygotowania szkoły do akredytacji i wewnętrzna samoocena niż sam proces akredytacyjny i nadanie akredytacji. I jeszcze jedna rzecz dotycząca standardów. Amerykanie pokazali nam swoje standardy i powiedzieli: – My właśnie od nich odchodzimy. Natomiast wam, w tym pierwszym okresie, one się z pewnością przydadzą. U nas zadaniem zespołu oceniającego jest zapoznanie się z misją szkoły i stwierdzenie, jak jest realizowana. Na początek musicie mieć jakiś układ odniesienia, zwłaszcza jeśli komuś trzeba odmówić akredytacji, należy to uzasadnić. Za jakiś czas pewnie i u nas nastąpi odformalizowanie tych standardów.

Tadeusz Popłonkowski: Zastanawiam się, czy jeśli sytuacja finansowa pozwalałaby na to, nie powinno się wprowadzić także jakiejś gratyfikacji finansowej i premiowania tych, którzy kształcą najlepiej. Czy jakość kształcenia nie powinna przekładać się także na pieniądze?

Jerzy Świątek: To jest, moim zdaniem, niebezpieczne i bardzo dyskusyjne.

Andrzej Świć: Prof. Osiowski, który badał tę kwestię w Szkocji, gdzie takie sprzężenie funkcjonuje, stwierdził, że jest przeciwny.

Fot. Andrzej Świć

Prof. Leszek Pączek – wiceprzewodniczący Komisji Akredytacyjnej Uczelni Medycznych, prorektor AM w Warszawie. Komisja została powołana w r. 1997 decyzją Konferencji Rektorów Akademii Medycznych. Przewodniczącym jest prof. Maciej Gębicki z AM w Poznaniu. Procedury akredytacyjne oparto na wzorach akredytacji amerykańskich uczelni medycznych. Dotychczas akredytację na kierunku lekarskim uzyskały akademie we Wrocławiu, Warszawie oraz Śląska AM. Trwa proces akredytacji Collegium Medicum UJ oraz AM w Lublinie. Wkrótce akredytacja obejmie także farmację i stomatologię. Akredytacja jest dobrowolna. 

Jerzy Świątek: Zapominamy o innej ważnej weryfikacji, jaką przeprowadza pracodawca. Uczelnie techniczne programowo włączają praktyków i pracodawców do komisji oceniających. Natomiast absolutnie nie wiązałbym tego ze sposobem finansowania.

Stanisław Chwirot: To sprawa proporcji. przydałby się symboliczny bodziec. Niektórzy rektorzy przyznają drobne gratyfikacje kierunkom, które uzyskały akredytację.

Ewa Chmielecka: widziałam ten system w Szkocji i nauczyłam się tam, że jeśli wynik oceny jest niski, to być może szkoła potrzebuje pieniędzy, aby poprawić jakość nauczania. Jeśli wynik jest wysoki, to być może szkole należy się nagroda i stymulacja do utrzymania wysokiego poziomu, warto w nią inwestować. Ale chciałabym wrócić do problemu wysokości czy też surowości standardów. Wiadomo, że akredytacja powinna „ciągnąć jakość w górę”, czyli poprzeczka musi być ustawiona wysoko. Ale wiadomo też, że nie można tworzyć zbyt ekskluzywnych klubów, do których wejdzie tylko czołówka uczelni, ponieważ wtedy akredytacja przestaje pełnić rolę motoru postępu wobec szkół, które poprawy bardzo potrzebują. Zbyt wysokie wymagania zniechęcają je do prób poddania się akredytacji. To jest np. w tej chwili problem naszej fundacji szkół ekonomicznych: jak stworzyć standardy, które będą zarazem stymulować jakość i zachęcać do poddania się akredytacji?

Kolejna ważna sprawa to kwestia współdziałania środowiskowych instytucji akredytujących. mają one ogromny obszar wspólnych celów, nie waham się powiedzieć – ogólnospołecznych. Rzecz w tym, aby ich współpraca nie zamieniła się w rywalizację niszczącą i sprzyjała jakości. Pora stworzyć taką płaszczyznę współpracy i porozumień pomiędzy instytucjami akredytacji środowiskowej.

Marcin Bielski: Na jesieni Fundacja Edukacyjna Przedsiębiorczości prof. Jerzego Dietla z Łodzi, wspólnie z SEM FORUM, chce zorganizować konferencję na temat systemów akredytacji. Zapraszam. Mam pytanie do dyrektora Popłonkowskiego: Czy minister nie może odebrać uprawnień uczelni po upływie okresu, na jaki uzyskała uprawnienia, po stwierdzeniu złej jakości kształcenia? To byłaby rzeczywista weryfikacja.

Tadeusz Popłonkowski: Niestety, ustawa jest tu nieprecyzyjna i czekamy na precedensowe orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, gdyż jedna ze szkół odwołała się od naszej decyzji zamykającej kształcenie na danym kierunku. Sprawa jest na tyle ważna i kontrowersyjna, że pierwszy zespół orzekający odesłał ją do rozstrzygnięcia w pełnym, siedmioosobowym składzie. To nastąpi najprawdopodobniej w maju. W nowym projekcie ustawy zapisaliśmy już precyzyjnie, że ocena negatywna powoduje utratę uprawnień.

