Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 5/2001

Czym mogłaby być historia nauki
Poprzedni Następny

Felieton

Grzegorz Filip

Fot. Stefan Ciechan

...gdyby istniała? A cóż to za pytanie? Przecież taka dyscyplina naukowa funkcjonuje w Polsce od dawna. Mamy zajmujące się nią placówki, profesorów, mamy czasopisma naukowe, które publikują prace z tej dziedziny, powstaje sporo doktoratów i habilitacji. Historia nauki z pewnością jest w Polsce uprawiana.

To prawda, nie funkcjonuje jednak ani w uniwersytecie, ani w szkole, a zatem w świadomości ludzi wykształconych nie istnieje. Z nielicznymi wyjątkami, nie jest przedmiotem wykładów uniwersyteckich ani też nie ma jej w programach szkolnych. Szkołę zostawmy w spokoju, i bez historii nauki ma ona furę problemów. Na kpinę zakrawa jednak fakt, że przyszły inżynier nie studiuje historii techniki, przyszły lekarz ma tylko kilka godzin historii medycyny, a studentom fizyki czy biologii nie wykłada się historii nauk przyrodniczych. Ta ostatnia przydałaby się zresztą także humanistom i filozofom. Trochę inaczej mogłaby wtedy wyglądać filozoficzna refleksja na temat cywilizacji.

Czym więc mogłaby być historia nauki, gdyby postarano się o jej upowszechnienie? Byłaby z pewnością zachętą do uprawiania samej nauki. Wiedza o dziejach odkryć i poszukiwania prawdy wyzwala zainteresowanie badaniami, tak jak książki podróżnicze wywołują ciekawość świata.

Historia nauki i techniki mogłaby stać się opowieścią o dziejach cywilizacji, ludzkiej myśli, twórczego wysiłku. Nasi uczniowie i studenci, nawykli do historii wojen, powstań, rzezi, spisków i najazdów, odetchnęliby ucząc się o tym, że dzieje świata to także wielkie i małe odkrycia i wynalazki, żmudna praca zastępów uczonych i błyskotliwe teorie naukowych gwiazd, funkcjonowanie uniwersytetów oraz rozwiązywanie ludzkich problemów za pomocą myśli i doświadczeń, a nie tylko sztyletu czy gilotyny.

Historia polskiej nauki jako przedmiot wykładów dawałaby wiedzę o tym, co wnieśli Polacy do cywilizacji śródziemnomorskiej, a jest tego trochę, byłaby dowartościowaniem naszego wkładu do Europy. W dobie, gdy nasi sąsiedzi przekonani są o tym, że wnosimy jedynie hordy wygłodniałych robotników, którzy rzucą się na ich rynki pracy, przydałby się nam każdy sposób dowartościowania.

Dzieje naszej nauki i techniki, odkryć i wynalazków Polaków w kraju i na emigracji są nie tylko dopełnieniem obrazu historii, jaki znamy. Są alternatywą historii politycznej, o której pamięta się przede wszystkim i w której, na zasadzie stereotypu, jesteśmy albo ofiarami albo też szaleńcami z szabelką. Upowszechnienie historii nauki prowadziłoby więc do odkłamania stereotypów o Polsce. Byłoby dowartościowaniem naszych dziejów, w których to, co heroiczne jest dzisiaj w pogardzie, bo liczą się skuteczność i sukces.

Zainteresowanie historią w ogóle jest w społeczeństwie ogromne. Popularne książki historyczne osiągają znacznie większe nakłady niż pozycje popularyzujące nauki przyrodnicze czy technikę. Popularna historia nauki i techniki mogłaby więc stać się drogą ku poznaniu nauki współczesnej. Warto te zjawiska wykorzystać. Namawiajmy więc naszych historyków nauki, by opuścili wieżę z kości słoniowej, zaczęli wykładać i pisać książki. Ta dyscyplina naprawdę ma przyszłość.

 

Komentarze