Andrzej Świć: Chciałbym poruszyć jeszcze jeden problem. Poza systemem akredytacji środowiskowej istnieje inny nurt wprowadzania jakości do szkolnictwa wyższego, związany z normami ISO. Czy to mogą być systemy uzupełniające się?

Ewa Chmielecka: Sądzę, że do zarządzania tą częścią uczelni, którą możemy nazwać przedsiębiorstwem, normy ISO nadają się dobrze, natomiast do merytorycznej oceny jakości kształcenia system ten nadaje się gorzej.

Fot. Andrzej Świć

Prof. Jerzy Świątek – prorektor Politechniki Wrocławskiej. Komisja Akredytacyjna Uczelni Technicznych, najmłodsza, bo powołana 17 lutego br. przez Konferencję Rektorów Uczelni Technicznych, komisja środowiskowa. Przewodniczącą jest prof. Alicja Konczakowska z Politechniki Gdańskiej. W skład zespołów oceniających mają wchodzić także przedstawiciele praktyki. 

Jerzy Świątek: Normy ISO mogą być przydatne do zarządzania i określenia pewnych wymogów i procedur. To są mechanizmy podnoszenia efektywności. Natomiast trudno mówić o tych normach w odniesieniu do poziomu kształcenia. Musimy nasze działania odnosić do tego, co robi Europa.

Marek Witkowski: Można by zapytać: do jakiego stopnia uczelnia jest przedsiębiorstwem, a do jakiego pełni misję akademicką? W zakresie, w którym jest przedsiębiorstwem, może stosować normy ISO.

Andrzej Świć: Spróbujmy krótko podsumować dyskusję.

Marek Witkowski: Po doświadczeniach pracy w Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego uważam, że przymiotnik „akredytacyjny” jest rzeczywiście niefortunny. Należałoby go zastąpić słowem „ewaluacyjny”, choć pojawia się pytanie, czy będzie to słowo zrozumiałe?

Ewa Chmielecka: Zdecydowanie należy wprowadzić ład w definicjach. Pozwoli to uniknąć nieporozumień na arenie krajowej i międzynarodowej. W Polsce będą współdziałać dwa rodzaje instytucji zapewniających jakość kształcenia: państwowa – dopuszczająca szkoły do działalności edukacyjnej i potwierdzająca zachowanie minimalnych standardów, oraz agendy akredytacji środowiskowej – dobrowolnej o wyższych standardach, wymuszającej stałą poprawę jakości. Należy to rozróżnić. Może fortunną dla agendy państwowej byłaby nazwa: Komisja do spraw Jakości Kształcenia - bez dodatkowych określeń i z widoczną analogią do nazwy Komisji ds. Stopni Naukowych? Bez względu na nazwę obydwie instytucje są nadzwyczaj potrzebne i powinny się uzupełniać i wspierać w działaniach.

Marcin Bielski: Niewidzialna ręka rynku zdecydowanie nie wystarcza. A nawet gdybyśmy uznali, że wystarcza, to działa ze zbyt dużym opóźnieniem. Ważna rola akredytacji, rozumianej jako wyłanianie czołówki i ustalanie wzorców jakościowych, a także rola państwa, eliminująca już na wejściu – w przypadku stwierdzenia niewłaściwej jakości – to dwa czynniki, które mogą uchronić studentów przed marnowaniem pieniędzy i czasu.

Fot. Stefan Ciechan

Andrzej Świć – redaktor naczelny „Forum Akademickiego” 

Tadeusz Popłonkowski: Jeśli pamiętamy początek lat 90. i to, z jakim niepokojem i obawami same uczelnie podchodziły do oceny jakości kształcenia, widzimy, jak wiele się zmieniło. Te 10 lat nie zostało zmarnowane. Musiał to być proces oddolny i okazało się, że niepotrzebna jest do tego ustawa. Wysiłek środowiska włożony w tworzenie systemów oceny jakości i akredytacji powinien być uznany i właściwie wykorzystany w momencie tworzenia państwowej komisji. Tak, abyśmy mogli porządkować to, co żywiołowo w ostatnich latach się wydarzyło i abyśmy mieli zobiektywizowaną wiedzę na temat poziomu kształcenia w poszczególnych uczelniach.

Jerzy Świątek: Jak najbardziej potrzebna jest współpraca. Taki sygnał daje nam też rynek pracy – 30 proc. ofert pracy to wskazanie na studia wyższe bez podania konkretnego kierunku. To oznacza, że mamy wspólny interes.

Stanisław Chwirot: Powstający system jest najlepszym dowodem na to, że lata pracy wszystkich zaangażowanych w zagadnienia jakości – łącznie z „Forum Akademickim”, które zawsze nas wspierało – owocują. Być może szczęśliwie dla nas, z racji pewnego zbiegu okoliczności, to, że w Polsce z pewnym opóźnieniem w stosunku do innych krajów powstaje państwowy system oceny jakości, spowodowało, że z drugiej strony jesteśmy prekursorami we wprowadzaniu w Europie akredytacji środowiskowej, o czym mówi europejska platforma akredytacyjna. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Komentarze